Dla czekolady mogłabym zrezygnować ze wszystkich słodyczy świata. Uwielbiam jej słodki smak, aksamitną konsystencję, powolne rozpuszczanie się w ustach i istną rozkosz dla kubków smakowych. U mnie nigdy nie kończy się na jednej kosteczce i jedyną możliwością przerwy w jedzeniu czekolady jest zamknięcie jej na klucz w miejscu absolutnie dla mnie niedostępnym. Jesień dodatkowo wpływa na moją słodkożerność, ale zawsze tłumaczę to sobie koniecznością odkładania tłuszczu przed srogą zimą. Dzisiaj jednak nie będzie tutaj o jedzeniu, a o świecy zapachowej, która według producenta ma pachnieć gorącą czekoladą. Czy tak jest naprawdę? Już wyjaśniam! 



Elegancki słoiczek
Jako, że jest to pierwsza świeczka Kringle Candle na moim blogu, nie omieszkam wspomnieć o opakowaniu, w którym do mnie dotarła. Mój egzemplarz waży 240 gr i ma palić się przez 50 godzin. Słoiczek wykonany jest z grubego szkła, wygląda bardzo elegancko, jest ciężki i przykryty szklanym wieczkiem. Z przodu znajduje się grafika jednoznacznie nasuwająca na myśl zapach tego pachnidła. Ogólnie moje wrażenia wizualne są bardzo pozytywne.


Perfekcyjnie skomponowana mieszanka aromatów przyjemnie rozgrzewająca w chłodne wieczory. Otul się głębią i bogactwem zapachu gorących ziaren kakaowca z dodatkiem subtelnej nuty słodyczy.
Najważniejsze, czyli zapach!
Już po zdjęciu wieczka nieodpalonej świecy, z moich ust wydobył się okrzyk zachwytu. Świeca pachniała niesamowicie słodko, czekoladowo, a może raczej Nutellowo. Ogromnie zachwycił mnie ten aromat, mimo że po chwili wydał mi się aż za bardzo perfekcyjny i wietrzyłam w nim jakiś chemiczny spisek. Może rzeczywiście jest sztucznie za piękny, ale kupuję go bez zastanowienia! Po odpaleniu świecy powtórnie miałam wątpliwości, ponieważ przez kilka pierwszych minut miałam wrażenie, że zapach przypomina zbyt mocno roztopioną czekoladę, która zaczęła się lekko przypalać. Całe szczęście, że kiedy wosk zaczął się rozpuszczać, pomieszczenie wypełnił aromat mlecznej i bardzo, bardzo słodkiej czekolady, który z każdą chwilą stawał się coraz bardziej intensywny i przyjemny. Jak już wspominałam kocham czekoladę, więc taki zapach mnie zachwyca i totalnie jest w moim guście. Ogólnie przepadam za większością smakowitych aromatów i wolę jej od tych bardziej wymyślnych, perfumowanych i udziwnionych. Moje kubki smakowe odrobinę oszalały, a mózg zaczął wizualizować różne fantazje. Pojawiła się czekolada z orzechami, w wersji na gorąco oraz taka jedzona na sucho łyżeczką wprost z opakowania lub Nutella, która ma niby być najlepsza z chlebem, a każdy wie, że taka wprost ze słoiczka jest najpyszniejsza! Wyobraziłam sobie jej cudowny smak i musiałam sobie przygotować prawdziwą bombę kaloryczną. Gorąca czekolada z kawałkami (oczywiście) czekolady, z piankami i rurkami kakaowymi. Wypiłam to, zjadłam i obiecałam sobie, że do końca życia nie tkną nic słodkiego. Dzisiaj w sumie już szukałam chociażby kawałeczka czekolady w każdym kącie mieszkania...


Podsumowanie
Nie będę się rozpisywać, bo w poprzednim akapicie już lekko przesadziłam. Jeśli lubicie czekoladę, jej niesamowitą słodycz i ogólnie jedzeniowe zapachy, to z czystym sumieniem możecie zaopatrzyć się w tężę świecę, która od razu nasuwa na myśl aromat gorącej czekolady. Gwarantuję, że wasze mieszkania wypełnią się cudownym aromatem, którego nigdy nie będziecie mieli dość. Może to jesień nastroiła mnie już tak ciepło, słodko i przytulnie...
Smacznego!
Te pyszności zamknięte w świecy możecie kupić na stronie zapachdomu.pl

Cena: 75 zł