W dzisiejszym wpisie konkretne zapachy pełnią drugorzędną rolę, ponieważ chciałam skupić się na zupełnie innych aspektach. Odnoszę wrażenie, że marka Yankee Candle jest już tak popularna, że ta rozpoznawalność stała się odrobinę przytłaczająca. Jednak na rynku są dostępne również produkty innych producentów, które warto przetestować, więc nie jesteśmy skazani tylko na kultowe tarteletki. Każdy wosk zaprezentowany tutaj ma podobną gramaturę (22-35 g), a cena oscyluje pomiędzy 5 - 10 zł w zależności od marki, wielkości lub aktualnych promocji. Jednak te różnice są dość niewielkie, więc nie będę na nich za bardzo skupiała swojej uwagi. Najbardziej ciekawiła mnie jakość poszczególnych przedstawicieli, sposób i wygoda użytkowania oraz ogólne wrażenia. Nie ukrywam, że Yankee zachwyca zapachami, ale już użytkowanie i sam wygląd nie zdobyły mojego serca. Jak spisały się pozostałe, mniej popularne woski opisałam w dalszej części.

YANKEE CANDLE

Wosk jest w postaci małej tarty opakowanej folią z kolorową naklejką informującą o konkretnym zapachu. Nie ma co się oszukiwać, że taka forma szczytem wyrafinowanej estetyki nie jest. Myślę,że gdyby tarteletki nie były tak popularne to przeciętny klient niekoniecznie zwróciłby na nie uwagę. Kolejny aspekt to wosk, który uwielbia się kruszyć i jakiekolwiek przełamanie go kończy się zwykle mnóstwem drobin, które wysypują się z opakowania, którego zamknąć się nie da, więc trzeba sobie radzić z przechowywaniem na inny sposób. Wosk jest dość twardy, ale też kruchy, więc przełamanie go nie sprawia problemu i można go dzielić jak tylko sobie zażyczymy. Czas palenia to około 8 godzin, co mogę potwierdzić, jednak zwrócę uwagę, że czasem zapach utrzymuje się bardzo długo, a innym razem dość szybko się ulatnia i pozostaje tylko niezbyt przyjemna woń bez olejków eterycznych. Jednak ogólnie długość wydzielania aromatów była dla mnie satysfakcjonująca.
Ciepły powiew delikatnych kwiatów i świeżości zielonych pół przywołują na myśl słodkie i niewinne dzieciństwo.
O tym wosku czytałam, że jest to bardzo delikatny aromat przywołujący zapach łąk. Z niczym się tutaj niestety nie zgodzę. A child's wish w opakowaniu pachnie niesamowicie delikatnie, przyjemnie i świeżo. Po umieszczeniu go w kominku natychmiastowo pomieszczenie wypełnione jest zapachem, który jest bardzo intensywny. Zdarzało się nawet, że po krótkim czasie gasiłam kominek, bo aromat był już zbyt mocny, ale nie duszący i natrętny. Czy przypomina zapach dzieciństwa? Trochę tak, bo momentami miałam wrażenie, że pachnie szamponem dla dzieci (takim z kaczuszką), ale opis, że jest to aromat ziół, łąk i beztroskiego biegania po polach i lasach to już według mnie lekka przesada. Moje dzieciństwo pachniało zdecydowanie bardziej naturalnie i zwyczajnie. Sam aromat ma w sobie mnóstwo elementów perfumeryjnych, ale świeżych, nie mdlących. Jest to zapach, który z pewnością spodoba się większości. Świeży, intensywny, trochę kwiatowy, wielowymiarowy, ale z pewnością nie przypominający mojego dzieciństwa, bo ja częściej kojarzę je z łażeniem po drzewach niż z siedzeniem pośród wyperfumowanych pieleszy.

WOODWICK

Wosk ma postać podobną do kostek czekolady. Zamknięty jest w podłużnym i przeźroczystym opakowaniu z foliową nalepką na górze, która można wielokrotnie zamykać i otwierać. Opakowanie wyróżnia się pod względem kształtu, ale też minimalistycznego designu, który ma najprawdopodobniej przedstawiać markę jako bardziej luksusową. Jest bardzo wygodny w użytkowaniu, bo wystarczy ułamać jedną kosteczkę, a resztę zamykamy i przechowujemy do kolejnego użycia. Jednak moim zdaniem jest mniej wydajny niż pozostałe, które można podzielić na więcej części i dłużej cieszyć się aromatem. Producent zapewnia, że czas palenia pojedynczej kostki to do 2,5 h, ale ja jednak wolę często zmieniać zapachy, bo nos się do nich przyzwyczaja. Jednak moim zdaniem w przypadku tego zapachu jedna kostka starcza na bardzo krótko, bo dość szybko aromat ucieka i pozostaje tylko nieprzyjemna woń wypalonego wosku. Ciekawa jestem czy inne warianty zapachowe fundują dłuższe doznania, czy są równie krótkotrwałe. Yankee mogę łamać jak chcę, a tutaj podzielenie jednej kostki nie jest łatwe, chyba że zabierzemy się do tego z nożem i chirurgiczną precyzją.
Autentyczny zapach świeżej gruszki ze słodkimi i soczystymi nutami. Wszystko przypudrowane odrobiną wanilii.
Wyobraźmy sobie pewną kobietę. Wstaje rano, jest rozczochrana, zła, ale autentyczna. Do pracy zakłada jednak sztuczny uśmiech, wysokie szpilki i trochę pudru. Podobnie sprawa ma się z tym zapachem. Perfect pear to gruszka, ale taka sztuczna, podrasowana i upiększona. Pachnie słodko, niesamowicie przyjemnie, nie chemicznie, ale też z naturalnością nie ma nic wspólnego. Prawdziwa gruszka jest bardziej kwaśna, wytrawna i nie tak idealna. Jednak sama nazwa wskazuje, że tutaj mamy ten owoc w wersji perfekcyjnej. To również zapach, który spodoba się każdemu ze względu na słodycz, ciepło, delikatność, brak drażniących i mdlących nut zapachowych. Jednak nie znajdziemy tutaj gruszki z krwi i kości, a raczej z miąższu i pestek.

KRINGLE CANDLE

Z pewnością opakowanie najbardziej przypadło mi do gustu. Jest to dość sztywny słoiczek z twardym wieczkiem, który można w każdej chwili zamknąć i odłożyć na później. Wosk jest w jednym kawałku, ale posiada pięć wypustek, które mają ułatwić jego podzielenie. W rzeczywistości złamanie ich wcale nie jest takie łatwe, ponieważ konsystencja jest bardzo twarda. Zaletą jest niekruszący się wosk i możliwość przechowywania go na później. Poza tym uważam, że design oraz zdjęcie na wieczku są najbardziej dopracowane i przyjemne dla oka spośród wszystkich marek.
Przypomnij sobie energię, siły witalne oraz kwitnącą nadzieję, jakie przynoszą ze sobą pierwsze zwiastuny wiosny. Poczuj subtelny zapach świeżego bzu, który ukoi nerwy i sprawi, że w Twoim sercu zagości radosny maj.
Naturalny bez ma bardzo intensywny zapach, który jednak w dużej ilości może doprowadzić do zawrotów głowy. Wosk Fresh lilac pachnie jeszcze bardziej intensywnie, poza tym ma w sobie jakieś chemiczne nuty, które sprawiają, że trochę przypomina odświeżacz. Według producenta ma być najbardziej trwały i wydajny ze wszystkich marek (5 części x 8 h palenia), ale ja nie byłam w stanie tego sprawdzić, ponieważ to absolutnie nie jest aromat dla mnie. Jest zbyt mocny i dłuższe przebywanie z nim może doprowadzić do bólu głowy. Nie wątpię, że może kogoś zauroczyć, ale po prostu trzeba lubić takie kwiatowe, mocne aromaty. Muszę go pomieszać z innymi woskami i może uda mi się go wypalić, ponieważ sam dla mnie jest zbyt agresywnym zawodnikiem jeżeli chodzi o siłę. Powalił mnie na deski, a ja tylko słyszę jak sędzia odlicza 10, 9, 8... i nie daję rady wstać. Muszę koniecznie zapoznać się z innymi wariantami zapachowymi i mam nadzieję, że aromaty będą równie intensywne, ale już przyjemniejsze dla mojego zmysłu powonienia.
>>> Kringle Candle - Hot Chocolate. Cudowny zapach słodkiej mlecznej czekolady >>>
>>> Kringle Candle - Beachside. Czy tak na pewno pachnie plaża? >>>
>>> Kringle Candle - No. 10. Co kryje się pod tą enigmatyczną nazwą? >>>

BUSY BEE

Opakowanie to twardy plastikowy słoiczek z wieczkiem. Wewnątrz znajduje się wosk, który w żaden sposób nie jest podzielony. Konsystencja jest zupełnie inna niż pozostałych, ponieważ jest dość plastyczna, a po dotknięciu zaczyna się topić i staje się miękka jak plastelina. Jest to na pewno utrudnienie, ponieważ podzielenie jednego kawałka ręką wiąże się z pobrudzeniu dłoni. Warto jednak wspomnieć, że woski te są wytwarzane ręcznie z ziaren soi, więc są lepsze dla naszego zdrowia i środowiska. Nie ma co się oszukiwać, że wdychanie sztucznych oparów nie ma negatywnego wpływu na nasz organizm. Trwałość oceniłabym na dość wysokim poziomie, chociaż porównywanie tego wosku do pozostałych jest utrudnione, gdyż to jedyny naturalny produkt w tym zestawieniu.
Niemal jadalny zapach pysznych, puszystych, lekko ciągnących się i baaardzo słodkich pianek. Pełen miłych wspomnień i naprawdę smakowity!
Nie umiem jednoznacznie określić czy jest to aromat pianek, ale z pewnością Marshmallow delight to zapach nasuwający na myśl jakieś słodycze, może ciastka, trochę truskawkowe wariacje na temat słodkości. Po rozgrzaniu w kominku pomieszczenie wypełnia się zapachem równie słodkim, smakowitym, ale nie mdlącym i powodującym zawroty głowy. W domu mamy taki prywatny sklep ze słodyczami, czy to nie szalona wizja? Może przypaść do gustu sympatykom aromatów typowo jedzeniowych i bardzo słodkich. Ja lubię przebywać w jego towarzystwie, ale na pewno nie jest moim ulubieńcem.

PACHNĄCE PODSUMOWANIE

Moim zdaniem warto zapoznać się z każdą marką, bo wszystkie niewątpliwie mają coś ciekawego do zaoferowania. Utwierdziłam się w przekonaniu, że Yankee Candle jest ciekawym produktem, ale z pewnością nie najlepszym i jedynym. Warto próbować czegoś nowego, bo jak wiadomo reklama jest dźwignią handlu i czasem na piedestał wystawiane są przedmioty z dobrym marketingiem, a nie najlepszymi właściwościami. Pod względem wygody użytkowania wygrywa WoodWick, ponieważ podobała mi się forma kosteczek. Najbardziej urzekło mnie bardzo dopracowane i wygodne opakowanie Kringle Candle. Natomiast Busy Bee zwyciężyło pod względem naturalnych składników pozytywnych dla zdrowia. Według producenta najbardziej wydajny jest Krigle Candle, ja jednak nie byłam w stanie tego sprawdzić ze względu na bardzo intensywny zapach, jednak warto zauważyć, że ten wosk ma największą gramaturę, więc w sumie długość palenia naturalnie wzrasta. A co z Yankee Candle? Tartę łatwo podzielić, zapachy są w większości fajne, ale opakowanie i kruszenie się wosku może doprowadzić spokojnego człowieka do szewskiej pasji.

A jakie wy macie doświadczenia z poszczególnymi woskami? A może polecacie coś zupełnie innego?