wtorek, lipca 07, 2015

Kobiecość nosi wyłącznie rozmiar...plus size?

Kolejny raz ktoś chce mi za wszelką cenę udowodnić, że nie jestem prawdziwą kobietą. Noszę rozmiar 34, mam szczupłe nogi, płaski brzuch, więc powinnam się wstydzić. Z bzdurnego artykułu spoglądają na mnie szczupłe modelki oraz kobiety, dla których większa waga nie jest żadnym problemem. Jak się okazuje te pierwsze są synonimem zła, anoreksji, głodzenia się i niewłaściwego przykładu, podczas gdy druga grupa to świadome kobiecości panie swojego losu. Ja co prawda modelką nigdy nie mogłabym być, ale mimo wszystko bliżej mi do tych wychudzonych nieszczęśnic niż do zadowolonych z życia pulchniejszych przedstawicielek mojej płci. Cóż to znowu za nowomoda opanowała mass media? Czy tu są prawdziwe intencje walki z anoreksją, czy jednak ktoś zorientował się, że na promowaniu innych sylwetek może coś ugrać? Jak się okazuje ze swoją małą pupą i raczej chłopięcą budową ciała powinnam się schować w najciemniejszym kącie, ponieważ nie mam za grosz kobiecości i swoim wyglądem hołduję niezdrowym ideałom, a teraz prym mają wieść właśnie bujniejsze biodra i brzuchy. Zanim ustąpię im miejsca na piedestale, to zapytam jeszcze gdzie są kobiety otyłe z małymi piersiami, albo filigranowe z ogromnym biustem? Nie zapomnijmy też o tych z płaską pupą lub bez najmniejszego wcięcia w tali. Media za wszelką cenę starają się być poprawne politycznie i serwują nam kolejną papkę w postaci ideału kobiety, która nosi duże rozmiary, ale zauważcie, że zawsze figurę ma jak klepsydra, a co z jabłkami, gruszkami lub innymi nieproporcjonalnymi sylwetkami? One są już passe? Na zdrowy rozsądek ile grubszych kobiet może rzeczywiście poszczycić się tą pożądaną klepsydrą?

Na deser chciałabym poruszyć jeszcze jedną kwestię. Znacie ciekawą zależność kiedy grubsza koleżanka nazywana jest puszystą lub krągłą, a chudsza to szkielet, który pewnie nic nie je. Podświadomie czujemy, że większa tusza może być dla kogoś obraźliwa, a mniejsza to już pewnego rodzaju komplement. Nie znam się na psychologii, ale to rodzaj szpileczki, którą lubimy wbijać innym. Powiem jej, że jest chuda, odrobinę ją obrażę, sama się łatwo dowartościuję, ale kiedy zobaczę, że ją to dotknęło, to zawsze będę miała wytłumaczenie, że przecież każdy chce być szczupły, więc o co jej do diabła chodzi?

Nie, ja nie popieram anoreksji i otyłości, które są chorobami, ale miło byłoby gdyby wszyscy widzieli, że na świecie nie ma wyłącznie dwóch przeciwstawnych obozów, które walczą ze sobą na śmierć i życie. Aby udowodnić swoje racje są zdolne wydrapać sobie oczy i wyrwać włosy z głowy. Każdy artykuł konfrontujący chudość z grubością wywołuje niemalże rewolucję, a z oddali widać kobiety zaciskające pięści, gotowe bić się o swoje racje. Poza chudymi i grubymi są jeszcze kobiety o bardziej zróżnicowanych sylwetkach, dotknięte różnego rodzaju schorzeniami i defektami, których nie da się naprawić dietą lub ćwiczeniami. Nie mam pośladków Kim Kardashian, nóg Anji Rubik i biustu Scarlett Johansson, a mimo wszystko się sobie podobam, mimo że codziennie ktoś z nie do końca poznanymi przeze mnie intencjami próbuje mi udowodnić, że dopiero jak przytyję 20 kg to poczuję się dobrze sama ze sobą i może wtedy nie będę już chudym problemem społeczeństwa. Przecież ja na pewno się głodzę, dążę do chorych ideałów i jestem złym przykładem dla innych. Naprawdę nikomu nie przyjdzie do głowy, że sylwetkę często otrzymujemy zapisaną w kodzie genetycznym i to jak wyglądamy nie zawsze zależy tylko od naszego widzi mi się? Z drugiej strony po co nadmiernie przegrzewać zwoje mózgowe i myśleć, przecież mamy zamiast tego nasze sprawdzone stereotypy, dzięki którym od dawien dawna wiadomo, że gruby jest anonimowym żarłokiem, a chudy głodzi się oraz jak roślina czerpie energię wyłącznie promieni słonecznych i o dziwo nie zzieleniał jeszcze przeprowadzając proces fotosyntezy.

Mam świadomość, że wiele otyłych kobiet również źle się czuje z bombardującymi je zdjęciami szczupłych ciał, jednak jak chciałam ugryźć sprawę z chudszej perspektywy i zakomunikować, że kij ma zawsze dwa końce. A Wy jak czujecie się ze swoją sylwetką, lubicie ją, czy wolałybyście mieć inną? Akceptujecie każde ciało, czy powielacie stereotypy o jednym, słusznym wyglądzie kobiety? Standardowością na równi są chude nogi, duże piersi, mała pupa, szeroka talia, obfite łydki. Normalnością jest po prostu nasza różnorodność, a nie figura modelki z wybiegu, kształty plus size, atletyczna sylwetka lub wyrzeźbione mięśnie kulturystki. Uważasz, że właściwy rozmiar to ten średni, a więc pozostałe są odstępstwem od normy, którą ustaliłeś Ty, media, a może społeczeństwo?

25 komentarzy :

  1. Ja noszę rozmiar L/XL, mam 182 cm wzrostu i ważę prawie 70 kg... od wczoraj zaczęłam swoje zmagania z wagą. Dlaczego? Bo nie czuję się dobrze sama ze sobą, a zawsze uważałam, że akceptacja siebie to podstawa do bycia szczęśliwym. Nie zwracam uwagi na to czy ktoś nosi rozmiar 34 czy 42... jeśli jest z siebie zadowolony- to ważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jesteś bardzo wysoka, bo ja mam o 20 cm mniej :)
      No właśnie najważniejsze jest to jak ktoś się czuje ze sobą, a nie jaki ideał ma być teraz promowany, bo ktoś tak sobie teraz postanowił. Niestety, ale jak ktoś się chociaż odrobinę odróżnia od przeciętności to musi być gotowy na to, będzie budził skrajne emocje.

      Usuń
    2. Bardzo, bardzo... zawsze byłam największa :D nie żeby mi to specjalnie przeszkadzało :)

      Usuń
    3. Ja też wolałabym kilka centymetrów więcej, ale w sumie ich brak nie jest dla mnie specjalnym problemem:)

      Usuń
  2. Jak ja to mówię...rozmiar rozmiarowi nierówny. Dużo zależy też od budowy kości, wzrostu. Dwie osoby noszące rozmiar 42 mogą wyglądać całkiem inaczej - jedna zdrowo, seksownie, kusząco...a druga za grubo. :)

    Z jednym się zgodzę...że jak kiedyś promowano wieszaki, tak teraz moda jest na XXXL. A to już przesada. Jak widzę te naprawdę otyłe dziewczyny, które cieszą się z tej swojej nadwagi, pozują z dumą do zdjęć, to im współczuję. Rozumiem, z jednej strony akceptacja swojego ciała, więc to jest pozytywne. Jednak wpadamy ze skrajności w skrajność. Takie promowanie otyłości, argumentując je tolerancją i akceptacją jest złe! Przecież to szkodzenie swojemu zdrowiu. Co więcej, wpajanie młodym ludziom, by nie dbali o siebie i swoje odżywianie. A za parę lat większość z nich będzie się obżerać tylko fastoodami, na koncie mając cukrzycę, miażdżycę, słabą wydolność oddechową, problemy z kręgosłupem, sercem...i nie wiadomo co jeszcze. ; /

    To ja już wolę modę na bycie fit. prawda, że niektorzy chodzą na siłownię lub próbują zdrowo jeść tylko na pokaz...ale to im chociaż nie szkodzi. I zawsze dają jakiś dobry przykład. A te osoby, które nie traktują tego tylko jako mody, a jako faktycznie zmianę życia na lepsze i zadbanie o swoje zdrowie - to wielki szacun i niech tak trzymają, oczywiście również nie popadając w skrajność (typu przetrenowanie lub rygorystyczne odmawianie sobie wszystkie).

    Uch, się rozpisałam,... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, ale zauważ, że ostatnio wszyscy chcą być fit, jedzą zdrowo, biegają, podnoszą ciężary na siłowni, a z drugiej strony pojawia się jakaś fascynacja rubensowskimi kształtami...trochę to nie ma sensu. Rozumiem, że nie każdy może schudnąć, bo otyłość może być wynikiem choroby, ale zgadzam się, że promowanie tego tez jest złe. Niestety, ale zapadamy na coraz więcej chorób, a brak ruchu, zła dieta i otyłość tego nie zminimalizują...

      To dobrze, że się rozpisałaś. Dzięki temu wiem, że czytają to osoby, które mają do powiedzenia coś ważnego i konkretnego!

      Usuń
    2. I dobrze! niech będą fit! lepsze to, niż ciągłe obżeranie i siedzenie przed laptopem lub tv.
      A kształty rubensowskie? Może nie tyle co takie kształty są uwielbiane,a po prostu by kobieta nie była za chuda lub z wiszącą skóra. Raczej fajnie gdy kobieta ma piersi (to niestety nie od nas zależne, powinno to dobrze do ludzi, szczególnie mężczyzn. Duże piersi to najczęsciej zasługa dobrze rozwiniętych gruczołów, a wiele kobiet tego nie ma. Druga opcja to dopiero tłuszcz i tycie, by te piersi mieć). Fajnie, gdy ma wcięcie w tali, biodra, fajjny tyłek. Wszystko można wypracować, ale oczywiście ćwiczeniami i dobrą dietą. Jest to ogromny wysiłek i wymaga pracy. :) Aczkolwiek są kobiety, które mają to w genach i powinny się tym cieszyć.
      A co do chorób. Oczywiście, tak też się zdarza. Mimo wszystko jeśli chora osoba o siebie zadba, posłucha zaleceń lekarza to ma duże szanse, by ta otyłość zniknęła i by żyła zdrowo.
      Dlatego tak mnie wkurza to promowanie tych modelek o bardzo dużych rozmiarach. Wolą jeść co chcą, tyć, niszczyć organizm, bo w końcu ktoś zechciał być aż nadto tolerancyjnym i coś takiego promować...

      No ale świata nie zmienisz. Dopiero za jakiś czas każdy zobaczy, że tak jak złe było promowanie wieszaków (bo dziewczyny popadały w anoreksję i bulimię), tak złe okaże się promowanie dużych rozmiarów. Ale do tego trzeba dojrzeć.
      Jeśli ktoś naprawdę chce zadbać o swoje samopoczucie, zdrowie i dobrą sylwetkę, to wie gdzie znaleźć dobre porady i co zrobić. I oczywiście, taka droga jest długa, ma wyrzeczenia...ale bez przesady. Wiem sama po sobie, bo może otyła nie byłam, ale miałam nadwagę. 10 kg schudłam. Wiele w moim zdrowiu się poprawiło a i samopoczuciu. Tylko ja szłam tą drogą zdrową.

      Usuń
    3. W pełni się zgadzam, więc sprzeciwiam się takiemu promowaniu otyłych sylwetek. Moim zdaniem kryje się jakich rodzaj wykorzystania tolerancji, bo przecież nasza firma jest taka otwarta na innych itp. Niestety tolerancja często nie jest szczera, a służy jedynie do przypodobania się lub zarobienia na niej.
      Z drugiej strony żyjemy w miarę wolnym świecie, więc jeśli ktoś chce zrujnować sobie ciało lub zdrowie to ma do tego prawo. Nie mam zamiaru nikogo zamykać w klatce, wyrywać papierosów z ust, butelek alkoholu z rąk i gonić do sportu.

      Usuń
    4. No tak to jest, że ludziom ciężko znaleźć złoty środek - nawet w przypadku tolerancji.

      Oczywiście, jak ktoś chce się niszczyć niech to robi. Jego sprawa. Tylko głupotą jest sugerowanie innym, że to dobre, itp. A jeszcze większą głupotą wykazują się te osoby, które wierzą we wszystkie brednie i każdą 'modę'. Ale cóż, świat marnieje coraz bardziej.

      Usuń
    5. Ludzie zawsze byli podatni na takie wpływy, a teraz wszelkie informacje są bardziej dostępne, więc łatwiej wpaść w sidła. Trzeba po prostu używać rozumu we właściwy sposób :)

      Usuń
    6. A tutaj coraz więcej osób traci rozum...albo gdzieś gubi na drodze życia i ciężko im go odnaleźć pośród brudów świata.

      Usuń
    7. Tak się jakoś smutno i nieprzyjemnie zrobiło, a blog miał być w sumie taką miłą odskocznią od tej brutalnej rzeczywistości. Chociaż w sumie może dobrze, bo nadmiar szczęścia może pomieszać w głowie :D

      Usuń
    8. Oj tam oj tam. My mamy poukładane w głowie, rozumu nie straciłyśmy, a to najważniejsze! :D

      Usuń
  3. Kobiecość nie ma rozmiaru XL, ale też nie XS. To raczej stan umysłu. Są piękne chudzinki (i zgadzam się, że to nie zawsze oznacza chorobę i liść sałaty na obiad) i piękne grube (i to też nie oznacza choroby i jedzenia golonki na obiad). A wszelkie kampanie społeczne, reklamowe, powinny zwracać uwagę na różnorodność i ją promować, bo tak jak napisałaś, z genami nie wygrasz. Ja ze swoją wagą piórkową czuję się świetnie, chociaż zdarza mi się odpowiadać, na pytania dotyczące fotosyntezy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnośnie kampanii to właśnie brakuje mi tej różnorodności... Ostatnio widziałam jedną, która promowała grubsze kobiety, ale co z tego skro wszystkie były identyczne?

      Usuń
  4. Odkąd zaczęłam ćwiczyć czuję się lepiej, jednak parę kg jeszcze bym oddała ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kobiecość i jej poczucie nie powinno mieć nic wspólnego z rozmiarem, a samoakceptacją. :-) Ważne aby czuć się pięknie z perspektywy czasu jestem o tym wręcz przekonana.

    OdpowiedzUsuń
  6. Odkąd pamiętam byłam kościotrupem, któremu pomimo, iż w wielu nastoletnim było widać żebra, to jednak nie głodził się, jadł to na co miał ochotę i starał się żyć jak inni młodzi ludzie. Nie moją winą byłam, że przytycie chociażby jednego kilograma graniczyło u mnie prawie z cudem. Taka widać już była moja natura, która nie wszystkim przypadła do gustu.

    Przyszedł czas, kiedy w wieku chyba 23-24 lat, albo coś koło tego nabrałam sporo masy ciała, krągłości mi już nie brakowało. Ale ludziom jak widać nigdy nie dogodzi, bo przecież muszę się objadać, skoro mam zaokrąglony brzuch, nie najszczuplejsze uda i krągłą pupę. ;)

    Jako 30-latka zaczęłam spadać z wagi, aż doszłam do 53 kilogramów nie odchudzając się, bo diet nigdy nie stosowałam, a te całe akcje fit, były mi zbędne, widziałam w nich jedynie modę, tak samo jak widzę modę na wszystko co eco. ;) No i znowu weszłam na ludzkie języki, że zapewne w anoreksję popadłam...

    Nie ma znaczenia jak wyglądasz. Nie ważne jest czy jesteś gruba czy chuda. Ważne jest jak się w swoim ciele czujesz i czy siebie patrząc w lustro akceptujesz. Jeżeli tak, to nie widzę potrzeb do zmian, objadania się na siłę w celu nabrania ciała, albo głodzenia się, żeby wyglądać jak ta Barbie z wybiegu. Nie można dać się omamić mediom i prasie, która moim zdaniem wykorzystuje te wszystkie krągłości i chudości, żeby ludziom poprzewracać w głowie, no i oczywiście zarobić na nowym temacie jak najwięcej kasy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli Ty Kasiu byłaś po jednej i po drugiej stronie i jak widać nigdzie nie jest idealnie. Ludziom zawsze będą się pozornie troszczyć, a tak naprawdę to ich celem jest dogryzienie nam w kulturalny sposób. Mnie najbardziej drażnią komentarze na temat innych typu: "zobacz jakie ma krzywe nogi, małe piersi, duży nos..." Teraz przecież wszyscy mają przypominać te wirtualne klony w wielkimi ustami, małymi noskami i nogami do szyi, a ty ze swoją przeciętnością powinieneś się nie obnosić.

      Usuń
    2. Tak. Masz rację, Żanetko. Ludzie wytykają w sobie takie detale dotyczące ich wyglądu, że nie wiadomo, czy się z tego śmiać czy płakać.

      Nigdy nie chciałabym wyglądać jak po obróbce photoshopa, jak sztuczny manekin o idealnych wymiarach. Wolę swoją nieidealną naturalność, która odróżnia mnie od tych wszystkich klonów, kiedy idę ulicą, które są kopią czegoś, nie do końca wiadomo czego.

      W sumie, to ciekawa jestem, czy ci idealni poza swoją nieskazitelną figurą modelki potrafią się jeszcze uśmiechać... potrafią czerpać radość z życia nie opierając jej tylko i wyłącznie na swojej przesadnie wykreowanej wizji "kobiety idealnej". ;)

      Usuń
    3. Ja jestem bardziej ciekawa czy jeśli ktoś wreszcie będzie wyglądał tak jak o tym marzył, to czy będzie szczęśliwy i zadowolony z siebie czy raczej znajdzie sobie kolejny kompleks. Ja też parę rzeczy u siebie wymieniłabym na inne, tylko czy rzeczywiście potem czułabym się lepiej? Nie jestem tego pewna...

      Usuń
  7. Ja całe życie staram się troszkę schudnać ale tak na prawdę lubie siebie. Lubię swoje 170cm wzrostu, duże piersi, proporcjonalna sylwetke, talie, długie nogi, rozmiar buta 39. Czepiam się drobnych rozstępów i cellulitu.
    Cudny post i daje do myślenia ! Całuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te defekty są chyba po to, aby nie wpaść w absolutny nacyzm:)
      Dziękuję!

      Usuń
  8. Też należę do grona "drobnych chudzin" (rozmiar 34), jest mi z tym faktem tak sobie. Z jednej strony "nie powinnam narzekać", z drugiej strony większość ludzi patrzy na mnie jak na zagłodzonego dziwoląga, więc wolę nosić ubrania, które nie odsłaniają ciała (co powoduje kolejne dziwne spojrzenia zwłaszcza latem - błędne koło). I zgadzam się, z tym co napisałaś - czemu nazwanie kogoś "grubym" jest niepoprawne politycznie, a "kościotrupem" (czy innym wyrażeniem) już w porządku? Chyba w ostatnim numerze "Skarbu" w liście do redakcji jakaś czytelniczka też poruszyła ten problem. Krytykowanie wyglądu, sylwetki innych osób choćby takimi "niewinnymi" stwierdzeniami jak "powinnaś przytyć!" jest po prostu niewłaściwe, zwłaszcza, że przecież większość ludzi ma problem z tym, jak wygląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się wydaje, że ktoś dając takie rady może być nieświadomy jak bardzo są krzywdzące lub też po prostu chce zrobić komuś przykrość i negatywne emocje "ubiera" w takie z pozoru niewinne słówka. Każdy ma jakieś kompleksy, których się wstydzi, ale jak widać jednych tematów nie można zaczynać, a inne są już społecznie akceptowalne. Tu chyba chodzi o utarte stereotypy...

      Usuń

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Follow Me @ SoraTemplates

Popular Posts

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy