poniedziałek, czerwca 29, 2015

Dorota Masłowska - Więcej niż możesz zjeść. Felietony parakulinarne nie do końca o jedzeniu...

Kolejny raz staram się napisać recenzję książki. Chyba określenie staram się jest tutaj najbardziej na miejscu, a słowo recenzja najprawdopodobniej nie pasuje wcale. Gdyby moja pani od polskiego z liceum dowiedziała się, że piszę cokolwiek innego niż własny podpis, zapewne złapałaby się za głowę. Nigdy bowiem mój talent pisarski nie został doceniony, a ocena dopuszczająca była niemalże błogosławieństwem. W sumie może nawet nie powinnam się niczemu dziwić, bo do tej pory stawiam za dużo przecinków i dodatkowo robię to w nieodpowiednich miejscach. Natomiast błędów ortograficznych nie robię tylko dlatego, że ktoś tu siedzi u mnie w komputerze i czasem słowa podkreśla na czerwono...


Dorotę Masłowską najprawdopodobniej będziecie kojarzyć dzięki "Wojnie polsko-ruskiej". Książki nie czytałam, a film widziałam kilka razy i nadal do końca nie wiem o czym był. Całe szczęście, że felietony, które trafiły w moje ręce to już bardziej przyjazna forma dla przeciętnego czytelnika, który niekoniecznie wie czym jest oksymoron i chce przeczytać coś łatwego, a nie kontemplować nad ułomnością istoty ludzkiej. Felietony te ukazywały się w "Zwierciadle" przez dwa lata, a teraz zostały wydane w formie książkowej.
Mimo nazwiska o charakterze spożywczym mogę respondentom wcale nie kojarzyć się z kuchnią. Wszyscy wiedzą, że piszę książki, że nagrywam płyty, a mało kto domyśla się, że w wolnym czasie również trochę jem. O tym nieujawnianym dotąd fakcie pisałam do magazynu 'Zwierciadło' felietony; przez dwa lata prowadziłam tam rodzaj rubryki spożywczej, w której z właściwą sobie swadą opisywałam jedzone jedzenie. Te grubymi nićmi szyte refleksje kulinarne stanowiły jednak wyłącznie pretekst dla rozważań szerszych: chwalenia się zagranicznymi podróżami, opisywania potknięć moralnych znajomych czy ujawniania drastycznych szczegółów ze swoich operacji plastycznych.
Po pierwsze pozycja ta wygląda dość specyficznie, bo książka jest dziwnie wąska, litery w niej są podejrzanie duże, a ilustracje Macieja Sieńczyka jakby wyjęte z jakiegoś starego podręcznika szkolnego. Kolejny aspekt, który warto poruszyć to tytuł, który nasuwa nam na myśl fakt, że prawdopodobnie jest to książka o jedzeniu, w rzeczywistości dzieją się tam historie powiedzmy okołojedzeniowe. Jest to po prostu rozłożenie na czynniki pierwsze ludzkich zachowań związanych z kulturą jedzenia w naszym kraju i na obczyźnie. Podane są również przepisy, z których co prawda nie zrobimy sałatki z tuńczykiem lub zapiekanki z warzywami, ale dowiemy się czego potrzebujemy do uzyskania lata w Warszawie lub sushi po polsku, któremu brakuje już tylko zawinięcia ryżu w liść kapusty. 


Felietony pisane są bardzo prostym, przystępnym, czasem niebywale ciętym i trafnym językiem. Czyta się ja łatwo, szybko, przyjemnie i bez problemu można pochłonąć całą książkę w jeden dzień. Nie jest to jednak jakiś tam poprawny politycznie bełkot, a stwierdzenia, które czasem wywołały u mnie salwę śmiechu, a innym razem jakieś dziwne ukłucie w sercu, smutek lub refleksję. Tekst o tandetnym polskim sushi, wykpienie reklamy "Wiejskich ziemniaczków" lub wizyta w barze "U Ireny" to prawdziwe majstersztyki ciętego języka. Retrospekcja to czasów dzieciństwa i wspomnienia czekolady Warta, tortu z ananasem z puszki, chrupek Flips oraz przepis na bułkę jarską z ogórkiem i keczupem, popite napojem Tropicana wywołały u mnie dziwną tęsknotę za ówczesną prostotą i zwyczajnością życia. Marnotrawienie jedzenia na wyjazdach all inclusive, realne aż do bólu przedstawienie klimatu jezior obleganych podczas wakacji oraz ogólna drożyzna połączona z nijaką jakością potraw to z pewnością smutny, ale bardzo prawdziwy opis rzeczywistości. Możemy też dowiedzieć się odrobinę o jedzeniu w Warsie, o tym dlaczego jeśli jesteśmy odgłosyjedzeniafobami to nie powinniśmy wybierać się do Chin, czemu w gminie Gniewino nadal trwa Euro 2012 i dlaczego mężczyźni gotując stawiają na rozmach. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie lub o sobie, bo mamy tutaj 23 felietony, a każdy jest skupiony na zupełnie w innej tematyce, ale wszędzie pojawia się nawiązanie do jedzenia. Poza tym jak tu odmówić sobie przyjemności przeczytania o chłopakach w dresach ze starej beemki lub młodzieńcach w czapkach z worka robiących zdjęcia iPhone'ami? Więcej już zdradzać nie będę, mimo że na każdej stronie czai się jakiś smaczek jak chociażby kwintesencja polskiej gastronomii, czyli obiad przyozdobiony liściem sałaty i chryzantemą z marchewki.
Ja zajmuję się jego aspektem codziennym, szarym jak kluski lub sos, gdy wszyscy są głodni, już-już ma dojść do mordobicia i trzeba działać szybko, by uniknąć rozlewu krwi. On zaś stawia na spektakl, triumf, rozmach. Piecze schab ze śliwką i robi utuczone przy linijce kotlety mielone, zajmuje mu to zazwyczaj nie mniej niż siedem godzin, raz po raz chodzi do sklepu, by dokupić lubczyk, podczas gdy głodni, błądzący po krawędzi rozpaczy w oczekiwaniu na posiłek goście nie mają nic innego do roboty, jak tylko podziwiać jego swadę, jego wysublimowanie, jego fantazję, jego poświęcenie ...

Podsumowując książkę polecam osobom, które potrafią podchodzić do rzeczywistości z dystansem i się śmiać sami z siebie, ale też nie stawiają na prostą rozrywkę w stylu "Rozmów w toku", a gotowi są na sporą dawkę kpin, kąśliwych uwag i zaczepek. Prawda jest taka, że Masłowska rozebrała do naga nasze środowisko, wytknęła mu wszystkie błędny i śmieszności, zażartowała z niego, ale też sprawiła, że czytelnik oprócz rozrywki otrzymuje także chwilę refleksji. Nie uświadczymy tutaj bowiem nienagannych, wegańskich śniadań i kolacji oraz luksusowych obiadów z modnych restauracji, których posiłki należy przed konsumpcją uwiecznić na zdjęciu i umieścić na Instagramie. Ta książka to kawał tej czasem wstydliwej części naszego życia związanej z jedzeniem, którą nie chcemy się chwalić przed innymi, a która towarzyszy nam w każdej chwili. Lubimy otaczać się pięknymi rzeczami, kreować naszą rzeczywistość na bardziej luksusową, a w tym samym czasie raczymy się na śniadanie parówkami i niepełnoziarnistym chlebem, które nie są przecież fancy i lepiej się nimi nie chwalić przed innymi. Czy jednak to tylko mój wstydliwy sekret? 

12 komentarzy :

  1. Jakie świetne ilustracje:) Chętnie przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością niebanalne i bardzo klimatyczne:)

      Usuń
  2. Akurat duże litery są mi jak najbardziej wskazane, bo mam słaby wzrok. :D

    Książeczka wydaje się być zwyczajna a jednak jej wnętrze nie jest pozbawione humorystycznego podejścia do "jedzenia" i samych siebie. ;)

    Ja podobnie jak autorka tej publikacji rozebrałabym tę książkę na wszystkie możliwe części dając się jej wyszukanemu smakowi uwieść. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że by Cię uwiodła jeśli nie straszne Ci nieco prześmiewcze spojrzenie na rzeczywistość :)

      Usuń
  3. O nie wiedziałam, że Masłowska wydała coś nowego. Nie jestem co prawda fanką, ale chętnie przeczytam, żeby się wypowiedzieć na ten temat :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z ogromną przyjemnością sięgnę po tę książkę :)
    Fakt, poznałam Masłowską przez pryzmat wojny polsko-ruskiej i już wtedy zaintrygował mnie jej styl (choć wydaje mi się, że akurat ta pozycja jest jedną z tych, w których bardziej chodzi o sposób prezentacji myśli, niż o myśl samą w sobie - niektórzy nazywają to przerostem formy nad treścią :P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo możliwe, bo rzeczywiście treść jest banalna, a dopiero cięty język autorki dodaje charteru opisom. Ja jednak wolę taki fajnie "sprzedany" banał, a nie kolejną książkę o niczym, której brakuje nawet tego przerostu formy :)

      Usuń
  5. Słyszałam o tej książce, ale do tej pory nie miałam okazji obejrzeć na żywo, a ja muszę sobie popatrzeć, poczytać, podotykać (jakkolwiek by to nie zabrzmiało), żeby potem ewentualnie zdecydować się na zakup :-) Choć przyznaję, że szczególnie za autorką nie przepadam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością jest osobą, która wzbudza różne emocje. Ja jednak bardziej skupiłam się na książce niż na osobie, która ją pisała:)

      Usuń
  6. nie rozumiem dlaczego Twój styl pisania nie został doceniony, masz bardzo fajne pióro;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, może po prostu szkolne lektury jakoś do mnie nie trafiały, a poza tym człowiek się zmienia, więc jego pisanie też:)

      Usuń

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Follow Me @ SoraTemplates

Popular Posts

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy