poniedziałek, stycznia 12, 2015

Czy jesteś kobietą, którą często boli głowa?

Pamiętam zdjęcia mojej mamy z czasów młodości, kiedy rządziła trwała, tapir oraz zielony cień na powiece.  Wtedy posiadanie czegokolwiek było szczęściem, a mama pracująca w sklepie i chowająca najlepsze „kąski” pod ladą to już prawdziwy synonim luksusu. Minęło zaledwie 30 lat, a świat w dziedzinie kobiecej urody wywrócił się, potknął się kilka razy, a teraz znajduje się w pozycji, której nie powstydziłby się żaden znawca Kamasutry. 

Nie ma co się oszukiwać, owijać w bawełnę i powtarzać, że naturalność jest najpiękniejsza. O ile kobieta w wieku kilku miesięcy wszystkim najbardziej podoba się w wydaniu saute, o tyle 20 lat później powinna schować całą swoją twarz pod maską, która aktualnie stała się synonimem piękna.

Teraz niech każdy chwilę się zastanowi i przypomni sobie, czy w ciągu ostatnich dni z czeluści internetu nie zaatakowało go zdjęcie takiej perfekcyjnej niewiasty.
 Czasem się zastanawiam czy ona rzeczywiście istnieje, a może jednak to jakiś wytwór aktualnej kultury masowej, sztucznie stworzony przez ludzi, którzy z pochłonięci światem wirtualnym kompletnie stracili poczucie rzeczywistości. Chciałoby się do nich krzyknąć : „Hej pora się wylogować do realnego życia!”. Ta kobieta chyba jednak istnieje, bo często prezentuje nogi ubrane tylko w najlepsze buty, ręce przyozdobione najdroższą biżuterią, dłonie zalotnie ułożone na kierownicy tylko modnego samochodu. Ona z pewnością nie ma gorszych dni, nigdy nie boli ją głowa, nie budzi się rano z wypryskiem na nosie i na pewno nie musi iść do sklepu po parę kilo ziemniaków. Ta kobieta jako sens swojego jestestwa na tym ziemskim padole uznała relacjonowanie swojego wyglądu okraszonego luksusowym życiem ku nieszczęściu zapatrzonych w nią dziewczynek, dziewczyn, pań i dam, które dowiadują się o swoich defektach i niedoskonałościach, o których nie miały jeszcze pojęcia jakiś czas temu.  Nie znam jej osobiście, ale zapewne gdy wstaje rano jej ręka od razu kieruj się do przepastnej kosmetyczki, aby markową kredką zacząć dorysowywać sobie brwi, które aktualnie stały się synonimem luksusu. Może jeszcze tego nie wiecie, ale im bardziej perfekcyjne brwi nosicie nad oczami, tym mocniej świecicie pośród przeciętności. Pozwólcie, ze pominę cały proces makijażu, ale jest tam tyle etapów, że mój raczej humanistyczny umysł tego ogarnąć nie zdoła. Gdyby ktoś jeszcze nie do końca wiedział o jakiej kobiecie mówię podam kilka znaków szczególnych. Obowiązkowe są duże usta, duże piersi i duże pośladki. Ogólnie wszystko ma być duże, błyszczące, nieprzeciętnie i drogie. Nie ma tu miejsca na niedociągnięcia, gorsze dni, słabsze momenty i chyba na prawdziwe życie…

Świat totalnie zwariował, a ludzie jak lunatycy nie wiedzą, w którym kierunki idą. W końcu zaczynają się interesować tym co jedzą, szukają produktów ekologicznych, czytają etykiety. Zdrowe jedzenie stało się po prostu modne i teraz nawet Kowalski z czystej ciekawości przekracza próg sklepu ze zdrową żywnością.  Jest to z pewnością powód do radości, ale dlaczego większość traktuje to wyłącznie jak tymczasową modę? Oby sprawa w przyszłości nie wyglądała jak z Air Maxami, za które nie jeden by zabił, by potem stwierdzić, że teraz jest to produkt passe. Chcemy być jacyś, chcemy być na czasie, chcemy być fajni. Robimy zupę krem z jarmużu, aby potem siadać przed komputer i wzdychać do plastikowej kobiety z długimi tipsami pokrytymi brylantami.

Media są w stanie zasiać w głowie człowieka ziarno, które powoli będzie kiełkowało, aż wreszcie biedak zrozumie, że ta rzecz, ten właśnie gadżet na pewno da mu szczęście. Idzie do sklepu, wydaje ostatnie grosze, cieszy się sekundę, by zaraz zdać sobie sprawę, że to jednak aktualna nowość ze sklepu, gdzie są niskie ceny, teraz już na pewno sprawi, że jego życie będzie lepsze. Idzie, kupuje, ta rzecz powszednieje, a dzień jest tak samo szary jak był…

My kobiety podziwiamy pełne garderoby ubrań jakiejś gwiazdy i w duchy szepcemy sobie, że to z pewnością dałoby na wreszcie upragnione szczęście. Założę się, że gdyby w magiczny sposób taka szafa znalazła by się w naszym domu, to nagle wyznacznikiem radości byłby samochód, jacht i lot w kosmos. Nie wiem czy media w jakichś sposób współpracują z producentami suplementów na poprawę nastroju, ale chyba tak, bo kilka minut w internetowej rzeczywistości i mam wrażenie, że bez tych wszystkich gadżetów jestem tylko małym robaczkiem, który zupełnie nie liczy się w tej bitwie o lepsze jutro.

Teraz już jestem pewna, że wyżej opisana przeze mnie kobieta to tylko jakiś sztuczny wytwór konsumpcyjnej rzeczywistości, który koniecznie musi pokazać jak marne jest życie przeciętnego człowieka bez tych wszystkich gratów, które i tak kiedyś trafią na śmietnik. Zabrzmiało trochę posępnie i złowieszczo, ale dopiero kiedy człowiek sobie uświadomi o co w tym wszystkim chodzi, zrozumie, że z pewnością nie chciałby być kobietą zamkniętą w idealnym świecie, którą z pewnością nigdy nie boli głowa.

Nie neguję tego, że posiadanie bywa fajne i może sprawić mnóstwo radości, ale życzę każdemu, aby nigdy nie obudził się z myślą, że to on należy do samochodu, a nie odwrotnie... A może to stanie się dla niego pewnego rodzaju otrzeźwieniem i wreszcie postanowi zasmakować w innym życiu, niekoniecznie idealnym i modnym, ale prawdziwym, trochę niedzisiejszymbyć może całkiem nieznanym. W sumie co tu robić jak nie trzeba nic kupować, o nic się zabijać, perfekcyjnie wyglądać i niczego udowadniać innym! 

Ja już wiem!

5 komentarzy :

  1. Może i ja jestem staroświecka, bo nigdy nie podążałam ślepo za pojawiającymi się trendami, chciałam mieć swój własny styl, swoje własne zdanie, a już na pewno nie chciałam być na pokaz idealna. Gdybym przykładała tyle uwagi do swojego wyglądu to sądzę, że kiedyś zabrakłoby mi czasu na zwykłe przyjemności. Nie kręcą mnie te wszystkie modne gadżety, ta tapeta/maska pod którą plastikowe ideały skrywają swoje prawdziwe i jakże smutne oblicze. Jeżeli wyznacznikiem mojej kobiecości byłoby dążenie do ideału, to wreszcie stałabym się martwym manekinem prezentującym trendy na wystawie sklepowej, sztywnym, pozbawionym ludzkich odruchów, nieszczęśliwym. I co z tego, że takiego ideału głowa nie boli. A może go jednak boli, bo bycie idealnym wcale nie jest aż takie łatwe. ;) Jednak ja tam wolę być sobą, kreować swój własny wizerunek, cieszyć się z życia nawet rankiem z widoku rozczochranej czupryny, wyjść na ulicę w sukience sprzed dwóch lat, i żyć po prostu żyć... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten komentarz :) Pięknie napisane!

      Usuń
  2. Ha ha jak dla mnie na ten model perfekcyjnej kobiety nabierają się tylko nastolatki z kompleksami, które nie znają życia i wyobrażają sobie gruszki na wierzbie. Życie jednak później wszystko weryfikuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądając różne programy śmiem stwierdzić, że nie tylko nastolatki, a bardzo dużo dojrzałych kobiet bezsensownie dąży do bycia takiej "idealnej". :)

      Usuń
    2. Najpierw jest walka o lepszy wygląd, a potem o zatrzymanie młodości. Tylko jak widac po wielu popularnych kobietach zastopować czasu sie nie da. Potem wszyskie kobiety wygladaja karykaturalnie. W pewnym wieku twarz pokryta zmarszczkami wyglada lepiej niż sztucznie napięta skóra.

      Usuń

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Follow Me @ SoraTemplates

Popular Posts

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy