wtorek, marca 21, 2017

Dzisiaj mam dla was instrukcję bardzo łatwego do wykonania stojaka na biżuterię, który może też się sprawdzić jako niezwykle efektowna dekoracja. Za pomocą indywidualnie dobranych kolorów i wzorów możemy bowiem stworzyć stożki, które idealnie dopasują się do naszych preferencji lub wystroju mieszkania. Wspominałam już o łatwości stworzenia tej ozdoby, ale warto też napomknąć na temat kosztów wykonania, ponieważ mówimy tutaj o maksymalnie kilku złotych, bo gips jest bardzo tanim materiałem. Teraz nie pozostaje mi nic innego, aby zaprosić was do prześledzenia konkretnych etapów domowej produkcji tego typu ozdobnych stojaków na biżuterię i mam nadzieję, że kogoś zainspiruję do kreatywnego spędzenia czasu.

>>> Jak zrobić gipsowe świeczniki w kształcie poduszek? >>>
>>> Jak zrobić wianek na głowę z żywych lub sztucznych kwiatów? >>>


CZEGO POTRZEBUJEMY DO WYKONANIA STOJAKÓW?

Większość potrzebnych materiałów z pewnością znajdziemy w domu, a reszta będzie dostępna w każdym markecie budowlanym. Najważniejszym elementem jest gips, który jest bardzo wdzięcznym, ale mimo wszystko dość kłopotliwym materiałem, z którym trzeba dobrze się obchodzić, ale postaram się poniżej rozwiać wszystkie niejasności i przestrzec przed ewentualnymi błędami, które moga się pojawić podczas pracy z nim. Do wykonania tej dekoracji potrzebujemy wypunktowanych poniżej materiałów:
  • gips budowlany
  • woda
  • naczynie do wymieszania gipsu
  • cyrkiel, marker, nożyczki lub skalpel, taśma samoprzylepna
  • materiał do wycięcia formy np. okleina meblowa
  • papier ścierny
  • kartki papieru
  • farby
>>> Jak zrobić terrarium na kaktusy i inne sukulenty? >>>
>>> 5 pomysłów na niebanalne podkładki pod kubek >>>

KOLEJNE ETAPY TWORZENIA GIPSOWYCH STOJAKÓW NA BIŻUTERIĘ

Przed zabraniem się do tego DIY należy przygotować potrzebne materiały i zabezpieczyć miejsce pracy przykładowo starymi gazetami, ponieważ gips w każdej formie jest bardzo brudzącym materiałem. Po zorganizowaniu wygodnego stanowiska pora przejść do kolejnych etapów.

  1. Pierwszym etapem jest wykonanie form, w których umieścimy gips. Najlepszy do tego będzie materiał odporny na wodę jak na przykład okleina meblowa. W zależności od tego jakiej wysokości mają być stojaki, rysujemy dwie równej długości linie tworzące kąt prosty, ustawiamy cyrkiel na ich połączeniu i za pomocą rysika łączymy je ze sobą, aby uzyskać coś w rodzaju stożka. Następnie wycinamy szablon i sklejamy go, aby powstał rożek. Jeśli podstawa nie będzie równa to najlepiej dociąć ją za pomocą nożyczek. Najważniejsze, aby wszystko ze sobą dokładnie skleić taśmą od zewnętrznej strony, aby forma była szczelna. Należy pamiętać, że jeśli używamy okleiny meblowej to wewnątrz rożka powinna znaleźć się strona ozdobna, która nie rozmoknie pod wpływem mokrego gipsu.
  2. Następnie przechodzimy do prawidłowego wymieszania gipsu z wodą. W tym wypadku radziłabym nie sugerować się zaleceniami na opakowaniu, a stworzyć konsystencję, która będzie jak dość gęsta śmietana, ponieważ wtedy szybko i bez problemu wlejemy ją wprost do formy. Jeśli masa będzie bardziej zbita, to może tak się zdarzyć, że natychmiastowo zacznie zastygać i na powierzchni stożków mogą powstać niezbyt atrakcyjne odkształcenia.
  3. Aby gips bezpiecznie wysychał robimy stojaki ze zwykłej kartki papieru. Z arkusza tworzymy rulon, sklejamy go i wkładamy tam rożek czubkiem do dołu. Dzięki temu masa będzie stabilna, a po wyjęciu z formy powierzchnia stożków gładka.
  4. Czekamy przynajmniej 24 godziny, aby gips dobrze wysechł. Jeśli będzie zbyt mokry to podczas zdejmowania okleiny czubek może się po prostu ułamać. Na fotografiach możecie zobaczyć, że suchy gips jest jasno szary, a ten mokry ciemniejszy i mogą być widoczne na nim różnego rodzaju plamy.
  5. Za pomocą papieru ściernego usuwamy niedoskonałości i wyrównujemy ewentualne nierówności. Robimy to delikatnie i za pomocą papieru o małej ziarnistości. Jak możecie zobaczyć na zdjęciach powyżej, podstawa stożków oraz miejsca, w których łączyła się okleina są nie o końca idealne.
  6. Ostatnim etapem jest malowanie i tutaj warto zdać się na naszą inwencję twórczą. Najlepszym rozwiązaniem jest farba w sprayu, za pomocą której łatwo uzyskać wzory po oklejeniu stojaków taśmą, która wyznaczy granice poszczególnych kolorów.

EFEKT KOŃCOWY

Zdecydowałam, że stożek, który saute wyszedł najładniej ozdobię jedynie białym akcentem na samej górze. Dwa pozostałe, które nie są już tak idealnie postanowiłam pokryć srebrną farbą w sprayu, która ładnie wyrównała różnego rodzaju niedoskonałości. Przyznam, że dopiero zaczynam poznawać materiał jakim jest gips, a właściwie jego możliwości, ale już pierwsze efekty są dla mnie bardzo satysfakcjonujące. W głowie rodzą mi się kolejne pomysły i jestem pewna, że następna ozdoba lub przedmiot użytkowy będzie zdecydowanie bardziej efektowny, a ja z pewnością już niedługo podzielę się  z wami jakimś rewelacyjnym projektem.

Jak podoba wam się tego typu dekoracja?
Zdarza wam się czasem wykonywać jakieś ciekawe projekty DIY?

Jak zrobić gipsowe stojaki na biżuterię?

wtorek, marca 14, 2017

Nie ma co ukrywać, że to właśnie oglądalność bloga jest czynnikiem najbardziej motywującym do dalszego działania. Oczywiście pasja do tego co się robi, cierpliwość i zaangażowanie są również istotne, ale jeśli kolejny artykuł nie jest poczytny, to nawet najbardziej aktywna osoba może wreszcie stracić zapał i z trzaskiem zamknąć komputer rezygnując z pisania, które kiedyś było najprzyjemniejszą czynnością podczas każdego dnia, a przerodziło się we frustrującą próbę wynurzenia się z oceanu innych blogów i pełnego desperacji machania rękami, aby tylko ktoś zwrócił uwagę, zajrzał i został u nas jak najdłużej... 

Rzadko kiedy ktoś prowadzi bloga tylko dla siebie, a założenie własnej strony najczęściej łączy się z chęcią dzielenia się sobą z innymi, byciem ekspertem w jakiejś dziedzinie lub chrapką na odrobinę popularności. 

Pomysł stworzenia cyklu polecanych blogowych linków kiełkował we mnie dość długo, zmieniał swoje formy i wreszcie na stałe zagościł w tym miejscu. Po pierwsze uważam, że naprawdę warto wartościowe treści podawać dalej, a po drugie widzę duże zainteresowanie tego typu tematyką, więc uznajmy to za coś w rodzaju kooperacji, w której ja coś daję, ale i co nieco biorę dla siebie. Mam nadzieję, że dzisiejsze znaleziska przypadną wam do gustu, zainspirują do działania lub będą po prostu miłym oderwaniem od codzienności!

BEAUTY

Jak z podkładu mineralnego zrobić krem BB? Świetny patent dla osób, które nie boją się trochę poeksperymentować w kwestii tworzenia produktów do makijażu poprzez połączenie innych dostępnych kosmetyków. Jest to też rewelacyjny pomysł jeśli nadal nie udało się wam znaleźć idealnego podkładu i wciąż szukacie najlepszej opcji dla waszej cery lub gdy formuła sypkich minerałów nie do końca wam odpowiada i nie wiecie w jaki sposób zużyć te kosmetyki, które przecież są bardzo przyjazne dla skóry, więc szkoda je tak po prostu wyrzucić.

Microblanding brwi - pytania i odpowiedzi Brwi w ostatnim czasie stały się niemalże najważniejszym elementem podczas makijażu, więc nie powinno nikogo dziwić, że wciąż powstają nowe metody na ich malowanie lub zagęszczanie. Zabieg permanentny metodą piórkową cieszy się ogromną popularnością, więc na pewno wiele osób zainteresuje się artykułem, które odpowiada na wszystkie pytania dotyczące tego sposobu na bardziej wyraźne brwi. Marta pokazuje także na sobie jak efekty wyglądały tuż po zabiegu, kilka dni później oraz jak prezentują się końcowe rezultaty.

Tatuaż do brwi w żelu, recenzja I znowu coś o brwiach! Tym razem mamy tu do czynienia z koreańskim wynalazkiem, a takowe zawsze powodują pojawienie się uśmiechu na mojej twarzy. Produkt ten nie jest na razie dostępny w naszym kraju, ale wydaje mi się, że szybko ulegnie to zmianie ze względu na duże zainteresowanie azjatyckimi kosmetykami, które bardzo często kuszą klientów zabawnym wyglądem, innowacyjnym opakowaniem lub zaskakującą formułą, choć tatuaż do brwi brzmi w moim odczuciu troszeczkę niepokojąco.

10 powodów dla których warto szczotkować ciało na sucho Tego typu zbieg kojarzy mi się z moją osobistą klęską związaną z planowaniem. Od dawna chcę włączyć szczotkowanie do mojej pielęgnacyjnej rutyny, ale zawsze odkładam tą czynność w czasie, zapominam o niej, a potem przy okazji tego typu artykułu po raz kolejny mam do siebie żal, że znowu nie dotrzymałam obietnicy danej sbie. Chyba muszę stworzyć wpis o moich urodowych postanowieniach, bo zapisanie ich będzie formą umowy na piśmie, a plany wreszcie zaczną być przekształcane w realne czyny.

Ocet jabłkowy – HIT w naturalnej pielęgnacji skóry i włosów Artykuł ten udowadnia, że tego typu produkt sprawdzi się nie tylko w kuchni, ale także w kosmetyce jako chociażby tonik, składnik pasty na niedoskonałości, płukanka lub wcierka do włosów. Uwielbiam tego typu patenty na własnoręcznie przygotowywane produkty, wielozadaniowe kosmetyki oraz komponenty, które można dodawać do kosmetyków gotowych lub tych handmade. 

LIFESTYLE

15 taktyk, które pomogą ci pisać poczytne posty blogowe Wszystkie potrzebne informacje odnośnie tworzenia dobrego wpisu zebrane w jednym miejscu. Myślę, że każda osoba przed napisaniem kolejnego artykułu powinna zerknąć właśnie tutaj i dowiedzieć się nieco więcej na temat chociażby słów kluczowych, nagłówków i odnośników do innych wpisów. Z ogromną przyjemnością za pomocą tego artykułu utrwaliłam swoją wiedzę, ale też zwróciłam uwagę na aspekty, które do tej pory niesłusznie pomijałam.

10 rzeczy, których pozbywam się natychmiast Ostatnio udało mi się nieco odgruzować przestrzeń w moim mieszkaniu, ale nadal mam problem z pozbywaniem się niektórych przedmiotów, co jest trochę nieracjonalne, bo z nich nie korzystam, nie są mi potrzebne, a nadal zajmują duże powierzchnie w każdym pomieszczeniu. Dorota w swoim wpisie dzieli się listą rzeczy, których pozbywa się najszybciej i myślę, że to zestawienie może być inspirującą do pierwszych kroków zorganizowania swojej własnej przestrzeni i usunięcia z niej rzeczy po prostu zbędnych.

Planner na marzec 2017 do wydrukowania Jeśli nie korzystacie z gotowych kalendarzy to tego typu planner będzie świetnym rozwiązaniem, aby zorganizować swój kolejny miesiąc, wyznaczyć cele lub chociażby zaakcentować chęć pewnych zmian. Możemy wybierać spośród dwóch wersji kolorystycznych, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Alina dodatkowo podpowiada w jaki sposób wypełniać planner i sama pokazuje jak to zrobiła, co może być ciekawą inspiracją dla innych osób, które do końca nie wiedzą jak się zabrać za tego typu stawiania sobie celów.

Jak sobie dorobić? 7 sposobów na dodatkowe źródła pieniędzy  Chyba nikt nie pokręci nosem na nadprogramowy zastrzyk gotówki, ale nie wszyscy wiedzą w jaki sposób zabrać się za ten temat. To zestawienie będzie szczególne pomocne osobom, które studiują, chcą zdobyć gotówkę na jakieś swoje potrzeby, a nie mają możliwości, aby pracować na etacie. Szczególnie spodobał mi się punkt dotyczący oszczędzania, bo to rzeczywiście świetny pomysł, aby lepiej zarządzać swoim budżetem i w przyszłości pozwolić sobie na zakup jakiegoś przedmiotu marzeń.

Jak stworzyć capsule wardrobe? Myślę, że ten termin nie jest żadną nowością, ale jeśli nie wiecie o czym mowa, to pokrótce jest to takie komponowanie swojej garderoby, aby rzeczy było niewiele, ale wszystkie do siebie pasowały. Z jednej strony brzmi to doskonale, ale chyba jednak większość osób nie potrafi sobie odmówić spontanicznych zakupów, a tym samym przedmiotów, które czasem są zupełnie niepotrzebne. Planuję podjąć się takiego wyzwania, bo już o jakiegoś czasu rzeczy w mojej szafie przybywają w wolnym tempie, są bardziej do siebie dopasowane, a ich zakup jest przemyślany. 

DIY

Dekoracje z patyków Z tego typu ozdobą spotkałam się już kilka razy przeglądając Pinterest w celu wyszukania ciekawych dekoracji do domu. Kilka patyków, trochę pracy, niebanalny pomysł i szybko można stworzyć piękną rzecz idealnie dostosowaną do wystroju naszego mieszkania. Dodatkowo można takie dzieło uzupełnić w zdjęcia lub ciekawe grafiki i tym sposobem stworzyć coś jeszcze ciekawszego. Taka ozdoba szczególnie dobrze sprawdzi się we wnętrzach, w których dominują naturalne materiały i nieco rustykalny styl.

Słoiki ze złotymi zwierzątkami DIY To kolejna dekoracja, na którą mam ochotę od jakiegoś czasu, bo ujęła mnie jej prostota, łatwość wykonania, efekt końcowy i możliwość dostosowania projektu do własnych potrzeb, ponieważ słoiczki mogą być zarówno ozdobą kobiecej toaletki jak i dziecięcego biurka. Z pewnością już niedługo postaram się pochwalić efektami. po tym jak przejrzę moje domowe zbiory w poszukiwaniu ładnych słoiczków oraz jakichś zapomnianych figurek, które już niedługo otrzymają nowe życie. 

Jak postarzyć drewnianą skrzynkę? Ciekawy pomysł na zmianę wyglądu nie tylko skrzynki, ale każdego drewnianego przedmiotu, aby dopasować go do bardziej rustykalnego lub prowansalskiego stylu, a teraz szczególnie ten ostatni cieszy się ogromnym zainteresowaniem. To propozycja dla osób, które lubię troszeczkę popracować i mają w sobie odrobinę kreatywnego zacięcia. Ja przejrzałam swoje zbiory i okazało się, że mam kilka drewnianych skrzyneczek, które bardzo potrzebują nieco odświeżenia, więc już niedługo zdecydowanie będę miała co robić.

Podkładka ze sznurka bawełnianego DIY - zobacz tutorial! Szydełkowanie to jedna z tych rzeczy, których bardzo chciałabym się nauczyć, ale niestety wciąż nie mam na to czasu, a szkoda, bo za pomocą bawełnianego sznurka można wyczarować piękne podkładki, kosze, dywaniki oraz wiele różnych przedmiotów. Jeśli tylko znajdę odrobinę czasu to z pewnością wreszcie postaram się opanować raczej nie trudną, ale na pewno bardzo odprężającą i nieco zapomnianą sztukę szydełkowania.

Flower Box DIY Tego typu kwiatowa dekoracja stała się bardzo popularna w ostatnim czasie. Niektóre kwiaciarnie mają w swoim asortymencie tego typu pudełka, ale myślę, że nadal większość osób spotyka je jedynie w sieci. To nie jest jednak żaden problem, ponieważ po lekturze tego wpisu dowiemy się jak krok po kroku stworzyć własnoręcznie tego typu Box będący naprawdę niebanalnym pomysłem na prezent lub na dekorację własnego mieszkania. Myślę, że warto spróbować, bo układanie kwiatów to bardzo odprężająca czynność i prawdziwa sztuka.

Który artykuł najbardziej was zainteresował?
Macie ochotę polecić mi i innym jakiś swój interesujący wpis?

15 blogowych linków godnych polecenia. Beauty, Lifestyle, DIY - Marzec 2017

poniedziałek, marca 06, 2017

Hypnotic Blossom to najnowsza kolekcja marki Artdeco, która swoją premierę miała w lutym. Miłośniczki makijażu zostaną zainspirowane przede wszystkim paletą barw, która przywołuje na myśl wszystkie pozytywne emocje związane z wiosną. Do naszej dyspozycji marka oddała maskarę, róż do policzków, pudry do ust w sześciu całuśnych barwach oraz trzy pastelowe cienie magnetyczne zamknięte w kasetce pokrytej botanicznymi wzorami w wielu intensywnych barwach. Dzisiaj mam przyjemność przedstawić wam produkty, które w moim odczuciu są najbardziej interesujące z całej tej wiosennej kolekcji. Po pierwsze matowe pomadki które mają innowacyjny aplikator, a pudrowa konsystencja umieszczona jest wewnątrz w dość intrygującym miejscu. Drugim kosmetykiem jest tusz do rzęs posiadający bardzo ciekawy grzebyk, którego użycia dość mocno się obawiałam, a który okazał się w moim przypadku strzałem w dziesiątkę. Są to dość specyficzne produkty, ich niesztampowość zdecydowanie zasługuje na dłuższą chwilę uwagi i na taką w tym momencie zapraszam.

MAT LIP POWDER – MATOWY PUDER DO UST

Na pierwszy rzut oka pomadki te wyglądają dość niepozornie, bo z zewnątrz mają jak najbardziej zwyczajne opakowania i dopiero w środku zamknięte są bardzo ciekawe patenty. Po pierwsze kosmetyk nakładamy za pomocą dość dużej i wypukłej gąbeczki. Czynność ta nie jest wymagająca, ale jednak na początku trzeba nieco nabrać wprawy w posługiwaniu się tego typu aplikatorem. Puder jest dość gęsty i suchy, więc nie ma mowy o jakimkolwiek wypływaniu poza kontur ust. Jednak najważniejsze, że cała masa pomadki znajduje się się w skuwce. Z jednej strony to bardzo ciekawy pomysł, ale jednak z drugiej wymaga on nieco więcej zachodu, ponieważ aplikator nie nabiera dużych ilości pomadki i z jednej strony nie zrobimy sobie krzywdy zbyt grubą ilością kosmetyku, ale potrzebujemy trochę więcej czasu, aby zaaplikować pożądana ilość. Krycie, trwałość oraz wykończenie na ustach zależy od poszczególnych kolorów. Ogólnie jednak jest to produkt zapewniający pełen mat, więc nie do końca sprawdzi się na ekstremalnie suchych ustach. Niewątpliwą zaletą tych pudrów jest fakt, że są praktycznie niewyczuwalne i nie tworzą żadnej ciężkiej i problematycznej warstewki. Trwałość jest na wysokim poziomie i pomadki utrzymują się do kilku godzin, aczkolwiek podczas jedzenia schodzą dość szybko od wewnętrznej strony. Można też te produkty nałożyć na pomadkę ochronną i wtedy ich matowe wykończenie zmienia się w bardziej satynowe i mniej wysuszające wargi. 
  • 20 Spring Day to brzoskwiniowy odcień, który wpisuje się w tonację nude. Potrzebuje nieco grubszej warstwy, aby stworzyć pełne krycie i bardziej podkreśla suche skórki. Sprawdzi się u osób, które preferują jasne i ciepłe odcienie oraz dodatkowo zapewnia wrażenie wypełnienia i lekkiego powiększenia warg. Nie zawsze tego typu barwy mi odpowiadają, ale w tej czuję się wyjątkowo dobrze, choć niestety wymaga ona bardzo zadbanych ust.
  • 10 Hypnotic Red to piękna i klasyczna czerwień, która jest już mniej kłopotliwa od poprzednika. Po pierwsze już skromniejsza ilość pomadki zapewnia pełne krycie i zdecydowanie barwa ta lepiej wygląda na lekko suchych ustach, bo aż tak nie podkreśla wszelkiego rodzaju niedoskonałości. Podoba mi się ten głęboki odcień i fakt, że nie wygląda zanadto ekscentrycznie, bo tego nie lubię we wszelkiego rodzaju czerwieniach.

COLOR&CARE MASCARA – PIĘLĘGNACYJNA MASKARA DO RZĘS

W przypadku tego kosmetyku warto zwrócić uwagę na dwa punkty. Po pierwsze wewnątrz znajduje się maleńki grzebyk, który niczym nie przypomina silikonowych, a tym bardziej klasycznych szczoteczek, a drugim aspektem są pielęgnacyjne właściwości tuszu, czyli brak parabenów oraz dodanie do składników mieszanki olejku arganowego, aloesowego kokosowego oraz jojoba. Bliżej jednak przyjrzę się tej pierwszej cesze, a mianowicie skąpemu aplikatorowi, który posiada niezwykle krótkie włoski znajdujące się tylko po jednej stronie. Byłam pewna, że użycie tego aplikatora skończy się klęską i albo tusz sklei moje rzęsy albo efekt w ogóle nie będzie widoczny. Całe szczęście myliłam się i to bardzo! Rzeczywiście taki grzebyk wymaga nieco więcej pracy, ale rezultaty w moim przypadku wynagrodziły dłuższe nakładanie tuszu. Tak małe włoski perfekcyjnie rozczesują rzęsy, więc nie ma mowy o sklejaniu i nawet zbyt duża ilość tuszu nie jest problemem. Poza tym za pomocą tej maskary można łatwo wykonywać ruchy zygzakowate, które pozwolą lekko zgęścić włoski oraz idealnie je rozdzielić. Trzecim punktem jest fakt, że grzebyk pozwala lekko wyginać rzęsy u nasady, co niewątpliwie ma wpływ na ich uniesienie i lekkie wydłużenie. Najlepszym podsumowaniem działania tego produktu jest stwierdzenie, że aplikator działa zupełnie inaczej niż wszystkie inne dostępne w tuszach, więc wymaga nieco wprawy, ale trudy te zostaną nam wynagrodzone! Jestem zaskoczona, że nawet kilkanaście sekund po pokryciu rzęs tuszem można robić drobne poprawki, rozdzielać rzęsy i nie ma obawy, że zostaną one brzydko sklejone. Maskara utrzymuje się poza tym przez cały dzień, nie osypuje się i nie rozmazuje. Jest to dla mnie wielkie odkrycie i w tym momencie tusz ten to mój ulubiony kosmetyk do rzęs.

PODSUMOWANIE

Nigdy specjalnie nie rozpływałam się nad tuszami do rzęs i szczerze mówiąc większość, które było mi dane używać, uznawałam po prostu za poprawne kosmetyki i rzadko kiedy trafiałam na coś wybitnie pozytywnego lub negatywnego. O dziwo jednak spośród nowości z kolekcji Hypnotic Blossom to właśnie Color&Care Mascara zdobyła moje największe uznanie. Niepozorny grzebyk okazał się strzałem w dziesiątkę i pozwolił na idealne rozdzielenie rzęs, oraz ich lekkie zagęszczenie i wydłużenie. Do tego dodam jeszcze satysfakcjonującą trwałość i mam do dyspozycji produkt spełniający w pełni moje oczekiwanie. Aplikacja tuszu wymaga jedynie nieco więcej czasu, ale w przypadku tak dobrego kosmetyku nie jest to dla mnie żaden problem. W kwestii matowych pudrów do ustna na pozytywną uwagę zasługują piękne kolory, innowacyjna forma aplikacji, efekt prawdziwego matu oraz dobre krycie. Mogłabym się jednak przyczepić do faktu, że nie są to kosmetyki odpowiednie do przesuszonych ust, a nakładanie pudru zajmuje nieco więcej czasu niż w przypadku klasycznych produktów. Mimo ogromnej sympatii do ciekawej formy umieszczenia  pomadki w skuwce, to jednak tusz staje na zaszczytnym podium moich ulubionych produktów z wiosennej kolekcji Artdeco.


Jak podobają się wam produkty z najnowszej kolekcji? Lubicie tego typu innowacyjne formy kosmetyków, czy wolicie wybierać coś bardziej tradycyjnego i sprawdzonego? 


Artdeco Mat Lip Powder i Color&Care Mascara, czyli nowości z kolekcji Hypnotic Blossom

poniedziałek, lutego 27, 2017

Początkowo chciałam napisać, że okres zimowy zdecydowanie nie jest korzystny dla dłoni. W sumie jednak delikatna skóra w połączeniu z każdymi warunkami środowiskowymi może przysporzyć niemałych problemów. Mimo wszystko to jednak ochłodzenie najczęściej stoi na przeszkodzie atrakcyjnego wyglądu rąk, a tym bardziej ich komfortu, który jest zagrożony poprzez szorstkość, suchość i wrażenie nieprzyjemnego napięcia pojawiającego się znienacka. Ja co prawda jestem nie lada szczęściarą i nie mam z dłońmi aż tak dużych problemów, aczkolwiek krem do rąk (albo nawet kilka sztuk) muszę mieć zawsze pod ręką, a raz w tygodniu przeznaczam nieco więcej czasu na pielęgnację rąk. Nie mniej jednak mimo wszystko nie jestem fanką wieloetapowych i długotrwałych rytuałów, bo z reguły bywam naprawdę niecierpliwa i również w kwestii kosmetyki nużą mnie te wszystkie rozwlekłe ceremoniały. Zdecydowanie lubię się czasem samolubnie zająć tylko sobą, ale wolę wybierać błyskawiczne formy relaksu. W ramach większej dbałości o dłonie, które niewątpliwie są bardzo reprezentacyjną częścią ciała, postanowiłam zrobić przegląd kosmetyków Tołpa z linii dermo mani, zaproponować mój szybki i skuteczny rytuał pielęgnacyjny, a na końcu zaprosić was na bardzo fajny konkurs z nagrodami, które pozwolą zadbać nie tylko o dłonie, ale także o całe ciało. Czy taka zapowiedź nie brzmi doskonale?

KOSMETYKI DO PIELĘGNACJI DŁONI TOŁPA Z SERII DERMO MANI

Właściwy dobór kremu do rąk nie wiąże się tylko z selekcją odpowiednich składników pielęgnacyjnych. W moim przypadku ważna jest również konsystencja oraz warstwa jaka pozostaje na skórze po aplikacji. Dlaczego jest to dla mnie tak ważny aspekt? Czuję ogromny dyskomfort jeśli moje dłonie pokrywa tłusta powłoczka, która nie znika nawet po upływie kilkunastu minut. Oczywiście po przebrnięciu przez te wszystkie dziwnie brzmiące składniki, zapachy oraz konsystencje i tak ostatecznie najważniejszy jest efekt końcowy, czyli zauważalne efekty pielęgnacyjne lub ich brak. W tym momencie, aby ułatwić wam wybór przygotowałam zestawienie poszczególnych produktów z linii dermo mani, moje odczucia z nimi związane oraz próbę określenia, który produkt będzie najlepszym wyborem w zależności od subiektywnych upodobań, bo przecież to niemożliwe, aby sprostać oczekiwaniom każdego konsumenta, a tym bardziej tego bardzo wymagającego lub skupiającego się na jakiejś szczególnej cesze produktu.


  • Dermo mani, aqua. Rozświetlająca emulsja do rąk. Zamknięta w małej buteleczce z pompką, która dozuje niewielki ilości produktu, dzięki czemu można odpowiednio regulować ilość zużywanego kosmetyku. Produkt ma przyjemny, dość mocny zapach, który na dłoniach utrzymuje się zaskakująco długo. Konsystencja jest bardzo lekka, szybko się wchłania i już po kilku minutach dłonie nie są pokryte żadną pozostałością kosmetyku, aczkolwiek produkt ten przyjemnie niweluje uczucie szorstkości, choć uznałabym go raczej jako idealny do codziennego stosowania, a nie taki do szybkich akcji ratunkowych, kiedy skóra jest złym stanie i potrzebuje prawdziwie skoncentrowanego kosmetyku, nawet o nieco bardziej tłustawej konsystencji. To po prostu emulsja do torebki, bo szybko się wchłania, a tym samym nie utrudnia pracy i wykonywania innych czynności. Z substancji aktywnych zawartych wewnątrz warto wymienić chociażby pochodną mocznika, masło babassu i glicerynę, które odpowiedzialne są za utrzymanie nawilżenia i poprawę elastyczności oraz keratynę, która wpływa na regenerację, wzmocnienie i ogólną poprawę wyglądu paznokci. Ostatnim składnikiem godnym uwagi są pigmenty rozświetlające, a należy przez nie rozumieć połyskujące drobinki, które można zaobserwować jedynie przy bardzo uważnym przyjrzeniu się skórze, więc należy je traktować wyłącznie jako element dodatkowy, a nie składnik mający jakieś szczególne ważne znaczenie.

  • Dermo mani, new. Odnawiające serum do rąk i paznokci 5 w 1 to z kolei propozycja dla osób, które wśród tego typu kosmetyków szukają tych nie tylko nawilżających i dających skórze ulgę, ale także zapewniających redukcję zmarszczek, wyrównanie kolorytu skóry oraz wygładzenie, więc ten wariant w pewien sposób może wpłynąć na poprawię wyglądu dłoni z oznakami starzenia. Serum ma dość intensywny i specyficzny zapach pozostający długo na skórze, który niekoniecznie należy do grupy moich ulubionych aromatów, lekką strukturę, która co prawda wchłania się dość szybko, ale pozostawia delikatną i nietłustą warstwę wyczuwalną jeszcze przez jakiś czas po zastosowaniu. Mam wrażenie, że ten kosmetyk przypadnie do gustu osobom, które potrzebują bardziej intensywnej pielęgnacji, bo nie jest to lekki krem, a nieco bardziej treściwe serum, które odżywia i regeneruje, ale nadal nie jest kosmetykiem do stosowania w beznadziejnych przypadkach, bo daje raczej doraźne wrażenie ulgi. Wśród składników aktywnych można dostrzec kompleks nasion drzewa Tara i zielonych alg, olej migdałowy, masło shea, ekstrakt z mandarynki japońskiej, pochodną mocznika, glicerynę oraz keratynę pozytywnie wpływającą na stan paznokci. Jednym zdaniem podsumowałabym to serum jako idealne podczas wieczornej pielęgnacji tuż przed snem, gdy leciutka warstwa pozostająca na naskórku nie stanowi najmniejszego problemu.

  • Dermo mani, lift. Odmładzający krem do rąk. W przypadku tego kosmetyku mamy już do czynienia ze standardową tubką, więc z przymrużeniem oka muszę stwierdzić, że to propozycja dla tradycjonalistów. Produkt ten od samego początku zaskarbił sobie moją sympatię ze względu na niezwykle miły zapach, w którym urzekła mnie jego delikatność. Konsystencja jest już zdecydowanie bardziej tradycyjna, bo przypomina po prostu krem i nie jest tak lekka jak w przypadku dwóch emulsji, o których pisałam powyżej. Szybko się wchłania, a na dłoniach pozostawia prawdziwy aksamit, który nie ma nic wspólnego z nieprzyjemną tłustością. W ten sposób pozostawia wrażenie bardzo wygładzonych i delikatnych dłoni, które aż chce się dotykać! Zdecydowanie togo typu wykończenie na skórze cenię sobie najbardziej, bo naskórek jest wyraźnie ukojony, skóra jedwabista, pozostałości kosmetyku są wyczuwalne, ale w żaden sposób ni przeszkadzają, a powiedziałabym nawet, że stają się bardzo przyjemnym elementem dodatkowym. Z tego też powodu ten kosmetyk zasłużył na zaszczytne miano mojego ulubieńca. Poza pozytywnymi wrażeniami, które da się wyczuć już po pierwszym użyciu, producent obiecuje także odmłodzenie skóry poprzez redukcję zmarszczek, wyrównanie kolorytu, wygładzenie, odżywienie oraz poprawę jędrności i elastyczności. W składzie możemy znaleźć takie składniki jak chociażby ekstrakt z bobrka trójlistnego, olej migdałowy, ekstrakt z figi oraz składniki wszystkich innych produktów z tej linii, czyli pochodną mocznika, glicerynę oraz keratynę. Właściwości odmładzających nie jestem w stanie ocenić i nie nigdy wcześniej nie wybierałam produktów o takim działaniu, ale jego konsystencja i to jak dba o moją skórę sprawia, że mam ochotę wciąż po niego sięgać i to jest doskonały dowód na to, że nie zawsze należy kierować się tylko etykietą. To zdecydowanie idealny krem do codziennego stosowania, a potem zachwycania się aksamitnością swojej skóry, tak w ramach zdrowego narcyzmu od czasu do czasu.

  • Dermo mani, help. S.O.S. regenerujący krem-maska do rąk i paznokci najbardziej przypomina typowe kosmetyki do pielęgnacji dłoni. Po pierwsze ma dość klasyczny zapach oraz gęstą konsystencję, która wchłania się najdłużej ze wszystkich. To zdecydowanie propozycja dla osób, które wolą bardziej treściwe kremy i nie przeszkadza im wyczuwalna warstwa na dłoniach. Ja najbardziej lubię jeśli kosmetyk szybko znika z dłoni, więc taką maskę wolę nakładać po prostu przed snem. Poza tym ten właśnie produkt w kwestii ulubieńców uplasowałabym na drugim miejscu zaraz po odmładzającym kremie po rąk, ponieważ bardzo przypadł mi do gustu jego zapach oraz to, że pozostawia dłonie wyraźnie ukojone i nawilżone, a skóra wydaje się być bardziej gładka i elastyczna. Ta propozycja jest najlepsza na bardzo chłodne dni, kiedy chcemy zregenerować wyraźnie przesuszoną i napiętą skórę. Muszę jednak zaznaczyć, że mimo tego, że jest to najbardziej treściwa konsystencja ze wszystkich, to jednak nie ma nic wspólnego z tłustymi kremami, które pozostawiają na skórze niemalże oleisty film. Producent poleca nawet, aby od czasu do czasu potraktować ten kosmetyk jako maskę, nałożyć jego grubszą warstwę i założyć bawełniane rękawiczki, To zdecydowanie najlepszy pomysł na rzeczywistą poprawę stanu skóry dłoni, ale o tym napiszę nieco więcej w dalszej części. W składzie możemy odnaleźć olej migdałowy, masła z baobabu, shea i babassu, pochodną mocznika, glicerynę oraz keratynę.

  • Dermo mani, help. 2-etapowy zabieg odnawiająco - regenerujący. Każda saszetka podzielona jest na dwie części i w pierwszej mamy do dyspozycji gęsty i dość suchy krem, który należy nałożyć na mokre dłonie, masować przez około 2 minuty, a następnie spłukać. Głównym jego składnikiem jest korund, który moim zdaniem jest najlepszym środkiem złuszczającym, ponieważ jest niezwykle drobno zmielony, ale przy okazji bardzo ostry, więc skóra po jego zabiegu jest idealnie wygładzona. Taki peeling należy przeprowadzać z odpowiednim wyczuciem, ponieważ zbyt intensywny masaż może przyczynić się do nieprzyjemnego zaczerwienienia skóry. Taki zabieg wykonany raz na jakiś czas sprawi, że zrogowaciały naskórek będzie usunięty, a składniki kolejnych używanych kosmetyków wchłoną się szybciej i skuteczniej. W składzie znajdziemy również kompleks kwasów owocowych AHA wpływający na rozjaśnienie i poprawę kolorytu skóry oraz keratynę pozytywnie działającą na paznokcie. W drugiej saszetce znajduje się dermo mani, help. S.O.S. regenerujący krem-maska do rąk i paznokci, czyli produkt, który opisywałam nieco wcześniej. Należy go nałożyć grubą warstwą na skórę, odczekać około 10 minut, a następnie dokładnie wmasować. Po takim zabiegu dłonie są niesamowicie gładkie, aksamitne w dotyku, a jednocześnie odpowiednio nawilżone i niesprawiające wrażenia nieprzyjemnie napiętych. Mimo wszystko w tym duecie to peeling korundowy gra główne skrzypce i zdecydowanie raz na jakiś czas polecam jego zastosowanie.

  • Dermo mani, new. Odnawiający peeling-masaż do dłoni to dwie saszetki tego samego produktu, więc to idealna propozycja dla osób, które od czasu do czasu chcą zrobić dokładny peeling rąk i nie widzą sensu w kupowaniu dużej tubki jakiegoś scrubu. Jest identyczny z produktem opisywanym wyżej, choć zapach w moim odczuciu jest mniej atrakcyjnu i ten w saszetce z 2-etapowym zabiegiem odnawiająco - regenerującym zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu. Tutaj również prym wiedzie piasek korundowy, więc kolejny raz mamy do czynienia z bardzo intensywnym peelingiem, którego nawet niewielka ilość jest w stanie idealnie wygładzić dłonie i złuszczyć naskórek. W składzie również znajdziemy rozjaśniające kwasy owocowe AHA oraz keratynę. W sumie oba te peelingi pod względem składu są identyczne, a różni je tylko zapach. Na który się ostatecznie zdecydować? W moim odczuciu właśnie peeling-masaż jest bardziej korzystny, bo mamy tutaj dwie pełne saszetki świetnego peelingu, bo w poprzednim zabiegu oprócz silnie zdzierającego produktu mieliśmy do dyspozycji krem-maskę, którą w sumie możemy zastąpić grubą warstwą kosmetyku, który akurat mamy pod ręką. Wybór to już nasza selekcja podyktowana aktualnymi potrzebami, choć oba produkty z pewnością okażą się pozytywnym doświadczeniem w głównej mierze ze względu na korundowy peeling, który polecam każdemu.


MÓJ RYTUAŁ PIELĘGNACYJNY DLA PIĘKNYCH DŁONI

Tego typu zabieg lub przynajmniej niektóre elementy staram się powtarzać raz w tygodniu i jego niewątpliwą zaletą jest fakt, że efekty są błyskawiczne, więc nie ma mowy o jakimś zniechęceniu lub długotrwałym oczekiwaniu na rezultaty. Poza tym nie trzeba przeznaczać na niego ogromnej ilości czasu, a wszystkie etapy są łatwe do wykonania, część z nich jest bardzo przyjemna, a jeden właściwie nie wymaga od nas żadnego zaangażowania. Poza tym poszczególne części rytuału możemy dostosować do osobistych upodobań i przykładowo wymieszać składniki we własnoręcznie ułożonych proporcjach i dowolnie wydłużać, skracać i modyfikować poszczególne fragmenty. Mój przepis ma być czymś w rodzaju zaakcentowania pewnych możliwości, a nie zbiorem zasad, które nie pozwalają na żadne odstępstwa.

  1. Na samym początku wykonuję dokładne złuszczanie naskórka za pomocą odnawiającego peelingu-masażu do dłoni. Jego korundowe wnętrze perfekcyjnie usunie zrogowaciałą warstwę oraz przygotuje skórę na dalsze zabiegi kosmetyczne. Peeling ten wymaga minimum zaangażowania, bo bardzo drobne i ostre drobinki nawet w niewielkiej ilości i w krótkim czasie przynoszą świetne rezultaty.
  2. Do małego naczynia wlewam ciepłą oliwę z oliwek, kilka kropel soku z cytryny oraz witaminę A+E. To połączenie to idealne zestawienie substancji działających odżywczo, rozjaśniająco, antyoksydacyjnie oraz łagodząco. Oczywiście z taką mieszanką można eksperymentować i zdecydować się na dodanie ulubionych olejków lub chociażby miodu. Dłonie pokrywam taką miksturą, wkładam do foliowych rękawiczek i przykrywam je ciepłym ręcznikiem. Dzięki temu nie ma obawy przed przypadkowym zabrudzeniem, a poszczególne substancje aktywne szybko wnikają w skórę. Po około 15 minutach zdejmuję rękawiczki. Drugą możliwością jest po prostu kilkuminutowe moczenie dłoni w tej mieszance lub połączenie kąpieli z delikatnym masażem.
  3. Lekko tłuste dłonie po wyjęciu z rękawiczek same się proszą, aby wykonać na nich masaż, który poprawi ukrwienie i pozytywnie wpłynie na ich samopoczucie dłoni, jeśli w ogóle możemy mówić o jakichś nastrojach poszczególnych części ciała. Najlepiej skupić się na ruchach głaskających oraz delikatnie rozcierających i uciskających, a wszystko należy wykonywać w kierunku serca. Można też zdecydować się się na lekką rozgrzewkę polegającą na ruchach kolistych nadgarstków i uginaniu palców. Oczywiście jeśli nie mamy doświadczenia z masażem, to zdajmy się na intuicję, skupmy się na ruchach dających nam przyjemność i takich, które nie spowodują ewentualnych kontuzji. Na końcu wycieramy nadmiar oleistej konsystencji za pomocą papierowego ręcznika.
  4. Ostatnim etapem jest aplikacja grubej warstwy S.O.S. regenerującego kremu-maski do rąk i paznokci oraz nałożenie bawełnianych rękawiczek. Ja zawsze z tak ubranymi dłońmi idę spać, bo po całej nocy tego typu kuracji dłonie są gładkie niemalże jak u dziecka. Rękawiczki zapewniają optymalną temperaturę, pozwalają skórze oddychać przez kilka godzin snu i zapewniają szybkie wnikanie substancji aktywnych. Poza tym są też doskonałym rozwiązaniem jeśli nie przepadamy za wrażeniem tłustych słoni, a od czasu do czasu chcemy wykonać tego typu zabieg upiększający. Bogaty krem w takiej oprawie pozwoli jeszcze skuteczniej zadbać o dłonie i będzie prawdziwym opatrunkiem dla zmęczonej, przesuszonej lub napiętej skóry. Jeśli spanie w rękawiczkach nie wchodzi w grę to można je np. założyć podczas wykonywania obowiązków domowych i połączyć przyjemne z pożytecznym.

KONKURS „TWÓJ PATENT NA PIELĘGNACJĘ DŁONI”

Skoro ja już podzieliłam się moimi pomysłami na to w jaki sposób dbać o tą czasem problematyczną część ciała, to teraz czas, abyście zdradzili mi swoje tajemne rytuały, przekazali innym unikatowe sposoby i jeszcze dodatkowo na tym zyskali i nie mam na myśli tylko satysfakcji, a prawdziwe nagrody. Dbanie o urodę nigdy nie jest zakończoną książką i zawsze można dopisać tam coś interesującego od siebie i taka też będzie wasza rola.
  • Opisz swój patent na pielęgnację dłoni. Możesz wspomnieć o ulubionym zabiegu, składniku kosmetycznym, rytuale lub zasadach, których przestrzeganie pozwala ci cieszyć się zadbanymi dłońmi. Nie oczekuję długich opisów, a jedynie ciekawego podejścia do tematu. Wybiorę moim zdaniem najciekawsze odpowiedzi.
  • Konkurs trwa w dniach 27.02.2017 - 11.03.2017 r.
  • Wyniki pojawią 12.03.2017 r. jako aktualizacja tego wpisu.
  • Udział może wziąć każdy obserwator mojego bloga lub profilu na Facebooku/Instagramie. Jeśli dodajecie komentarz z konta anonimowego, to podpiszcie się, co ułatwi nam późniejszą komunikację.
  • Odpowiedzi zostawiajcie tutaj na blogu, w komentarzach do tego wpisu.
  • W razie jakichś wątpliwości  zapraszam do zapoznania się z regulaminem konkursu.
  • Nagrodami są 3 zestawy kosmetyków Tołpa, a w skład każdego wchodzą:
    - mani, aqua, rozświetlająca emulsja do rąk
    - mani, help, S.O.S. regenerujący krem-maska do rąk i paznokci
    - mani, lift, odmładzający krem  do rąk
    - mani, new, odnawiający peeling- masaż do rąk (saszetka)
    - mani, new, odnawiające serum do rąk i paznokci 5w1
    - mani, new, 2etapowy zabieg odnawiająco-regenerujący do rąk
    - spa bio, anti - stress, peeling borowinowy do odnowy biologicznej
    - spa bio, anti - stress, detoksykujące mydło borowinowe do odnowy biologicznej
    - spa bio, harmony, sól borowinowa do odnowy biologicznej
    - spa bio, harmony, nawilżające mydło borowinowe do odnowy biologicznej
    - spa bio, anti - stress, kąpiel borowinowa do odnowy biologicznej MINI


Mam nadzieję, że z przyjemnością weźmiecie udział w tej zabawie i podzielicie się swoimi sprawdzonymi pomysłami!

Dziękuję wszystkim za wspaniałe pomysły oraz mnóstwo genialnych inspiracji. Tym razem zdecydowałam, że trzy zestawy kosmetyków otrzymają:
Anna
Karina
Agnieszka Kaczor
Zwyciężczynie proszę o przesłanie swoich danych teleadresowych na adres zanetaec@gmail.com


Linia dermo mani marki Tołpa, mój rytuał pielęgnacyjny dla pięknych dłoni + Konkurs

wtorek, lutego 21, 2017

Flatlay, pomysły na zdjęcia, program do obróbki zdjęć
Pytanie o to w jaki sposób wykonuję zdjęcia powtarza się w komentarzach i wiadomościach prywatnych od zawsze, więc dokładne rozpisanie wszystkich moich działań związanych z fotografią było tylko kwestią czasu. W sumie nigdy nie uważałam siebie za guru tej dziedziny, nadal sądzę, że wielu osobom nie dorastam do pięt i mogę się jedynie od nich uczyć. Skoro jednak części z was zadaje mi pytanie jak robić dobre zdjęcia, jesteście ciekawi w jaki sposób możecie nieco ulepszyć swój warsztat, to nie widzę powodów, abym moje patenty trzymała tylko dla siebie i nieszczerze powtarzała, że w sumie to nawet nie mam pojęcia dlaczego mi to wszystko w taki sposób wychodzi. Sama również chcę się nadal uczyć, szukam tutoriali, podglądam prace innych i jestem wdzięczna jeśli jakaś osoba chętnie dzieli się swoją wiedzą. Ostatecznie postanowiłam wyłożyć karty na stół i opisać szczegółową drogę każdego mojego zdjęcia zaczynając od sprzętu jakim je wykonuję, przechodząc przez miejsca, w których szukam na nie pomysłów, kończąc na obróbce i filtrach na instagramie. Mam nadzieję, że mój szczegółowy opis będzie dla was pomocny i inspirujący!

SPRZĘT JAKIM WYKONUJĘ ZDJĘCIA

Aktualnie używam wyłącznie Nikona D3 wraz z obiektywem Nikkor 50 mm 1.4D. Nie jestem profesjonalistą, a raczej samoukiem i różnego rodzaju kwestie odnośnie parametrów sprzętu to raczej wynik moich doświadczeń, a nie fachowa wiedza poparta żonglowaniem parametrami i rzucaniem trudnymi do zrozumienia hasłami. Uczę się metodą prób i błędów oraz nie pretenduję do miana specjalisty w tej dziedzinie. Czy lustrzanka i konkretny obiektyw są niezbędne do robienia dobrych zdjęć? Niekoniecznie! Wielokrotnie trafiając na genialne fotografie na instagramie, piszę do ich autorów, aby dowiedzieć się nieco więcej na temat tego na czym pracują i okazuje się, że używają po prostu smartfona! Podsumowałabym to po prostu w taki sposób, że naprawdę fajne zdjęcia da się tworzyć na wiele różnych sposobów i ważniejsze są tutaj chęci, wprawa i praktyka, bo genialne kadry można uchwycić telefonem, a bardzo słabe najlepszą lustrzanką.
  • Nikon D3 trafił w moje ręce przez przypadek i z jednej strony muszę napisać, że to naprawdę świetny sprzęt (choć jest już bardzo leciwy) dedykowany profesjonalistom, ale z drugiej jednak strony w sumie nie potrzebuję aż tak zaawansowanego wyposażenia do rodzaju fotografii jaką się zajmuję, bo wykorzystuję zaledwie ułamek jego możliwości. Jest on bardzo szybki, posiada pełnoklatkową matrycę CMOS posiadającą 12-megapikseli, która gwarantuje świetną jakość zdjęć. Nie mam do niego praktyczni żadnych zastrzeżeń, poza tym że jest bardzo ciężki i już kilkanaście minut pracy sprawia, że ręce wyraźnie czują, że waży prawie 1,5 kg. Bateria pozwala na wykonanie około 2000 zdjęć, a aparat nie posiada wbudowanej lampy, ale nawet bez niej jesteśmy w stanie uzyskać jasne fotografie.
  • Nikon Nikkor 50 mm f/1.4D jest to obiektyw standardowy, pracujący z aparatami pełnoklatkowymi który pozwala wykonywać jasne zdjęcia nawet w słabych warunkach oświetleniowych dzięki przesłonie f/1.4. Jest to stałka niepozwalająca na ustawienie zoomu, posiada naprawdę niewielki rozmiar i szybko łapie ostrość. Z jednej strony to świetna propozycja dla osób, którym zależy na jasnym obiektywie oraz łatwym uzyskaniu głębi zdjęcia oraz efektu rozmytego tła. Z drugiej strony nie do końca sprawdzi się jeśli chcemy na fotografii mieć masę wyraźnych szczegółów w całym kadrze, a ja coraz częściej mam ochotę na właśnie tego typu fotografie, więc teraz zdecydowałabym się raczej na coś innego. Nie mniej jednak obiektyw jak najbardziej spełnił wszystkie moje oczekiwania.

USTAWIENIA APARATU PODCZAS FOTOGRAFOWANIA

Tutaj też nie chcę przedstawiać wam masy różnorakich parametrów, a skupię się wyłącznie na tym, aby zdjęcia były jak najbardziej jasne. Wiele osób skarży się, że niestety fotografie wychodzą zbyt ciemne, a biel ma mnóstwo niepotrzebnych odcieni i wszystko wygląda po prostu nieprofesjonalnie. Oczywiście najważniejsze jest tutaj oświetlanie, o którym napiszę niżej, ale również poprzez ustawienia aparatu można sprawić, że efekty staną się bardziej zadowalające. Od razu polecam wam rezygnację z trybu automatycznego i przejście na manualny, który wymaga znacznie więcej pracy i zaangażowania, ale jednocześnie pozwala uzyskać zdecydowanie lepsze rezultaty w każdych warunkach. I oczywiście trzeba pamiętać, że każdy kolejny kadr, który chcemy uwiecznić będzie potrzebował nieco innych ustawień, więc to zdecydowania praca dla wytrwałych!
  • Balans bieli przy standardowym fotografowaniu w naturalnym świetle powinniśmy zostawić w spokoju i zdać się na ustawienia auto. Jeśli używamy różnego rodzaju lamp lub innego oświetlenia to najlepszym sposobem jest sprawdzenie wszystkich wariantów i  zastosowanie tego, w którym kolory wyglądają jak najbardziej naturalnie.
  • Czas naświetlania, a właściwie jego prawidłowe ustawienie pozwoli uzyskać nam jasne zdjęcie. Mamy do wyboru dużą ilość czasów, ale postaram się wytłumaczyć ich działanie na przykładzie kilku paramentów. Powiedzmy, że mamy do dyspozycji ...1/60, 1/80, 1/100, 1/125, 1/160... Im jest ciemniej tym zdjęcie powinno być dłużej naświetlane, co znaczy, że musimy zdecydować się na mniejsze wartości czyli 1/60 lub chociażby 1/80. Nie jest to jednak takie proste, ponieważ wybór takich ustawień wiąże się z tym, że zdjęcia faktycznie będą jaśniejsze, ale mogą wyjść poruszone, a rozwiązaniem tego problemu jest użycie statywu. Ja z takiego nie korzystam, więc siłą rzeczy muszę wybrać krótszy czas naświetlania, co wiąże się z tym, że zdjęcie jest ciemniejsze, ale nie grozi mu już brak ostrości spowodowany delikatnym ruchem ręki podczas fotografowania. W moim przypadku najlepszym wyborem jest ustawienie 1/100, ponieważ dzięki temu zdjęcia są wystarczająco jasne i ostre. Jeśli bardzo doskwiera wam brak światła rozważcie zakup statywu i pracę przy znacznie dłuższym naświetlaniu.
  • Wartość przysłony (f) ustala jak duży jest otwór w obiektywie, a co za tym idzie ile przez niego wpada światła. Czyli po prostu jeśli jest dość ciemno, to f ustawiamy jak najmniejsze (u mnie 1.4, a w innych obiektywach to może być 2.8). Przysłona ma też duży wpływ na rozmycie tła i w takim wypadku f musi mieć małą wartość lub gdy chcemy, aby pierwszy plan oraz tło były jak najbardziej ostre, to wybieramy dużą wartość (f16, f22).
  • ISO umieściłam na ostatnim miejscu, ponieważ zawsze ustawiam ten parametr na samym końcu. Standardowa jest czułość na poziomie 200 i staram się zwiększać ją dopiero po ustawieniu wszystkich funkcji opisanych powyżej. Dlaczego tak nie lubię zmieniać tych ustawień? Ponieważ im większe ISO tym fotografie są jaśniejsze, ale pojawia się na nich więcej szumów, które zdecydowanie psują jakość zdjęcia. Ostatecznie przestawiam je maksymalnie do 1000 przy jasnym tle i 600 przy ciemnym, na którym wszelkiego rodzaju defekty są bardziej zauważalne.

ŚWIATŁO

Próbowałam robić zdjęcia przy użyciu różnego rodzaju lamp, ale żadna z przeze mnie testowanych nie spełniła moich oczekiwań ze względu na dodawanie brzydkiej kolorystyki lub bardzo sztucznego efektu. Nie mniej nie wykluczam, że za jakiś czas będę chciała się zaopatrzyć w coś bardziej profesjonalnego i zapewniającego zdecydowanie lepsze i bardziej naturalne rezultaty. W tym momencie korzystam wyłącznie ze światła dziennego. Zdjęcia robię między 10, a 14 w dobrze oświetlonym pomieszczeniu, tuż przy oknie. Jeśli macie taką możliwość to przenieście swój plan w okolicę okna i odsłońcie firanki. Nie polecam robienia zdjęć podczas bardzo słonecznych dni, ponieważ wpadające przez okno promienie słoneczne mogą być przyczyną przepalonych zdjęć, na których pojawia się zbyt jasne paski lub punkty. Najlepsze są godziny, w których słońce nie pokazuje się bezpośrednio w oknie, przy którym pracujecie. Jeśli jest zbyt ciemno i nawet wszelkiego rodzaju ustawienie parametrów i inne zabiegi nie działają, to po prostu odpuszczam i próbuję innego dnia.

BLENDA FOTOGRAFICZNA - JAK UŻYWAĆ?

Polecam wam zakup tego niepozornego przedmiotu, bo naprawdę może wpłynąć na efekt finalny. Na jej powierzchni odbija się światło i możemy tak nią balansować, aby doświetlić jakiś punkt lub chociażby cień, który pojawił się za dość wysokim przedmiotem. Podczas fotografowania może wam się wydawać, że blenda ma niewielki wpływ na ostateczny wygląd zdjęcia, ale już podczas obróbki przekonacie się, że jej użycie rzeczywiście pozwoliło na uzyskanie naprawdę pozytywnych rezultatów. Zamiast blendy można użyć białego kartonu lub kawałka styropianu, który również ładnie odbije światło. Innym pomysłem jest po prostu ustawienie za naszym planem zdjęciowym jakiejś białej płyty lub po prostu fotografowanie przy jasnej ścianie. W tej kwestii liczy się raczej pomysłowość, a nie zasobność portfela. Ja przykładowo czasem używam płyty ze sklejki, na którą przyklejone są białe kasetony. Takie tło świetnie odbija światło, a dodatkowo użycie blendy daje niemalże doskonałe dla mnie naturalne oświetlenie.

TROCHĘ NA TEMAT ESETYKI

Gusta i upodobania bywają naprawdę różne i każdy dąży do jakiegoś swojego upatrzonego ideału, który z kolei zupełnie nie musi się podobać drugiej osobie. Umiejętności i zaangażowanie w tym momencie chciałabym odstawić na bok i skupić się na pewnej kwestii, która bardzo często mnie drażni na blogowych zdjęciach. Stosowanie jakiegoś produktu przez kilka tygodni lub miesięcy z pewnością wiąże się z jego zużyciem, pojawieniem się pewnych niedoskonałości, które nie muszą dobrze wyglądać na zdjęciach, ale są czymś zupełnie naturalnym i nie do usunięcia. Jednak często wiedzę różnego rodzaju recenzje na blogach kosmetycznych, w których produkty wyglądają po prostu niechlujnie. Paleta cieni w całości pokryta pyłkiem, lusterko ze śladami palców, opakowanie podkładu praktycznie całe ubrudzone tymże kosmetykiem. Z jednej strony są to tyko niuanse i rzeczy mało istotne, ale z drugiej jednak mają one ogromny wpływ na odbiór zdjęcia i na to czy przypadkowa osoba zostanie na tym blogu, czy poszuka miejsca, w którym autorka bardziej dba o estetykę i odczucia czytelników. Uważam, że dbałością o tego typu detale okazujemy szacunek osobom, które trafiają na nasz blog!

INSPIRACJE NA ZDJĘCIA NA BLOG I INSTAGRAM

Oczywiście najlepszy pomysł to przeglądanie innych blogów, stron internetowych oraz magazynów, w których często pojawiają się różnego rodzaju kampanie z niebanalnymi zdjęciami. Sama przez takie podpatrywanie wielokrotnie zmieniałam koncepcję na moją blogową twórczość, znajdowałam pomysły na ciekawe tła, dekoracje, gadżety i niebanalne kadry. Często te wszystkie rekwizyty na zdjęciach nie są wynikiem mojej kreatywności, a powstały po przejrzeniu prac innych. Czy to jest kopiowanie? Trochę tak, ale z drugiej strony zawsze staram się coś zmieniać, dodaję inną oprawę i ostatecznie wszystko wygląda zupełnie inaczej niż oryginał, którym początkowo się sugerowałam. Wystarczy tylko otworzyć oczy, chłonąć te wszystkie obrazki i zacząć tworzyć coś swojego. To raczej są rzeczy oczywiste, więc postanowiłam opisać dwa mniej popularne sposoby na szukanie fajnych inspiracji za pomocą aplikacji takich jak Instagram oraz Pinterest.

Instagram z jednej strony to miejsce, w którym możemy znaleźć ogrom inspiracji, ale z drugiej jednak wyszukanie jakiegoś zdjęcia za pomocą hasztagu czasem graniczy z cudem, bo trudno odnaleźć coś wartego uwagi w masie bardzo przeciętnych, dziwacznych i niepotrzebnych nam fotografii. Jest jednak na to inny sposób! Musimy odnaleźć profile, które udostępniają najlepsze zdjęcia z danej kategorii. Wystarczy w polu wyszukiwania wpisać poszukiwaną frazę i oznaczyć, że szukamy profili, a nie zdjęć z danym hasztagiem. Przykładowo jeśli chcemy zainspirować się zdjęciami robionymi z góry, to wpisujemy flatlay i już pokazują się nam takie profile jak chociażby: @flatlays, @flatlay_tips, @flatlay, @flatlayforever, @faltlaybreakfast, @flatlay_collective. Podobnie możemy szukać profili udostępniających zdjęcia jedzenia, a nawet takie dotyczące fotografii na łóżku, czyli @onthebed_project lub kawy @coffeenclothes. Należy poświęcić trochę czasu, a znajdziemy mnóstwo miejsc, zajmujących się bardzo konkretną tematyką i skupiających zdecydowanie najlepsze zdjęcia z całego świata. Każde z nich może też udostępnić waszą fotkę, co z pewnością będzie wiązało się z ogromnym przyrostem fanów. Wystarczy tylko w opisie profilu przeczytać czy należy oznaczyć go na zdjęciu lub dodać odpowiedni hasztag. Oczywiście konkurencja jest spora, ale jeśli tworzycie dobre treści to na pewno w końcu zostaniecie zauważeni!

Pinterest jest jeszcze lepszym narzędziem do wyszukiwania wszelkiego rodzaju zdjęciowych inspiracji. Postanowiłam w czterech krótkich krokach opisać jak najczęściej z niego korzystam i poszczególne punkty oznaczyłam też na zdjęciach poniżej.
  1. Wystarczy w pasek na samej górze wpisać jakieś hasło po angielsku i od razu otrzymujemy masę fotografii bardzo dobrej jakości. Naprawdę rzadko trafiam tam na coś przypadkowego i mało kreatywnego. 
  2. Po założeniu konta możemy dodawać tam swoje zdjęcia, ale też za pomocą jednego przycisku zapisywać inne fotografie z Pintrest, do których wrócimy w chwilach braku weny. 
  3. Inny sposób to dodanie przycisku do przeglądarki i w ten sposób możemy na swoją tablicę dodać dowolne zdjęcia z sieci. 
  4. Ja grupuję znalezione kadry na swoich tablicach przykładowo w celu realizacji fajnych pomysłów na DIY oraz inspirowania się ciekawymi patentami na dekoracje mieszkania. W razie potrzeby nie muszę przeszukiwać folderów na dysku, tylko zaglądam na moje konto i mam gotowe katalogi pełne zdjęć, które w tym momencie najbardziej motywują mnie do działania.





OBRÓBKA ZDJEĆ NA BLOG - PROGRAM

Aktualnie czasem do tego celu używam programu Gimp lub Adobe Lightroom, ale w większości przypadków wystarcza mi banalnie prosty i darmowy PhotoScape, który w sumie w pełni spełnia moje blogowe oczekiwania. Co prawda niestety trochę niszczy jakość zdjęć, ale ogólnie rzecz biorąc w tym momencie nie czuję potrzeby, aby korzystać z bardziej zaawansowanych programów. Teraz po kolei opiszę w punktach i oznaczę na zdjęciu kolejne funkcje z jakich korzystam podczas standardowej obróbki. Oczywiście z reguły każdy kadr wymaga nieco innych ustawień i nie ma tutaj jednego prawidłowego klucza i parametrów idealnych w każdym przypadku.
  • 1.Kadrowanie polecam każdemu jeśli po oglądaniu zdjęć na komputerze okazuje się, że nie do końca taki układ wam odpowiada i lepiej wszystko wyglądałoby chociażby po ucięciu jednego z brzegów. Tak samo przeciętne zdjęcie po wykadrowaniu często zupełnie zmienia swój charakter, bo powiedzmy zamiast szerokiego kadru skupimy się na detalu. 
  • 2. Odwróć bezwzględnie to funkcja pozwalająca obrócić fotografię o kilka stopni, a tym samym nieco ją zmodyfikować. Przydatna jest także gdy okazuje się, że przedmioty na zdjęciu są krzywo ustawione, co nie wygląda profesjonalnie. Naprawić ten błąd można w kilka sekund, ale obserwuję, że wiele osób zupełnie nie zwraca na to uwagi.
  • 3. Zmień rozmiar to parametr, który wytłumaczenia nie potrzebuje, ale warto wspomnieć, że należy korzystać z tej funkcji, aby na blog nie dodawać ogromnych zdjęć, które zajmują mnóstwo miejsca i bardzo spowalniają działanie strony.
  • 4. Jasność, Kolor - otwiera okno z kolejnymi funkcjami, spośród których używam tych opisanych poniżej.
  • 5. Pogłęb - suwak przesuwam do maksymalnie 30, dzięki czemu barwy są znacznie bardziej wyraziste i nasycone. Czerń i inne ciemne kolory dzięki temu nabierają bardzo ładnej głębi, a z kolei te jasne stają się znacznie bardziej przejrzyste. 
  • 6. Rozjaśnij należy używać bardzo ostrożnie i ja ustawiam na poziomie maksymalnie 20%, ponieważ łatwo zbyt mocno prześwietlić kadr i uzyskać zupełnie nieadekwatny do oczekiwań efekt.
  • 7. Nasycenie w przypadku żółtawych lub zbyt kolorowych zdjęć ustawiam na około -30 i dzięki czemu kolory są mniej soczyste i bardziej blade.


Z reszty funkcji tego programu korzystam bardzo rzadko, ponieważ wiele z nich za bardzo ingeruje w pierwotny wygląd zdjęć i sprawia, że barwy zupełnie się zmieniają, kontrast jest naprawdę nierzeczywisty i pojawiają się różnego rodzaju prześwietlenia. Nie mniej jednak bywa, że eksperymentuję z różnego rodzaju filtrami, auto poziomem lub innymi dostępnymi efektami. Przydaje się też funkcja dodawania różnego rodzaju napisów lub grafik, a także stempel do usuwania małych niedoskonałości. Nie mniej jednak wszystko te akcesoria są bardzo ograniczone i absolutnie nie nadają się dla osób, które mają ambicje rozwijać się w dziedzinie retuszu fotografii i radziłabym PhotoScape traktować jako uproszczony program do szybkiej oraz niezaawansowanej korekty. Każde zdjęcie oczywiście potrzebuje ustawienia nieco innych parametrów, więc zabawa takim programem polega na metodzie prób i błędów. Na koniec jeszcze zostawiam wam podgląd na zdjęcie przed obróbką opisaną w punktach wyżej i po niej.


EDYCJA ZDJĘĆ NA INSTAGRAMIE

Zdjęć przeznaczonych na instagram nigdy nie przerabiam w żadnym programie i edytuję je wyłącznie za pomocą gadżetów i filtrów tam dostępnych. Nawet jeśli wcześniej pojawiły się one na blogu i obrabiałam ja za pomocą programu PhotoScape, to i tak nie udostępniam tu tych przerobionych, a dodaję te bez żadnych zmian, ponieważ w ten sposób uzyskuję w moim mniemaniu najlepsze efekty i znacznie bardziej kontroluję ich ostateczny wygląd. Przed dodaniem każdego zdjęcia z reguły stosuję:
  • Dostosuj - pozwala na wykadrowanie, zmianę rozmiarów oraz obrót zdjęcia o kilka stopni. Warto tutaj troszeczkę poeksperymentować, bo być może po zmianie ułożenia kadr będzie wyglądał zupełnie inaczej i z przeciętnej fotografii powstanie coś naprawdę interesującego.
  • Jasność ustawiam na około 30 poziomie, a później ewentualnie do niej wracam, ponieważ poz zastosowaniu filtrów zdjęcia stają się trochę za jasne.
  • Kontrast przesuwam suwakiem na około 35, ponieważ fajnie podkręca on kolorystykę i sprawia, że zdjęcie staje się wyraźniejsze.
  • Temperatura to punkt obowiązkowy jeśli barwy wydają mi się zbyt ciepłe, ponieważ zawsze staram się je lekko ochładzać i nigdy nie dodaję cieplejszych tonów.
  • Nasycenia używam w bardzo małym zakresie i czasem dosłownie o kilka stopni staram się wydobyć kolorystykę fotografii lub nieco ją gaszę, kiedy wydaje mi się za bardzo nasycona i soczysta.
  • Wyostrzenie jest jednym z moich ulubionych gadżetów i w większości przypadków przesuwam suwak nawet na 50 punktów. Dzięki temu detale są dużo bardziej wyraźne, a zdjęcie zyskuje na jakości.
  • Filtry stosuję zawsze na samym końcu i w zależności od zdjęcia używam Lark, Juno lub Ludwig w zakresie do maksymalnie 30 punktów. Są one taką kropką nad i dodają zdjęciom fajnego smaku. Nie mniej jednak czasem warto z nich zrezygnować lub po ich ustawieniu wrócić z powrotem do jasności, ponieważ często ich użycie daje zbyt prześwietlony efekt.

Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam i mój wpis będzie dla was pomocny, a jeśli macie jeszcze jakieś pytania to z chęcią na nie odpowiem. 

Jak robić lepsze zdjęcia na bloga lub Instagram? Moje sposoby na okiełznanie fotografii blogowej

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy