Nie raz natknęłam się już czeluściach internetu na różnego rodzaju porady w dziedzinie dbania o urodę. Nakładałam na głowę maseczki z jajka, robiłam płukanki z cytryny lub rumianku lub peelingi z kawy, po której miałam gładkie ciało, ale też łazienkę nadającą się już tylko do generalnego sprzątania. Niektóre zalecenia nie działały, inne szkodziły, kolejne nie były warte poświęconego im czasu i energii. Postanowiłam napisać wyłącznie o takich, które u mnie się sprawdziły i towarzyszą mi na co dzień lub w kryzysowych sytuacjach.A może Wy macie ciekawe wskazówki, którymi mogłybyście się podzielić? Jestem bardzo ciekawa i otwarta na każdą, nawet najbardziej szaloną propozycję.

1. Puder zamiast bazy.
Nie przepadam za wszelkiego rodzaju bazami do twarzy, ponieważ często ważą się lub tworzą niekorzystny efekt z podkładem. Bywa, że ciężko się rozsmarowują, są bardzo gęste i przyczyniają się do tworzenia maski zamiast naturalnego efektu. Klasyczną bazę najczęściej stosuję na powiekach, ale na skórę twarzy wolę nakładać zwykły sypki puder. Dosłownie omiatam skórę odrobiną pyłku, a potem nakładam podkład i resztę kosmetyków. U mnie ta metoda sprawdza się bardzo dobrze, ponieważ makijaż wytrzymuje zdecydowanie dłużej, nawet w przypadku średniej jakości kosmetyków. Z pudrem zamiast bazy czuję, że skóra jest mniej obciążona i wygląda naturalniej.

2. Puder dla niemowląt jako suchy szampon.
To dla mnie takie koło ratunkowe w kryzysowej sytuacji. Ogólnie wolę suche szampony, ponieważ są delikatniejsze, nie obciążają tak włosów i używać ich mogą brunetki i blondynki. Taki dziecięcy puder niestety dość mocno bieli włosy i trzeba go dokładnie wyczesać, ale w pełni radzi sobie z oklapłą fryzurą. Użytkowanie też bardziej kłopotliwe niż przy szamponie, ale w razie nagłej potrzeby sprawdzi się doskonale. Dodatkowo w taki sposób używany jest naprawdę wydajny, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby go wypróbować.

3. Olejowanie skóry twarzy.
Olejowanie włosów jest dla mnie dość kłopotliwe i brak mi w nim często systematyczności, ale nadrabiam te braki stosując olejki w pielęgnacji cery. Posiadam skórę mieszaną i zawsze myślałam, że oleje absolutnie nie są dla mnie. Byłam w ogromnym błędzie, ponieważ po pozostawieniu ich na noc moja skóra rano jest promienna, zdrowa i po prostu w dużo lepszej kondycji. Nie ma obaw, że oleje będą zapychały i powodowały powstawanie niedoskonałości. Wydaje mi się, że panuje przekonanie, że skórę tłustą lub mieszaną trzeba traktować dość ostro i nastawić się głównie na uzyskanie efektu matu. Wszyscy zapominają, że potrzebuje ona również nawilżenia i odżywienia. Dodam jeszcze, że warto kupować tylko naturalne olejki bez żadnych dodatków i ulepszaczy. Często w drogerii można spotkać kosmetyki, które producent nazywa olejkiem, a w rzeczywistości skład jest pełen silikonów i innych zapychaczy, które z pewnością nie są niczym korzystnym.

4. Pozycja lusterka podczas malowania rzęs.
Postaram się w miarę przystępnie opisać mój sposób, który sprawia, że rzęsy są bardziej wywinięte. Lusterka nie trzymam na linii oczu, a raczej w okolicach podbródka lub trochę niżej. Głowę mam prosto, a do dołu kieruję wyłącznie oczy. Dzięki temu powiekę mam w połowie przymkniętą, a rzęsy nie znajdują się tuż pod łukiem brwiowym, a są od niego oddalone. Dzięki tej pozycji mogę bardziej wywijać rzęsy bez obawy, że pobrudzę górną powiekę. Sposób może wydawać się trudny, ale w rzeczywistości jest bardzo łatwy do wykonania i w moim przypadku przynosi naprawdę przyjemne efekty.

5. Skarpetkowa kuracja nawilżająca.
Wieczorem robię dokładny peeling stóp, potem pokrywam je bardzo grubą warstwą kremu, zawijam w folię spożywczą i zakładam skarpetki. Rano gwarantuję, że stopy będą niesamowicie gładkie, delikatne, wręcz aksamitne. Jedynie wrażenie nieco tłustych stóp w foli może budź dziwne, ale cel uświęca środki i nie ma co się nad sobą użalać. Ta metoda oczywiście może być stosowana w stosunku do całego ciała, ale to już chyba wersja ekstremalna. Dodatkowo zaznaczę, że wiele kuracji odchudzających przeprowadzane jest w ten właśnie sposób. Delikwent zawijany jest w folię i umieszczany w urządzeniu, w którym panuje wysoka temperatura. Potem dana osoba wchodzi na wagę i okazuje się, że nawet ponad kilogram uciekł. Nie są to żadne cudowne moce, a zwykłe wyparowanie wody z organizmu. Moja metoda skarpetkowa stopy nie odchudzi, ale gwarantuje równie zaskakujące efekty.

6.  Tinty zamiast pomadek i błyszczyków.
Jeśli zależy wam na długotrwałym efekcie bez wrażenie śliskich lub kleistych ust to zrezygnujcie ze wszelkiego rodzaju mazideł na rzecz tintów. Wyglądają i stosuje się je jak przeciętny błyszczyk, ale gwarantują kolor utrzymujący się nawet cały dzień.  Nie czuć ich na ustach, można jeść, pić i całować się, a intensywna barwa nadal będzie zdobiła wargi. Dodatkowo można je już znaleźć nawet za 10 zł, więc nie ma nad czym się zastanawiać. No chyba, że po prostu lubimy kilka razy dziennie zmieniać kolor pomadki lub błyszczyka. W przypadku tintów rano nałożony róż będzie nam już towarzyszył do wieczora i nie ma, że boli. 

7. Cień i skośny pędzelek zamiast eyelinera.
Jeśli narysowanie prostej, nierozmazanej kreski to dla was wyzwanie jak wspinaczka na Mount Everest to mam dla was alternatywę. Bierzemy mały, skośny pędzelek, możemy go odrobinę zmoczyć lub natłuścić i już jesteśmy gotowi do rysowania kreski za pomocą cienia w wybranym kolorze. Efekt z pewnością nie będzie tak intensywny, granice kreski mogą być nieco rozmyte, ale gwarantuję, że ten sposób jest dużo łatwiejszy niż siłowanie się z klasycznym eyelinerem po użyciu, którego linia bywa krzywa i często próby jej poprawienia kończą się stworzeniem brzydkiej i bardzo grubej linii z grubym zawijasem zamiast delikatnej kreski z subtelnym zakończeniem.

8. Odpowiednie zmywanie makijażu oka oraz lakieru do paznokci.
Kiedyś tą czynność chciałam wykonać jak najszybciej i zużywałam mnóstwo płatków kosmetycznych i środków, które wydawało mi się, że nie działają. Ostatecznie traciłam mnóstwo rzęs i nerwów, skóra była podrażniona, a lakier rozmyty na skórze wokół paznokci. Tutaj kluczem do sukcesu okazała się cierpliwość. Zarówno w stosunku do oka jak i do paznokci stosuję taką samą zasadę. Nakładam płyn na wacik przykładam do danego miejsca i przytrzymuję kilka chwil, nie zmywam na siłę, nie trę i nie rozcieram kosmetyku na wszystkie strony. Ta metoda sprawia, że produkty się powoli rozpuszczają, a ja mogę je usunąć szybciej i dużo bardziej delikatnie. Po kilku chwilach duża ilość tuszu lub lakieru znajduje się na płatku. Zupełnie inaczej się dzieje kiedy mokrym wacikiem próbujemy na siłę zmyć wszystko w jednej sekundzie. Niestety nikt nie mówił, że będzie łatwo. 

9. Peelingi szafirowe, korundowe itp. zamiast klasycznych.
Nie do końca rozumiem ideę peelingu gruboziarnistego stosowanego na skórę twarzy. Mam wrażenie, że te dość duże cząsteczki jedynie podrażniają cerę, z mizernym skutkiem złuszczają naskórek i ogólnie czynią więcej szkody niż pożytku. Jestem natomiast fanką kosmetyków, które mają drobinki zmielone tak drobno jak mąka. Mogłoby się wydawać, że są nieskuteczne, ale tak naprawdę tkwi w nich wielka siła. Ta niepozorna masa jest dość ostra i potrafi niesamowicie wygładzić naskórek. Cera po ich użyciu jest naprawdę aksamitna i przyjemna w dotyku. Stosuje się je też zdecydowanie przyjemniej, ponieważ ma się wrażenie, że kosmetyk nie jest tak bardzo inwazyjny, natomiast efekty są zdecydowanie bardziej zauważalne niż w przypadku tych wszystkich twardych kryształków.

10. Woda termalna dobra na wszystko.
Jest to kosmetyk tak bardzo uniwersalny, że można znaleźć na niego mnóstwo świetnych zastosowań. Idealnie schładza twarz i ciało podczas gorących dni, wizyt na siłowni lub smażenia się na plaży. Pozwala skórze odpocząć i zregenerować się podczas codziennej pielęgnacji lub dni bez kosmetyków. Czasem po umyciu twarzy spryskuję cerę jedynie wodą i nie nakładam żadnych kremów, aby skóra mogła odpocząć. Idealna też będzie do ujarzmienia sypkich podkładów mineralnych, które uwielbiają się pylić. Spryskuję nią lekko pędzel i dopiero potem nakładam na niego podkład. Dzięki temu kosmetyk nie znajduje się w powietrzu, a na mojej skórze i mam wrażenie, że wzrasta jego wydajność, ponieważ taki wilgotny pędzel zbiera dużo więcej drobinek pudru i nakłada je na skórę, a nie przyczynia się do ich ulatywania w przestrzeń.