Nie lubię zjawiska ekspertowania w każdej dziedzinie, czyli dzisiaj jestem specjalistą od makijażu, a jutro przy sprzyjających okolicznościach stanę się wybitnym znawcą wystroju wnętrz. Do kosmetyków podchodzę z odpowiednim dla zdrowia dystansem. Kocham je, a czasem nienawidzę, dość często biorę pod lupę, ale nie mam zamiaru nikogo nawracać na moją wizję kosmetycznego świata. Produkty naturalne dla jednych stały się absolutną koniecznością, inni niekoniecznie zaprzątają sobie nimi głowę, a ja uważam je za interesujące zjawisko w przyrodzie. Kiedyś działały na nas reklamy technologii rodem z NASA, a teraz coraz częściej skłaniamy się w kierunku natury, ekologii, prostoty...


Marka Be Organic
W wyjątkowej serii produktów do pielęgnacji twarzy i ciała połączyłyśmy wyciągi z roślin długowiecznych, wiecznie zielonych i przystosowanych do życia w ekstremalnych warunkach. Dodałyśmy certyfikowane naturalne oleje, znane ze swoich wyjątkowych właściwości odżywczych, i roślinne substancje tradycyjnie stosowane w łagodzeniu problemów skórnych, bezpieczne dla skóry wrażliwej i alergicznej. Zrezygnowałyśmy z wykorzystania składników syntetycznych, substancji pochodzenia zwierzęcego i testów na zwierzętach, a produkcję powierzyłyśmy certyfikowanej fabryce
Poznałam ją po prostu dzięki kampaniom reklamowym prowadzonym na blogach i innych portalach. Moje pierwsze wrażenia były dość pozytywne, bo od razu poczułam jakąś sympatię do produktów zachwalanych jako naturalne. Może to te nieprzekombinowane opakowania albo wrażenie niesilenia się na ekskluzywność, a może raczej pewnego rodzaju sielskość płynąca ze składów i tekturowych kartoników. Jestem ze wsi (czego się nie wstydzę), mam wykształcenie około rolnicze, więc wszelkiego rodzaju rośliny, zioła i składniki z nich sporządzone nie są mi obce. Spodobały mi się produkty, zainteresowały zapewnienia o ich skuteczności, kupiłam je i teraz nie zawaham się zrecenzować.


Opakowania kosmetyków
Kosmetyki o przyjemnej konsystencji i delikatnych zapachach zamknęłyśmy w biodegradowalnych opakowaniach, by móc cieszyć się zmysłową przyjemnością nie rezygnując z troski o środowisko.
Mleczko zamknięte jest w buteleczce z matowego materiału ozdobionej dwukolorowymi napisami i aplikacjami oraz szeregiem informacji o produkcie. Jest wygodne w użytkowaniu i dość oryginalne, ponieważ większość produktów oczyszczających prponowane jest w przeźroczystych lub jasnych opakowaniach, co zapewne ma przywodzić na myśl czystość i lekkość. Dodam jeszcze, że nie ma mocnych, aby ten produkt przypadkowo się wylał. Dozownik posiada klapkę zatrzaskującą się tak mocno (za mocno), że potrzeba trochę siły, aby ją otworzyć. Pewnego dnia użyłam jej odrobinę za dużo i otwarcie uległo połowicznemu uszkodzeniu. Znacznie bardziej podobają mi się jednak słoiczki peelingu oraz masła. Po pierwsze zamknięte są w twardych, minimalistycznych kartonikach, które oddają naturalnego ducha marki i zawierają instrukcję obsługi oraz informację o składach. Wewnątrz znajdują się również malutkie torebeczki z nasionami roślin, które możemy sobie wyhodować i cieszyć się naturą również na języku. Słoiczki są szerokie i niezbyt głębokie. Dolna cześć jest wykonana z tworzywa w kolorze buteleczki mleczka, a górna z metalowego materiału. Patrząc właśnie od góry na te słoiczki muszę pochwalić ciekawy i nieprzekombinowany design. Otwierają się łatwo, ale też z zamknięciem można przesadzić i znów potrzeba odrobinę siły do otwarcia. Wieczorny trening jest przecież wskazany! 

Naturalny zapach
To będzie łatwy punkt do opisania, ponieważ wszystkie produkty pachną bardzo podobnie i mają wspólne nuty zapachowe. Bardziej szczegółowo mogę stwierdzić, że aromat jest naturalny, świeży, odrobinę ziołowy, kwiatowy, słodkawy ale nie męczący. Powiedziałabym nawet, że to zapach, który polubiłaby większość nosów, nawet tych męskich, które lubią być bardzo wybredne. Mimo wszystko z całej trójki masło do ciała pachnie moim zdaniem najprzyjemniej i najbardziej działa na moje zmysły.


Mleczko do demakijażu. Jagody goji & acai.
Staranny demakijaż pozwala skórze na odpoczynek po trudach dnia i aktywną regenerację w nocy. be organic Mleczko do demakijażu JAGODY GOJI & ACAI delikatnie oczyszcza i łagodzi podrażnienia. Dzięki naturalnym właściwościom owoców goji i acai aktywnie przeciwdziała szkodliwemu działaniu wolnych rodników i dodaje energii, pozostawiając skórę gładką, doskonale nawilżoną i pełną naturalnego blasku.
Biały płyn o konsystencji klasycznego mleczka do twarzy. Jak już wielokrotnie wspominałam na blogu nie jest to moja ulubiona forma demakijażu, ale po wielu testach tego produktu mogę stwierdzić, że w pełni spełnił moje oczekiwania. Bardzo szybko usuwa wszelkiej maści makijaż, nie podrażnia cery oraz oczu i nie powoduje pieczenia. Nie wymaga wielokrotnego przecierania oka i mam wrażenie, że jest po prostu bardzo delikatny dla skóry. Mimo tych wszystkich zalet muszę przyznać, że wolę jednak płyny micelarne i basta, ale fankom mleczek serdecznie go polecam. Jest to bardzo wydajny kosmetyk, ponieważ ma fajną śliską konsystencję i nie trzeba wciąż nakładać nowej porcji, aby oczyścić ten sam fragment skóry. Poza tym mam wrażenie, że z opakowania ubywa naprawdę powoli.

Cena: 44 zł/200 ml


Peeling do ciała. Olej arganowy & Słonecznik.
Regularne usuwanie zrogowaciałego naskórka przyspiesza regenerację komórek skóry, wygładza i wyrównuje jej koloryt. Be organic Peeling do ciała OLEJ ARGANOWY & SŁONECZNIK natychmiastowo poprawia kondycję skóry, aktywnie oczyszcza, nawilża, redukuje blizny i rozstępy. Zawarte w kosmetyku naturalne łagodne ścierniwa: cukier trzcinowy i sól morska delikatnie wygładzają, wspomagają wchłanianie składników odżywczych i pozostawiają uczucie jedwabistej miękkości.
Produkt ten jak na peeling ma bardzo ciekawą konsystencję, ponieważ drobinki zanurzone są w miękkiej i puszystej masie. Nie jest to kosmetyk bardzo inwazyjny, którego każde pojawienie się na skórze sprawi złuszczanie do granic możliwości. Moim zdaniem to peeling do dość częstego stosowania ze względu na średnią ilość cukru i soli. Bardzo przyjemnie nakłada się tę konsystencję, która pozostawia skórę miękką, wygładzoną i bardzo przyjemną w dotyku. Nie wyczuwam tutaj jakiegoś nadmiernego pokrycia ciała resztkami kosmetyku po jego zmyciu, a tylko przyjemne wrażenie otulenia dobroczynnymi składnikami. Jak możecie dojrzeć na zdjęciu pod wpływem temperatury z jednolitej masy lekko oddzieliły się olejki, ale peeling sam w sobie nie jest nieprzyjemnie tłusty i trudny do zmycia. Wydajność oceniłabym na przeciętną ze względu na średnią ilość drobinek złuszczających, przez co używałam dużo kosmetyku przy jednym użyciu.

Cena: 56 zł/250 ml



Masło do ciała. Szałwia muszkatołowa & Miłorząb japoński.
Jędrna i gładka skóra to wizytówka zdrowia i młodości. Be organic Masło do ciała SZAŁWIA MUSZKATOŁOWA & MIŁORZĄB JAPOŃSKI intensywnie nawilża i pobudza mikrokrążenie, dając efekt jedwabistej miękkości i blasku. Naturalnie wspiera regenerację tkanek i chroni je przed działaniem wolnych rodników, pozwalając zachować energię i witalność. Dzięki gładkiej konsystencji doskonale się wchłania, pozostawiając uczucie przyjemnego nawilżenia i relaksujący aromat.
Mój bezapelacyjny faworyt wśród tych kosmetyków. Zachwycił mnie najpiękniejszym zapachem, przyjemną konsystencją i świetnym działaniem. Jest to biała masa dość gęsta, ale też odpowiednio lekka. Masło jest bardzo wydajne, ponieważ już niewielka ilość wystarczy do pokrycia dużego fragmentu skóry. Na moim ciele pozostawia lekką warstewkę, ale mi to absolutnie nie przeszkadza, a powiem nawet, że lubię to wrażenie. Po rozsmarowaniu uwalnia się cudowny aromat, dość długo pozostający na skórze. Rano czuję, że ciało jest cudownie nawilżone, odżywione i, że wciąż coś na nim się znajduje. Nie jest to produkt widmo, który znika ze skóry i nie pozostawia po sobie dosłownie niczego. To kosmetyk, z którego użytkowania czerpię niewątpliwą przyjemność!

Cena: 53 zł/200 ml



Podsumowanie przygody z Be Organic
Kosmetyki pozwoliły mi stwierdzić, że marka ma potencjał i życzę jest rozwoju i wszystkiego najlepszego. Jestem też ciekawa kolejnych produktów. Te, które miałam przyjemność używać okazały się godne uwagi, ale mimo wszystko masło zwyciężyło w każdej kategorii. Jeśli ktoś chciałby wypróbować Be Organic na sobie, to właśnie ten produkt poleciłabym z czystym sumieniem, o ile niezupełnie wchłaniająca się warstwa nie jest dla was przeszkodą w czerpaniu przyjemności z używania kosmetyków.

Znacie markę Be Organic? Lubicie produkty naturalne, czy raczej ta kwestia nie jest dla Was ważna przy doborze kosmetyków? A może jednak coś szczycącego się naturalnością jest według was godne polecenia?