Pana cellulita zwanego kiedyś cellulitisem nie trzeba chyba przedstawiam żadnej kobiecie. Jeśli jednak na Twojej skórze nie pojawił się ten nieproszony gość, to uwierz mi na słowo, że jesteś szczęściarą. Do mnie przybył jakieś 10 lat temu i od tej pory wiernie mi towarzyszy, a szczególnie lubi chodzić ze mną na plażę. Z moich obserwacji wynika, że bardzo duży odsetek kobiet ma cellulit bez względu na wiek, rozmiar ubrania lub sylwetkę, mimo wszystko z góry narzucany przymus gładkich pośladków sprawia, że mi też marzy się pupa jak z Photoshopa. Jednak całe szczęście nie jest to mój największy kompleks, który nie daje mi spać po nocach. Ogólnie nie wierze, że można cellulitu pozbyć się całkowicie, bo jeśli ktoś ma do niego skłonności to on zostanie z nami już na długie lata. Mimo wszystko dzisiaj pod lupę wzięłam kosmetyk Mary Kay i w dalszej części dowiecie si co wynikło z tej współpracy.
To specjalistyczny produkt, który został stworzony po to, by dostarczyć pożądanych przez kobiety korzyści: mniej widocznego cellulitu a także jędrniejszej, bardziej napiętej i gładszej skóry. Ten niezwykły żel-krem zawiera kwas glikolowy, kofeinę, olej arganowy a także ekstrakty morskie i roślinne, które w połączeniu tworzą pełną mocy formułę, która widocznie minimalizuje uporczywy cellulit i przywraca skórze jej młodzieńczy wygląd.

Opakowanie kosmetyku
Kosmetykom tej marki jeszcze nigdy nie zarzuciłam brzydkiego opakowania. Tutaj też muszę przyznać, że krem prezentuje się dość luksusowo i elegancko poprzez minimalizm w ilości ozdób oraz elementy w odcieniach srebra, które z pudrowym różem wyglądają bardzo kobieco. Opakowanie posiada pompkę, która jest bardzo wygodna w użyciu, nie zacina się i co najważniejsze wydobywa kosmetyk praktycznie do samego końca. 


Konsystencja, zapach, kolor
Producent pisze, że jest to żel-krem i w sumie konsystencja przypomina połączenie tych dwóch substancji. Jest dość rzadka, ale nie spływa z dłoni i z łatwością się rozsmarowuje. Kolor jest lekko mleczny, a zapach przyjemnie słodki z nieco cytrusowymi nutami. Po rozsmarowaniu na skórze bardzo szybko się wchłania, co jest moim zdaniem ogromną zaletą i pozostawia naskórek z jedynie bardzo lekko wyczuwalną warstewką, która sprawia wrażenie ciała aksamitnego w dotyku. Nikt przecież nie lubi jak posmarowana skóra, szczególnie w okolicach ud jest tłusta, przez co nie można usiąść i trzeba czekać aż wszystko się wchłonie. Dodatkowym plusem jest brak konieczności wykonywania masażu lub innych czynności, które mają zapewnić szybsze działanie produktu lub przyspieszyć jego wchłanialność. 


Konfrontacja zapewnień producenta z moim doświadczeniem
Po dwóch tygodniach stosowania, dziewięć na dziesięć kobiet powiedziało, że ich skóra stała się gładsza.
Zgadzam się, bo już po kilku zastosowaniach ciało było bardzo gładkie, napięte i sprężyste. Moim zdaniem różnica była bardzo zauważalna.
Badania kliniczne wykazały, iż po trzech tygodniach stosowania tego produktu zmniejszyła się widoczność cellulitu i nastąpiła poprawa w jędrności skóry.
Co do jędrności jak najbardziej przyznaję rację, bo jak już wspominałam zachwycił mnie stan skóry. Odnośnie cellulitu trudno mi się zdecydować, bo z jednej strony skóra rzeczywiście wyglądała na gładszą, z drugiej nie wiem czy nie był to wynik po prostu zwiększonego napięcia.
Po dziewięciu tygodniach stosowania 87% kobiet stwierdziło znaczącą redukcję widoczności cellulitu.
Tutaj niestety nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ przy stosowaniu żelu dwa razy dziennie starczyło mi go na około 1,5 miesiąca kuracji, a tutaj rezultaty opisane są po ponad 2 miesiącach. Mimo wszystko skoro tyle kobiet było zadowolonych to wierzę, że produkt rzeczywiście działa.


Podsumowanie 

Mam dość mieszane uczucia odnośnie tego kosmetyku. Z jednej strony konsystencja, szybkość wchłaniania i efekt niesamowicie gładkiej i napiętej skóry zasługuje na pochwałę. Często producenci obiecują gładkość i napięcie i nie wywiązują się z danego słowa, tutaj natomiast moje oczekiwania pod tym względem zostały spełnione. Mimo wszystko najważniejszy punkt czyli redukcja cellulitu mnie nie usatysfakcjonował. Rozumiem, że najprawdopodobniej powinnam przedłużyć swoją kurację i nie spodziewać się cudów, ale po pierwsze cena kosmetyku jest dość wysoka, a po drugie mimo wszystko chciałabym dostrzec pierwsze efekty dość szybko. Uważam, że będzie to kosmetyk idealny dla osób, których skóra straciła jędrność, a cellulit jest mało zauważalny, bo w takiej konfiguracji ten produkt może być hitem.


Cena: 189 zł/177 ml

A Wy macie jakieś swoje antycellulitowe patenty, czy tzw. pomarańczowa skórka nie jest dla Was żadnym problemem lub szczęśliwie was nie dotyczy?