Nie będzie to długi post, bo efekty też nie są tak spektakularne, aby opisywać je wieloma zdaniami. Na samym początku zapraszam na ten wpis, w którym dokładnie opisałam szczoteczkę, jej wady i zalety, spostrzeżenia odnośnie użytkowania oraz wstawiłam zdjęcia efektów po tygodniu od rozpoczęcia użytkowania. Warto go przeczytać, bo rozłożyłam w nim Clarisonica na czynniki pierwsze, pokazałam swoją niedoskonałą twarz i zdałam dokładną relację z tygodniowego romansu ze szczoteczką. W aktualnym poście przedstawię swoją opinię po miesiącu, napiszę dlaczego nie jestem do końca usatysfakcjonowana i dlaczego trudno mi jednoznacznie stwierdzić, czy warto polecić to urządzenie.



Jak mi się stosowało Clarisonic Mia2?
Program, który jest automatycznie ustawiony w szczoteczce to czas krótszy niż jedna minuta, więc z pewnością ta czynność nie jest nużąca i kłopotliwa nawet jeśli wykonujemy ją dzień w dzień przez 30 dni. Mia 2 jest wodoodporna, więc wchodzę z nią pod prysznic i tak oczyszczam skórę twarzy i czasem dekoltu. Powiem szczerze, że jest to bardzo wygodne, bo jestem leniem i taka forma mi najbardziej odpowiada. Naładowana bateria wystarczy z pewnością na ponad tydzień, więc nawet na wyjazdy nie trzeba ze sobą zabierać ładowarki, chociaż ta jest bardzo niewielka i nie zajmie dużo miejsca w bagażu. Warto jednak wspomnieć, że do pełnego naładowania szczoteczka potrzebuje kilkunastu godzin podpięcia pod ładowarkę.
Na początku używałam żelu, który znajdował się w zestawie, a następnie zaczęłam stosować zupełnie inny produkt, który pod względem oczyszczania nie różnił się od oryginału. Dodatkowo wspomnę, że żel Clarisonic mimo, że miał fajną konsystencję, piękny zapach i delikatne działanie, to niestety po przypadkowym dostaniu się do oka powodował pieczenie. Dlatego też z ulgą zaczęłam stosować swój produkt, który z moimi oczami obchodzi się łagodnie.




W jakim stanie jest włosie szczoteczki?

Po miesiącu codziennego stosowania mogę stwierdzić, że wygląda naprawę dobrze. Włoski nie wypadają, nie zaczęły się wyginać we wszystkie strony i nie dzieje się im nic złego. Dlatego też na pewno bez żadnego uszczerbku przetrwają jeszcze dwa miesiące, bo po tym czasie producent zaleca wymianę. Zauważyłam, że im więcej produktu myjącego, tym są łagodniejsze dla skóry. Ja niestety mam tendencję do mocnego przyciskania szczoteczki do skóry, co czasem skutkuje nieprzyjemnym drapaniem.

Jakie są efekty?
Tutaj niestety zaczynają się schody. Po pierwszym tygodniu zauważyłam, że wągry się zmniejszyły, a wypryski zostały zredukowane w dużym stopniu. Taki efekt niestety nie utrzymywał się długo. Pory są nadal mniej widoczne, ale niestety wraz z nadejściem kobiecych dni również przyszły niedoskonałości. Miałam nadzieję, że odnalazłam wreszcie gadżet idealny do mojej cery, a tak się jednak nie stało. Mam zamiar jeszcze poobserwować moją cerę przez kolejne dwa miesiące i wtedy ostatecznie będę mogła stwierdzić jaki rzeczywiście zmiany zafundował Clarisonic mojej cerze. Mam świadomość, że przez kolejne miesiące wiele się może zmienić, ale już teraz wiem, że ta szczoteczka nie jest magiczną różdżką, która odczaruje moją cerę i nada jej jedwabistej gładkości i nieskazitelnego wyglądu po kilku użyciach.


Czy polecam?
Trudno mi tutaj cokolwiek powiedzieć. Wypowiem się więc jako posiadaczka cery problematycznej. Szczoteczka w pewnym stopniu zredukowała widoczność porów, przez pewien czas zatrzymała powstawanie niedoskonałości i ograniczyła moje wydatki na peelingi. Jednak ostatecznie nie widzę na mojej twarzy żadnych spektakularnych zmian. Podjęcie decyzji o zakupie pozostawiam Wam, ale z mojej strony raczej jestem na nie. Daję jej jeszcze trochę czasu, a potem zadecyduję, czy jednak zostanie ze mną, czy efekty jakie mi zapewnia nie są warte zachodu. Nie jestem aktualnie jej przeciwniczką, nie rzuciłam nią ze złości o ścianę, a jedynie trochę się na nią pogniewałam. Ja jednak staram się wybaczać, więc daję jej ostatnią szansę i jak się nie zrehabilituje, to powiem jej bye bye!