W ostatnim czasie czuję się nieco przytłoczona tym całym rozświetlaniem, konturowaniem, strobingiem i czymś czego nazwy nawet już nie pamiętam. Mam wrażeniem, że w tym pędzie ktoś zapomniał o posiadaczach cery tłustej i mieszanej. Kiedy czytam o tym jakie partie należy rozświetlić, od razu widzę oczami wyobraźni moją cerę, która po kilku godzinach błyszczy się nie tylko dzięki połyskującym drobinkom, ale także od nadmiaru sebum. Zamiast makijażu jak z pierwszych stron gazet, dostaję niemalże komiczny efekt. Dlatego te wszystkie trendy traktuję z odpowiednią rezerwą i na swoją twarz przenoszę wyłącznie wyselekcjonowane triki. Dzisiaj będzie o rozświetlaniu, ale takim subtelnym, przemyślanym i nieprofesjonalnie przeprowadzonym w domowych warunkach. Jak już nieraz wspominałam makijaż to dla mnie zabawa, nie mam zamiaru kreować się na guru, więc przymknijcie oko na moje niedociągnięcia, ale jeśli coś robię źle, to dajcie znać, abym nie żyła w tej nieświadomości.


Kolejny w mojej kolekcji
Jeśli macie chęci i odwagę możecie sięgnąć do tego posta, w którym opisałam puder z tej samej linii w odcieniu Lace. Może zdjęcia nie zachwycają, ale bądźcie wyrozumiali, ponieważ były to moje początki blogowania i nie do końca wiedziałam co z czym się je.  Tamten egzemplarz moim zdaniem jest zupełnym przeciwnikiem tego opisywanego w aktualnym wpisie. Miał bowiem bardzo ciepły odcień, tworzył intensywną plamę koloru i moim zdaniem był świetny na lato, bo dawał wrażenie cery muśniętej słońcem. Nie chcę też powtarzać się w tematyce opakowania i ogólnego wyglądu kosmetyku, więc pozwólcie, że będzie dzisiaj dość skrótowo. Pewnie zauważyliście, że używam bardzo dużo kosmetyków marki Mary Kay. Zwłaszcza przemawia do mnie kolorówka, bo naprawdę rzadko kiedy coś mnie zawodzi. Dodatkowo wspomnę, że na pochwałę zasłuchują opakowania, które są bardzo solidne i trwałe. Nawet po długotrwałym użytkowaniu nic się nie ściera, plastik się nie wyrabia oraz nie staje się kruchy i matowy. Wystarczy jednak już tych pochwał, bo nie taka była intencja tego wpisu. 


Znaki szczególne pudru rozświetlającego
Luksusowa, miła dla skóry formuła zapewnia rozświetlenie twarzy i sprawia, że cera wygląda perfekcyjnie, jak stworzona do pozowania przed aparatem, podkreślając twoje atuty. Kolory są niezwykle klarowne, a każdy odcień wygląda znakomicie na każdej karnacji. Łatwo osiągniesz wymarzony efekt, stosując dopasowany do pudru Pędzel Kabuki Mary Kay®. Dodatkowo wygląd inspirowany modą haute-couture sprawia, że każdy puder w kompakcie staje się wspaniałym akcesorium modowym.
Zamknięty jest dość dużych rozmiarów opakowaniu, które mieści 7 g produktu i chyba nie skłamię jeśli napiszę, że jest naprawdę małe prawdopodobieństwo, że zużyje się go przed końcem okresu ważności. Tłoczony jest w bardzo fajny deseń kul, które z pewnością skuszą każdą srokę. Kolor przez producenta nazwany jest Pearl i jest to chłodny, a może nawet mroźny i bardzo jasny róż. Po nałożeniu go na opuszki palców widać, że pigmentacja jest bardzo intensywna, ale na twarzy zachowuje się już nieco inaczej. Tworzy dość miękka strukturę, ale nie pyli się i nie kruszy podczas aplikacji. Po muśnięciu nim kości policzkowych plama koloru jest mało widoczna i pojawia się bardzo ładna rozświetlająca tafla. Dopiero następne warstwy sprawiają, że na skórze widać już chłody róż, ale wtedy połyskujące drobinki są bardzo mocno widoczne, więc raczej radziłabym, aby dawkować je z umiarem. Nie jest to rozświetlacz, który pozostawi na twarzy sylwestrowy brokat, a bardzo ładną i nieprzesadzoną połyskującą powłoczkę. Może lekko podkreślać rozszerzone pory, ale mimo wszystko moim zdaniem wygląda naprawdę dobrze. Tutaj może pojawić się lekki margines błędu, bo ja już chyba nieco przywykłam do moich kłopotliwych porów i czasem nawet ich nie zauważam. Jeśli jednak ktoś jest bardzo wyczulony pod tym względem, to lojalnie ostrzegam. 


Podsumowanie rozświetlania
Moim zdaniem produkt ten najbardziej przypadnie do gustu osobom bladym i takim, które czują się dobrze w chłodnych odcieniach. Wydaje mi się, że na opalonej cerze może nie wyglądać korzystnie zastosowany jako róż. W takim przypadku na pewno lepiej się spisze użyty jako lekki rozświetlacz nad kośćmi policzkowymi. Trwałość jest raczej satysfakcjonująca, bo utrzymuje się kilka godzin, ale kolejny raz mam problem z rzetelną oceną, ponieważ dużo wcześniej moja cera wymaga zmatowienia, więc zaczynam walczyć przy użyciu bibułek i sypkiego pudru, a tym samym w pewien sposób zaczynam niwelować działanie rozświetlacza. Myślę, że kobiety z cerą skłonną do nadmiernej produkcji sebum będą dokładnie rozumiały mój ból. Nie mniej jednak ja go lubię i moje odbicie w lustrze też! 

Cena: 135 zł/7 g

Stosujecie rozświetlacze na tłustej cerze, czy raczej boicie się tak ryzykować? Może jednak macie jakiś świetny sposób na matową cerę i chętnie się nim podzielicie?