Czasem perfumy zyskują wersję limitowaną, która najczęściej jest bardzo podobna do oryginału i różni się kilkoma nutami zapachowymi. Kultowe Light Blue doczekały się już kilku wersji, a u mnie dzisiaj możecie poczytać o pięknie brzmiącej nazwie Dreaming in Portofino. Od razu ma przywodzić na myśl słoneczne wakacje, małą wysepkę gdzieś na krystalicznie czystym morzu, ciężkie powietrze i ogólny relaks, spokój i odpoczynek. Czy po spryskaniu nadgarstków przeniosłam się gdzieś do cieplejszego klimatu? O tym w dalszej części recenzji.


Uproszczony opis producenta.
Nowa wersja znanych perfum Dolce & Gabbana Light Blue. Przywodzi na myśl urokliwe wysepki Morza Śródziemnego. Czas wakacji, relaksu i wypoczynku wśród idyllicznych śródziemnomorskich widoków. Linia głowy: lichy, migdał. Linia serca: osmanthus, irys. Linia podstawy: paczula, ambra. Premiera: 2012 r.

Teraz porozmawiamy o flakoniku.
Jest bardzo klasyczny, dość zwyczajny i elegancki. Szkło jest przeźroczyste, poza tym reszta opakowania oparta jest na srebrnych elementach oraz napisach w tym samym kolorze. Jedynie biały, plastikowy korek niekoniecznie przypadł mi do gustu, bo moim zdaniem średnio tutaj pasuje. Flakon jest dość ciężki, ponieważ wykonany jest z grubego szkła. Płyn może wydawać się bezbarwny, ale jeśli dokładnie się przyjrzymy, to okazuje się, że ma lekko morką, turkusową barwę. Ogólnie flakonik bardzo mi się podoba, ponieważ lubię taką prostotę i elegancję. Może nie jest słodki i kobiecy, ale z pewnością ma w sobie coś bardzo urzekającego. Dodatkowo idealnie oddaje jakie perfumy mieszczą się w jego wnętrzu.


Czy rzeczywiście jest to zapach Portofino?
Ciężko mi powiedzieć jak inni będą interpretowali te aromaty, ale nie powiedziałabym, że jest to zapach typowo wakacyjny, ponieważ nie wyczuwam tu owoców, słońca i egzotyki. Nie jest słodki, ani też bardzo mocny i intensywny. To propozycja dla kobiet, które nie przepadają za cukierkowymi aromatami i wolą coś bardziej w wersji unisex. Jednak nie wyczuwam tam przewagi męskich nut, nadmiernej intensywności, może odrobinę świeżości. Tuż po aplikacji na skórę wyczuwam dość mocną, chemiczną nutę, która całe szczęście po kilku chwilach ucieka na stałe. Pozostaje dość lekka, delikatna powłoka, która nie dominuje, ale jest wyczuwalna. Przypomina mi nieco czystą, przed chwilą umytą skórę pod prysznicem. Trwałość według mnie jest przeciętna, ponieważ w ciągu dnia zapach powoli się ulatnia ze skóry. Natomiast na ubraniu wyczuwam go naprawdę długo. Nie jest z pewnością moim ulubieńcem, ponieważ ja wolę bardziej kobiece, zmysłowe, czasem słodsze zapachy. Ten jest bardziej elegancki i dostojny. Problem z nim polega na tym, że chyba jest nieco zbyt płaski i łatwy. Na próżno w nim szukać głębszych nut zapachowych i pewnego rodzaju dwuznaczności. Jest łatwy w odbiorze i myślę, że przeciętny odbiorca mógłby go od razu polubić. Trudno mi jednak powiedzieć jak byłoby w przypadku bardziej wymagających nosów. Zbyt duża ilość tych perfum może być męcząc, nieco przytłaczająca, chyba ze względu na brak jakiegoś świeżego lub bardziej intensywnego akcentu, który mógłby ożywić tę delikatną i jednowymiarową kompozycję. 


Do kogo pasuje według mnie?
Według mnie jest to idealna wersja na wieczór dla osób, które nie przepadają za ciężkimi zapachami. Nie ma jednak obawy, że to propozycja dla starszej pani z lisem na ramionach. Nie jestem pewna czy bardzo młode osoby się z nim polubią i chyba jednak bardziej pasuje dla bardziej dojrzałych osób. Jest ciekawy, dość przyjemny, chociaż czasem wydaje się zbyt chemiczny, nie umiem ostatecznie określić mojego stosunku do niego. Warto się z nim zapoznać, ale nie gwarantuję miłości od pierwszego użycia. Podsumowując to trudny do określenia zapach, zamknięty w flakonie, który zachwyci każdego minimalistę.


Cena: 120zł/50ml