Włączam telewizor pierwszy raz od tygodnia z nadzieją, że może trafię wreszcie na coś bardziej wartościowego niż program o kłócących się sąsiadach lub talk show, w którym wypowiadają się nastoletnie matki lub mężczyźni, którzy lubią przebierać się w damskie ciuszki. Niespodziewanie na ekranie pojawia się ładna kobieta w białym fartuchu (zapewne ma wyglądać na lekarza lub farmaceutę) i pyta mnie zaniepokojonym głosem czy mój organizm nie jest zakwaszony?

Nie umiem odpowiedzieć na to pytania, przełączam kanał, a tam przystojny pan martwi się o to, że brakuje mi magnezu i jestem rozdrażniona. Tutaj się z nim zgodzę, jestem bardzo pobudzona, ale tylko dlatego, że nie mam ochoty przez kilkanaście minut reklam słuchać o brakach witamin, problemach z potliwością i osłabieniem organizmu. Jakby tego było mało, to w radiu również oprócz muzyki jedynym tematem jest brak żelaza lub kłopoty z trawieniem. Kiedyś niesamowicie irytowały mnie te wszystkie reklamy margaryny i proszku do pieczenie, ale teraz to miód dla moich uszu, które nieustannie atakowane są poradami dotyczącymi mojego zdrowia.  Odnoszę wrażenie, że nawet człowiek pełen werwy słysząc te wszystkie ponaglenia i pytania, wreszcie się złamie i pójdzie do apteki, bo skoro wszyscy biorą to on też musi. To taki trochę syndrom nastolatka, który pali za szkołą papierosy, nie dlatego, że lubi, a po prostu nie chce odstawać od grupy.

Dawniej apteki kojarzyły mi się z miejscem, gdzie czuć było specyficzny zapach, nie było kolorów i panowała biel i grobowa cisza. Teraz apteki stały się barwnymi sklepikami z całą masą promocji, zniżek, rabatów, kosmetyków, suplementów diety i dopiero na końcu leków. Kiedyś te miejsca miały związek z bólem, chorobą, a teraz to punkty gdzie można kupić chyba wszystko jeżeli chodzi o zdrowie i urodę. Lekarstwa przestały być czymś po co człowiek sięgał z niechęcią, teraz każdy ma łykać garść kolorowych pigułek na wszelkie swoje niedoskonałości i złe nastroje. Tylko warto chwilę się zastanowić co jest prawdziwym lekarstwem, a co suplementem, bo to naprawdę istotna różnica.

Zawsze zadaję sobie pytanie, czy rzeczywiście ludzie są aż tak naiwni i święcie wierzą, że najpierw zjedzą tłusty obiad, potem łykną małą tabletkę na trawienie, a cały tłuszcz i cholesterol gdzieś wyparuje? Wystarczy spojrzeć na skład, aby dostrzec, że oprócz kilku witamin i wyciągu z jakiegoś korzenia lub pędu nie ma tam dosłownie nic. Ciekawa jestem ilu osobom rzeczywiście pomagają takie suplementy, a na ile zadziałał efekt podobny do placebo. Łyknąłem tabletkę, teraz już nie muszę się niczym martwić i od razu mam lepszy humor, a jak nastrój nam się poprawia, to i automatycznie wszystko staje się bardziej znośne.  Innym przykładem są kobiety, które kupują tabletki na piękne włosy i są święcie przekonane, że to z pewnością odbuduje ich zniszczone pasma. Po pierwsze jeżeli ta tabletka ma zadziałać to zrobi to tylko na część włosa, która wyrasta z cebulki, czyli na efekty musimy poczekać przynajmniej kilka miesięcy. Po drugie, czy naprawdę syntetyczne witaminy i minerały są tak samo dobre jak te naturalne, które znajdują się w owocach, warzywach i wszelkiego rodzaju wartościowych pokarmach?

Ktoś mógłby powiedzieć, że tak się dzieje w dosłownie każdej dziedzinie życia. Ja jednak nie do końca się z tym zgodzę. Weźmy na przykład firmy kosmetyczne, które dwoją się i troją, aby zachęcić kobiety do nowej pomadki, lakieru do paznokci lub pudru. Część pań ulega, część się zastanawia, ale w dużej mierze często wygrywają względy finansowe. Szminka za 100zł dla niektórych osób jest absolutnie nie do przyjęcia, ale jeśli mamy te pieniądze wydać na zdrowie, czyli wszelkiego rodzaju suplementy na trawienie, spanie i odżywianie, to co w tym złego? O ile magiczna pigułka na brak apetytu dla dorosłej osoby jest tylko jej wyborem, o tyle podawanie takich produktów dzieciom wydaje mi się już pewnego rodzaju brakiem odpowiedzialności. Kolorowe lizaki na odporność, cukierki na wzmocnienie, gumy z witaminami, pastylki na mniejszy apetyt brzmią ciekawie, tylko czy któryś z rodziców przyjrzał się składom tych produktów? Ilością cukru, substancji słodzących i barwników chyba dorównują zwykłym słodyczom za kilka złotych na wagę. Mam również wrażenie, że niektóre firmy z braku laku zaczynają wymyślać schorzenia, o których przeciętny człowiek nigdy nie słyszał, nie martwił się nimi, a tu nagle okazuje się, że on właśnie na to „choruje”, więc absolutnie musi coś z tym zrobić, teraz, już! Nie powinien się jednak martwić, bo ktoś z dobroci serca już znalazł dla niego rozwiązanie zamknięte w małej tabletce.

Jeśli jeszcze ktoś nie do końca czuje się przekonany to zapraszam na kilka słów od Krajowej Rady Suplementów i Odżywek, zapewniam, że będziecie zaskoczeni. „Suplementy diety oraz produkty lecznicze to zupełnie inne kategorie… Należy również pamiętać, iż w przeciwieństwie do leków przy suplementach producent nie musi udowadniać ich skuteczności, czyli efektu leczniczego poprzez przedstawienie odpowiednich badań klinicznych”. Warto tu też wspomnieć, że lek podlega rejestracji i dopuszczeniu do obrotu przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych oraz jest pod ciągłym nadzorem inspekcji farmaceutycznej. Suplementy natomiast nie są zatwierdzane przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, nie są monitorowane, a jedynie ich jakość jest nadzorowana przez SANEPID. W takim razie ja chyba podziękuje, a kto stosuje powinien z całych sił trzymać kciuki, aby jednak te produkty wychodziły spod kompetentnych rąk, bo wprowadzenie do obrotu wydaje się banalnie łatwe, a kontrolowanie jest, a w sumie jakby go nie było. 

Zdecydowanie nie jestem osobą, która ma jakiekolwiek kwalifikacje, aby komuś czegoś zabraniać i odradzać. Każdy ma swój rozum i powinien sam decydować, co jest dla niego dobre, a co zakrawa już o absurd. Moim zdaniem warto zachować zdrowy rozsądek, przemyśleć kilka spraw, poszukać informacji, a nie łapczywie chwytać wszystko, co poleci nam ładna pani w reklamie. Firmy farmaceutyczne nie są instytucjami charytatywnymi, które dbają wyłącznie o nasze zdrowie. Również tam kwestia finansowa jest bardzo istotna, a jak łatwo zauważyć na wszelkiego rodzaju suplementy diety zapanowała swoista moda, więc skoro jest popyt, to i będzie podaż. Ostatnio obserwuję też, że coraz częściej proponowane nam są gotowe testy, ankiety internetowe, które mają na celu potwierdzenie lub zaprzeczenie jakiegoś schorzenia. Wydaje mi się, że takie działania mogą przynieść więcej krzywdy niż pożytku, bo doktor Google chyba jednak medycyny nie skończył. My także w większość nie jesteśmy lekarzami, więc chyba lepiej udać się do gabinetu, a nie oddawać swojego zdrowia komputerowi, który szybko podliczy, że udzieliliśmy najwięcej odpowiedzi C i jesteśmy zdrowi jak ryby.  Jak mniemam dochody z tego typu produktów są ogromne, więc firmy dwoją się i troją, aby zwabić klienta, szepnąć do jego podświadomości, że tu chodzi wyłącznie o jego zdrowie oraz samopoczucie. Wystarczy przekonująca reklama, kilka skomplikowanych słów, aby produkt wydał się bardziej profesjonalny i już mamy gotowy scenariusz jak przekonać odbiorcę, aby zmienił swoje życie i zdrowie na lepsze. Moja recepta to jednak zdrowy rozsądek, dobry lekarz, farmaceuta z głową na karku i dzięki temu możliwe, że nie będziemy potrzebowali leku na zakwaszenie. Ja aktualnie zażyłabym coś na zobojętnienie organizmu, a raczej umysłu na te wszystkie przesłodzone reklamy.