wtorek, maja 23, 2017

To już zdecydowanie ostatni moment, aby zaplanować i jak najszybciej zrealizować pomysły na jakieś fajne upominki dla mamy. Nawet jeśli wasza rodzicielka już od wielu lat utrzymuje, że tak naprawdę niczego nie potrzebuje i do pełni szczęścia wystarczy jej wasza wizyta, to i tak wychodzę z założenia, że mimo wszystko warto jednak trochę zmaterializować własne uczucia. 

To niezwykłe, że można zamknąć miłość w pięknej kartce, szacunek w bukiecie ulubionych kwiatów, a przyjaźń w wyjątkowym flakonie perfum. 

Oczywiście każda mama jest inna, cieszą ją zupełnie różne doznania oraz prezenty, więc zdecydowałam, że polecę tutaj zarówno listy fajnych kosmetyków oraz gadżetów, a także upominków DIY, które możemy zrobić sami lub przynajmniej osobiście je wydrukować oraz spersonalizować. Dodałam też garść inspiracji na wyjątkowe opakowania oraz parę instrukcji ładnego komponowania kwiatów, bo jestem przekonana, że piękne pakowanie prezentów już samo w sobie jest niezwykłym podarunkiem i wyraża nasze starania oraz zaangażowanie. Mam nadzieję, że mój krótki przewodnik po tych świetnych ideach będzie dla was pomocny i ostatnie dni przed 26 maja spędzicie zdecydowanie twórczo, a finałem tej pracy będzie uśmiech, radość i być może jakaś łezka szczęścia w oku. 

POMYSŁY NA PREZENTY DO KUPIENIA ORAZ DIY

10 Pomysłów na prezenty z okazji Dnia Matki  Zestawienie kilku pomysłów na niebanalne upominki dla każdej mamy. Możemy zainspirować się zarówno propozycjami kosmetyków, ale także gadżetami służącymi do pielęgnacji ciała. Trzecia grupa to prezenty, które bazują na emocjach jak chociażby wspólna kolacja, fotoksiążka lub słoik z 365 powodami, za które kochamy naszą mamę. Jestem przekonana, że jest to fajne zestawienie propozycji dla osób, które robią zakupy na ostatnią chwilę i nie mają już czasu na planowanie.

10 pomysłów DIY na Dzień Mamy Oczywiście na tej liście nie mogło zabraknąć propozycji upominków, które można wykonać własnymi rękami, bo moim zdaniem sprawdza się to nawet jeśli już dawno staliśmy się już dorośli i wydaje nam się, że jesteśmy znacznie za poważni na tego typu zabawę. W polecanym przeze mnie wpisie możecie znaleźć instrukcje stworzenia między innymi stojaków na biżuterię, ramek na zdjęcia oraz naszyjnika. Pomysły są w większości szybkie i łatwe do wykonania, więc nie pozostaje nic innego jak zakasać rękawy i brać się do pracy!

21 pomysłów na prezent DIY dla mamy I jeszcze jedno zestawienie propozycji prezentowych handmade. Nie wierzę, że znajdzie się osoba, która nie zauroczy się przynajmniej jednym z tych świetnych tutoriali, ponieważ są łatwe do wykonania, efektowne i co najważniejsze naprawdę ładne. Możemy zdecydować się na stworzenie chociażby kul do kąpieli, flower boxa, peelingu cukrowego, świeczek lub podstawek na zdjęcia. Musicie zobaczyć resztę pomysłów, ponieważ uważam je za bardzo inspirujące.

Dzień Mamy: 15 pomysłów na udany prezent dla Twojej Superbohaterki Tym razem zdecydowałam się na umieszczenie tutaj propozycji z bloga DaWanda, ponieważ dość często robię tam zakupy i zawsze jakoś tak miło mi się robi na sercu, że kupując wspieram czyjś mały biznes. Upominki zamieszczone na tej liście traktuję wyłącznie jako pomoc, ponieważ ilość różnych produktów może być naprawdę oszałamiająca i ostatecznie trudno zdecydować się na coś konkretnego. Poniżej możecie zobaczyć wybrane przeze mnie przykłady naprawdę fajnych przedmiotów.

 Pomysły na prezenty

Naturalnie dla mamy! Prezentowe inspiracje na dzień Matki Ostatnia propozycja na prezenty związana jest wyłącznie z kosmetykami i może być skierowana do takich mam, które znają tego typu produkty pielęgnacyjne lub tych, które nie przeszły jeszcze na naturalną stronę mocy, ale są jej ciekawe i nie boją się zmienić swoich przyzwyczajeń. Do wyboru mamy kremy, olejki lub sera do twarzy oraz gotowe zestawy kosmetyków. Myślę, że takie produkty to naprawdę ciekaw propozycja, ponieważ wyraźnie sygnalizują, że zależy nam na bezpieczeństwie ukochanej osoby.

KARTKI, PLAKATY ORAZ ETYKIETY DO WYDRUKOWANIA

 Kartki na Dzień Matki
Kartki i etykiety na Dzień Mamy Mamy tutaj gotowe kartki mogące stanowić odrębny prezent oraz bileciki będące uzupełnieniem upominku jeśli dołączymy je chociażby do kwiatów lub przewiążemy wstążką i umocujemy przy paczce. Możemy też pójść o krok dalej i wydrukować Pudełka w kształcie serca, które będą stanowiły przepiękny zestaw z kartkami, o których pisałam powyżej. Jestem zachwycona wyglądem tego zestawu, dopracowaniem wszystkich szczegółów oraz efektem końcowym, który wygląda naprawdę imponująco. W takim wypadku już nawet zawartość tego typu prezentu nie jest aż tak bardzo istotna, bo cała oprawa wyraża dużo więcej niż słowa i przedmioty.

Kartki na Dzień Matki 3D- DIY do wydruku i personalizacji Kolejna świetna propozycja do wydruku, którą wyróżnia przede wszystkim możliwość wyboru trzech wersji kolorystycznych, koronkowe elementy, które sprawiają, że kartka jest wielowymiarowa oraz opcja dołączenia własnej notki. Poza tym w zestawie znajdują się również idealnie dopasowane zawieszki do prezentów, więc szybko i łatwo można stworzyć sobie pełen zestaw prezentowy nawet na kilka chwil przez jego wręczeniem.

Coś dla mamy, czyli darmowa grafika do pobrania Prosta, ale bardzo efektowna kartka, którą można dodatkowo spersonalizować według własnych upodobań. To zdecydowanie propozycja dla osób, które lubią tego typu nietuzinkowe upominki. Do mnie absolutnie trafia tego typu estetyka, więc polecam wam jej pobranie, bo to kosztować was będzie jedynie udostępnienie tego wpisu na Facebooku.


Plakaty na Dzień Matki (do wydruku) Moim zdaniem tego typu projekty to najszybszy pomysł na na prawdę fajny prezent na ostatnią chwilę, ponieważ wystarczy wydrukować wybrany przez siebie plakat z wybranym hasłem, włożyć go w ramkę i już mamy gotowy zestaw, który na pewno stanie na jakiejś komodzie i codziennie będzie wyrażał najszczersze uczucia. Polecam wam rzucenie okiem na te propozycje, bo są wizualnie bardzo miłe dla oka i co najważniejsze posiadają niezwykłe ciepłe przesłania. 

 Plakaty na Dzień Matki

Dzień Matki – pomysł na prezent i darmowe etykiety do wydrukowania I jeszcze raz wracam do tematu etykiet, ponieważ tego typu dodatki są bardzo miłym urozmaiceniem prezentu na każdą okazję. Ten link wskaże wam miejsce, w którym znajdziecie bardzo dużo wzorów do wyboru zaczynając od bardzo kolorowych i kwiecistych, a kończąc na tych nieco skromniejszych. Po wydrukowaniu mogą stać się naklejkami na prezenty lub bilecikami dołączonymi chociażby do kwiatów

OPAKOWANIA PREZENTÓW, KWIATY, POZOSTAŁE NIESPODZIANKI

Jak ładnie zapakować kwiaty? Róże, eustomy lu goździki to zawsze świetny pomysł na prezent i co najważniejsze możemy je zapakować w niezwykły sposób lub taki nawiązujący do stylu reszty upominków. W tym wpisie autorka podpowiada jak zrobić to w szybko i efektownie, więc nawet niepozorne tulipany kupione w dyskoncie mogą zamienić się w naprawdę przyjemny dla oka drobiazg. Opakowanie przecież może być na równi dekoracyjne co kwiaty.


Tablica inspiracji - pakowanie kwiatów Tak spodobał mi się florystyczny temat, że postanowiłam na potrzeby tego wpisu stworzyć na Pintreście tablicę ze świetnymi pomysłami na niebanalne opakowanie kwiatów w różnego rodzaju kolorowe lub pakowne papiery. Znajdują się tam również mini tutoriale w jaki sposób ładnie i poprawnie ozdobić kwiaty, ponieważ jakiś czas temu sama chciałam sama stworzyć bukiet i to właśnie ładne owinięcie go papierem stanowiło dla mnie największy problem, który szczęśliwie udało mi się rozwiązać.


Do wydruku: baner na ciasto dla mamy Kolejny projekt, który z pewnością sprawdzi się do ozdobienia prezentu na ostatnią chwilę. Moim zdaniem jednym z fajniejszych propozycji jest zrobienie własnoręcznie ulubionego wypieku naszej mamy i udekorowanie go tego typu dekoracją, która podkreśli wyjątkowość tego pięknego dnia. Ja co prawda niestety nie posiadam zdolności kulinarnych, ale jestem przekonana, że ta sugestia może kogoś naprawdę zainspirować do stworzenia czegoś od serca.

Kupony na Dzień matki do wydrukowania - DIY Już kiedyś pisałam na temat tego typu upominków, ale uważam, że jeszcze raz warto nadmienić nieco więcej na ich temat. Kilkukrotnie zwracałam uwagę na podarunki na ostatni moment, ale ten można stworzyć dosłownie na kilka chwil przed wizytą u mamy. Po prostu drukujemy kupony na chociażby wspólne wyjście do kina, śniadanie do łóżka lub zakupy. Możecie też uzupełnić je sami i zaoferować mamie jakieś bardziej przyziemne lub ekstremalne doświadczenia. Uważam, że to jeden z najlepszych pomysłów na naprawdę niedrogi i nietuzinkowy prezent.

Tablica inspiracji - pakowanie prezentów Na samym wstępie wspomniałam, że czasem dbałość o tego typu detale jest ważniejsza niż wnętrze paczki i świadczy o zaangażowaniu, a czasem pomaga zatuszować nieco nieudaną niespodziankę. Z tego względu stworzyłam tablicę inspiracji, na której postanowiłam umieścić naprawdę fajne pomysły na opakowania i jestem pewna, że będą one motywacją, aby w tym roku nieco bardziej skupić się ta tego typu detalach. specjalnie wybrałam różnorodne warianty, od takich bardzo skromnych i minimalistycznych, po takie bardzo ozdobne i bogate.


Jak podobają się wam moje propozycje?
Co w tym roku wręczycie waszym mamom? 

Dzień Matki - Pomysły na kartki, kwiaty, plakaty, prezenty oraz ich opakowania

piątek, maja 19, 2017

W ostatnim czasie na kilku blogach spotkałam się z mrożącymi krew w żyłach opowieściami na temat domniemanej wrogości między blogerami, która objawia się rzucaniem kłód pod nogi i plotkowaniem tak intensywnym, że niejednej osobie uszy płonęły żywym ogniem. Ja chyba jednak mam do tego typu opowieści odpowiedni dystans, szczęście do ludzi lub, a może ktoś tu trochę przeinacza rzeczywistość?

Moim zdaniem albo zaczniemy wszyscy do aferek internetowych podchodzić z odpowiednią powściągliwością albo nadal niektóre grupy blogerów będą kojarzone wyłącznie z bardzo niedojrzałym zachowaniem, rozmienianiem się na drobne i brakiem profesjonalizmu. Pewne sprawy trzeba brać na chłodno i aż tak bardzo się nie spinać, bo jak sądzę internetu i czytelników starczy dla każdego.

Całe szczęście, że ja z blogowaniem wiążę tylko same miłe emocje, więc z przyjemnością zapraszam was na kolejną odsłonę wpisu, w którym polecam artykuły innych osób. Bardzo polubiłam ten comiesięczny rytuał przeszukiwania różnych stron, zapisywania kolejnych miejsc i ostateczne publikowanie linków na łamach mojego bloga. Myślicie, że tego typu tropienie najlepszych blogowych wątków to mimo wszystko trudna sprawa? Bingo! Zawsze mam wrażenie, że pominęłam coś bardziej istotnego, ale to już temat na dłuższą opowieść o moim perfekcjonizmie, który naprawdę czasem potrafi być irytujący i stać na przeszkodzie wielu pomysłów. 

BEAUTY

Jak możemy usprawnić pielęgnację, by nie zabierała dużo czasu? To co prawda nie jest może propozycja wpisu dla osoby intensywnie zainteresowanej tematyką urody, bo głównym jego zamierzeniem jest udowodnienie, że dbanie o siebie nie musi wymagać dużo czasu i ogromnej ilości kosmetyków. Mimo wszystko wydaje mi się, że warto poznać nieco inny punk widzenia, tym bardziej, że aktualnie triumfy przeżywa minimalistyczne podejście do różnych dziedzin życia, więc i pielęgnacja ciała musi nadążać za trendami. Z drugiej strony rzeczywiście można tak zorganizować swoją kosmetyczkę, aby produkty były bardziej uniwersalne, a wszelkiego rodzaju zabiegi sprawniej rozplanowane.

Szminki w proszku, czyli Lip Powder by RiRe Jestem przekonana, że większość osób zupełnie nie kojarzy tego typu pomadek w proszku, który po kontakcie z ustami zmienia swoją konsystencję na kremową. Lubię czytać na temat tego typu nowinek kosmetycznych i co prawda pewnie nie potrzebuję tego typu produktu w mojej kosmetyczce, ale fajnie wiedzieć, że coś takiego istnieje. Wydaje mi się, że taka wariacja na temat pomadki raczej nie zdobędzie wielkiej popularności, ale przynajmniej jestem na czasie i wiem co piszczy w kosmetycznym świecie. A was ciekawą tego typu czasem zabawne beauty ciekawostki?

Dobre i tanie? Kosmetyki naturalne za mniej niż 50 zł To już tradycja, że zostawiam tu zawsze link do jakiegoś artykułu z bloga Olgi, ale u niej pojawiają się zawsze tak ciekawe tematy, że naprawdę nie mogę pominąć tego miejsca w sieci. Tym razem autorka postanowiła wziąć pod lupę kosmetyki naturalne i udowodnić, że można wśród nich znaleźć takie na każdą kieszeń. Moim zdaniem każdy zaczynający przygodę z naturalną pielęgnacją powinien rzucić okiem na tą ściągę, bo wśród produktów można znaleźć już takie poniżej 10 zł. Świetny i rzetelnie stworzony artykuł i chciałabym, aby więcej osób poznało to zestawienie.

Zrób sobie naturalny puder do twarzy Propozycja dla osób, które również w kwestii makijażu szukają bardziej naturalnych produktów i nie boją się własnoręcznego tworzenia kosmetyków. We wpisie dostajemy instrukcje wykonania pudrów z chociażby skrobi, mąki ryżowej lub masy perłowej, które można nieco zabarwić cynamonem lub glinkami. Innym przykładem takiego kosmetyku handmade jest puder do konturowania z kakao, mąką kukurydzianą oraz olejkami. Czytałam już nieco na temat tego typu zamienników z różnych rodzajów mąki, ale pierwsze słyszę o dodawaniu cynamonu i kakao. Odważylibyście się na taki eksperyment?

Rok bez farbowania włosów - lepiej z farbą czy bez? Ja sama kiedyś wielokrotnie zmieniałam odcień włosów aż wreszcie doszłam do wniosku, że to w moim naturalnym czuję się najlepiej i nie zdecyduję się na zmianę odcienia póki nie będzie to dla mnie koniecznością. Z drugiej strony to podobno właśnie Polki przodują w koloryzacji włosów i nie dziwię się, że niektórym osobom z różnych względów ciężko pożegnać wymarzony kolor. W takim razie warto poznać punkt widzenia osoby, która postanowiła zrezygnować z tego zabiegu i zdecydowała się opisać plusy i minusy tego dość długotrwałego procesu.

LIFESTYLE

Organizacja zdjęć na komputerze - selekcja, archiwizacja, obróbka Każdy kto często fotografuje i nie jest za pan brat ze systematycznością wie jak łatwo wszelkiego rodzaju fotografie potrafią przeobrazić się w koszmarny bałagan, w którym ciężko cokolwiek znaleźć. Alina w swoim wpisie zdradza po kolei w jaki sposób zapisuje zdjęcia, gdzie je przechowuje i jak opisuje poszczególne foldery. Myślę, że to bardzo ciekawy przewodnik dla każdego przerażonego ilością tych wszystkich źle skatalogowanych plików oraz wiecznie pełnego dysku i pulpitu komputera upstrzonego milionem niepotrzebnych folderów.

Stwórz "Style Guide" dla bloga Kiedy przeczytałam ten artykuł od razu pojawiło się w mojej głowie pytanie dlaczego właściwie sama nie wpadłam na ten banalny, a jednocześnie genialny pomysł! Anglojęzyczna nazwa niekoniecznie musi być dla każdego jasna, ale w skrócie jest to stworzenie przewodnika dla bloga, który ma przedstawić w szczegółach wygląd i charakter każdego wpisu. Po prostu tworzymy listę, na której notujemy przykładowo jakie stosujemy czcionki w tekście i nagłówku, w jaki sposób będą wyglądały akapity lub linki, ile i w jaki sposób wprowadzimy kolory do naszego tekstu. Dzięki temu wademekum nasz blog stanie się spójny, a a my nie będziemy musieli kolejny raz zastanawiać się jaką wstawić wielkość tekstu, aby wszystkie wpisy ze sobą korespondowały.

Zarabianie na blogu - jak to wygląda w praktyce? Sposoby, stawki, przykłady Tematyka, która od zawsze budzi zainteresowanie oraz kontrowersje i chociaż w sumie w sieci można znaleźć wiele artykułów na ten temat to większość jest tylko zlepkiem banałów bez konkretów, które lekko zmienione pojawiają się na kolejnych blogach. Nie chodzi tu już o samą ciekawość, a o fakt, że blogowanie jest pracą, którą samemu naprawdę ciężko wycenić, tym bardziej jeśli nie ma się pod ręką żadnych przykładów. Joanna podpowiada w jaki sposób można zarabiać na blogu, dzieli się informacją o stawkach (to często się nie zdarza!) i podsumowuje wszelkiego rodzaju koszty związane z prowadzeniem własnej strony. Jeśli mierzycie wysoko to serdecznie polecam wam ten artykuł.

10 uniwersalnych zasad tworzenia dobrych treści W poprzednim punkcie pojawił się tekst o zarabianiu na blogu, ale chyba przed liczeniem tych wszystkich milionów warto zadbać o to, aby one rzeczywiście do nas przyszły. Chyba każdy internetowy twórca poproszony o radę dotyczącą prowadzenie bloga, na pierwszym miejscu wymieni tworzenie dobrych, pomocnych i przede wszystkim wartościowych treści. Artykuł, który polecam może być pewnego rodzaju przypomnieniem wiadomości, które już posiadacie lub małą podpowiedzą, do której warto zajrzeć przed rozpoczęciem pisania kolejnego wpisu, aby ostatecznie na jakiś sposób usatysfakcjonował on czytelnika.

8 rzeczy, które możesz zrobić w weekend, żeby mieć lepszy tydzień W kwestii weekendów ja zawsze żyję przyszłością i przez cały tygodnie planuję jak spędzić je choć trochę kreatywnie, a potem i tak moje lenistwo weryfikuje te wszystkie wielkie postanowienia. Jestem pewna, że wiele osób też nie do końca rodzi sobie z dobrym rozplanowaniem i czuje, że w wolne dni życie ucieka im między palcami. Marta zdradza swoje patenty na to jak wykorzystać wolne dni na rzeczy zupełnie inne niż praca, a tym samy podładować baterie i rozpocząć nowy tydzień z zapałem do kolejnych obowiązków.

DIY

Konsola, a może toaletka? Szybki i łatwy przepis DIY Jestem po prostu zachwycona tym projektem, ponieważ efekt finalny wygląda jak bardzo drogi element wystroju mieszkania. Teraz sama się waham czy nie stworzyć sobie takiego mebla, choć w tym momencie zupełnie nie mam pomysłu na jegoo umiejscowienie w moich czterech ścianach. Jeśli nie boicie się projektów DIY i lubicie meble w romantycznym stylu, to koniecznie musicie przekonać się jak kilka desek można przekształcić w coś naprawdę pięknego.

Kwietniki - domki ze słomek DIY Tego typu dekoracje można teraz spotkać w większości sklepów z dekoracjami do mieszkania, ale jak wiadomo ich ceny są niestety dość wysokie. Druga kwestia jest taka, że takie gadżety potrafią się szybko nudzić i potem w sumie nie wiadomo co z nimi zrobić. Ten projekt domku handmade to świetna alternatywa dla dość kosztownych dekoracji. Z drugi strony jeśli za jakiś czas uznamy, że już jej nie potrzebujemy to usunięcie jej będzie równie szybkie co wykonanie.

Sztuczne kwiaty? Zrób to sama - DIY roślina z papieru Propozycja dla osób, które potrafią zasuszyć nawet kaktusa i nie potrafią opiekować się roślinami, a marzy im się w ich wnętrzu coś zielonego, niebanalnego i co najważniejsze niewymagającego. Drucik, doniczka, sznurek, papier i trochę cierpliwości, a potem wynikiem tej mieszanki jest urocza roślinka, która będzie miłym akcentem każdego wnętrza. Wciąż jestem pod wrażeniem jak niektórzy potrafią być kreatywni i posiadają umiejętność tworzenia czegoś fajnego naprawdę z niczego.

Jak zrobić szafki nocne? Ten pomysł jest naprawdę łatwy do wykonania, a efekt z pewnością każdemu pozytywnie zapadnie w pamięć. Takie szafki niekoniecznie będą pasowały do każdego wnętrza, ale są idealnym przykładem tego, że w sumie ogranicza nas tylko brak wyobraźni. Inna kwestia jest taka, że tego typu dekoracja może stać się prawdziwą inspirację, bo ja już wyobrażam sobie, że połączenie skrzynki z nogami od mebli można wykonać na dziesiątki efektownych sposobów.

Zorganizuj się kreatywnie - organizacyjne DIY Jest to seria wpisów na temat pomysłowej organizacji różnych przedmiotów, które każdy z nas posiada w domu. Pierwszy artykuł dotyczy ogarnięcia biżuterii oraz dodatków i przedstawia kreatywne organizery z chociażby wieszaka, ramki lub desek. Drugi wpis tyczy się uporządkowania szuflad i szaf, a trzeci zajmie się tematem kabli, z którymi z pewnością każdy ma problem. Serdecznie polecam wam tą pomysłową serię, bo ja ją śledzę i już zbieram materiały na kolejne projekty DIY do zrealizowania u siebie. 

Który artykuł najbardziej was zainteresował?
Beauty, lifestyle czy DIY? Wpisy, z której kategorii czytacie najchętniej? 

15 blogowych linków godnych polecenia. Beauty, Lifestyle, DIY - Maj 2017

wtorek, maja 16, 2017

Dzisiaj mam przyjemność pokazać wam dwa kosmetyki Pupa, które pochodzą z najnowszych kolekcji marki. Oba te produkty kojarzą mi się z latem nie tylko ze względu na zapachy, ale również przez swoje konsystencje, bo olejowe i nasycone rozświetlającymi drobinkami formuły zawsze łączyłam z okresem wakacyjnym. Dla mnie odsłonięte latem ciało niezaprzeczalnie koresponduje z lekkim połyskiem, który wyszczupla ciało, dodaje mu zdrowego blasku i w moim odczuciu podnosi atrakcyjność. Nie mniej jednak tego typu kosmetyki, a właściwie wszelkiego rodzaju suche olejki, balsamy brązujące i rozświetlające mają u mnie bardzo krótką żywotność, bo stosuję je zaledwie przez kilka tygodni, ponieważ zupełnie nie czuję potrzeby, aby w środku zimy pokrywać ciało jakimś rodzajem połysku lub przyciemniać jego naturalny odcień. Wynika z tego, że krem rozświetlający nie miał dużych szans, aby na stałe zagościć w mojej regularnej pielęgnacji, z kolei olejek pod prysznic jako kosmetyk pierwszej potrzeby miał już zdecydowanie większe szanse, aby stać się niezbędnikiem w mojej kosmetyczce. Po nieco więcej informacji jak naprawdę sprawiły się te nowości zapraszam was do dalszej części tego wpisu. 

PUPA HOME SPA - OLEJEK POD PRYSZNIC SOOTHING MOISTURIZING

Bogata i odżywcza konsystencja olejku po kontakcie z wodą przemienia się w delikatną emulsję oczyszczającą. Pod wpływem ciepła i pary wodnej uwalniają się nuty olejków aromaterapeutycznych. Dzięki składnikom nawilżającym skóra jest miękka, gładka i doskonale oczyszczona.
Bardzo lubię wszelkiego rodzaju olejkowe formuły do mycia, więc już na starcie ten produkt miał u mnie duży kredyt zaufania. Pachnie bardzo delikatnie, przyjemnie i kwiatowo, więc aromat jest miłym urozmaiceniem kąpieli, ale nie zostaje na skórze zbyt długo. Jego konsystencja jest rzadka i oleista, a po kontakcie z wodą zamienia się w nietłustą emulsję, która pieni się bardzo subtelnie, a kąpiel z jej udziałem jest bardzo przyjemna. Oczywiście tego rodzaju środek myjący różni się od standardowych żeli, więc komfort kąpieli jest zupełnie inny, a wydajność raczej na średnim poziomie. Po spłukaniu go z ciała żadna warstwa nie jest wyczuwalna na skórze, a staje się ona wyraźnie gładka, delikatna i odżywiona. Nie ma obawy, że po kąpieli skóra będzie przesuszona lub nieprzyjemnie napięta. Opisywany przeze mnie produkt pochodzi z linii Home SPA, która bogata jest w olejki aromaterapeutyczne wpływające pozytywnie na umysł oraz ciało. Mój wariant wyróżnia się obecnością ekstraktu z linii wodnej, który intensywnie nawilża i zmiękcza skórę. Wśród komponentów znajdziemy też białą sól zawierającej odżywcze minerały oraz naturalny olejek goździkowy działający uspokajająco. Dodatkowo warty nieco więcej uwagi jest też olejek ze słodkich migdałów, który znajduje się bardzo wysoko w składzie tego kosmetyku i szczególnie wypada zwrócić na niego uwagę patrząc przez pryzmat ceny produktu, bo 200 ml olejku kosztuje 95 zł i stanowczo nie jest to mała kwota jeśli mówimy o środku myjącym.

PUPA BRONZING COLLECTION - ROZŚWIETLAJĄCY KREM DO CIAŁA GOLDEN CREAM

Delikatna, kremowa konsystencja wzbogacona o masło Shea o właściwościach nawilżających i łagodzących dla miękkiej, gładko wyglądającej skóry. Połączenie olejków ze słodkich migdałów oraz pestek moreli i brzoskwini pomaga utrzymać właściwą elastyczność skóry. Dodatek powłokotwórczych polimerów udoskonala wygląd skóry, a połyskujące mikro-perełki nadają efekt złocistego rozświetlenia.
W miękkiej tubie znajduje się 100 ml gęstego i miedzianego kremu mocno nasyconego rozświetlającymi drobinkami. Do wyboru mamy wariant 001 Gold do jasnej karnacji oraz 002 Bronze do tej ciemniejszej. Ja co prawda jestem dość blada i posiadam ciemniejszy odcień, który jednak dostosowuje się do odcienia skóry. Przy jednej warstwie zaobserwujemy tylko subtelną poświatę koloru i mnóstwo połyskujących drobinek, a przy większej ilości kosmetyku zauważalne jest już przyciemnienie skóry i wyraźna warstwa koloru. Co najważniejsze efekt jest bardzo naturalny, a po aplikacji nie pojawiają się żadne nierówności i plamy koloru. Kosmetyk ten może służyć jako rozświetlający krem do powiedzmy ramion i dekoltu lub za pomocą jego większej ilości uda nam się wyrównać koloryt skóry lub po prostu podkreślić opaleniznę. Ja zwykle tego typu kosmetyki nakładam na nogi, które dzięki temu są trochę przyciemnione, a skóra lekko błyszcząca, nawilżona i wyraźnie bardziej miękka. Krem pachnie dość ciężko i moim zdaniem typowo dla wszelkiego rodzaju kosmetyków brązujących, ale nie mam tutaj na myśli specyficznego aromatu samoopalaczy. Formuła wzbogacona jest w  olejek ze słodkich migdałów oraz masło Shea, które pozytywnie wpływają na miękkość skóry i jej wygładzenie. Tego typu kosmetyk uważam za dodatek do pielęgnacji, a nie jej punkt obowiązkowy. Nie mniej jednak sam produkt sprawdził się u mnie bardzo dobrze i z pewnością podczas cieplejszych dni nieraz skorzystam z jego upiększającej mocy. Cena rekomendowana jest dość wysoka, bo to aż 115 zł.

Lubicie tego typu olejki do kąpieli i rozświetlające balsamy do ciała?
Znacie kosmetyki pielęgnacyjne marki Pupa?

Nowości marki Pupa | Olejek pod prysznic i Rozświetlający krem do ciała

sobota, maja 13, 2017

Kolejny raz dostaję powiadomienie na telefon, że paczka jest już w drodze do mojego domu. Z uporem maniaka sprawdzam co godzinę gdzie aktualnie się znajduje i z radością stwierdzam, że za każdym razem jest coraz bliżej, więc w głowie układam plan rychłego spotkania. Już mam zamiar stawać w obronie naszej rodzimej poczty, kiedy ona bez skrupułów robi mi ten sam numer! Przesyłka znajduje się dosłownie kilkanaście kilometrów od mojego domu, po czym wysyłana jest 50 km dalej, aby dopiero na drugi dzień jakimś cudem do mnie dotrzeć po okrążeniu wszystkich małych miasteczek wokoło. Poczta nazywa to sprawną logistyką, pani w okienku wzrusza ramionami na ten proceder chyba z poprzedniego ustroju, a ja siedzę i czekam, przebieram nogami i gapię się w okno w oczekiwaniu na listonosza. Można rzec, że jeden dzień to przecież nic w stosunku do wieczności, ale ile muszę walczyć ze sobą, aby nie sprawdzać u innych jakie kosmetyki kryją się w najnowszej edycji pudełka Shiny Box lub Inspired By, to wiem już tylko ja. Z tej opowieści może niesłusznie wynikać, że moje życie to zbieranina naprawdę groteskowych problemów, więc najlepszą decyzją będzie przejście do punku kulminacyjnego tej jakże niepokojącej historii. Tym razem jednak opłacało się czekać i dziwić się dlaczego nie jestem pępkiem świata, do którego przesyłki przychodzą priorytetowo, ponieważ zawartość pudełka zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Choć jak zawsze muszę udowodnić, że szklanka nie jest do połowy pełna, bo niektóre kosmetyki są dla mnie raczej obojętnym dodatkiem niż powodem do niecierpliwego oczekiwania na pierwsze testy.


-417 Regenerująca Maseczka z Błotem
Zdecydowanie hit tego pudełka, bo po pierwsze jest to marka, z którą nie miałam przyjemności się spotkać, a po drugie cena tego kosmetyku naprawdę może powalić na kolana. Kwota zupełnie oderwana od naszej rzeczywistości i ja w tym momencie nie wydałabym takiej sumy na maskę, więc tym bardziej cieszę się, że mam możliwość sprawdzenia czego mogę oczekiwać od kosmetyku wycenionego za praktycznie pół tysiąca złotych. Maseczka ma bardzo specyficzną konsystencję, która jest niezwykle gęsta, ale jednocześnie sypka, więc ciekawi mnie jej aplikacja, tym bardziej że w zestawie dołączony jest magnes, który jak rozumiem ma pomóc w jej ściąganiu z twarzy?! Producent zapewnia efekt czystszej, promiennej i miękkiej skóry ze względu na dodanie do maski  błota z Morza Martwego, miodu, masła kakaowego, olejków etycznych oraz witamin E i B5. W tym momencie to dla mnie po prostu ekscytujący kosmetyk - zagadka!
Cena: 476 zł / 50 ml

Avebio 100% Olejek Makadamia
To kolejny produkt, którego obecność w pudełku wywołała u mnie bardzo pozytywne odczucia, ponieważ lubię wszelkiego rodzaju oleje w pielęgnacji, a takiego jeszcze nie używałam i mam nadzieję, że będzie do doświadczenie z pożytkiem dla mojej skóry, choć jak wiadomo ta niekoniecznie musi zareagować pozytywnie nawet na tak naturalny skład. Ten rodzaj olejku wpływa na nawilżenie, regenerację, odżywienie, pomaga zwalczać cellulit i silnie ujędrnia skórę. W innych wariantach pudełka pojawiło się też serum Anti Age lub woda lawendowa i w sumie jeszcze chętniej sprawdziłabym tą ostatnią, bo reguluje wydzielanie sebum, działa kojąco oraz przeciwzapalnie. Mimo wszystko za ten kosmetyk daję kolejnego plusa.
Cena: 29 zł / 30 ml

O'Herbal Płyn micelarny
Z jednej strony to po prostu płyn do usuwania makijażu i nie ma co się nim za bardzo emocjonować, ale jednak tego typu kosmetyk to moja ulubiona forma demakijażu, więc z przyjemnością sprawdzę kolejny produkt dostępny na rynku. Do tej pory miałam ich już naprawdę dużo, zaczynając od tych dostępnych w każdej drogerii, przez apteczne i kończąc na mniej znanych markach. Producent zapewnia o braku w składzie wszelkiego rodzaju mydeł, alkoholu, kompozycji zapachowych i barwników, więc mam nadzieję, że nie tylko skutecznie usunie zanieczyszczenia, ale także będzie wrażliwy dla skóry, a przede wszystkim okolicy oczu, które różnie reagują na wszelkiego rodzaju płyny micelarne, a właściwie dodatki w ich składzie. Nie jestem jakoś specjalnie wymagająca, ale jednak oczekiwania mam spore. 
Cena: 19,99 zł / 250 ml

Neauty Minerals Podkład kryjący
Już wielokrotnie podkreślałam, że jestem fanką kosmetyków mineralnych, a w głównej mierze podkładów, które naprawdę ładnie wyglądają na mojej skórze, a przede wszystkim zapewniają na niej mat przez wiele godzin, z czym zupełnie nie dają sobie rady tradycyjne produkty w kremie lub płynie. Z tego względu cieszę się, że będę miała okazję sprawdzić kolejną mineralną markę i tylko żałuję, że słoiczek to tylko miniatura o pojemności 2 g, a nie standardowy kosmetyk. W pudełku można znaleźć wymiennie odcień Golden Fair oraz Neutral Medium Light i do mnie szczęśliwym trafem dotarł ten drugi, który wręcz idealnie dopasował się do odcienia skóry. Zdecydowanie poproszę o więcej tego typu kosmetyków w kolejnych edycjach.
Cena: 44,90 zł/ 8 g


Biooleo Sól do kąpieli "Złoto Egiptu"
Produkt dla mnie zupełnie neutralny głównie ze względu braku wanny, a więc i brak możliwości sprawdzenia na sobie wszelkiego rodzaju soli, płynów i pudrów do kąpieli. Pachnie przyjemnie, sprawdzi się chociażby podczas  kąpielistóp, ale na pewno nie jest to jakiś szczególnie istotny punkt pudełka. Tego typu sól zawiera mnóstwo mikroelementów, które wpływają na regenerację naskórka, poprawiają jego miękkość oraz elastyczność.
Cena: 19,99 zł / 400 g

Pilomax Szampon do włosów farbowanych
W pudełku znajduje się wersja do włosów jasnych oraz ciemnych i mi szczęśliwym trafem udało się dostać tą drugą. Nie mniej jednak umieszczanie tego typu kosmetyku to zawsze dość ryzykowna sprawa, bo jestem przekonana, że nie każdemu udało się zdobyć wersję dla siebie odpowiednią. Drugą kwestią jest fakt, że ja szampony traktuję bardzo użytkowo, bo wychodzę z założenia, że w głównej mierze mają po prostu dobrze myć. Co za tym idzie obecność tego kosmetyku nie jest dla mnie jakimś mega pozytywnym zaskoczeniem, ale na pewno sprawdzę czy zapewnienia o nawilżeniu oraz wygładzeniu pokryją się z rzeczywistością.
Cena: 22 zł / 200 ml

Shefoot Kuracja wzmacniająca dla paznokci, skórek i skóry stóp
Kosmetyki tego typu zwykle traktuję bardzo nonszalancko, bo zapominam o nich, obiecuję poprawę, a potem kończy się jak zawsze. Wynika to zapewne z faktu, że moje stopy nie sprawiają mi większych problemów, nie muszę martwić się ich stanem, a więc i pielęgnacja odstawiona jest na bok. Mimo wszystko połączenie w składzie keratyny, kwasu hialuronowego, oleju abisyńskiego i panthenolu z intensywnym i przyjemnym zapachem, skłoniło mnie do tego, że zdecydowałam osobiście sprawdzić ten produkt, więc nie trafi on w inne ręce. Jego zadaniem ma być wzmocnienie skóry i płytki paznokcia, działa też przeciwzapalnie oraz regeneracyjnie w przypadku drobnych pęknięć i urazów.
Cena: 29, 90 zł / 50 ml

Ideepharm Radical Szampon przeciw wypadaniu włosów
Po pierwsze miałam już możliwość sprawdzenia tego kosmetyku wcześniej i zrobił na mnie on dość przeciętne wrażenie, bo co prawda cała linia ze skrzypem pozytywnie wpłynęła na stan fryzury, ale jednak włosy po myciu wymagały dużej dawki odżywki, ponieważ były sztywne i splątane. Druga sprawa to fakt, że to jest tylko miniatura i w tym pudełku znalazł się już jeden szampon, więc nie widzę powodu po co dodany jest kolejny. Na jego miejsce zdecydowanie widziałabym coś z zupełnie innej kategorii, aby zachowana była większa różnorodność.
Cena: 14,10 zł / 300 ml

Biały Jeleń Organic - natura Koncentrat do twarzy i pod oczy
Tego typu próbki służą tylko sprawdzeniu czy dany kosmetyk nas nie uczuli, więc siłą rzeczy nie byłoby sensu rozprawiać się na temat 1 ml produktu. Jednak chciałabym zaakcentować, że marka wprowadziła nową linię, która zwróciła moją uwagę ze względu na ciemne opakowania inspirowane dawnymi aptecznymi słoiczkami w kolorze ciemnego brązu. Powiem szczerze, że ten minimalistyczny design naprawdę trafia w mój gust i chęcią widziałabym w tym pudełku produkt pełnowymiarowy. Linia przeznaczona jest dla osób o cerze suchej, wrażliwej, a składy pozbawione są parabenów, silikonów, alergenów zapachowych i sztucznych barwników. Widać, że marka w kwestii trendów kosmetycznych zdecydowanie idzie z duchem czasu.
Cena: 29,99 zł/ 30 ml i 29,99 zł / 15 ml

PODSUMOWANIE ZAWARTOŚCI IV EDYCJI PUDEŁKA NATURALNIE PIĘKNA

Trochę marudziłam w drugiej części tego wpisu, ale ostatecznie box z taką zawartością jest moim zdaniem sukcesem. Po pierwsze cieszę się, że będę mogła sprawdzić działanie maski, której na pewno nie kupiłabym w tej kosmicznej cenie regularnej, po drugie zarówno olejek, podkład mineralny oraz płyn micelarny to kosmetyki, które są dla mnie miłą i co najważniejsze przydatną niespodzianką. Szampon oraz krem do stóp nie są produktami wywołującymi nadmierny entuzjazm, aczkolwiek również z nich skorzystam i nie są to typy zbędnych kosmetyków zazwyczaj zalegających na dnie szuflady. Resztę miniatur i próbek traktuję po prostu jako dodatek niepodnoszący w jakiś specjalny sposób wartości pudełka w kontekście ceny i przyjemności związanej z próbowaniem czegoś nowego. Nawiązując do wstępu tego wpisu, zdecydowanie było na co czekać, aczkolwiek obawiam się, że to właśnie obecność błotnej maski przechyla szalę na korzyść tego pudełka i bez niej mogłoby być naprawdę trudno o tak pozytywną opinię.

Jak podoba wam się aktualna edycja pudełka Naturalnie Piękna?
Który kosmetyk najbardziej was zainteresował?

Inspired By, Naturalnie Piękna - Edycja VI

wtorek, maja 09, 2017

Na pewno również wam zdarzają się takie dni, że nawet niezaprzeczalna miłość do kosmetyków wydaje się już nieco wypalać, a stosowanie jakichkolwiek produktów nie jest przyjemnością, a staje się już tylko obowiązkiem. W głównej mierze mam tu na myśli makijaż, który w moim przypadku sprawia mi mnóstwo frajdy, ale od czasu do czasu staje się porannym zadaniem, które trudnością nie odbiega od misji na Marsa. Z tego też powodu w wolne dni najczęściej odstawiam wszelkiego rodzaju podkłady i tusze, a czasem nawet pielęgnację ograniczam do minimum, bo wydaje mi się, że dzięki temu odpoczywa moja skóra, ciało oraz umysł, który może wreszcie skupić się na innych rzeczach niż tylko odpowiedni odcień pomadki i krem pod oczy. Kosmetyki nie działają po pierwszym użyciu, więc jednorazowe zaniechanie ich używania też nie jest w stanie zniwelować wielotygodniowego planu pielęgnacyjnego. Z pewnością każdy wie czym jest określenie cheat day lub cheat meal jeśli mówimy o diecie, więc ja od czasu do czasu wprowadzam ten termin do mojej pielęgnacji i kończy się na tym, że po prostu daję sobie spokój z rutyną, nie przestrzegam wszystkich obowiązków, odpoczywam i decyduję się wyłącznie na kosmetyki, które sprawiają mi przyjemność lub są niezbędne. W moim mini zestawieniu postanowiłam pominąć oczywiste oczywistości jakimi są chociażby produkty do mycia i zdecydowałam się skupić wyłącznie na takich, które są alternatywą, bo równocześnie mogę ich używać, ale też nie muszę, bo brak ich stosowania nie jest niczym niewłaściwym. Zdecydowanie wyznaję zasadę podchodzenia do tej całej pielęgnacji z odpowiednim dystansem i nie traktowania jej tak zupełnie serio, bo przecież ona to czasem aż, ale częściej tylko kosmetyki...

KREM DO TWARZY

Z tego typu kosmetyku rezygnuję naprawdę rzadko, bo dość często moja skóra po myciu bywa napięta i aż prosi się o jakąś dawkę nawilżenia i ochrony. Nie ukrywam jednak, że w podczas wolnych dni czasem pozostawiam skórę samą sobie i absolutnie nie przeszkadza to ani mi ani jej, bo taki detoks jest dobrą okazją, aby wreszcie zaobserwować jak nasza cera wygląda i zachowuje się niepokryta żadnym kosmetykiem i może to być naprawdę wartościowe doświadczenie. 

  • Aktualnie używam jednak produktu Sesderma C-Vit, którego głównym zadaniem jest nawilżenie, antyoksydacja oraz przywrócenie skórze blasku i witalności. W swoim składzie posiada stabilną formę witaminy C oraz kompleks niwelujący wolne rodniki. Producent zapewnia także o rozjaśnianiu skóry, zapobieganiu fotostarzenia oraz redukcji przebarwień. W moim przypadku zauroczenie tym produktem pojawiło się już po pierwszym użyciu, ponieważ nie obciążył skóry i zastosowany na noc sprawił, że rano była ona wygładzona i z takim charakterystycznym blaskiem, który sprawia, że aż chce się na nią przez cały dzień zerkać w lusterku. Krem pachnie cytrusowo, ma gęstą, ale nie tłustą strukturę i może pozostawiać szczególnie na mieszanej skórze lekką warstewkę, która się nie wchłania. Ładnie nawilża, zauważalnie rozjaśnia, więc moje oczekiwania w stosunku do niego zdecydowanie rosną. Za jakiś czas na blogu z pewnością pojawi się wpis na temat produktów tej marki, ponieważ posiadam również serum z tej samej linii z witaminą C, które już tak pozytywnie mnie nie zaskoczyło, ale o tym innym razem.

POMADKA OCHRONNA DO UST 

Z kremu do twarzy czasem rezygnuję, ale wszelkiego rodzaju pomadki mam dosłownie zawsze pod ręką. W głównej mierze przyczyną tego stanu rzeczy są moje wargi, które negatywnie reagują na wszelkiego rodzaju zmiany temperatury oraz kosmetyki, bo te dwa czynniki potrafią bardzo często je wysuszyć. Ze spierzchniętymi wargami walczę na wiele sposobów i zaczynam od tych naturalnych jak chociażby miód oraz peelingi z cukru, a kończę na wszelkiego rodzaju pomadkach kolorowych, które rzekomo mają dbać o właściwy poziom nawilżenia. Jednak różnie z tym bywa, więc kosmetyk ochronny jest moim niezbędnikiem tuż przed snem i zaraz po przebudzeniu. Daje on wyraźną ulgę, pozytywnie wpływa na wygląd naskórka oraz pomadki nakładanej na usta. 
  • Dzisiaj postanowiłam napisać o pomadce odżywczej Vitea marki Allverne. Jej różowe opakowanie zdecydowanie nie wyróżnia się od innych produktów dostępnych na rynku. W składzie zawiera olej migdałowy, lanolinę oraz kompleks witamin A, E i F. Sztyft ma kremowy kolor i początkowo obawiałam się, że konsystencja będzie zanadto gęsta i twarda, a ostatecznie nieprzyjemnie wyczuwalna na wargach. Myliłam się, ponieważ sztyft sunie po nich gładko i momentalnie na ustach pozostaje gładka i zupełnie nie lepiąca się warstwa, która jest niesamowicie przyjemna podczas noszenia. Muszę też zwrócić uwagę na bardzo charakterystyczny zapach, który kojarzy mi się z taką oranżadką w proszku jaką zajadałam się w czasach dzieciństwa. Mimo wszystko pomadkę oceniam dość średnio i już tłumaczę dlaczego. Nakładam ją głównie podczas wolnych dni, kiedy jestem w domu, ponieważ pozostawia po sobie białawy odcień, który jeszcze bardziej potęguje widoczność suchych skórek, a szkoda, bo zupełnie czego innego oczekiwałam po tego typu produkcie, który w nazwie ma SOS, wiec siłą rzeczy ma być pewnego rodzaju ratunkiem na przesuszenie. Poza tym przyjemnie nawilża, wygładza, ale szybko znika z warg, więc niestety świetna konsystencja i przyjemny zapach nie zwyciężają z resztą mniej pozytywnych aspektów.

KREM TONUJĄCY

Jeśli podczas wolnych dni stan mojej cery wyjątkowo mnie nie satysfakcjonuje to nigdy nie decyduję się na wszelkiego rodzaju podkłady, a jedynie wybieram kremy tonujące, których zadaniem ma być wyrównanie kolorytu skóry. Mimo wszystko zwracam też uwagę na aspekty pielęgnacyjne, ponieważ nie chcę, aby mój dzień bez makijażu skończył się nakładaniem na skórę kremu, który w najgorszym wypadku obciąży, zapcha i zmęczy cerę, która przecież miała odpoczywać.
  • Nie ukrywam, że od dawna uwielbiam markę La Roche-Posay i ich linia do cery problematycznej Effaclar bije na głowę wszystkie inne kosmetyki przeznaczone dla osób zmagających się z trądzikiem. Z tego też powodu niezwykle ucieszyła mnie wizja połączenia mojego ulubionego kremu Effaclar Duo + z kosmetykiem tonującym, bo to pielęgnacja i coś w rodzaju lekkiego makijażu w jednym. Kremy tej marki uwielbiam między innymi dlatego, że są bardzo lekkie i na mojej mieszanej cerze nie pozostawiają po sobie żadnej tłustej warstwy. Jednak Unifiant zachowuje się już nieco inaczej, ponieważ po jego aplikacji widoczna jest tłustawa poświata na skórze. Ten jedyny fakt sprawił, że nie jest to kosmetyk skrojony na moją miarę i nie używam go na co dzień, a jedynie w wolne dni, kiedy nie przejmuję się tym, że moje skóra może trochę błyszczeć. Szkoda mi go schować na dno szuflady, ponieważ stosowanie go to jednocześnie pielęgnacja i lekkie wyrównanie kolorytu cery, więc gdyby tylko pozostawiał po sobie matowe wykończenie to mógłby zostać moim prawdziwym hitem. Inną kwestią jest dość okrojona kolorystyka, ponieważ jaśniejsza wersja to propozycja dla osób o  średniej cerze, a te posiadające blady ocień mogą się tylko obejść smakiem. Niestety nie jest to produkt stworzony dokładnie dla mnie, ale jako połączenie kremu i makijażu do domowego użytku, spisuje się całkiem dobrze.
    >>> Effaclar Duo (+), Effaclar K (+) i Effaclar Duo (+) Unifiant. Który krem marki La Roche-Posay wybrać? >>>

MASECZKA DO TWARZY

Często w ciągu tygodnia o niej zapominam i wracam do używania jedynie podczas wolnych dni, kiedy mogę zrobić wszystko na spokojnie i wreszcie się zrelaksować. Nie ukrywam, że mój wybór najczęściej pada na maski w płacie, ponieważ wyciągam je z opakowania, nakładam na twarz, zdejmuję, wklepuję pozostałości i koniec. Ta wygoda zdecydowanie wygrywa moim zdaniem z koniecznością dodatkowego zmywania pozostałości, które często zajmuje więcej czasu niż sama aplikacja. 
  • Maski Stenblanc Essence standardowo zamknięte są w jednorazowej saszetce i zatopione są przeźroczystym płynie. Materiał jest dość standardowy, więc nałożony na twarz sprawia, że raczej powinniśmy się położyć i odpocząć, bo nie przylega idealnie i może po prostu spadać. Nie jest to maseczka, która idealnie dopasowana do skóry i trzeba chwilę poświęcić, aby ją dobrze dopasować. W saszetce pozostaje spora ilość płynu, którą zawsze nakładam na szyję oraz dekolt. Wersja rewitalizująca z ekstraktem Róży Damasceńskiej, w składzie posiada kolagen, kwas hialuronowy, pantenol oraz ekstrakty z aloesu, portulaki oraz rozmarynu. Ma intensywny różany zapach, który moim zdaniem jest bardzo przyjemny, a z tym bywa różnie jeśli mówimy o tego typu specyficznym aromacie. Po zdjęciu jej z twarzy reszta płynu szybko się wchłania i pozostawia po sobie lekką warstwę. Skóra wydaje się bardziej napięta, odprężona i zdecydowanie nawilżona. Oczywiście nie są to rezultaty, które pozostają na stałe, ale niewątpliwe tego typu kosmetyk ma dużą moc w kwestii przyjemnego relaksu i odprężenia.
    >>> Steblanc by Mizon - koreańskie kosmetyki do makijażu i pielęgnacji >>>

KREM DO RĄK

To kosmetyk dawniej zupełnie przeze mnie pomijany, a aktualnie nie wyobrażam sobie bez niego codziennej pielęgnacji. Mimo wszystko w jego przypadku nadal mam pewne wymagania, które dyskwalifikują część kremów. W głównej mierze mam na myśli tutaj warstwę, którą pozostawia po sobie kosmetyk po rozsmarowaniu i wchłonięciu, ponieważ lubię jeśli dłonie są gładkie, wyraźnie nawilżone i otoczone lekkim woalem, a nie znoszę jeśli mam wrażenie, że są niesamowicie tłuste, co przeszkadza mi w funkcjonowaniu i dodatkowo irytuje.
  • W tym momencie ulubieńcem jest odmładzający kem do rąk marki Tołpa, który zaskarbił sobie moją przychylność już od pierwszego użycia, ponieważ spełnił wszystkie moje oczekiwania. Po pierwsze pięknie pachnie, po drugie dłonie po jego użyciu są wręcz aksamitne, a po trzecie jego działanie uważam za długoterminowe, ponieważ poprawia elastyczność, wygładza oraz nawilża. W składzie posiada olej migdałowy, mocznik, glicerynę, ekstrakt figi oraz keratynę, która dodatkowo ma wpłynąć do dobry wygląd paznokci. Jego używanie to dla mnie zdecydowanie bardzo przyjemny rytuał, a to podczas wolnego dnia zdecydowanie priorytet. W sumie to moje dłonie bez niego i tak miałyby się dobrze podczas chwilowej przerwy, ale po prostu nie umiem sobie odmówić, aby nie nałożyć go po raz kolejny.
    >>>Linia dermo mani marki Tołpa, mój rytuał pielęgnacyjny dla pięknych dłoni >>>
A wy jakich kosmetyków używacie podczas dni wolnych i takich bez makijażu?
Znacie produkty, o których dzisiaj pisałam?

5 kosmetyków, których używam podczas dni wolnych i takich bez makijażu

poniedziałek, maja 01, 2017

Pierwszy wpis z tego cyklu spotkał się z bardzo sympatycznym przyjęciem, więc postanowiłam go kontynuować i informować was o miejscach, które naprawdę mają potencjał. Z jednej strony tego typu polecanie jest bardzo przyjemne, ale jednak nie jest to materiał na cotygodniowy cykl, ponieważ osoby, które obserwuję dobieram w naprawdę przemyślany sposób. Na swojej liście mam sporo profili, które są naprawdę popularne, ale jest też mnóstwo takich mających naprawdę skromne grono obserwatorów i za każdym razem naprawdę zachodzę w głowę dlaczego tak się dzieje, ponieważ jakość ich treści jest naprawdę ciekawa, zdjęcia są dobrej jakości, a i osoby siedzące po drugiej stronie telefonu wydają mi się niezwykle sympatyczne. Nie mniej jednak kibicuję im wszystkim z całego serca, życzę powodzenia i mam nadzieję, że ich profile wciąż będą się rozwijały. Kolejny raz zdecydowałam, że umieszczę tu miejsca mające maksymalnie 1500 obserwatorów, choć nie wykluczam, że następnym razem postaram się nieco bardziej zmodyfikować to kryterium.

Z kontami na Instagramie rzecz ma się podobnie jak z blogami, ponieważ nawet te najbardziej ciekawe i dobre pod względem jakości czasem zostają porzucone. Oczywiście może na to wpływać mnóstwo różnorakich czynników, ale wydaje mi się, że często przyczyną jest zniechęcenie wynikające z ogromu pracy jaką się wkłada, a która z jakichś powodów nie przekłada się na sukcesy.

Z tego względu uważam, że takie polecanie to naprawdę fajna sprawa i być może dzięki niemu ktoś poczuje prawdziwą chęć do działania, a z doświadczenia wiem, że pochwały innych naprawdę uskrzydlają!

@asia_fotografiacoolinarna

To chyba jeden z moich ulubionych profili, ponieważ zdjęcia są tak dopracowane, że przeglądanie ich sprawia mi ogromną przyjemność i widać, że autorka nie eksperymentuje, a naprawdę zna się na fotografii. Żałuję tylko, że nowe zdjęcia pojawiają się dość rzadko, bo mogłabym je oglądać kilka razy dziennie. Nie mniej jednak rozumiem, że Asia ze względu na swoje umiejętności oraz talent jest naprawdę zapracowana, a Instagram to tylko miły dodatek do jej codzienności, a nie główne zajęcie. Po cichu tylko poproszę o częstszą aktualizację profilu i trzymam kciuki za kolejne sukcesy!

@aliceinwonderlandpl

Tutaj przyciągnęła mnie w głównej mierze ciepła i pastelowa kolorystyka, która jest naprawdę miła dla oka i wyróżnia się na tle innych miejsc. Poza tym mimo, że profil nie ma kilkutysięcznej rzeszy fanów to autorka potrafi naprawdę genialnie angażować swoich obserwatorów i tej umiejętności mogą się od niej uczyć osoby skupiające wokół siebie naprawdę zdecydowanie więcej osób, a to też jest sztuka, bo mimo wszystko Instagram to nie tylko obrazki, a również treść, o której wiele osób zapomina, a to właśnie ona często jest wyznacznikiem jakości profilu.

@milena.kropka

Kolejny piękne miejsce, które moim zdaniem zdecydowanie zasługuje na nieco więcej uwagi, ponieważ autorka robi naprawdę przyjemne fotografie, bardzo dba o estetykę i tworzy niezwykle spójny profil, na którym łączy typowo domowe kadry z krajobrazami i portretami. Absolutnie trafia do mnie ta kolorystyka, jakość zdjęć oraz zachowana harmonia. Pełnią szczęścia byłaby dla mnie tylko większa aktywność autorki, bo na nowe zdjęcia mogłabym patrzeć codziennie. Musicie zajrzeć do Mileny, a jestem pewna, że będziecie zauroczeni tak jak ja!

@polenka.pl

Do tego miejsca trafiłam dzięki blogowi autorki, na który wchodzę regularnie ze względu na dobrej jakości treści oraz różnego rodzaju projekty DIY, które po prostu uwielbiam. Jasne kadry to jest to co lubię najbardziej, a skoro wiem, że za fajną eststyką kryje się bardzo utalentowana osoba to jest mi jeszcze milej. Kolejny raz chciałabym, aby ten profil był częściej aktualizowany, ale rozumiem też, że Instagram to nie wszystko i cieszę się, że w ogóle to miejsce powstało i życzę mu samych sukcesów, choć w sumie mam pewność, że one przyjdą i bez mojego ściskania kciuków. 

@smalleveryday_joys

Nie ukrywam, że tego typu nasycone bielą kadry są najbliższe mojemu sercu, więc sama takie tworzę, ale też lubię się nimi otaczać. Z miejscem jakie wykreowała Dominika kojarzy mi się po prostu minimalizm, który z jednej strony wydaje się bardzo łatwy do ogarnięcia, ale jednak wymaga sporo samodyscypliny. Poza przyjemnymi dla oka fotografiami chciałabym zwrócić uwagę, że autorka to naprawdę sympatyczna osoba i wydaje się taką bliską koleżanką, z którą można poplotkować i wymienić się codziennie miłym komentarzem. Jak już wspominałam Instagram to przecież nie tylko zdjęcia, ale też i człowiek, który jest po drugiej stronie.

Jestem niezwykle zadowolona z dzisiejszych wyborów, bo to miejsca, które wam polecam nie tylko ze względu na dobry smak, ale i ogólną oprawę łącznie z osobowościami autorek. Mam nadzieję, że spośród tych miejsc znajdziecie takie, które również dla was staną się nie tylko inspiracją do działania, ale także przyjemnością, bo mi przeglądanie ich sprawia nie lada frajdę. Cieszę, że Instagram pozwala mi znajdować nowe mało popularne miejsca, zachwycać się nimi i przekazywać je dalej. Mam nadzieję, że za jakiś czas przyjdę do was z porcją kolejnych profili, które nie mogą zostać niezauważone!

Które miejsce najbardziej was zainteresowało?
A może znacie już kogoś z tej listy?

5 mało popularnych profili na Instagramie, które warto poznać - część II

czwartek, kwietnia 27, 2017

Zawsze podczas opisywania kosmetyków do cery trądzikowej wspominam, że miałam wątpliwą przyjemność testowania naprawdę wielu produktów i marek. Dlaczego uważam to za mało sympatyczne doświadczenie? Odkładam na bok czasem nietrafione właściwości niektórych produktów i skupiam się na samej walce z różnymi rodzajami trądziku, która chyba dla nikogo nie jest przyjemnym doświadczeniem. Aktualnie moja cera wygląda znacznie lepiej, wszelkiego rodzaju zmiany pojawiają się na niej bardzo rzadko, choć nadal zmagam się z rozszerzonymi porami oraz bliznami po trądziku. Nie mniej jednak uważam, że w wreszcie wygrałam wieloletnią batalię, ale i tak muszę mieć się na baczności, bo aktualny styl życia, warunki środowiskowe i inne uwarunkowania sprawiają, że trądzik może pojawić się nawet u osób w średnim wieku, a skoro ja dobiegam do trzydziestki to automatycznie jestem w grupie ryzyka. Tym humorystycznym akcentem chciałam zapewnić, że teraz jestem bardziej wyrozumiała dla własnej skóry, ale jeszcze kilka lat temu była ona dla mnie tylko i wyłącznie wrogiem, który codziennie zerkał na mnie z lustra. Jako, że sama przeszłam od euforii do nienawiści w kwestii różnego rodzaju leków i kosmetyków, wiem jak problem trądziku może być nieprzyjemny, więc z przyjemnością podzielę się swoim stanowiskiem na temat niektórych produktów jakie ma do zaoferowania marka Dermedic. Nie chcę się kreować na znawcę, ale jednak uważam, że w tej dziedzinie mam coś do powiedzenia.

LINIA NORMACNE

Przeznaczona jest do cery tłustej, mieszanej, ze skłonnością do trądziku. Jak wiadomo tego typu skóra charakteryzuje się najczęściej różnego rodzaju wypryskami, rozszerzonymi porami, nadmierną produkcją sebum, nierówną powierzchnią i innymi defektami, które potrafią spędzać sen z powiek. Marka oferuje całą gamę kosmetyków zaczynając od tych oczyszczających, przechodząc przez pielęgnujące kremy i kończąc na produktach do zadań specjalnych, na temat których dzisiaj napiszę nieco więcej. Pora wziąć na warsztat poszczególne kosmetyki i skonfrontować zapewnienia producenta z własnym doświadczeniem.

PŁYN MICELARNY NORMACNE PREVENTI H2O2

Z reguły rzadko kiedy trafiam na słabe płyny micelarne, choć i w tej kategorii trafił mi się pewien bardzo negatywny wyjątek. Odniosłam wrażenie, że propozycja marki Dermedic będzie jedną z wielu podobnych na rynku, ale ostatecznie zostałam miło zaskoczona. Płyn pachnie bardzo delikatnie, przyjemnie, nie podrażnia okolicy oczu, a makijaż zmywa bardzo skutecznie, bez irytującego rozmazywania chociażby tuszu w okolicy oka. Bardzo szybko rozpuszcza wszelkiego rodzaju kosmetyki i nie pozostawia po sobie żadnej lepkiej i tłustej warstwy, dzięki czemu skóra jest przyjemnie odświeżona, oczyszczona i bez efektu napięcia. Moim zdaniem ten kosmetyk sprawdzi się raczej na każdym rodzaju skóry, a nie tylko na tłustej oraz trądzikowej, bo działa tak łagodnie, że nie ma obawy o ewentualne skutki uboczne, z których najgorszym jest zaczerwienienia skóry oraz oczu. Jest też raczej wydajny, ponieważ jego konsystencja sprawia, że nie wysycha zbyt szybko na płatku kosmetycznym, więc ładnie zmywa kosmetyki kolorowe i nie ma potrzeby nadmiernego tarcia skóry. W składzie posiada wodę termalną, glicerynę zatrzymującą wilgoć oraz ekstrakt z rozmarynku, który ma łagodzić oraz ograniczać nadmierne przetłuszczanie. Moim zdaniem jest to kosmetyk naprawdę godny uwagi i u mnie sprawdził się po prostu doskonale, ponieważ spełnił wszystkie zadania jakie mu postawiłam, a dokładnie rzecz ujmując usunął makijaż, nie podrażnił i nie pozostawił po sobie żadnej niepotrzebnej warstewki.

SERUM NA ROZSZERZONE PORY NORMACNE PREVENTI

Zamknięte jest w buteleczce z matowego szkła o lekko zielonkawym kolorze. Serum aplikujemy za pomocą dołączonej pipety jak to bywa w przypadku większości kosmetyków tego typu. Zapach jest słabo wyczuwalny, początkowo przyjemny, ale ostatecznie dość przeciętny, choć nie przeszkadza w stosowaniu. Konsystencja jest przeźroczysta i średnio gęsta, ponieważ nie spływa z dłoni, ale rozsmarowuje się lekko jak typowo wodny kosmetyk. Jest to bardzo wydajny produkt, ponieważ po pierwsze można go nakładać na wybrana partie skóry, a po drugie już mała kropla wystarczy na pokrycie dużej partii cery. Po zastosowaniu szybko się wchłania, ale może pozostawać lekko lepką warstwę, więc ja nakładam je tylko na noc. Zaraz po aplikacji da się wyczuć, że skóra jest ukojona, odprężona i przyjemnie nawilżona bez efektu ściągnięcia. Rano również cera wygląda naprawdę przyjemnie, ponieważ nie jest pokryta warstwą sebum, sprawia wrażenie odpowiednio uwodnionej i po prostu prezentuje się bardzo przyjemnie. Jednak to wszystko są właściwości dodatkowe, a najważniejsza powinna być walka o zmniejszenie wielkości porów i w moim przypadku jest to niestety przegrana batalia. Z jednej strony widzę, że są one wyraźnie obkurczone, ale jednak drobne ciemne punkty są nadal widoczne, a musicie uwierzyć mi na słowo, że to największy problem mojej cery i naprawdę ciężko je faktycznie doprowadzić do lepszego stanu. Co za tym idzie nie uważam,  że stosowanie tego kosmetyku w moim przypadku to strata czasu, ale jednak moja skóra w kwestii porów jest wyraźnie odporna na jego działanie. W składzie możemy znaleźć glicerynę odpowiedzialną za utrzymywanie wilgoci oraz połączenie kwasu glikolowego z argininą, które w wielkim skrócie odpowiada za zwiększenie nawilżenia i wpływa na pobudzenie procesów odnowy skóry. Zawiera też kompleks AC.NET ograniczający rogowacenie i wydzielanie sebum. Poza tym producent zapewnia  o rozjaśnianiu skóry oraz działaniu hipoalergicznym, niekomadogennym i antyseptycznym dzięki chlorofilowi.

PREPARAT PUNKTOWY NORMACNE PREVENTI

Jak już wspominałam rzadko kiedy występują u mnie wypryski, ale mimo wszystko czasem pojawia się jakaś niespodzianka szczególnie w okolicy żuchwy. W takim wypadku ukojeniem ma być tenże produkt do stosowania miejscowego. Zamknięty jest w małej tubce z wydłużonym dozownikiem, konsystencja jest przeźroczysta, gęsta, żelowa, o zapachu, który od razu nasuwa mi na myśl wszelkiego rodzaju preparaty do cery trądzikowej, ponieważ wyczuwalny jest tutaj kwas salicylowy. W zależności od osobistych uwarunkowań po aplikacji może być wyczuwalne wrażenie ciepła. Preparat ten rzeczywiście wysusza zmiany, ale jednak trzeba uważać, ponieważ nakładany w zbyt dużej ilości może być powodem łuszczenia się skóry co również nie wygląda ładnie. Poprzedni produkt nie spisał się u mnie w kwestii zmniejszania widoczności porów, ale ten już tak, ponieważ nakładany bardzo cienką warstwą w okolicy nosa sprawiał, że skóra naprawdę wyglądała korzystniej, a pory były częściowo oczyszczone. Jednak tego typu kuracja niesie za sobą też ryzyko lekkiego podrażnienia w przypadku wrażliwych cer. Wspominany przeze mnie kwas salicylowy ma zadanie antybakteryjne i przeciwzapalne, ale też odpowiedzialny jest za redukcję przebarwień potrądzikowych, ale mówimy tutaj w głównej mierze o tych świeżych i niewielkich. Alantoina koi podrażnienia, a ekstrakt z tymianku oczyszcza zaczopowane pory i jak już wspominałam w tej kwestii produkt ten sprawdził się u mnie najlepiej. Jest również bardzo wydajny, ponieważ żelowa konsystencja sprawia, że do aplikacji na skórze potrzebna jest jego naprawdę niewielka ilość.

PODSUMOWANIE PIELĘGNACJI PRZECIWTRĄDZIKOWEJ Z MARKĄ DERMEDIC

Jeśli miałabym określić, który z tych kosmetyków jest moim faworytem, to bez zająknięcia wskazałabym na płyn micelarny, który spełnił wszystkie moje oczekiwania i chociaż przeznaczony jest do cery problematycznej to zapewne sprawdzi się w przypadku każdej innej. Na drugiem miejscu ex aequo znajduje się serum, które dobrze zdziałało na moją cerę, ponieważ nawilżyło ją oraz wygładziło, ale nie rozprawiło się z rozszerzonymi porami oraz preparat punktowy, który w sumie nie jest obowiązkowym kosmetykiem w mojej kosmetyczce, ale stosuję go raz na jakiś czas do wysuszenia zmian i zmniejszania ilość wągrów i w tych dwóch rolach spisuje się bardzo dobrze. Ogólnie poziom usatysfakcjonowania uważam za dość wysoki, choć niepełny i wydaje mi się, że warto sięgnąć po linię Normacne również z tego względu, że produkty są dość tanie jeśli porównamy je z innymi dermokosmetykami.

Znacie któryś z tych produktów?
Jak wspominacie swoje doświadczenia z marką Dermedic?


Dermedic Normacne - Serum, preparat punktowy oraz płyn micelarny do pielęgnacji cery trądzikowej

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Follow Me @ SoraTemplates

Popular Posts

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy