Kolejny raz przed zaśnięciem jak mała mróweczka notuję sobie kolejne zadania do wykonania. Układanie ubrań w szafach, bo przecież goście obowiązkowo zajrzą czy skarpetki mają swoją parę. Wytarcie kurzu na dwumetrowej szafie, ponieważ na pewno ciocia Marysia wejdzie po drabinie, aby sprawdzić czy jest tam wyjątkowo czysto i dopiero po tej inspekcji podzieli się ze mną jajeczkiem. Nie zapominam też o upieczeniu kilku tortów, bo przecież ciasta kupują tylko kobiety słabe i leniweNotuję też ułożenie książek w porządku alfabetycznym, wyrzucenie całej góry niepotrzebnych bibelotów i umycie łazienki wodą z octem, bo chemicznych środków używają tylko ignorantki, które mają w nosie środowisko. Oczywiście zrobię to wszystko z uśmiechem na ustach, w wysokich obcasach, pełnym makijażu, a kiedy mój samiec alfa wróci do domu zaserwuję mu obiad z dwóch dań i deseru upichcony własnymi ręcami. Serce będzie mi rosło, kiedy z zadowoleniem będzie się posilał, ja w tym czasie pójdę zakręcić sobie papiloty, aby przypadkiem nikt nie powiedział, że o siebie nie dbam. Ja nie potrzebuję odpoczynku, ja żywię się pięknem i czystością mojego mieszkania. W między czasie zapominam o co właściwie chodzi w tych świętach. Idealne pisanki, piękne dekoracje i suto zastawiony stół przysłonią mi świat i schowają gdzieś magię świąt, którą pamiętam jeszcze z dzieciństwa. Jestem kobietą spełnioną, która zna swoje miejsce i przyjemności innych oraz dobre wrażenie stawia na pierwszym miejscu.

W rzeczywistości pozdrawiam Was z mieszkania, które nie wygląda jak z okładki modnego sklepu z wystrojem wnętrz. W koszyczku leżą krzywo pomalowane pisanki barwione liśćmi cebuli. W lodówce jest sałatka, która z pewnością nie podbiłaby podniebienia żadnego szefa kuchni. Na stole stoi dostojna babka cytrynowa, która udaje domowy wypiek. Ja leżąc z rozczochranym koczkiem na głowie, a może z modnym messy bun wchodzę na kolejny blog, gdzie posiłki wyglądają tak, że aż strach ich spróbować, by nie zepsuć misternie stworzonej konstrukcji. Pomieszczenia lśnią jakby nie było w nich żadnego życia, a właścicielki zachwycają nieskazitelną gładkością włosów i szczerością uśmiechów. Zdaję sobie sprawę, że to wszystko pewnego rodzaju kreacja na potrzeby marketingu, ale mimo wszystko patrzę i wzdycham, marzę i z nieskrywaną niechęcią patrzę na mój świat w krzywym zwierciadle. Mimo tego, że każdy z nas gdzieś w głębi serca śni na jawie o życiu w porcelanowym domku jak z bajki, życzę Wam więcej dystansu, mniej spinania się, domów rodzinnych, a nie perfekcyjnych, śniadań smacznych, a nie ładnych na instagramowym zdjęciu, atmosfery przyjaznej, a nie takiej na pokaz, docenienia tego co ważne, a nie życia złudnymi wyobrażeniami. Nie wszystko złoto, co się w internecie świeci!