wtorek, lutego 21, 2017

Flatlay, pomysły na zdjęcia, program do obróbki zdjęć
Pytanie o to w jaki sposób wykonuję zdjęcia powtarza się w komentarzach i wiadomościach prywatnych od zawsze, więc dokładne rozpisanie wszystkich moich działań związanych z fotografią było tylko kwestią czasu. W sumie nigdy nie uważałam siebie za guru tej dziedziny, nadal sądzę, że wielu osobom nie dorastam do pięt i mogę się jedynie od nich uczyć. Skoro jednak części z was zadaje mi pytanie jak robić dobre zdjęcia, jesteście ciekawi w jaki sposób możecie nieco ulepszyć swój warsztat, to nie widzę powodów, abym moje patenty trzymała tylko dla siebie i nieszczerze powtarzała, że w sumie to nawet nie mam pojęcia dlaczego mi to wszystko w taki sposób wychodzi. Sama również chcę się nadal uczyć, szukam tutoriali, podglądam prace innych i jestem wdzięczna jeśli jakaś osoba chętnie dzieli się swoją wiedzą. Ostatecznie postanowiłam wyłożyć karty na stół i opisać szczegółową drogę każdego mojego zdjęcia zaczynając od sprzętu jakim je wykonuję, przechodząc przez miejsca, w których szukam na nie pomysłów, kończąc na obróbce i filtrach na instagramie. Mam nadzieję, że mój szczegółowy opis będzie dla was pomocny i inspirujący!

SPRZĘT JAKIM WYKONUJĘ ZDJĘCIA

Aktualnie używam wyłącznie Nikona D3 wraz z obiektywem Nikkor 50 mm 1.4D. Nie jestem profesjonalistą, a raczej samoukiem i różnego rodzaju kwestie odnośnie parametrów sprzętu to raczej wynik moich doświadczeń, a nie fachowa wiedza poparta żonglowaniem parametrami i rzucaniem trudnymi do zrozumienia hasłami. Uczę się metodą prób i błędów oraz nie pretenduję do miana specjalisty w tej dziedzinie. Czy lustrzanka i konkretny obiektyw są niezbędne do robienia dobrych zdjęć? Niekoniecznie! Wielokrotnie trafiając na genialne fotografie na instagramie, piszę do ich autorów, aby dowiedzieć się nieco więcej na temat tego na czym pracują i okazuje się, że używają po prostu smartfona! Podsumowałabym to po prostu w taki sposób, że naprawdę fajne zdjęcia da się tworzyć na wiele różnych sposobów i ważniejsze są tutaj chęci, wprawa i praktyka, bo genialne kadry można uchwycić telefonem, a bardzo słabe najlepszą lustrzanką.
  • Nikon D3 trafił w moje ręce przez przypadek i z jednej strony muszę napisać, że to naprawdę świetny sprzęt (choć jest już bardzo leciwy) dedykowany profesjonalistom, ale z drugiej jednak strony w sumie nie potrzebuję aż tak zaawansowanego wyposażenia do rodzaju fotografii jaką się zajmuję, bo wykorzystuję zaledwie ułamek jego możliwości. Jest on bardzo szybki, posiada pełnoklatkową matrycę CMOS posiadającą 12-megapikseli, która gwarantuje świetną jakość zdjęć. Nie mam do niego praktyczni żadnych zastrzeżeń, poza tym że jest bardzo ciężki i już kilkanaście minut pracy sprawia, że ręce wyraźnie czują, że waży prawie 1,5 kg. Bateria pozwala na wykonanie około 2000 zdjęć, a aparat nie posiada wbudowanej lampy, ale nawet bez niej jesteśmy w stanie uzyskać jasne fotografie.
  • Nikon Nikkor 50 mm f/1.4D jest to obiektyw standardowy, pracujący z aparatami pełnoklatkowymi który pozwala wykonywać jasne zdjęcia nawet w słabych warunkach oświetleniowych dzięki przesłonie f/1.4. Jest to stałka niepozwalająca na ustawienie zoomu, posiada naprawdę niewielki rozmiar i szybko łapie ostrość. Z jednej strony to świetna propozycja dla osób, którym zależy na jasnym obiektywie oraz łatwym uzyskaniu głębi zdjęcia oraz efektu rozmytego tła. Z drugiej strony nie do końca sprawdzi się jeśli chcemy na fotografii mieć masę wyraźnych szczegółów w całym kadrze, a ja coraz częściej mam ochotę na właśnie tego typu fotografie, więc teraz zdecydowałabym się raczej na coś innego. Nie mniej jednak obiektyw jak najbardziej spełnił wszystkie moje oczekiwania.

USTAWIENIA APARATU PODCZAS FOTOGRAFOWANIA

Tutaj też nie chcę przedstawiać wam masy różnorakich parametrów, a skupię się wyłącznie na tym, aby zdjęcia były jak najbardziej jasne. Wiele osób skarży się, że niestety fotografie wychodzą zbyt ciemne, a biel ma mnóstwo niepotrzebnych odcieni i wszystko wygląda po prostu nieprofesjonalnie. Oczywiście najważniejsze jest tutaj oświetlanie, o którym napiszę niżej, ale również poprzez ustawienia aparatu można sprawić, że efekty staną się bardziej zadowalające. Od razu polecam wam rezygnację z trybu automatycznego i przejście na manualny, który wymaga znacznie więcej pracy i zaangażowania, ale jednocześnie pozwala uzyskać zdecydowanie lepsze rezultaty w każdych warunkach. I oczywiście trzeba pamiętać, że każdy kolejny kadr, który chcemy uwiecznić będzie potrzebował nieco innych ustawień, więc to zdecydowania praca dla wytrwałych!
  • Balans bieli przy standardowym fotografowaniu w naturalnym świetle powinniśmy zostawić w spokoju i zdać się na ustawienia auto. Jeśli używamy różnego rodzaju lamp lub innego oświetlenia to najlepszym sposobem jest sprawdzenie wszystkich wariantów i  zastosowanie tego, w którym kolory wyglądają jak najbardziej naturalnie.
  • Czas naświetlania, a właściwie jego prawidłowe ustawienie pozwoli uzyskać nam jasne zdjęcie. Mamy do wyboru dużą ilość czasów, ale postaram się wytłumaczyć ich działanie na przykładzie kilku paramentów. Powiedzmy, że mamy do dyspozycji ...1/60, 1/80, 1/100, 1/125, 1/160... Im jest ciemniej tym zdjęcie powinno być dłużej naświetlane, co znaczy, że musimy zdecydować się na mniejsze wartości czyli 1/60 lub chociażby 1/80. Nie jest to jednak takie proste, ponieważ wybór takich ustawień wiąże się z tym, że zdjęcia faktycznie będą jaśniejsze, ale mogą wyjść poruszone, a rozwiązaniem tego problemu jest użycie statywu. Ja z takiego nie korzystam, więc siłą rzeczy muszę wybrać krótszy czas naświetlania, co wiąże się z tym, że zdjęcie jest ciemniejsze, ale nie grozi mu już brak ostrości spowodowany delikatnym ruchem ręki podczas fotografowania. W moim przypadku najlepszym wyborem jest ustawienie 1/100, ponieważ dzięki temu zdjęcia są wystarczająco jasne i ostre. Jeśli bardzo doskwiera wam brak światła rozważcie zakup statywu i pracę przy znacznie dłuższym naświetlaniu.
  • Wartość przysłony (f) ustala jak duży jest otwór w obiektywie, a co za tym idzie ile przez niego wpada światła. Czyli po prostu jeśli jest dość ciemno, to f ustawiamy jak najmniejsze (u mnie 1.4, a w innych obiektywach to może być 2.8). Przysłona ma też duży wpływ na rozmycie tła i w takim wypadku f musi mieć małą wartość lub gdy chcemy, aby pierwszy plan oraz tło były jak najbardziej ostre, to wybieramy dużą wartość (f16, f22).
  • ISO umieściłam na ostatnim miejscu, ponieważ zawsze ustawiam ten parametr na samym końcu. Standardowa jest czułość na poziomie 200 i staram się zwiększać ją dopiero po ustawieniu wszystkich funkcji opisanych powyżej. Dlaczego tak nie lubię zmieniać tych ustawień? Ponieważ im większe ISO tym fotografie są jaśniejsze, ale pojawia się na nich więcej szumów, które zdecydowanie psują jakość zdjęcia. Ostatecznie przestawiam je maksymalnie do 1000 przy jasnym tle i 600 przy ciemnym, na którym wszelkiego rodzaju defekty są bardziej zauważalne.

ŚWIATŁO

Próbowałam robić zdjęcia przy użyciu różnego rodzaju lamp, ale żadna z przeze mnie testowanych nie spełniła moich oczekiwań ze względu na dodawanie brzydkiej kolorystyki lub bardzo sztucznego efektu. Nie mniej nie wykluczam, że za jakiś czas będę chciała się zaopatrzyć w coś bardziej profesjonalnego i zapewniającego zdecydowanie lepsze i bardziej naturalne rezultaty. W tym momencie korzystam wyłącznie ze światła dziennego. Zdjęcia robię między 10, a 14 w dobrze oświetlonym pomieszczeniu, tuż przy oknie. Jeśli macie taką możliwość to przenieście swój plan w okolicę okna i odsłońcie firanki. Nie polecam robienia zdjęć podczas bardzo słonecznych dni, ponieważ wpadające przez okno promienie słoneczne mogą być przyczyną przepalonych zdjęć, na których pojawia się zbyt jasne paski lub punkty. Najlepsze są godziny, w których słońce nie pokazuje się bezpośrednio w oknie, przy którym pracujecie. Jeśli jest zbyt ciemno i nawet wszelkiego rodzaju ustawienie parametrów i inne zabiegi nie działają, to po prostu odpuszczam i próbuję innego dnia.

BLENDA FOTOGRAFICZNA - JAK UŻYWAĆ?

Polecam wam zakup tego niepozornego przedmiotu, bo naprawdę może wpłynąć na efekt finalny. Na jej powierzchni odbija się światło i możemy tak nią balansować, aby doświetlić jakiś punkt lub chociażby cień, który pojawił się za dość wysokim przedmiotem. Podczas fotografowania może wam się wydawać, że blenda ma niewielki wpływ na ostateczny wygląd zdjęcia, ale już podczas obróbki przekonacie się, że jej użycie rzeczywiście pozwoliło na uzyskanie naprawdę pozytywnych rezultatów. Zamiast blendy można użyć białego kartonu lub kawałka styropianu, który również ładnie odbije światło. Innym pomysłem jest po prostu ustawienie za naszym planem zdjęciowym jakiejś białej płyty lub po prostu fotografowanie przy jasnej ścianie. W tej kwestii liczy się raczej pomysłowość, a nie zasobność portfela. Ja przykładowo czasem używam płyty ze sklejki, na którą przyklejone są białe kasetony. Takie tło świetnie odbija światło, a dodatkowo użycie blendy daje niemalże doskonałe dla mnie naturalne oświetlenie.

TROCHĘ NA TEMAT ESETYKI

Gusta i upodobania bywają naprawdę różne i każdy dąży do jakiegoś swojego upatrzonego ideału, który z kolei zupełnie nie musi się podobać drugiej osobie. Umiejętności i zaangażowanie w tym momencie chciałabym odstawić na bok i skupić się na pewnej kwestii, która bardzo często mnie drażni na blogowych zdjęciach. Stosowanie jakiegoś produktu przez kilka tygodni lub miesięcy z pewnością wiąże się z jego zużyciem, pojawieniem się pewnych niedoskonałości, które nie muszą dobrze wyglądać na zdjęciach, ale są czymś zupełnie naturalnym i nie do usunięcia. Jednak często wiedzę różnego rodzaju recenzje na blogach kosmetycznych, w których produkty wyglądają po prostu niechlujnie. Paleta cieni w całości pokryta pyłkiem, lusterko ze śladami palców, opakowanie podkładu praktycznie całe ubrudzone tymże kosmetykiem. Z jednej strony są to tyko niuanse i rzeczy mało istotne, ale z drugiej jednak mają one ogromny wpływ na odbiór zdjęcia i na to czy przypadkowa osoba zostanie na tym blogu, czy poszuka miejsca, w którym autorka bardziej dba o estetykę i odczucia czytelników. Uważam, że dbałością o tego typu detale okazujemy szacunek osobom, które trafiają na nasz blog!

INSPIRACJE NA ZDJĘCIA NA BLOG I INSTAGRAM

Oczywiście najlepszy pomysł to przeglądanie innych blogów, stron internetowych oraz magazynów, w których często pojawiają się różnego rodzaju kampanie z niebanalnymi zdjęciami. Sama przez takie podpatrywanie wielokrotnie zmieniałam koncepcję na moją blogową twórczość, znajdowałam pomysły na ciekawe tła, dekoracje, gadżety i niebanalne kadry. Często te wszystkie rekwizyty na zdjęciach nie są wynikiem mojej kreatywności, a powstały po przejrzeniu prac innych. Czy to jest kopiowanie? Trochę tak, ale z drugiej strony zawsze staram się coś zmieniać, dodaję inną oprawę i ostatecznie wszystko wygląda zupełnie inaczej niż oryginał, którym początkowo się sugerowałam. Wystarczy tylko otworzyć oczy, chłonąć te wszystkie obrazki i zacząć tworzyć coś swojego. To raczej są rzeczy oczywiste, więc postanowiłam opisać dwa mniej popularne sposoby na szukanie fajnych inspiracji za pomocą aplikacji takich jak Instagram oraz Pinterest.

Instagram z jednej strony to miejsce, w którym możemy znaleźć ogrom inspiracji, ale z drugiej jednak wyszukanie jakiegoś zdjęcia za pomocą hasztagu czasem graniczy z cudem, bo trudno odnaleźć coś wartego uwagi w masie bardzo przeciętnych, dziwacznych i niepotrzebnych nam fotografii. Jest jednak na to inny sposób! Musimy odnaleźć profile, które udostępniają najlepsze zdjęcia z danej kategorii. Wystarczy w polu wyszukiwania wpisać poszukiwaną frazę i oznaczyć, że szukamy profili, a nie zdjęć z danym hasztagiem. Przykładowo jeśli chcemy zainspirować się zdjęciami robionymi z góry, to wpisujemy flatlay i już pokazują się nam takie profile jak chociażby: @flatlays, @flatlay_tips, @flatlay, @flatlayforever, @faltlaybreakfast, @flatlay_collective. Podobnie możemy szukać profili udostępniających zdjęcia jedzenia, a nawet takie dotyczące fotografii na łóżku, czyli @onthebed_project lub kawy @coffeenclothes. Należy poświęcić trochę czasu, a znajdziemy mnóstwo miejsc, zajmujących się bardzo konkretną tematyką i skupiających zdecydowanie najlepsze zdjęcia z całego świata. Każde z nich może też udostępnić waszą fotkę, co z pewnością będzie wiązało się z ogromnym przyrostem fanów. Wystarczy tylko w opisie profilu przeczytać czy należy oznaczyć go na zdjęciu lub dodać odpowiedni hasztag. Oczywiście konkurencja jest spora, ale jeśli tworzycie dobre treści to na pewno w końcu zostaniecie zauważeni!

Pinterest jest jeszcze lepszym narzędziem do wyszukiwania wszelkiego rodzaju zdjęciowych inspiracji. Postanowiłam w czterech krótkich krokach opisać jak najczęściej z niego korzystam i poszczególne punkty oznaczyłam też na zdjęciach poniżej.
  1. Wystarczy w pasek na samej górze wpisać jakieś hasło po angielsku i od razu otrzymujemy masę fotografii bardzo dobrej jakości. Naprawdę rzadko trafiam tam na coś przypadkowego i mało kreatywnego. 
  2. Po założeniu konta możemy dodawać tam swoje zdjęcia, ale też za pomocą jednego przycisku zapisywać inne fotografie z Pintrest, do których wrócimy w chwilach braku weny. 
  3. Inny sposób to dodanie przycisku do przeglądarki i w ten sposób możemy na swoją tablicę dodać dowolne zdjęcia z sieci. 
  4. Ja grupuję znalezione kadry na swoich tablicach przykładowo w celu realizacji fajnych pomysłów na DIY oraz inspirowania się ciekawymi patentami na dekoracje mieszkania. W razie potrzeby nie muszę przeszukiwać folderów na dysku, tylko zaglądam na moje konto i mam gotowe katalogi pełne zdjęć, które w tym momencie najbardziej motywują mnie do działania.





OBRÓBKA ZDJEĆ NA BLOG - PROGRAM

Aktualnie czasem do tego celu używam programu Gimp lub Adobe Lightroom, ale w większości przypadków wystarcza mi banalnie prosty i darmowy PhotoScape, który w sumie w pełni spełnia moje blogowe oczekiwania. Co prawda niestety trochę niszczy jakość zdjęć, ale ogólnie rzecz biorąc w tym momencie nie czuję potrzeby, aby korzystać z bardziej zaawansowanych programów. Teraz po kolei opiszę w punktach i oznaczę na zdjęciu kolejne funkcje z jakich korzystam podczas standardowej obróbki. Oczywiście z reguły każdy kadr wymaga nieco innych ustawień i nie ma tutaj jednego prawidłowego klucza i parametrów idealnych w każdym przypadku.
  • 1.Kadrowanie polecam każdemu jeśli po oglądaniu zdjęć na komputerze okazuje się, że nie do końca taki układ wam odpowiada i lepiej wszystko wyglądałoby chociażby po ucięciu jednego z brzegów. Tak samo przeciętne zdjęcie po wykadrowaniu często zupełnie zmienia swój charakter, bo powiedzmy zamiast szerokiego kadru skupimy się na detalu. 
  • 2. Odwróć bezwzględnie to funkcja pozwalająca obrócić fotografię o kilka stopni, a tym samym nieco ją zmodyfikować. Przydatna jest także gdy okazuje się, że przedmioty na zdjęciu są krzywo ustawione, co nie wygląda profesjonalnie. Naprawić ten błąd można w kilka sekund, ale obserwuję, że wiele osób zupełnie nie zwraca na to uwagi.
  • 3. Zmień rozmiar to parametr, który wytłumaczenia nie potrzebuje, ale warto wspomnieć, że należy korzystać z tej funkcji, aby na blog nie dodawać ogromnych zdjęć, które zajmują mnóstwo miejsca i bardzo spowalniają działanie strony.
  • 4. Jasność, Kolor - otwiera okno z kolejnymi funkcjami, spośród których używam tych opisanych poniżej.
  • 5. Pogłęb - suwak przesuwam do maksymalnie 30, dzięki czemu barwy są znacznie bardziej wyraziste i nasycone. Czerń i inne ciemne kolory dzięki temu nabierają bardzo ładnej głębi, a z kolei te jasne stają się znacznie bardziej przejrzyste. 
  • 6. Rozjaśnij należy używać bardzo ostrożnie i ja ustawiam na poziomie maksymalnie 20%, ponieważ łatwo zbyt mocno prześwietlić kadr i uzyskać zupełnie nieadekwatny do oczekiwań efekt.
  • 7. Nasycenie w przypadku żółtawych lub zbyt kolorowych zdjęć ustawiam na około -30 i dzięki czemu kolory są mniej soczyste i bardziej blade.


Z reszty funkcji tego programu korzystam bardzo rzadko, ponieważ wiele z nich za bardzo ingeruje w pierwotny wygląd zdjęć i sprawia, że barwy zupełnie się zmieniają, kontrast jest naprawdę nierzeczywisty i pojawiają się różnego rodzaju prześwietlenia. Nie mniej jednak bywa, że eksperymentuję z różnego rodzaju filtrami, auto poziomem lub innymi dostępnymi efektami. Przydaje się też funkcja dodawania różnego rodzaju napisów lub grafik, a także stempel do usuwania małych niedoskonałości. Nie mniej jednak wszystko te akcesoria są bardzo ograniczone i absolutnie nie nadają się dla osób, które mają ambicje rozwijać się w dziedzinie retuszu fotografii i radziłabym PhotoScape traktować jako uproszczony program do szybkiej oraz niezaawansowanej korekty. Każde zdjęcie oczywiście potrzebuje ustawienia nieco innych parametrów, więc zabawa takim programem polega na metodzie prób i błędów. Na koniec jeszcze zostawiam wam podgląd na zdjęcie przed obróbką opisaną w punktach wyżej i po niej.


EDYCJA ZDJĘĆ NA INSTAGRAMIE

Zdjęć przeznaczonych na instagram nigdy nie przerabiam w żadnym programie i edytuję je wyłącznie za pomocą gadżetów i filtrów tam dostępnych. Nawet jeśli wcześniej pojawiły się one na blogu i obrabiałam ja za pomocą programu PhotoScape, to i tak nie udostępniam tu tych przerobionych, a dodaję te bez żadnych zmian, ponieważ w ten sposób uzyskuję w moim mniemaniu najlepsze efekty i znacznie bardziej kontroluję ich ostateczny wygląd. Przed dodaniem każdego zdjęcia z reguły stosuję:
  • Dostosuj - pozwala na wykadrowanie, zmianę rozmiarów oraz obrót zdjęcia o kilka stopni. Warto tutaj troszeczkę poeksperymentować, bo być może po zmianie ułożenia kadr będzie wyglądał zupełnie inaczej i z przeciętnej fotografii powstanie coś naprawdę interesującego.
  • Jasność ustawiam na około 30 poziomie, a później ewentualnie do niej wracam, ponieważ poz zastosowaniu filtrów zdjęcia stają się trochę za jasne.
  • Kontrast przesuwam suwakiem na około 35, ponieważ fajnie podkręca on kolorystykę i sprawia, że zdjęcie staje się wyraźniejsze.
  • Temperatura to punkt obowiązkowy jeśli barwy wydają mi się zbyt ciepłe, ponieważ zawsze staram się je lekko ochładzać i nigdy nie dodaję cieplejszych tonów.
  • Nasycenia używam w bardzo małym zakresie i czasem dosłownie o kilka stopni staram się wydobyć kolorystykę fotografii lub nieco ją gaszę, kiedy wydaje mi się za bardzo nasycona i soczysta.
  • Wyostrzenie jest jednym z moich ulubionych gadżetów i w większości przypadków przesuwam suwak nawet na 50 punktów. Dzięki temu detale są dużo bardziej wyraźne, a zdjęcie zyskuje na jakości.
  • Filtry stosuję zawsze na samym końcu i w zależności od zdjęcia używam Lark, Juno lub Ludwig w zakresie do maksymalnie 30 punktów. Są one taką kropką nad i dodają zdjęciom fajnego smaku. Nie mniej jednak czasem warto z nich zrezygnować lub po ich ustawieniu wrócić z powrotem do jasności, ponieważ często ich użycie daje zbyt prześwietlony efekt.

Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam i mój wpis będzie dla was pomocny, a jeśli macie jeszcze jakieś pytania to z chęcią na nie odpowiem. 

Jak robić lepsze zdjęcia na bloga lub Instagram? Moje sposoby na okiełznanie fotografii blogowej

środa, lutego 15, 2017

To właśnie dokładnie dzisiaj ma miejsce premiera tej oto pozycji. Otrzymałam ją od wydawnictwa już jakiś czas temu, więc wydaje mi się, że ta data jest idealna, abym wreszcie mogła przelać swoją opinię na blog. Jakiś czas temu pisałam nieco więcej na temat autorki oraz zawodu, który wykonuje, więc tym razem jedynie podsunę wam link i skupię się wyłącznie na treści, którą otrzymujemy po zakupie książki. Nadmienię tylko, że metoda Bożeny Społowicz polega na połączeniu coachingu prowadzącego do osiągania ważnych celów z mentoringiem opartym na pracy kosmetologa i technologa form kosmetycznych. Zastanawiałam się w jaki przystępny sposób ugryźć tą książkę i oczywiście nie miałam na myśli wbijania w nią zębów, chociaż gdyby okazała się wybitnie nudna lub bezwartościowa, to czemu nie? Ostatecznie postanowiłam nie kombinować i najpierw rozłożyć ją na czynniki pierwsze, krótko streścić każdy rozdział, a na końcu przestawić subiektywną opinię na jej temat i dać znać kto właściwie po sięgnięciu po nią będzie czuł się usatysfakcjonowany.

Bożena Społowicz to pierwsza - i do tej pory jedyna - skin coach w Polsce. Niemal dwudziestoletnie doświadczenie w pielęgnacji cery łączy ze specjalistyczną wiedzą z zakresu kosmetologii, chemii i technologii kosmetyków, a także dietetyki i przyjmowania suplementów. Prowadzi liczne warsztaty, między innymi z komponowania spersonalizowanych kosmetyków. Właścicielka SPA prowadzonego w duchu slow beauty. 
Czy wiesz, że aby mieć piękną i zdrową skórę, powinnaś jeść ciepłe śniadania? „Jak to? Przecież o skórę dbają kosmetyki”, pomyślisz. A jednak!
Skin coaching radykalnie zmieni Twoje myślenie o własnej skórze. Napisałam tę książkę, bo zauważyłam, że zbyt wiele kobiet pogodziło się z faktem, że ich cera jest i pozostanie niedoskonała. Nie musi tak być!
Pomogę Ci zadbać nie tylko o Twoją skórę, ale także o zdrowie i samopoczucie. Nauczę Cię, jak odpowiednio pielęgnować cerę i nie wydać fortuny. Powiem, co jeść, by spowolnić starzenie skóry. Doradzę, jak zredukować zawartość kosmetyczki nawet o 90%, i sprawię, że bez makijażu będziesz wyglądać pięknie.

PUNKT 1. WYGLĄD

Skoro książka dotyczy w dużej mierze piękna to sama też powinna w pozytywny sposób przyciągać uwagę już samą okładką, bo kto niby nigdy nie kupił jakiejś lektury pod wpływem chwili, chwytliwego tytułu lub przyjemnej dla oka oprawy? Z drugiej strony jasne jest też, że tutaj najważniejsza powinna być treść, a nie odczucia odnośnie okładki lub zdjęć. Mimo wszystko muszę napisać, że mając tę pozycję w rękach da się wyczuć, że wszystko w niej zostało zapięte na ostatni guzik. Piękna okładka, ładne fotografie, przejrzysty układ stron oraz dopracowanie doboru grafik, czcionek oraz innych ozdobników sprawia, że po prostu z przyjemnością się do niej zagląda. Względy estetyczne mimo wszystko są u mnie na drugim miejscu, ale grzechem byłoby przemilczenie dużego wkładu w idealne dopracowanie i dopasowanie do siebie wszystkich elementów. Poza tym po prostu jestem estetką i lubię przedmioty ładne.

PUNKT 2. TREŚĆ

Czyli przechodzimy do sedna tego wpisu. W tym momencie chciałabym po kolei przedstawić wam wszystkie rozdziały i nieco zaakcentować czego właściwie dotyczą. Ja powierzam sobie zadanie zwrócenia uwagi na najbardziej istotne elementy, a już wyłącznie waszą rolą będzie przemyślenie czy na pewno tego rodzaju tematyka jest tym czego w tym momencie potrzebujecie i szukacie.
  • ODE MNIE DLA CIEBIE We wstępie autorka w skrócie opisuje swoją ścieżkę edukacji oraz drogę, którą przeszła, aby zostać skin coachem. Zdradza także 5 kroków do zdrowego życia oraz nakreśla zmiany jakie wprowadziła na przestrzeni wielu lat w celu poprawy zdrowia własnej rodziny.
  • SKIN COACHING I KOŁO SKÓRY Opisane są kolejne etapy całego procesu, którego celem ma być poprawa wyglądu skóry oraz zmiana stylu życia. Mamy tutaj też do dyspozycji koło skóry, które wypełniamy zgodnie z naszymi aktualnymi przyzwyczajeniami. Autorka rozkłada na czynniki pierwsze takie aspekty jak dieta, styl życia oraz pielęgnacja, a wśród nich wyróżnia dodatkowo między innymi ruch, stres, sen lub makijaż. Teraz przykładowo zaznaczamy na naszym kole skóry czy filtry UV używamy okazjonalnie, codziennie czy nigdy itd. Ta część książki zdecydowanie zasługuje na uwagę, ponieważ w dużej mierze nie tyczy się tylko pielęgnacji, a wielu codziennych zachowań i rytuałów związanych z odżywianiem i zdrowiem.
  • POZNAJ SWÓJ RODZAJ SKÓRY Na początku mamy tu do dyspozycji dokładne i fachowe wprowadzenie dotyczące budowy i funkcji skóry. Kolejnym krokiem jest określenie swojego typu na podstawie między innymi obserwacji pracy gruczołów łojowych i rodzaju naczyń krwionośnych oraz wykonanie krótkiego testu. Dalej możemy nieco więcej dowiedzieć się na temat naszej skóry, która może być: problematyczna, interaktywna, hiperpigmentacyjna oraz przedwcześnie starzejąca się. Poznajemy cechy charakterystyczne, przyczyny problemów, zalecenia odnośnie stylu życia oraz diety.
  • PIRAMIDA MŁODOŚCI Wszystko na temat odbudowy, antyoksydacji, filtrów UV oraz odmłodzenia. Bardziej szczegółowo dowiadujemy się między innymi jak dobierać kosmetyki ze względu na rodzaj skóry, czy stosować filtry i jak zapobiegać działaniu wolnych rodników. To zdecydowanie zestawienie kilku tematów, które teraz są bardzo na czasie, więc warto poznać punkt widzenia autorki książki i skonfrontować go z własną wiedzą.
  • CODZIENNE RYTUAŁY PIĘKNA Spis wszystkich zabiegów kosmetycznych, które dobrze jest wykonać tuż przed snem oraz rano po przebudzeniu. Na uwagę zasługuje tutaj chociażby wzmianka o szczotkowaniu ciała oraz przykładowo rady, aby przed snem nie nakładać na cerę żadnego kremu, a balsamu nie traktować jako konieczność po każdej kąpieli. Mamy tu, więc do czynienia z pewnego rodzaju łamaniem zasad w kwestii pielęgnacji oraz używania kosmetyków i pewnie nie każdemu to się spodoba.
  • KOSMETYCZKA NA DETOKSIE Zachęta do dokładnego przyjrzenia się kosmetykom, analizy ich składów oraz wyrzucenia tych posiadających szkodliwe substancje. Mamy tutaj dodatkowo namiary na aplikacje pozwalające przeprowadzić tego typu analizy oraz dokładny opis komponentów niepożądanych w kosmetykach takich jak slsy, parafiny i oleje mineralne, parabeny oraz talk. To moim zdaniem bardzo przydatny rozdział, który uzmysławia zalety orientowania się w INCI oraz zdobycia umiejętności doboru kosmetyków niezawierających składników, które negatywnie wpływają na skórę lub są przyczyną alergii.
  • TWÓJ PLAN PIELĘGNACYJNY Po określaniu naszego typu skóry dostajemy w tym momencie dokładny przewodnik jakich typów kosmetyków powinniśmy używać. Dla ułatwienia podane są też konkretne marki oraz produkty. To taka ściąga dla osoby, która chce mieć wszystko dokładnie rozpisane i nie ma czasu oraz chęci na własnoręczne ustalanie swojego harmonogramu kosmetycznego. 
  • MAKIJAŻ: KROPKA NAD "I" Rozdział bardzo podobny do poprzedniego, ale dotyczący konkretnych produktów do makijażu i ich działania na dany typ skóry. Również dostajemy dokładną rozpiskę polecanych typów kosmetyków oraz propozycje konkretnych marek, a wiodą tutaj prym przede wszystkim wszelkiego rodzaju minerały. 
  • KILKA SŁÓW NA KONIEC Małe podsumowanie treści książki oraz list jednej z uczestniczek skin coachingu, której udało się uzyskać satysfakcjonujące efekty, aczkolwiek zdecydowanie nie była to łatwa i błyskawiczna droga na skróty, a długotrwały i mozolny proces podążania wyznaczonym szlakiem.
  • KUCHNIA KOSMETYCZNA Coś dla fanów ręcznie robionych kosmetyków. Wprowadzenie do tworzenia kosmetyków handmade, zasady higieny, potrzebne akcesoria i wreszcie gotowe receptury. Przykładowo znajdują się tu przepisy na musujące kule do kąpieli, balsam w kostce lub ziołowy tonik do twarzy. Ciekawych propozycji jest tu znacznie więcej , więc sama może wreszcie zmobilizuję się do stworzenia czegoś we własnej kuchni. 
  • SKIN COACHING W PIGUŁCE Skrót wszystkich najważniejszych informacji podzielony na 4 etapy pozwalające stawiać kolejne kroki i mogące być pewnego rodzaju bardzo skróconą ściągą na temat całej wiedzy zawartej w książce. Zaczynamy od wypicia szklanki ciepłej wody rano, przechodzimy przez wprowadzenie większej ilości ruchu, a kończymy na zakupie odpowiednio dobranych kosmetyków.

PUNKT 3. JESTEM NA TAK CZY NA NIE?

W głównej mierze książka wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i zdecydowanie czas na nią poświęcony nie był stracony. Lubię poszerzać swoje horyzonty, zdobywać nowe umiejętności, czerpać z wiedzy innych. W tym momencie nie jestem gotowa na tak radykalne zmiany i nie wiem czy do końca tego chcę, ale też nie widzę przeciwwskazań, aby dla innych stały się one rutyną. Podobała mi się naukowa podstawa tej książki zawarta w opisach chociażby budowy skóry i różnego rodzaju czynników oddziałujących na jej wygląd i pracę. Interesujące są też porady autorki, które w wielu punktach są odmienne od tych utartych i aktualnie stosowanych. Poza tym też jestem zwolenniczką wprowadzania zdrowych nawyków oraz życia zgodnego z naturą. Kolejnym ciekawym aspektem było dokładnie rozpisanie typów skóry i wyszczególnienie zabiegów oraz kosmetyków, które należy mieć na uwadze lub wykreślić ze swojego dziennika pielęgnacji. To zdecydowanie fajna propozycja dla osób, które może nie do końca potrafią same zadecydować lub określić czego właściwie teraz potrzebują i co jest dla nich dobre. Doceniam też wzięcie na tapetę tak burzliwych tematów jak odmładzanie, antyoksydacja oraz filtry UV na temat, których krążą już prawdziwe legendy. Bożena Społowicz jest między innymi kosmetologiem, więc posiada fachową wiedzę w kwestii dbania o ciało, ale jej metody czasem mimo wszystko budzą kontrowersje. Nie czuję się na siłach, aby ocenić ideę skin coachingu, ponieważ jestem tylko użytkownikiem kosmetyków, a nie profesjonalistą w dziedzinie dermatologii, chemii lub biologii. Wydanie werdyktu na temat całego tego procesu oraz poszczególnych punktów tu zawartych zostawiam już każdemu czytelnikowi  z osobna.

Jakie jednak mam uwagi? Po pierwsze w niektórych momentach miałam wrażenie, że tekst jest trochę przeciągnięty i nie mam tu na myśli fachowych zagadnień, a moja opinia dotyczy różnego rodzaju opisów autorki, które miałam wrażenie, że bywały nieco senne i niepotrzebnie wydłużone. Drugim aspektem jest fakt, że w rozdziałach dotyczących konkretnych rodzajów skóry skupiałam się tylko na moim typie cery, a spora część treści nie była dla mnie interesująca, bo dotyczyła skóry, której nie posiadam, więc długie fragmenty książki po prostu przekartkowałam. Ostatnim punktem są przykładowe kosmetyki, które w większości przypadków są bardzo drogie. Oczywiście autorka namawia do minimalizmu kosmetycznego, ale mimo wszystko dla sporej grupy osób niektóre produkty ze względu na cenę będą zwyczajnie nieosiągalne i fajnie byłoby poznać ich tańszą alternatywę. Jak widać moje negatywne wrażenia bardziej dotyczą spraw technicznych, a nie ogólnej treści, którą oceniam pozytywnie.

PUNKT 4. DLA KOGO JEST TA KSIĄŻKA?

Po krótkiej analizie tekstu uznałam, że ta pozycja będzie najbardziej odpowiednia dla dwóch głównych grup czytelników i już wyjaśniam kto moim zdaniem po sięgnięciu po nią odnotuje najwięcej korzyści lub po prostu stwierdzi, że kilka wieczorów wzbogaciło jego wiedzę lub było czasem przyjemnego relaksu.
  • Osoby zainteresowane urodą i zdrowiem. Tak po prostu polecam każdemu, kto lubi czytać na ten temat i poznawać nowe sposoby dbania o wygląd. Może to być dla was ciekawa książka o tematyce około kosmetycznej, która stanie się miłą popołudniową rozrywką, powodem do jakichś zmian w pielęgnacji lub stylu życia lub bazą wiedzy, którą zwyczajnie warto powiększać. W tym przypadku nie musimy tej pozycji od razu traktować jako przewodnik, którym trzeba się sugerować od pierwszego punktu do ostatniego. W końcu nie każdy chce, czuje potrzebę lub jest gotowy na zmianę przyzwyczajeń, a po prostu czasem ma chęć dowiedzieć się czegoś nowego, w myślach przybić z kimś piątkę lub z powątpiewaniem pokręcić głową.
  • Osoby mające problemy ze skórą, gotowe na radykalne zmiany. Jeśli nie radzicie sobie z własną skórą, ona wciąż nastręcza wam problemów i jesteście gotowi na coś zupełnie innowacyjnego, to w tym momencie radzę wziąć książkę w dłoń, podążać za kolejnymi rozdziałami i określić rodzaj swojej skóry, wprowadzić nowe nawyki, zmienić zawartość kosmetyczki. Oczywiście sukces, a tym bardziej ten błyskawiczny nie jest pewnikiem, ale chyba nikomu, a tym bardziej osobom, które próbowały już wszystkiego, nie zaszkodzi wprowadzenie kilku zdrowych rytuałów do własnego życia oraz usunięcie z pielęgnacji kosmetyków ze szkodliwymi komponentami. Wszystko zależy tutaj  wyłącznie od naszego podejścia i gotowości na zmiany.
Zainteresowała was ta książka? Jesteście na tak, a może jednak z jakichś powodów nie planujecie takiego zakupu?


Skin Coach - Bożena Społowicz. Premiera książki o drodze do pięknej i zdrowej skóry

czwartek, lutego 09, 2017

Kreatywność innych z jednej strony daje mi ogromną dawkę inspiracji, ale z drugiej to też powód do prawdziwej zazdrości. Nie takiej chorobliwej i negatywnej, a mobilizującej i przekonującej mnie, że skoro inni potrafią to mój tymczasowy brak weny z pewnością jest tylko wytworem wyobraźni, który siedzi w głowie, przekonuje do bezczynnego leżenia i znajdowania miliona powodów wyimaginowanej klęski. W notesie zawsze zapisuję w ciągu dnia wszystkie pomysły związane z blogiem. Jedne są całkiem interesujące, część wymaga poprawy i dłuższego zastanowienia, ale jest tam też spora ilość notatek, które skreśliłam przekonana, że to nie ma sensu, a o tego typu pomysłach powinnam jak najszybciej zapomnieć.

Jednak wertuję dziesiątki blogów i przekonuję się, że tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak głupi blogowy pomysł. Dla dużej grupy osób pisanie jest po prostu fajnym hobby, więc stworzenie niechwytliwego artykułu zakończy się tylko małym zainteresowaniem, być może lekkim spadkiem w statystykach i nie jest to żaden koniec świata. Szef nas nie zdegraduje na niższe stanowisko, nie rozliczy z wykonanej pracy i nie obetnie premii. Tutaj szefami jesteśmy tylko my i warto żeby z małej blogowej klęski zostały wyciągnięte wnioski, ale ostatecznie i tak lepiej coś zrobić niż odkładać na później, czyli na nigdy.

W celu zainspirowania siebie i was przygotowałam mój mały ranking ciekawych blogowych wpisów o różnorodnej tematyce, aby udowodnić, że oczarować innych można naprawdę na wiele sposobów, więc koniec z brakiem weny i pora samemu zrobić coś fajnego. Piszcie, fotografujcie, dobrze się bawcie, nie traktujcie wszystkiego tak bardzo serio i nie dajcie się zatrzymać! 

BEAUTY

Gąbki Blend It, idealny zamiennik BB? Jeśli śledzicie aktualne trendy kosmetyczne to z pewnością wiecie, że według wielu osób bezapelacyjnym królem do aplikacji makijażu jest Beauty Blender. Oczywiście nie jest też ideałem i w stosunku do niego pojawiają się zarzuty wysokiej ceny oraz bardzo słabej trwałości. W swoim wpisie Agnieszka bierze, więc pod lupę najnowszy hit jakim są gąbki marki Blend It i dzieli się uwagami na temat ich jakości oraz wygody używania. Jesteście ciekawi czy znalazła dobry zamiennik BB?

DIY: Jak zrobić peeling różany i miętowy? Niezwykle szybki sposób na stworzenie własnych kosmetyków. Już nieraz się przekonałam, że peelingi domowej roboty spisują się u mnie po prostu najlepiej. Propozycje pokazane tutaj prezentują się bardzo miło dla oka, więc można je zamknąć w ładnych słoiczkach, dołączyć mały bilecik i w ten sposób tanim kosztem stworzyć piękny i przydatny prezent dla kogoś bliskiego. U mnie w tym momencie peeling z fusów kawy bije wszystkie inne na głowę, ale z chęcią poznam coś nowego.

DIY domowy olejek do demakijażu Aktualnie produkty olejowe do oczyszczania skóry cieszą się niesłabnącą popularnością i to za sprawą kultowego już olejku Resibo. Alternatywą dla niego może być produkt stworzony własnoręcznie z połączenia olejków oraz żelu aloesowego. W razie gdyby taka forma demakijażu okazała się niekorzystna dla naszej skóry, to zakupione komponenty można  po prostu wykorzystać jako dodatki do innych kosmetyków lub produkty solo nakładane na skórę twarzy, ciała lub włosy.

Certyfikaty kosmetyków naturalnych i ekologicznych – co warto o nich wiedzieć? "Certyfikaty kosmetyków naturalnych i ekologicznych mają zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. Dla tych pierwszych fakt, że kosmetyk ma certyfikat, oznacza, że jego skład jest pewny i nie znajdzie tam żadnych niechcianych substancji. Dla drugich certyfikaty kosmetyków naturalnych to natomiast rzecz zbędna, bo tylko podnoszą ich cenę. Często słyszę też argument, że kosmetyki bez certyfikatów są tak samo dobrej jakości jak te, które certyfikaty mają."

Najczęstsze problemy z podkładem mineralnym - jak sobie z nimi radzić? Aktualnie praktycznie całkowicie zastąpiłam podkłady tradycyjne tymi mineralnymi. Tego typu makijaż wygląda u mnie najlepiej i rzadko kiedy mam z nim jakieś kłopoty. Nie mniej jednak pierwszy kontakt z taką formą podkładu może przysporzyć kilka problemów i Agata postanowiła stawić im czoła. Jeśli wasz podkład mineralny nie kryje, podkreśla pory lub tworzy maskę i nie wiecie jak sobie z tym poradzić, to szczerze polecam wam rzucenie okiem na ten wpis. 

LIFESTYLE

Co zrobić kiedy organizery nie pomagają? Elastyczny sposób zarządzania pracą Jeśli nie potraficie zarządzać swoim czasem, przekładacie plany na później lub po prostu nie umiecie zorganizować pracy w domu, to zachęcam was do zapoznania się z tym artykułem. Przedstawia on ciekawą metodę, do której zalet możemy zaliczyć: szybkie ustalanie priorytetów, zwiększanie wydajności, większą mobilizację oraz poznawanie własnej produktywności. Kto chce wreszcie ogarnąć swoje życie, plany i postanowienia?

7 przydatnych wskazówek robienia zdjęć na Instagram! Uwielbiam robić zdjęcia i przede wszystkim z tego powodu założyłam bloga. Po poznaniu Instagrama jeszcze bardziej zainteresowałam się kwestią robienia ciekawych fotografii, więc każdy tego typu artykuł chłonę jak gąbka. Jeśli chcecie przeczytać nieco o świetle, kadrowaniu, kompozycji oraz o tym, że każde zdjęcie powinno opowiadać jakąś historię, to szczerze polecam zapoznanie się z tym artykułem, a tym samym zwiększenie swojej wiedzy i być może przełoży to się na znacznie lepszą jakość tego co udaje się wam tworzyć.

7 rzeczy, na które nie tracą czasu efektywne osoby Jakie są wasze małe grzeszki w tej dziedzinie? Ja zdecydowanie zbyt dużo czasu spędzam z telefonem w ręku oraz czasem niepotrzebnie staram się pewne rzeczy udoskonalać, choć właściwie nie ma takiej potrzeby. Jeśli ciągle nie macie na nic czasu i życie dosłownie ucieka wam między palcami, to może to jest najlepszy moment, aby wreszcie się zatrzymać i zastanowić co właściwie robimy źle, bo być może nawet zdajemy sobie sprawy w czym tkwi nasz problem.

Jak być szczęśliwym człowiekiem? "Pisanie o szczęściu (również o tym słynnym ostatnio hygge) jest płaskie, jednowymiarowe, sprowadzane do kilku miłych chwil przed kominkiem. Tymczasem, bycie szczęśliwym człowiekiem to wielowymiarowe, bardzo złożone zagadnienie. Im bardziej zgłębiam ten temat, tym mocniej czuję, że nic nie wiem. Ale uczę się. Patrzę na reakcje swoje i bliskich mi osób i testuję, co działa, a co jest trudne."

4 sposoby zarabiania na blogu Natalia stworzyła wpis pełen praktycznych wskazówek odnośnie tego jak możemy zarabiać na blogu, która opcja jest najbardziej opłacalna i jakie są plusy oraz minusy poszczególnych wyborów. Artykuł ten został dodatkowo wzbogacony o wypowiedzi gości, którzy dzielą się wiedzą na tematy takie jak: afiliacja, AdSense, zarabianie na własnych produktach, wpisy partnerskie, recenzje. Podobno na blogu zarabiać chciałby każdy, ale nie wszyscy mogą. Pora, więc sprawdzić jak my i nasz blog odnajdziemy się w tej kwestii. 

DIY

„Meble DIY”- Regał z drabiny Świetny sposób na zmianę zwyczajnej drabinki na genialny mebel, który z pewnością wzbogaci każde wnętrze. Wygląda oryginalnie, można go zaaranżować na wiele różnych sposobów, a dodatkowo sprawdzi się jako miejsce na książki, dekoracje lub dziecięce zabawki. Wykonanie jest raczej proste, aczkolwiek praca nad nim wymaga użycia cięższego sprzętu, więc nie jest to propozycja dla miłośników błyskawicznych realizacji. Jednak zdecydowanie warto spróbować!

Prezent na Walentynki DIY - kupony miłości do wydrukowania Jeśli też nie mecie pojęcia co kupić swojej miłości z okazji tego pięknego dnia, to najlepszą alternatywą dla materialnych prezentów będą tego typu kupony. Tutaj całkowicie może ponieść was fantazja i drugiej połówce możecie podarować śniadanie do łóżka, romantyczny masaż oraz własnoręcznie przygotowaną kolację. A może wasz partner namawia was na mecz piłki nożnej lub seans filmu science-fiction, a wy nie macie na to najmniejszej ochoty? W takim razie wręczcie mu kupon na dowolną rozrywkę i tym razem niech on zdecyduje czy skaczecie ze spadochronem lub idziecie do kina jakiś wyciskacz łez.

Regał drabina zrób to sam – drabina skandynawska Kolejna i nieco trudniejsza do wykonania drabinka, ponieważ całą tworzymy własnoręcznie z desek i sklejki. Jakiś czas temu niemal identyczną widziałam dostępną w sklepie, ale cena była zdecydowanie zbyt wygórowana. Teraz jestem już niemal pewna, że za jakiś czas pochwalę się wam efektami realizacji tego uroczego projektu. Możliwość pomalowania regału dowolnym kolorem sprawia, że ten mebel pięknie wkomponuje się w każde wnętrze.

Stojak na biżuterię w stylu skandynawskim Wystarczy plaster drewna i zwykła gałązka oraz trochę farby i nieco pracy, aby stworzyć piękne miejsce na różnego rodzaju błyskotki. Co najważniejsze wykonanie jest bardzo proste, a stojak możemy za pomocą kolorów idealnie dostosować do własnych upodobań. Tego typu łatwe i efektowne pomysły zdecydowanie lubię najbardziej, ponieważ dosadnie pokazują czym tak naprawdę jest idea tworzenia czegoś z niczego.

Noworoczne DIY kalendarz - tablica magnetyczna Fajna alternatywa dla bardzo popularnych teraz siatek nad biurkami, na których można powiesić wszelkiego rodzaju zdjęcia lub notatki. Tutaj bowiem mamy tablicę magnetyczną oraz taką, na której możemy pisać kredą. Nada się do zapisywania wiadomości lub mocowania na niej różnego rodzaju inspirujących fotografii, haseł. Poza tym możemy zaszaleć tutaj z kształtem i stworzyć coś nie tylko praktycznego, ale i bardzo oryginalnego.

Która z tych propozycji najbardziej was zainteresowała? A może macie ochotę podzielić się jakimś ciekawym artykułem z waszego bloga?

15 blogowych linków godnych polecenia. Beauty, lifestyle, DIY

poniedziałek, lutego 06, 2017

Ostatni rok w moim życiu przyniósł dwa bardzo ważne dla mnie momenty. Po pierwsze opanowałam samodzielną jazdę samochodem, a po drugie przestałam marzyć o opanowaniu trudnej sztuki profesjonalnego makijażu. Ta pierwsza przełomowa chwila sprawiła, że dosłownie miałam wrażenie jakby ktoś rozwiązał mi ręce, a ja zrozumiałam, że kobieta w samochodzie naprawdę może poczuć się niezależna. Oczywiście te wszystkie naprawy i świecące kontrolki zostawiam mojemu mężczyźnie, a sobie rezerwuję wiatr we włosach oraz brak konieczności biegania za autobusami. To jednak nie miał być wpis motoryzacyjny, więc pora przejść do drugiego ważnego momentu poprzednich 365 dni. Zaczęło się dość banalnie, bo kilka godzin przed rodzinną imprezą pewna siebie zabrałam się za makijaż oraz postanowiłam, że zrobię to jak należy i zgonie z tymi wszystkim anglojęzycznymi tutorialami, w których twarze autorek są tak perfekcyjne, że pewnie już niejedna kobieta przez nie wpadła w kompleksy. Po kilkunastu minutach spędzonych na wklepywaniu, rozcieraniu i malowaniu rzuciłam wreszcie pędzlem o ścianę! To nie była tylko wina wybuchowego charakteru, ale do tego przyczyniło się również moje odbicie w lustrze. Zmyłam te wszystkie kontury i absurdalne rozświetlenia, nałożyłam to co zawsze i wreszcie poczułam się jak kobieta, która podkreśliła swoją urodę, a nie skorygowała każdy fragment własnej twarzy. Było mi o niebo lżej i jakoś tak dobrze samej ze sobą. Takim sposobem zmieniłam spojrzenie na makijaż i zrozumiałam, że czasem naprawdę warto odpuścić i dać sobie spokój z dziwacznymi trendami. 

Mogę stawać na rzęsach, a i tak za kilkanaście lat mój dzisiejszy makijaż rozśmieszy moją córkę równie mono jak jaskrawozielone powieki i trwała z młodości mojej mamy. Pora wreszcie uświadomić sobie, że kosmetyki powinny być też dobrą zabawą, a na makijaż nie ma jednego właściwego sposobu i istnieje mnóstwo pomysłów na jego realizację!

Czy istnieje, więc coś takiego jak nonkonformistyczny makijaż? Raczej bawię się tu w słowotwórstwo, ale zabierając się za malowanie własnej twarzy, czasami mam wrażenie, że wszystko robię inaczej niż inni i często nie daję się ponieść fali aktualnych trendów. Konturowanie całej skóry, rozświetlanie czubka nosa i dorysowywanie grubaśnych brwi zostawiam innym, a sama wierna jestem po prostu intensywnemu kolorowi na ustach, rozświetlonej powiece oraz nieśmiertelnej kresce i taki też ulubiony typ makijażu przygotowałam dzisiaj.

 WYKONANIE MAKIJAŻU ORAZ UŻYTE KOSMETYKI

  • Najważniejszym akcentem są tutaj usta poryte soczystym odcieniem pięknej fuksji. Propozycja marki Revlon w odcieniu Obsession to zdecydowanie jedna z moich ulubionych pomadek, ponieważ jej formuła jest niezwykle komfortowa, intensywnie kryjąca, niepodkreślająca suchości warg, bardzo trwała i nieskromnie powiem, że pomadka ta wygląda u mnie po prostu obłędnie!
  • Kolejnym ważnym szczegółem jest kreska na górnej powiece wykonana eyelinerem w żelu Golden Rose, który ma intensywną barwę oraz łatwo nim narysować precyzyjną i trwałą linię, choć jego konsystencja jest bardzo gęsta i dość sucha. Kreskę skontrastowałam z taflą połyskującego cienia o zaskakującej nazwie Hal Apeno-Poppers z palety The Balm o szampańskiej barwie nałożonego na mokro, ponieważ ten sposób aplikacji sprawia, że barwy są bardzo nasycone, a połysk znacznie bardziej intensywny. Z kolei grafitowy odcień Alfred O'Pasta nałożyłam wzdłuż linii dolnych rzęs. Oba kolory dla ułatwienia zaznaczyłam na zdjęciu znajdującym się poniżej. Cienie są łatwe w aplikacji, trwałe i co najważniejsze mają dobrą pigmentację. Cały makijaż oka wykończyłam tuszem The Mascara, który polubią fanki grubych szczoteczek i dokładnego rozdzielnia oraz wydłużenie rzęs.
    >>> 5 kosmetyków kolorowych, których aktualnie używam najczęściej >>>
  • Brwi podkreśliłam browlinerem Golden Rose, który idealnie nadaje się do zagęszczenia włosów, aczkolwiek nie trzyma ich w ryzach i czasem mam wrażenie, że nie można go zbyt dokładnie rozetrzeć przez co kolor brwi może być niejednolity. Być może po prostu odcień 02 to nie do końca moja gama kolorystyczna.
  • Twarz pokryłam moim ulubionym podkładem mineralnym Lily Lolo, który pięknie wygładza cerę oraz matuje skórę na wiele godzin, a pod oczy nałożyłam korektor w kremie Pixie, który nie przesusza wrażliwej strefy i dobrze kryje wszelkie przebarwiania. 
  • Ostatnim krokiem jest aplikacja bardzo naturalnie wyglądającego różu Annabelle Minerals przypominającego mi zdrowe rumieńce pojawiające się przy zmianie temperatury. Jeszcze tylko odrobina rozświetlacza w sztyfcie wklepanego opuszkami palców ponad kośćmi policzkowymi i gotowe!
Usta: Pomadka Revlon Ultra HD Matte Lipcolor w odcieniu Obsession 
Oczy: Tusz do rzęs Sephora The Mascara, 
Paleta cieni The Balm Appetit, 
Żelowy eyeliner Golden Rose
Brwi: Browliner Golden Rose w odcieniu 02 
Cera: Podkład mineralny Lily Lolo Warm Peach, 
Korektor pod oczy Pixie Cosmetics Reviving 01 Vanilia Cream, 
Policzki: Róż Annabelle Minerals w odcieniu Rose, 
Rozświetlacz Revlon Photoready Insta-Fix 200 Pink Light


Lubicie takie intensywne odcienie na ustach czy raczej decydujecie się na bardziej neutralne kolory? Przemawiają do was aktualne trendy, a może wykonujecie makijaż tylko według samodzielnie ustalonych zasad? 


Fokus na usta! #MondayMakeup

czwartek, lutego 02, 2017

Możemy uznać, że praktycznie mamy już weekend, a ten zobowiązuje do wpisu, który zanadto nie przemęczy szarych komórek w mózgu i będzie miłą rozrywką, tym bardziej, że jedna z moich nowości jest w stanie poprawić humor nawet najbardziej zatwardziałemu pesymiście. Ogólnie w kwestii kosmetyków ostatnio przechodzę coś w rodzaju totalnego zdziecinnienia, a może w sumie nigdy tak naprawdę nie udało mi się do końca dorosnąć? Paleta do makijażu w kształcie głowy lalki oraz czerwonej żaby w koronie, perfumy wyglądające jak torebka oraz preparat do twarzy z maskotką Wielkiego Ptaka to stanowczo najbardziej charakterystyczne osobliwości mojej kosmetyczki. Ledwo człowiek skończył te dwadzieścia kilka lat, a już bach i niczego mu nie wypada, a odrobina pozytywnego zdziwaczenia staje się powodem do pobłażliwych uśmiechów. Oprócz kilku nieszablonowych kosmetyków mam też do pokazania parę tych bardziej zachowawczych, ale w sumie przy tym ustrojonym w ptasie piórka, każdy wygląda jakoś tak bardzo stereotypowo. Początkowo chciałam napisać o tym jakie to do mnie dotarły zaawansowane technologicznie kosmetyki, ale nie ma co zakrzywiać rzeczywistości, bo od początku wiadomo kto skradnie całe show tego wpisu!

PERFUMY

Te dwie propozycje różnią się od siebie pod względem flakonu, trwałości, oraz kompozycji nut zapachowych sprytnie zmieszanych wewnątrz. Oba zapachy nieco odstają od moich utartych upodobań opartych na nutach lekkich, kwiatowych i słodkich. Co za tym idzie to kompozycje zapachowe, które nie wywołały u mnie okrzyku zachwytu tuż po pierwszym użyciu. Plasują się gdzieś tak na półmetku, bo dość daleko im do zwycięstwa, ale też nie wywołały jakichś nad wyraz negatywnych emocji. Na pewno też tak macie, że swoje ulubione perfumy zostawiacie na ważne okazje i dozujecie je, aby poprawić sobie nastrój lub po prostu poczuć się dobrze. Natomiast te mnie lubiane używane są tak na szybko przed wyjściem z domu, a ich wybór to tylko czysty przypadek. Nie jest to dopisywanie ideologii do kosmetyku, a po prostu moje lekkie zafiksowanie na temat niemalże magicznych mocy wszelkiego rodzaju wód, perfum, a nawet mgiełek. Mam nadzieję, że też tak macie i nie wychodzę tutaj na jakiegoś paranoika przypisującego kosmetykom nadprzyrodzone moce.

  • Tommy Hilfiger -Tommy Girl. Po masywnym i prostym flakonie spodziewałam się zapachu lekkiego, mało skomplikowanego i być może z męską nutą. W rzeczywistości jest to bardzo intensywna propozycja, która nie jest jednorodną kompozycją, a składa się z mnóstwa pojedynczych elementów, które wprawny nos będzie w stanie wyczuć. Nuty cytrusowe łączą się tu z czarną porzeczką przyprawioną miętą. Kwiatowym sercem jest róża, lilia i fiołek, a podstawa to jaśmin, magnolia, skóra i drzewo sandałowe. Jednak jeśli miałabym pokrótce opisać ten zapach to najlepszym określaniami byłaby moc, wielowymiarowość oraz bardzo dobra trwałość. Zapach ten utrzymuje się na skórze przez długi czas, z czasem na niej dojrzewa i stopniowo ulega zmianie. Mimo wszystko jest to propozycja, która będzie odpowiadała osobom, które lubią perfumy intensywne, a czasem nawet obezwładniające nieco duszącym charakterem.
  • Marc Jacobs - Divine Decadence. Flakon swoją oryginalnością trochę przyćmił zapach, a w sumie ten drugi po prostu nie do końca jest interesujący. Bez tej ślicznej otoczki w postaci torebki byłoby, więc tutaj bardzo ciężko zainteresować nim konsumenta, ale do rzeczy. Szampan, kwiat pomarańczy i bergamotka łączą się z gardenią, hortensją kwiatem irysa i wiciokrzewem, a podstawą jest tu bursztyn, szafran i wanilia. Co to znaczy w języku przeciętnego konsumenta? Z pewności zapach ten nie jest żadną sztampą, bo obok jego lekkości kryje się coś bardzo intrygującego i polecam wam sprawdzić o czym teraz piszę. Nie mniej jednak nie rozwija się on na skórze, a szczerze mówiąc staje się raczej płaski i jednowymiarowy. Niebanalny flakon i frapująca kompozycja zapachowa równoważone są przez bardzo przeciętną trwałość oraz brak jakiegokolwiek zaskoczenia po kilku godzinach noszenia tej kompozycji. Zdecydowanie wolę perfumy, które w ciągu dnia zmieniają się tak samo jak moje nastroje.

KSIĄŻKA

Pozycja Skin Coach - Bożeny Społowicz wywołała niemałe zamieszanie na moim instagramie. Nie spodziewałam się takich emocji, ponieważ książka ta swoją premierę będzie miała dopiero 15 stycznia. Część z was była zainteresowana tą tematyką, a druga połowa miała pewne wątpliwości dotyczące sposobu pielęgnacji jaki propaguje autorka. Ja nie jestem zwolenniczką jakiegoś szczególnie rygorystycznego stylu życia i nie ukrywam, że naturalna pielęgnacja nie jest mi obca, ale inne warianty dbania o siebie również pojawiają się u mnie dość często. Dlatego też tego typu książki lubię ze względu na poznawanie innego punktu widzenia, porównywanie swojej wiedzy z tą zdobytą przez osoby zajmujące się urodą zawodowo. Nie ze wszystkim muszę się zgadzać, ale chętnie czytam o sprawach, o których do tej pory po prostu nie miałam pojęcia. Co właściwie chce przekazać czytelnikom skin coach? Pozwala poznać swój typ skóry, dobrać odpowiednie kosmetyki, ułożyć plan pielęgnacyjny oraz zrewolucjonizować życie, aby wprowadzić do niego więcej nawyków związanych po prostu ze zdrowym stylem życia. Na dokładkę dostaniemy też przepisy na naturalne kosmetyki i namiary na te, które możemy wygodnie kupić. Ogólnie rzecz biorąc w tym momencie, a dokładnie po przeczytaniu połowy uważam, że to bardzo ciekawa pozycja, która pozwala spojrzeć na pewne sprawy z zupełnie innej perspektywy i pisana jest przystępnym, czasem fachowym, aczkolwiek momentami nieco nużącym językiem. Mam wrażenie, że niektóre fragmenty mogłyby być bardziej zwięzłe i mniej przegadane, ale moje ogólne odczucia są jak najbardziej pozytywne. Już niedługo na pewno podzielę się nieco szerszym podsumowaniem mojej sesji skin coachingu.

KOSMETYKI

W kwestii nowości kosmetycznych panuje tutaj niemałe zamieszanie, bo naprawdę trudno znaleźć jakiś klucz do rozkodowania istoty pojawienia się tych akurat produktów. Nie będę siliła się na jakieś wydumane argumenty, bo część tych kosmetyków to po prostu zrządzenie losu lub dość przypadkowe zakupy podyktowane zapotrzebowaniem na dany typ kosmetyku. Często pytacie mnie: "Jakie masz sposoby, że twoja skóra twarzy i ciała jest taka piękna i nieskazitelna?" Nie pytacie? W sumie nie dziwię się, bo mój wygląd naprawdę z ideałem ma niewiele wspólnego. Jednak teraz do tego wszystkiego podchodzę z należytym dystansem, a kosmetyki są w głównej mierze dobrą zabawą. W sumie jak nie traktować tego wszystkiego z przymrużeniem oka, jeśli mój facet ma cerę saute lepszą niż moja po kilkunastu dobrych minutach pokrywania jej najlepszym podkładem najbardziej zaawansowaną gąbką do makijażu? Kosmetyki, więc mają być dobrą zabawą, koniec i kropka.


  • It's Skin - Power 10 Formula VC Effector i Big Bird Mask. Ogólnie rzecz biorąc serum to na co dzień wygląda całkiem zwyczajnie, a taka szalona odsłona to po prostu edycja specjalna Sesame Street, w której kosmetyki ozdobione są postaciami z Ulicy Sazamkowej. Ten akurat krem wodny inaczej zwany serum ma za zadanie rozjaśnić skórę i dodać jej blasku ze względu na zawartość pochodnej witaminy C. Poza tym producent obiecuje spłycenie zmarszczek, poprawę elastyczności, zmniejszenie widoczności porów oraz przeciwdziałanie powstawaniu zmian zapalnych. W tym momencie są to tylko obietnice i nie mogę dodać nic poza tym, że produkt ten pachnie cytrynowo, a Wielki Ptak wywołał u mnie tak dużo dziecięcej radości, że życzę sobie, aby używanie kosmetyku skończyło się jeszcze bardziej pozytywnie.
  • Dermika - Hydralogique krem matujący na dzień i odżywczy na noc. Inspiracją do stworzenia tych kosmetyków była hydradermabrazja, która wykorzystuje eksfoliację oraz regenerację skóry. Cera po zastosowaniu tych produktów ma być przede wszystkim zrewitalizowana oraz mocno nawilżona. Krem matujący przeznaczony jest do cery normalnej i mieszanej, a jego rola poza oczywistym zapobieganiem błyszczeniu to również złuszczanie i zmniejszanie widoczności porów. Z kolei wersja na noc przeznaczona jest do każdego typu cery i odpowiada między innymi za regenerację oraz normalizację procesów zachodzących w skórze. Szczególnie jestem ciekawa właściwości związanych z matowieniem skóry, redukcją widoczności porów oraz złuszczaniem. Poza tym do tej pory zupełnie nie miałam styczności z Dermiką, więc intryguje mnie jak produkty tej marki mogą wpłynąć na moją skórę.
  • Vichy - żel odświeżająco-oczyszczający Purete Thermale. Przeznaczony do każdego typu cery, i polecany jest nawet do tej wrażliwej. Jego formuła wzbogacona jest w ekstrakt z moringi oraz wodę termalną. Ma nie wysuszać cery oraz ograniczać dyskomfort spowodowany wpływem twardej wody na skórę. Używam go już trochę czasu i w tym momencie mogę stwierdzić, że dobrze oczyszcza skórę, nie powoduje podrażnienia i jest po prostu dobry dla mojej cery. Jednak w tym momencie nie widzę w nim nic nadzwyczajnego, nie dostrzegam jakiejś właściwości, która zmiotłaby konkurencję. Jest dobry, działa poprawnie, ale nie widzę powodu, aby do niego wrócić po raz kolejny.
  • Kosmetyki z linii Tołpa by Mariusz Przybylski. Po pierwsze te produkty odróżniają się od reszty asortymentu marki bardzo minimalistycznymi opakowaniami z krawieckimi grafikami, które oczywiście mają nawiązywać do kooperacji z projektantem. Ich ceny są również wyższe, a wśród produktów możemy znaleźć te dla kobiet, mężczyzn i takie uniwersalne zwane unisex. Absolutnie kupił mnie ten skromny design opakowań, ale w tym momencie jestem niesamowicie ciekawa jak ma się takie dążenie do stworzenia produktów z wyższej półki do ich rzeczywistej jakości. Dla siebie wybrałam balsam-olejek do demakijażu oraz maskę enzymatyczną oraz nawilżającą. Mam nadzieję, że poza designerskim minimalizmem znajdę we wnętrzu tych produktów coś równie wartościowego.
  • Montibello - Hydrium Night krem na noc oraz Radiance Pearl Elixir eliksir rozświetlający oraz korygujący koloryt skóry. Markę znam przede wszystkim z produktów do pielęgnacji włosów, więc kosmetyki do twarzy są dla mnie zupełną nowością i nie mam w stosunku do nich żadnego punktu odniesienia. Emulsja na noc ma w głównej mierze dbać o prawidłowe nawilżenie skóry oraz zapewniać poczucie odprężenia i komfortu. Nazwa eliksiru wskazuje, że jego główną rolą jest zagwarantowanie skórze zdrowego blasku, młodości oraz jednolitości. Produkty te należą do gamy kosmetyków profesjonalnych i ich zadaniem jest kontynuacja pielęgnacji, której poddajemy się w salonie kosmetycznym, tak więc dostępne są do kupienia tylko w takich punktach i nie można ich nabyć chociażby w drogeriach.
Jak podobają się wam moje nowości? Która z tych rzeczy wzbudziła wasze największe zainteresowanie?


Kilka nowości poprzedniego miesiąca. Kosmetyki, perfumy, książka

wtorek, stycznia 31, 2017

Usta to jednocześnie mój największy atut i jeden z najbardziej zatruwających życie kompleksów. Z jednej strony lubię ich kształt i wielkość, a z drugiej od zawsze mnóstwo kłopotów przysparza mi ich suchość oraz błyskawiczna negatywna reakcja na wszelkiego rodzaju zmiany związane z temperaturą oraz chociażby wilgotnością powietrza. Skóra w tym miejscu bardzo często jest spierzchnięta i popękana. Oczywiście poza względami wizualnymi pojawia się też nieprzyjemne uczucie pieczenia. Od kiedy pamiętam zawsze pod ręką miałam jakąś pomadkę ochronną, a bez takowej w pobliżu czuję się bardzo niepewnie. Nakładam ją rano przed wyjściem z domu, w czasie dnia jeśli jakaś kolorowa szminka wysuszy mi usta i wieczorem, aby przez noc moje wargi się zregenerowały. Oczywiście tego typu walka o piękne usta to również starania o możliwość nałożenia kolorowej pomadki, bo niestety wszelkiego rodzaju dolegliwości najczęściej odbijają się na ostatecznym wyglądzie makijażu, ponieważ pigment bardzo często wnika w drobne załamania i jeszcze bardziej uwidacznia wszystko co chcę ukryć. Wszelkiego rodzaju sztyftów, balsamów oraz kremów próbowałam już mnóstwo, jedne działały słabiej, inne lepiej, ale to dopiero zastosowanie peelingu sprawiło, że zauważyłam istotną różnicę. Z powodu tego odkrycia chciałabym przedstawić kilka produktów marki Mary Kay, które dbają o gładkość i piękny kolor moich ust. Nie wszystkie kosmetyki są moimi niezbędnikami, ale kilka to sprawdzeni ulubieńcy, którzy wymagają zrobienia nieco hałasu!

ZŁUSZCZANIE - CUKROWY PEELING DO UST Z MASŁEM SHEA

Zdecydowanie mam słabość do tego produktu! Wewnątrz małej tubki mieści się i gęsty scrub z bardzo drobno zmielonymi kryształkami cukru. Są one perfekcyjnej wielkości, aby odpowiednio złuszczać naskórek, ale też nie działać zbyt łagodnie lub osypywać się z warg. Konsystencja jest gęsta i najlepiej nałożyć ją na usta opuszkami palców, a następnie rozsmarować ją jedną wargą o drugą. Po kilkudziesięciu sekundach cukier się rozpuszcza, a na ustach pozostaje delikatna warstewka, którą można po zabiegu zmyć. W składzie masło Shea znajduje się praktycznie zaraz po głównym składniku czyli cukrze i odpowiada za ochronę i zmiękczanie naskórka. Scrub jest słodki w smaku i pachnie delikatnie cytrusowo, więc używanie to sama przyjemność. Po takim zabiegu usta są bardzo dobrze wygładzone i to bez żadnego mechanicznego podrażnienia, które często pojawia się przy chociażby peelingu za pomocą szczoteczki. Staram się nie wykonywać tego zabiegu zbyt często, ale w sytuacjach kryzysowych zawsze sięgam po ten scrub i szybko po jego zastosowaniu wargi są prawie idealne. To dla mnie duże kosmetyczne odkrycie i rozwiązanie wielu problemów z wyglądem ust. Oczywiście nie jest to działanie długofalowe, ponieważ kłopotliwy naskórek w niesprzyjających warunkach i tak może zaraz ulec przesuszeniu, ale przynajmniej mam takie słodkie koło ratunkowe w zanadrzu, więc już wiem co robić kiedy mam jakieś ważne wyjście i chcę nałożyć pomadkę, która ma prezentować się po prostu dobrze. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to kosmetyczny must have i w sumie tego typu produkt można zrobić sobie samemu, ale nie mam też zamiaru w jakiś sposób negować jego dobrych właściwości tylko dlatego, że w sumie można się śmiało bez niego obyć.

NAWILŻANIE - BALSAM DO UST Z MASŁEM SHEA

Poprzedni produkt dostał ode mnie bardzo wysoką ocenę, a z kolei ten określiłabym jako przyjemny, ale bez fajerwerków. Balsam ma bardzo lekką i gładką konsystencję, która aksamitnie rozsmarowuje się na ustach, otacza je ochroną powłoczką oraz zupełnie ich nie skleja co bardzo pozytywnie wpływa na komfort użytkowania tego produktu. Poza tym dość rzadka struktura i przeźroczysty kolor sprawiają, że pigment z pomadki nie osadza się w załamaniach, a pokrywa wargi lekko mokrym wykończeniem, które pięknie ukrywa wszelkiego rodzaju zmiany, choć ten komfort nie utrzymuje się na wargach przez wybitnie ługi okres czasu. Daje on wargom niesamowitą ulgę, ale nie jest to jednocześnie kosmetyk bardzo intensywnie działający, ponieważ mam wrażenie, że po prostu dobrze chroni, ale nie ma zbyt dużych właściwości regenerujących i naprawczych. Plasuje on się dość wysoko w moim subiektywnym rankingu ulubionych pomadek ochronnych do ust i to przede wszystkim jego przyjemna konsystencja wpłynęła na moje zadowolenie. Poza masłem Shea w swoim składzie zawiera również olejek jojoba, który pomaga odpowiednio nawilżyć oraz chronić skórę. Balsam jest dobry do stosowania na co dzień, ale w krytycznych przypadkach raczej sięgnęłabym po coś bardziej treściwego o większych właściwościach leczniczych. Po całym dniu w pomieszczeniu z suchym powietrzem moje usta tak naprawdę potrzebują prawdziwej reanimacji, a nie tylko kosmetycznych poprawek.

KONTUR - KONTURÓWKI DO UST

Prawidłowo nałożona konturówka nie tylko może nieco zmodyfikować wielkość i kształt ust, poprawić ich kontur, ale także pozytywnie wpłynąć na trwałość makijażu, więc to kosmetyk, na który warto zwrócić uwagę, a jeszcze lepiej wypróbować go na sobie. Tutaj w plastikowym ołówku znajduje się wyjątkowo cienka kredka, która precyzyjnie obrysowuje usta. W skuwce dołączona jest malutka temperówka, która pozwoli w każdym momencie zaostrzyć sztyft, który dość szybko ulega spłaszczeniu, a więc staje się mniej dokładny. Formuła jest wodoodporna, a sama konsystencja miękka, więc łatwo i precyzyjnie rozprowadzić ją w odpowiednim miejscu. Te właściwości są niewątpliwą zaletą, ale równie ważna jest ich wielogodzinna trwałość, która w połączeniu z pomadką daje bardzo zadowalający efekt. Oczywiście konturówką można pokryć też całą powierzchnię ust co będzie skutkowało niesamowicie długotrwałym kolorem i matowym wykończeniem. Ten zabieg oczywiście nie jest specjalnie ekonomiczny, ale też nie podkreśla zbyt mocno suchych skórek, choć ostatecznie po kilku godzinach może je nieco wysuszyć. Nie używam konturówki podczas każdego nakładania pomadki, ale lubię efekt jaki można nią osiągnąć, ponieważ moja linia ust jest nierówna i czasem potrzebuje lekkiej korekty, choć też wystrzegam się zbyt karykaturalnego makijażu, w którym konturówka gra pierwsze skrzypce i nieestetycznie odróżnia się od pomadki oraz wychodzi daleko poza wargi. Czasem myślę, że to tylko koszmar z dawnych czasów, ale jednak wciąż zdarza mi się obserwować kobiety, które uważają, że jest im w tym dobrze, a w rzeczywistości jest im źle, nawet bardzo źle... 

  • Medium Nude - Odcień jest bardzo ciemny i wpada w brąz, a to jak wiadomo nie jest barwa odpowiednia dla każdego. Nałożony jako konturówka wymaga akompaniamentu równie ciemnej pomadki. Nałożona solo na całe wargi zdecydowanie zwraca uwagę ciemnym brązem, który mimo wszystko nie należy do moich ulubionych kolorów na ustach, kojarzy mi się z makijażem w stylu retro i nie jestem pewna czy dopasowuje się do każdego odcienia cery. W moim przypadku to kolor na zaledwie kilka użyć.
  • Coral - Ta barwa zdecydowanie bardziej trafia w moje kolorystyczne upodobania. Odcień jest bardzo twarzowy i lekko rozjaśnia naturalną barwę ust. To taka morela czyli ciepłe połączenie różu i odrobiny pomarańczowej tonacji. Jest też bardziej uniwersalny od poprzednika, ponieważ dobrze zgra się z większą ilością pomadek. Poza tym konturówka ta użyta solo prezentuje się korzystniej od poprzedniczki, ponieważ ładnie ożywia cerę i mam wrażenie, że dobrze wypadnie skonfrontowana z różnymi ocienianiami skóry. 

KOLOR - ŻELOWE SZMINKI SEMI-MATTE

Większość pomadek tej marki sprawdza się u mnie doskonale, ponieważ ich kremowe formuły przyjemnie rozprowadzają się na ustach, są bardzo trwałe, a przede wszystkim nie podkreślają problemów z brakiem odpowiedniego nawilżenia. Semi-Matte dodatkowo mają świetną pigmentację, ponieważ kolory są nasycone i jedno pociągnięcie pomadki daje bardzo intensywny i kryjący efekt. Zwrócę tu też po raz pierwszy uwagę na opakowanie, ponieważ poprzednie produkty pod tym względem nie były specjalnie godne uwagi. Tutaj mamy do czynienia z bardzo przyjemnymi dla oka opakowaniami ze srebrną ozdobą z przodu oraz okienkiem na skuwce, przez które można rzucić okiem na kolor pomadki. Półmatowe wykończenie to rzeczywiście coś pomiędzy matem, a satynową poświatą. To połączenie gwarantuje, że produkt ten z jednej strony jest bardzo trwały i utrzymuje się przez kilka godzin, a z drugiej strony jego kremowa konsystencja z dodatkiem olejku jojoba sprawia, że wargi nie są przesuszone, a drobne pęknięcia nie są podkreślone. Jedynym mankamentem jest fakt, że czasem mam wrażenie, że struktura jest nieco ciężkawa i trochę wyczuwalna podczas noszenia. Domyślam się, że wynika to przede wszystkich z bardzo mono kryjącego wykończenia i zawartości konkretnych pigmentów w danym odcieniu, bo jak się przekonacie poniżej ogólne właściwości pomadki mogą diametralnie różnić się od jej koloru i warto mieć to zawsze na uwadze. Jak widać nie da się ocenić całej linii danego kosmetyku po sprawdzeniu zaledwie jednego jego wariantu i to również przez to opinie o produktach bywają tak bardzo rozbieżne. 



  • Always Apricot - Jest to koral, w którym przeważają ciepłe i zdecydowanie słoneczne akcenty. Ogólnie sam kolor wygląda bardzo obiecująco i spodoba się przede wszystkim osobom czującym się dobrze z lekko pomarańczową tonacją na ustach. Nie mniej jednak konsystencja trochę mniej mi odpowiada niż pomadki, o której napiszę nieco niżej. Ta bowiem jest jakby bardziej sucha, a o za tym idzie trudniejsza w aplikacji, co ostatecznie może skutkować nierówną strukturą na ustach i osiadaniu pomadki w drobnych załamaniach warg. W sumie kolejny raz zdarza mi się, że jakiś produkt do ust o jasnej barwie wygląda u mnie zdecydowanie gorzej niż kosmetyk z tej samej serii o ciemniejszej i bardziej nasyconej kolorystyce.
  • Powerful Pink - To z kolei pomadka, po którą sięgam naprawdę często, bo dosłownie wszystko mi się w niej podoba. Jest to soczysta fuksja o nieco chłodnym zabarwieniu, które podkreśla biel zębów i mam wrażenie, że ładnie współgra z większością typów cer. Poza tym jej struktura jest również lepsza niż u poprzedniczki, ponieważ ten odcień przyjemnie rozsmarowuje się na ustach, tworzy aksamitne i przede wszystkim równomierne wykończenie, które nie podkreśla niedoskonałości, a dobrze je tuszuje. Kolor, konsystencja oraz trwałość zasługują w tym przypadku na bardzo wysoka ocenę.
Macie problemy z pielęgnacją ust podczas zimy? Zdradzicie mi swoje patenty na piękne usta?

4 kroki do pięknych ust z Mary Kay. Złuszczanie, nawilżanie, kontur i kolor

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy