Jak już nieraz wspominałam nie mam ogromnych wymagań odnośnie tuszu do rzęs. Liczy się dla mnie zauważalne podkreślenie, jak najmniejsze sklejanie oraz trwałość. Próbowałam już kilku produktów do pielęgnacji marki Yves Rocher i byłam zadowolona, więc teraz przyszedł czas na produkt do makijażu. Jak się u mnie sprawdził, czy wywarł na mnie wrażenie i czego możecie się po nim spodziewać dowiecie się w dalszej części.

Według producenta.
Spraw, aby Twoje spojrzenie było głębokie i intensywne – dzięki tuszowi Volume Vertige rzęsy są widocznie grubsze i podkręcone na całej długości. Poznaj specjalną szczoteczkę z dozownikiem tuszu, który zatrzymuje konsystencję, aby maksymalnie pogrubić rzęsy już przy pierwszej aplikacji, bez konieczności zanurzania szczoteczki we flakonie przed każdym pociągnięciem rzęs. Kremowa konsystencja, zawierająca żywicę elemi o właściwościach utrwalających, sprawia, że efekt podkręcenia rzęs utrzymuje się aż do 12 godzinŻywica elemi, naturalna żywica z drzewa pochodzącego z Filipin, umożliwia podkręcenie rzęs i jednoczesne utrwalenie przez cały dzień, bez wrażenia sztywnych rzęs.

Słów kilka o opakowaniu i szczoteczce.
Nie będę rozpisywała się w tej kwestii, bo wystarczy spojrzeć i można zachwycać się bardzo eleganckim i profesjonalnym opakowaniem. Wykonane jest bardzo starannie i nie jest to z pewnością plastik, który po kilku użyciach wytrze się, połamie i straci jakiekolwiek walory dekoracyjne. W tej kwestii dla tego metalicznego połysku daję ogromnego plusa. Szczoteczka początkowo do mnie nie przemówiła. Po pierwsze wolę te klasyczne, a po drugie jej duży rozmiar i dziwny kształt od razu podpowiadały mi, że będzie ciężko się nie ubrudzić. Całe szczęście obyło się bez ofiar i oczywiście pomalowałam sobie przypadkiem powiekę, ale kilka ruchów, odrobina wprawy i już operowałam nią prawie jak chirurg na otwartym sercu.


Konsystencja i trwałość i skutki uboczne.
Nie jest ani bardzo gęsty, ale też nie zbyt wodnisty i rzadki. Wydaje mi się, że taki powinien być właśnie tusz. Przez to nie muszę ani martwić się, że już jedna warstwa może skleić rzęsy, ale też nie nakładam ogromnych ilości, aby uzyskać przynajmniej odrobinę zauważalny efekt. Rano nałożony na włoski trzyma się na nich do wieczora, nie ściera się, nie kruszy i nie rozmazuje. Nie ma bowiem nic gorszego niż fragmentu tuszu rozsiane po całej twarzy. Nie mam cery skłonnej do podrażnień, więc mogę być niewiarygodna, ale produkt ten nie wywołał u mnie żadnych skutków ubocznych. Zmywa się z taką samą łatwością jak przeciętny tusz, więc nie trzeba mocno trze oka, aby go usunąć. 


Efekty, efekty.
Wystarczy spojrzeć na zdjęcia, aby przekonać się co ten tusz ma do zaoferowania. Już po pierwszej warstwie kolor był widoczny na rzęsach, więc nie trzeba nakładać ogromnych ilości. Łatwo nim uzyskać bardzo naturalny efekt, ale też dość mocne podkreślenie. Jak chyba z każdym tuszem trzeba uważać, bo co za dużo to niezdrowo i po kilku warstwach rzęsy mogą się sklejać. Jest to tusz podkręcający rzęsy, ale według mnie również nieźle je pogrubia i praktycznie robi wszystko co powinien. Ja się z nim polubiłam, moim rzęsom on odpowiada, więc nie pozostaje mi nic innego jak używanie i zachwycanie rzęsami jak firanki.


Cena: 65 zł