Cera to chyba jeden z moich większych kompleksów, bo prawie nigdy nie jestem z niej zadowolona. Przebarwiania, blizny, widoczne pory nie napawają mnie dumą, a czasem nawet wpędzają w stan czarnej rozpaczy. Nie ma więc w tym nic dziwnego, że wciąż szukam czegoś wygładzającego, rozjaśniającego i po prostu skutecznego w walce z szeroko pojętymi niedoskonałościami. O prawdziwej mikrodermabrazji nie wiem wiele, ale z chęcią sięgnęłam po jej substytut zamknięty w produktach marki Mary Kay. Wszystko jak zawsze prezentuje się pięknie i elegancko, ale przejdźmy do konkretów, bo one są tutaj najważniejsze. 
Połączenie zaawansowanego złuszczania skóry z lekkim lawendowym serum, pomaga walczyć z pierwszymi zmarszczkami, rozszerzonymi porami skóry, dlatego teraz możesz cieszyć się gładką skóra zaraz po aplikacji produktu.

Ultrakobiece opakowania
Jest różowo, słodko, delikatnie i bardzo dziewczęco. Produkty zamknięte są w solidnym kartoniku, który kryje małych rozmiarów buteleczkę (29 ml) z pompką oraz tubkę (70 g). W tej pierwszej kryje się peeling, a w drugiej umieszczony jest preparat wygładzający. Wszystko tutaj gra i chodzi jak w zegarku, bo i kolorystyka i ogólny wygląd kosmetyków są na wysokim poziomie. To jednak jest prawie zawsze norma u Mary Kay i widać, że ktoś panuje nad spójnością. Nie ma tutaj kiczu, zbyt dużej ilości ozdób i zbędnych elementów. 




Preparat złuszczający
To zaawansowany preparat złuszczający, który zawiera kluczowe składniki złuszczające używane przez dermatologów, dodają one skórze energii i efektywnie usuwają martwy naskórek z powierzchni skóry i porów. Ten proces pomaga zmniejszyć widoczność porów i odżywia skórę od środka, ponieważ zwiększa mikrocyrkulację. Ta czynność sprowadza więcej tlenu na powierzchnie skóry, aby pobudzić cyrkulację, dlatego skóra promienieje zdrowym blaskiem.
Ja nazwałabym go po prostu bardzo drobnoziarnistym peelingiem. Jest dość gęsty, nie wyróżnia się specjalnie zapachem, a w białej masie zatopione są miliony maleńkich drobinek tlenku glinu, z którymi jednak trzeba obchodzić się ostrożnie. Nakładam go na oczyszczoną skórę i zaczynam delikatny lub nieco bardziej intensywny masaż. Moja cera nie jest skłonna do podrażnień, ale po zastosowaniu tego preparatu była lekko zaczerwieniona. Producent zaleca, aby naciskiem opuszków palców regulować stopień złuszczania. Prawda jest taka, że podczas zbyt mocnego wcierania skóra może się zbuntować, a zabieg będzie nieprzyjemny. Drobinki są niezwykle ostre, ale dzięki temu perfekcyjne wygładzają twarz i po zabiegu jest ona dosłownie jedwabista i czuję, że martwy naskórek został całkowicie usunięty. Wystarczy tak niewielka ilość tego produktu, że ten peeling z pewnością można zakwalifikować do kosmetyków bardzo wydajnych. .
Karmi i odżywia skórę od środka, ponieważ zwiększa mikrocyrkulację. Ta czynność sprowadza więcej tlenu na powierzchnię skóry i pobudza cyrkulację, dlatego skóra promienieje zdrowym blaskiem.
Brzmi to dość fachowo i nie do końca rozumiem zamierzenia autora, ale mogę potwierdzić zapewnienia o blasku cery.
Zmniejsza wielkość porów skóry, efektywnie usuwając martwy naskórek, który znajduje się wewnątrz porów skóry i wokół nich.
Moich porów stanowczo nie rusza nic i nadal są widoczne głównie w okolicach nosa. Potwierdzam gwarancję usuwania martwego naskórka i dodałabym tutaj wzmiankę o idealnym wygładzaniu cery, bo to moim zdaniem kluczowe działanie tego kosmetyku. Reszta to już niuanse, które moim zdaniem dość ciężko zaobserwować na każdej skórze, a wyraźne wygładzenie jest już namacalnym faktem.


Preparat wygładzający
Karmi i odżywia skórę od zewnątrz, swoim ekskluzywnym kompleksem Mary Kay® triple-tea complex, i innymi witaminami, które są antyoksydantami i przeciwdziałają podrażnieniom skóry, odżywiają ją. Skóra staje się gładka i miękka po kroku 1:Oczyszczaniu.
Jest niezwykle lekki, delikatny i praktycznie bezzapachowy. Ma lekko różowe zabarwienie i bardzo szybko się wchłania pozostawiając cerę gładką i nieobciążoną. Nakłada się go po zabiegu złuszczającym, więc oczywiście musi być delikatny dla nieco nadwyrężonej cery. Co najważniejsze nie zaobserwowałam zapychania, ale to norma w przypadku romansu Mary Kay i mojej skóry. Również będzie bardzo wydajnym kosmetykiem, tym bardziej że producent zaleca stosowanie tego zabiegu maksymalnie 3 razy w tygodniu. Jednak nie jest to produkt, który mnie zachwycił i w stosunku do peelingu wypadł bardzo blado. 
Karmi i odżywia skórę od zewnątrz swoim ekskluzywnym kompleksem Mary Kay® triple-tea complex. Wspomaga proces odmładzania skóry, chroniąc ją przed negatywnymi czynnikami zewnętrznymi. Zmiękcza skórę, pomaga jej przywrócić równowagę. Przygotowuje skórę na następny krok pielęgnacyjny.
Jest to dla mnie poprawny, a więc i trochę nijaki preparat do skóry twarzy. Powiem szczerze, że jako lekki lotion spisałby się bardzo dobrze. Jednak producent zapewnia o wielu pozytywnych aspektach, których ja niestety nie dostrzegam. Skóra wygląda na zadbaną, ale jednak brakuje mi tu jakiejś wisienki na torcie. Nie zaiskrzyło między nami, jest to tylko poprawna relacja i nie będzie z tego płomiennego romansu. Może zapewnienia są zbyt duże, moje oczekiwania kolosalne lub po prostu nie dostosowaliśmy się do siebie, bywa przecież i tak.


Podsumowanie
Peeling zajmuje bardzo ważne miejsce w mojej kosmetyczce, ponieważ bardzo spodobał mi się genialny efekt wygładzania. Z tym produktem jednak trzeba mieć się na baczności, bo może być zbyt inwazyjny dla cer wrażliwych. Ja jestem bardzo zadowolona z jego oddziaływania na moją skórę i nie mam zamiaru powiedzieć o nim złego słowa. Gorzej jest już z preparatem wygładzającym, który szczerze mówiąc jest dla mnie zbędny. Na jego miejsce wolałabym zastosować jakiś krem, serum lub ulubiony olejek. Do tanga potrzeba podobno dwojga, ale dzisiaj wybieram solo w postaci preparatu złuszczającego. 

Cena: 219 zł za zestaw

Macie jakieś swoje ulubione peelingi lub sposoby na wygładzenie cery lub zredukowanie widoczności porów? Ja wciąż walczę, czasem wygrywam, ale mimo wszystko częściej jestem na straconej pozycji.