Nie lubię swoich włosów. Myślę, że każda kobieta przynajmniej kilka razy w życiu wypowie te słowa. Prawda jest taka, że wiele razy słyszałam zachwyty nad ich objętością, długością i ogólnym wyglądem, ale jednak uzyskanie stanu nadającego się do pokazania ich innym jest męczące i raczej niesatysfakcjonujące. Ogólnie włosy mam zniszczone, puszące, z pozostałościami farby, rozjaśniacza i innych eksperymentów. Najczęściej wyglądają tak im się to podoba i za nic mają moje starania. Wystarczy jednak tych żali i płaczu, ponieważ dzisiaj mam recenzję trzech kosmetyków z linii Angel. Czy uzyskałam anielskie upierzenie dowiecie się w dalszej części mojego monologu.
Gdy tylko jest to możliwe, produkty powstają na bazie zrównoważonych i odnawialnych składników. Produkty zawierają czyste olejki eteryczne, wyciągi z roślin i naturalne antyoksydanty. ŻADEN produkt KEVIN.MURPHY nie zawiera siarczanów ani parabenów oraz nie jest testowany na zwierzętach.

OPAKOWANIA KOSMETYKÓW

Od razu budzą zainteresowanie, ponieważ nie przypominają tych typowo drogeryjnych. Mają dziwny kształt prostokątów, a szampon i maseczka dodatkowo posiadają korki położone w dolnej części zamykana na zatrzask. Opakowania wyglądają bardzo profesjonalnie i widać, że są to produkty tworzone dla salonów fryzjerskich. Poszczególne kosmetyki różnią się odcieniem różu, ale wszystkie wykonane są z dość twardego plastiku. Wbrew pozorom są stabilne i nie wywracają się na nawet śliskiej powierzchni. Korki umieszczone na dole to genialne rozwiązanie, ponieważ płyn wypływa bardzo szybko już przy delikatnym dotyku. Powiedziałabym nawet, że trzeba to robić lekko, bo przyzwyczajeni do standardowych opakowań, możemy przez przypadek wydusić zbyt dużo. Jednak opakowanie maski już takie przyjazne nie jest, ponieważ płyn jest gęsty, plastik twardy i wydobycie maski wymaga siły. Na początku płyn wypływa szybko, ale w miarę użytkowania trudno jest wydostać kosmetyk. 

ZAPACH LINII ANGEL

Tutaj zostałam bardzo zaskoczona po raz kolejny, ponieważ spodziewałam się czegoś słodkiego i bardzo intensywnego, jak w przypadku innych kosmetyków typowo profesjonalnych. Natomiast aromat to moim zdaniem połączenie cytrusów z takim migdałowym lub waniliowym olejkiem do ciasta. Ogólnie zapach jest przyjemny, ale nie został moim ulubieńcem. Jest wyczuwalny na włosach, ale w dość słabym stopniu. Nie trzeba się martwić, że zdominuje całą przestrzeń wokół naszej głowy. Warto wspomnieć, że takie zapachy częściej towarzyszą kosmetykom do pielęgnacji ciała niż włosów.

SZAMPON ANGEL.WASH

Umieszczony jest w najjaśniejszym opakowaniu z korkiem ułożonym przy spodzie. Konsystencja jest średnio gęsta, w odcieniach bieli, różu i z metalicznym połyskiem. Szampon pieni się naprawdę dobrze już przy użyciu niewielkiej ilości. Nawet bez użycia odżywki włosy się nie plączą, puszą się w umiarkowanym stopniu i wyglądają naprawdę dobrze. Dokładnie oczyszcza włosy, ale nie pozostawia ich szorstkich. Mam wrażenie, że zachowuje się trochę jak szampon z dodatkiem odżywki, która ma odpowiadać za nawilżenie i wygładzenie.
Delikatny szampon regenerujący dla włosów delikatnych, słabych lub zniszczonych i farbowanych. Produkt zawiera proteiny mleka, które kontrolują problematyczne włosy uszkodzone długim zażywaniem leków, farbowaniem, rozjaśnianiem lub częstym prostowaniem. ANGEL.WASH delikatnie myje, jednocześnie zapobiegając wypłukiwaniu koloru. ANGEL.WASH chroni przed wolnymi rodnikami, hamuje utlenianie UVA, co jest niezbędne do odbudowy zniszczonych włosów.

 ODŻYWKA ANGEL.RINSE

Tak jak szampon umieszczona jest w prostokątnym opakowaniu z korkiem w spodniej części, a różni się jedynie ciemniejszym odcieniem różu. Konsystencja jest gęsta, bardziej zbita w odcieniu bieli. Wystarczy już naprawdę niewielka ilość, aby nałożyć na nawet długie włosy. Po aplikacji pasma są śliskie i takie też zostają po zmyciu płynu. Nie obciąża włosów, a nawet je dyscyplinuje i sprawia, że są gładkie, mięsiste i przyjemne w dotyku. Producent zaleca, aby części kosmetyku nie spłukiwać z włosów, ja jednak radzę, aby dostosować to do własnych potrzeb, ponieważ moje włosy bywają humorzaste i myślę, że czasem taka warstewka mogłaby je zbytnio obciążyć.
Lekka, nadająca objętość odżywka wspomagająca odbudowę komórek włosa i skóry głowy. Nawilża i chroni cienkie, suche i farbowane włosy bez ich obciążania. Nałóż odżywkę na umyte włosy, zostaw na kilka chwil, a następnie spłucz około 80% odżywki. Resztę odżywki pozostaw na włosach. Nie martw się - odżywka nie obciąży włosów, ich łuski pozostaną zamknięte, a włosy będą zdrowe i błyszczące.

MASKA ANGEL.MASQUE

Tak jak już wspominałam umieszczona jest w mało wygodnym opakowaniu. Konsystencja o dziwo jest identyczna jak szamponu, czyli dość rzadka, a różni się kolorem, który tutaj wpada w szarość. Tak samo jak odżywka jest bardzo wydajna, ponieważ potrzeba dosłownie niewielkiej ilości. Ja mam włosy skłonne do obciążania, więc takich kosmetyków używam z rozwagą. Czuję, że pasma wyglądają na zdrowsze, bardziej zdyscyplinowane i po po prostu gęstsze, ale jednocześnie się nie puszą i nie elektryzują. Jeśli dostosujemy ilość maski do własnych potrzeb, to nie ma możliwości, aby za nadto przetłuściła włosy i sprawiła, że będą ciężkie i przyklapnięte.
 Proteiny jedwabiu oraz ekstrakt z aloesu nawilżają włosy oraz sprawiają, że stają się one elastyczne i sprężyste. Olejek jojoba dzięki zawartości witamin dodatkowo wzmacnia włosy nadając im jednocześnie objętość. Quinoa, czyli komosa ryżowa jest źródłem białka, które odbudowuje włosy od wewnątrz, nawilża je oraz nadaje im zdrowy blask.

 PODSUMOWANIE

Mam świadomość, że ceny kosmetyków są wysokie, więc nikogo nie namawiam. Recenzja ma służyć tylko zapoznaniu się z marką i tymi konkretnymi kosmetykami do włosów. Ogólnie zwracają uwagę niespotykanymi opakowaniami, w miarę satysfakcjonującym zapachem, wydajnością na wysokim poziomie, ponieważ szampon pieni się bardzo dobrze, a odżywka i maska powinny być dozowane oszczędnie. Moja niepokorne włosy polubiły się z tą linią, zyskały blask, nawilżenie, zdrowy wygląd i puszystość, która nie wiąże się z puszeniem. Oczywiście apeluję też o rozważne podchodzenie do tego typu kosmetyków, bo rzeczywiście zauważyłam, że moje włosy ładnie się układają i są nawet przy skórze głowy podniesione, ale jednak fryzury jak po użyciu dyfuzora nie uzyskamy. Moim zdaniem kosmetyki te potrafią wydobyć z włosów najlepsze cechy, ale nie są magicznym zaklęciem na każdy włosowy kłopot. Ja się z nimi polubiłam i wam życzę tego samego!
Ceny: szampon i odżywka 99 zł/ 250 ml, maska 131 zł/200 ml

Który kosmetyk najbardziej zwrócił waszą uwagę? Może macie już jakieś doświadczenia z produktami Kevin Murphy?