Lubicie herbatę? Ja kocham ją chyba w każdej postaci. Uwielbiam gorzką, ale taka z cukrem i cytryną również jest bliska mojemu sercu. Pijam owocową, zieloną, białą lub wzbogaconą w mnóstwo dodatków. Totalnie nie rozumiem fascynacji kawą, a w zamian tego rozkoszuję się codziennie kilkudziesięcioma aromatycznymi łykami herbaty. Uwielbiam kiedy woda zaczyna przybierać charakterystyczny kolor, a w bezbarwnym płynie pojawiają się smugi w odcieniach jesiennych liści. Do tego aromatycznego zestawu dobieram ciepły koc, książkę i tak leniwie może mi upłynąć cały dzień. Znowu rozpisałam się nie na temat, więc już wracam do właściwego wątku. Dzisiaj na blogu pierwsze skrzypce gra herbaciana kompozycja od Mary Kay. Jesteście ciekawi jak się spisała? Wstawcie wodę na ulubioną herbatę, a potem czekam na was z dalszą częścią opowiadania o balsamie.
Lekki balsam delikatnie chłodzący skórę. Bogata mieszkanka roślinna sprawia, że skóra jest odżywiona i nawilżona. Poczuj, jak znika suchość, gdy bogaty w składniki odżywcze olejek słonecznikowy zmiękcza skórę, poprawia jej stan i dostarcza niezbędnych składników odżywczych, w tym witaminę E - silny przeciwutleniacz.
Opakowanie balsamu
Tym razem ten akapit nie będzie obszerny, ponieważ mamy tu do czynienia z raczej zwyczajną podłużną i plastikową buteleczką w odcieniach beżu i brązu. Opakowanie jest dość miękkie, więc wyduszenie kończącego się produktu nie stanowi problemu. Wszystko działa i wygląda jak należy, więc czas przejść do ważniejszej treści. 



Interesujący zapach
Wyczuwam tutaj wyraźną nutę herbaty i nie do końca jestem pewna obecności figi. Jest to herbata świeża, gorzka, nieprzesłodzona. Balsam nie przypomina typowego produktu o słodkim i intensywnym zapachu. Tu mamy do czynienia z lekkością, brakiem nachalności i naturalnością. Moim zdaniem to bardzo ciekawy aromat na lato, kiedy nie chcemy używać ciężkich zapachów. Z pewnością nie jest to korzenna i mocna herbata, a raczej jej wersja z lodem i owocowym dodatkiem. Natomiast na skórze pachnie zdecydowanie bardziej słodko i owocowo. Gdzieś ulatują wytrawne nuty zapachowe, a na ich miejsce wchodzą bardziej typowe dla balsamów aromaty. Mamy więc na skórze przyjemną, ciepłą, kobiecą, ale nieprzesłodzoną osnowę. 



Konsystencja, aplikacja i działanie 
Formuła tego balsamu zawiera olej słonecznikowy, naturalny zmiękczacz skóry. Ekstrakty botaniczne z passiflory i niebieskiego lotosu pomagają skórze odzyskać nawilżenie i pozostawiają skórę miękką i odżywioną.
Balsam jest biały, bardzo lekki, ale nie spływa z dłoni. Łatwo rozsmarowuje się na skórze i bardzo szybko prawie całkowicie się wchłania. Nie pozostawia tłustej warstwy, a jedynie delikatny woal zapachu i aksamitnej poświaty. Po prostu czuć, że coś zostało zaaplikowane na skórę, ale wrażenie pokrycia ciała jakimś kosmetykiem nie dominuje. Jest to bardzo dobry balsam, kiedy trzeba się szybko ubrać oraz na okres letni, gdy skóra nie toleruje kosmetyków o cięższej konsystencji. Podoba mi się wrażenie gładkiej, aksamitnej i pachnącej skóry i możliwość natychmiastowego owinięcia się w kołdrę bez obawy o jej pobrudzenie resztkami kosmetyku. Jednakże obawiam się, że na zimę może on być trochę za delikatny. Podczas mrozów moja skóra jest bardzo wysuszona i wtedy potrzebuję czegoś naprawdę silnego i nawet bardzo tłusta warstwa nie jest dla mnie wielką przeszkodą. Jeśli jednak lepkie ciało wywołuje w was dreszcze i dyskomfort, to ten balsam z pewnością spełni wasze oczekiwania.

Cena: 67 zł/236 ml