Mój dzisiejszy post powstał pod wpływem informacji, że marka Tiffany & Co. w swojej najnowszej kampanii biżuterii ślubnej umieściła dwóch gejów.  Patrząc na to co aktualnie dzieje się na świecie, taka informacja jak para homoseksualna w reklamie nie jest dla mnie z pewnością czymś szokującym.Jeden ze znanych portali umieścił tę wiadomość, a potem grzecznie ją usunął, bo ilość hejtu chyba nie wpisała się w jej wizję świata pięknego i bezkonfliktowego, gdzie ludzie wymieniają jedynie subtelne komentarze. Najbardziej zaskakujący był dla mnie jednak fakt, że jakakolwiek dezaprobata dotycząca powyższej reklamy od razu była kwitowa komentarzem, że u nas w kraju, w tej zapyziałej cebulandii takie rzeczy szokują. Odnoszę wrażenie, że jest to pewnego rodzaju gra psychologiczna, bo jeżeli kilka albo kilkanaście razy powtórzę, że ja jestem tolerancyjny, ja jestem nowoczesny to z pewnością oddzielę się grubym murem od całej reszty tego społeczeństwa, które nic nie rozumie i zapewne zatrzymało się gdzieś w średniowieczu i tkwi tam otoczone wszelkiego rodzaju zabobonami i gusłami. Ktoś tu chyba na siłę stara się pokazać swoją tolerancyjną twarz i jednocześnie zapomina o tym, że obrzucając innych nieco gimnazjalnymi inwektywami sam stara się częścią społeczeństwa, od którego tak bardzo chciał się odciąć.

Tolerancja nie jest akceptowaniem wszelkich zachowań, a zrozumieniem ich, nie obrażaniem drugiego człowieka tylko dlatego, że głosi inne opinie lub zachowuje się w sposób niezrozumiały dla reszty. Wydaje mi się, że jeżeli  czyjeś zachowanie nie krzywdzi żadnej innej istoty, nie obraża jego uczuć i nie jest jednocześnie destrukcyjne, to chyba nie mamy moralnego prawa, aby ingerować w jego życie. Aktualny dostęp do mediów sprawia, że na każdym rogu spotykamy ludzi zupełnie innych od nas, którzy szokują, czasem prowokują i sprawiają, że większość zaczyna odczuwać pewnego rodzaju dyskomfort, że świat znany im do teraz zupełnie się zmienia, a oni tracą grunt pod nogami. Nie mniej jednak z mojej perspektywy zbytnie skupianie uwagi na innych sprawia tylko, że przestajemy dostrzegać własne życie, zaczynamy wcielać się w kogoś innego, walczymy z kim się da, wpadamy w spiralę nienawiści i niezadowolenia ze wszystkiego. Świat jest zły i koniecznie trzeba z nim walczyć, a jeżeli ktoś się różni ode mnie, to jest moim przeciwnikiem. On zaburza mój światopogląd, przez niego czuję się niepewnie, kiedy go zgnębię i upokorzę, na pewno wreszcie poczuję się lepiej. 

Uwielbiamy mówić o naszym kraju, że jest cebulandią, gdzie żyje zaściankowe społeczeństwo, które niczego nie rozumie, jest przaśne i śmieszne. Z doświadczenia mogę powiedzieć tym osobom, że mieszkałam jakiś czas w kraju, gdzie pary homoseksualne mogą się pobierać i nikt nie ukrywa swojej orientacji. Każdy wyobraża sobie, że jest tam pięknie, wszyscy ludzie się kochają i uśmiechają się do siebie na ulicy. Ludzie może rzeczywiście są szczęśliwsi, ale nie raz spotkałam się z bardzo mocnymi, negatywnymi epitetami na temat homoseksualistów oraz imigrantów. Mogę nawet powiedzieć, że tu w naszej poczciwym kraju kwitnącej cebuli nie słyszałam takich epitetów. Tak więc następnym razem jeżeli ktoś miałby ochotę podbudować swoje ego wyrażając opinie na temat naszego nietolerancyjnego społeczeństwa, to radzę wybrać się na jakiś czas gdzieś dalej niż tylko na swoje podwórko i zasmakować tego europejskiego życia pełnego miłości i radości. Sami dobrze widzimy co dzieje się wokół nas, a niestety z dostarczonych danych, wyciągamy nie zawsze sprawiedliwe wnioski…

Post ten nie jest stricte o aktualnie modnej tolerancji, ale o dostosowaniu się do jakichś poglądów kosztem wszystkiego i wszystkich. Obrażając każdego dookoła, stawianie się na piedestał świadczy tylko o braku pewności siebie i próbie dowartościowania się kosztem innych.  Działanie jest proste: jestem słaby, pokażę wszystkim dookoła swoją wyższość i może wreszcie poczuję się lepiej. A co jeżeli to nic nie da? Jaki będzie kolejny krok?