Wraz z nadejściem chłodniejszych dni zaczynają pojawiać się nowe kolekcje kosmetyków, które bazują głównie na ciepłych i ciemnych barwach. Do lamusa odchodzą landrynkowe róże, słodkie pastele, soczyste brzoskwinie i energetyczne żółcie. Na ich miejscu zaczynamy obserwować rudości, szarości, wszelkiego rodzaju brązy i bardziej dostojne odcienie czerwieni. Nie do końca jest to zgodne z moimi kolorystycznymi upodobaniami, ale mimo wszystko muszę przyznać, że ciemna pomadka naprawdę potrafi dodać charakteru nawet najbardziej nudnemu makijażowi. Marka Mary Kay również stworzyła kolekcję bazującą na nieco zgaszonych odcieniach ziemi, które mi kojarzą się z burzową jesienią pełną deszczu, ale też barwnych liści i niezapomnianych zachodów słońca. Wśród nowości pojawiły się dwie paletki cieni, trzy pomadki oraz trzy lakiery. Do moich rąk trafiły pomadki oraz cienie i chciałabym z przyjemnością je wam zaprezentować. Jesteście gotowi na sporą dawkę niesztampowych, przydymionych i charakternych odcieni? 
Kolekcja City Modern, w edycji limitowanej, zawiera cienie o matowych i metalicznych odcieniach. W połączeniu z wyrafinowanymi odcieniami szminki i nieblaknącymi lakierami, tworzy spójną kompozycję produktów w pięknym designie, wprost dla kobiet kochających wielkie miasta. 

Cienie do powiek
Zainspirowane najbardziej efektownymi panorami miast na całym świecie gwarantują elegancki i wysublimowany makijaż oczu. W każdej paletce znajdują się cztery uzupełniające się odcienie, które dają niezliczoną ilość możliwości wykonania najlepszego makijażu oczu.
Szczerze mówiąc perfekcyjnym rozwiązaniem byłoby dla mnie połączanie konkretnych odcieni z dwóch paletek. Metro Modern ujęła mnie miedzią, grafitem i odcieniem jasnej szarości. City Sophisticate zachwyciła mnie złotem oraz trudną do określenia barwą łącząca w sobie stare srebro muśnięte nieco ziemistym odcieniem. Pozostałe barwy czyli fiolety oraz granat nie należą do moich ulubieńców, ponieważ w nich czuję się źle, więc rzadko kiedy można je spotkać na moim oku. Muszę koniecznie wspomnieć, że wszystkie kolory są dobrze napigmentowane i co bardzo ważne odnoszę wrażenie, że maja w sobie nieco dymne nuty, więc idealnie sprawdzą się w przydymionym oku. O co dokładnie chodzi? Kolory mimo, że bardzo intensywne, to jednak po nałożeniu na skórę każdy z nich ma w sobie dodatkowo dużo szarości, brązu i tego typu nut kolorystycznych. Za każdym razem oprócz koloru bazowego pojawiały się wspomniane przeze mnie brudnawe odcienie. Co za tym idzie patrząc na kolory w paletce nie można się spodziewać, że będą to czyste i niezmącone barwy. Na uwadze należy mieć ich przydymiony i trochę mroczny charakter, który zdecydowanie pokaże swoje piękno w wieczorowym makijażu. Podoba mi się również, że przy rozcieraniu kolejnych barw, efekt jest bardzo naturalny i nawet niepewna ręka poradzi sobie z mieszaniem tych odcieni, które ładnie ze sobą współgrają i zachodzą na siebie. Ogólny efekt jest taki, że kolor wiodący nieco blednie, a na jego miejsce wchodzą przydymione nuty oraz połyskujące drobinki w przypadku niektórych odcieni. Podsumowując brakuje mi nieco intensywności barw, ale podoba mi się brudnawy charakter cieni oraz łatwość ich rozprowadzania. Trwałość uznałabym za raczej całkiem przyzwoitą i na mojej kłopotliwej tłustej powiece makijaż utrzymuje się w dobrym stanie dość długo.

Pomadki do ust
Niezwykle przyjemna dla ust formuła, nasycona bogatą teksturą i intensywnie nawilżającymi składnikami sprawia, że szminka jedwabiście rozprowadza się na ustach, pozostawiając na nich luksusowe wykończenie.
Już nieraz wspominałam, że uwielbiam pomadki Mary Kay. Jestem niezwykle zadowolona z ich świetnego wyglądu na moich suchych ustach. Nie podkreślają uszkodzonej skóry, utrzymują się dość długo i są bardzo przyjemne w użytkowaniu, ponieważ gładko rozprowadzają się i na wargach są praktycznie niewyczuwalne. Wiele razy męczyłam się z produktami, które podkreślały suche skórki i były bardzo wyczuwalne i ciężkie na wargach. Teraz jednak pora przejść do meritum i zacząć opisywać propozycje na aktualny sezon. Jak możecie zaobserwować na zdjęciach produkty znajdują się w dość zwyczajnych opakowaniach wykonanych z plastiku w odcieniu szarości z nieco perłowym połyskiem. Zdecydowanie wolę linię pomadek w metalowym i zdecydowanie bardziej eleganckim wydaniu.  Pierwsza jest aksamitna pomadka w odcieniu Naturally Chic, którą śmiało zakwalifikowałabym do grupy barw z kategorii nude. Jest to wersja trochę ciemniejsza i nieco wpadająca w brudny róż lub jasny brąz. Nie jest moim faworytem, ale to propozycja idealna na szybki makijaż, kiedy jesteśmy skłonne zaakceptować nawet niezbyt równą linię koloru. Kolejny odcień Oh So Currant jest ciepłą i dość ciemną czerwienią z lekkim połyskiem dzięki zatopionym w kosmetyku drobinkom. Nie do końca odpowiada mi ten ten ciepławy charakter, aczkolwiek mimo początkowego sceptycyzmu, ostatecznie zaakceptowałam ten kolor głównie za jego uniwersalność, elegancję i prostotę. To odcień bardzo poprawny i grzeczny, mimo że jest czerwienią, która do najspokojniejszych nie należy. Ostatnim i moim zdaniem najlepszym kolorem jest Berry Stylish, czyli odcień różu, ciemniejszej fuksji, w którym czuję się doskonale. Jest to kolor bardzo intensywny, charakterny i nie dominują w nim nieakceptowane przeze mnie zbyt intensywne nuty pastelowego różu. Ja nakładam go nieco mniej, ponieważ jego gruba warstwa jest naprawdę intensywna, a to już raczej nie moja bajka, bo lubię wyraźne barwy, ale nie przepadam za skupianiem uwagi całego otoczenia. Mimo wszystko można nim uzyskać naprawdę mocna plamę koloru, ale czy odważycie się na tak odważny krok?


Podsumowanie moich wrażeń
Mimo początkowych obaw odnośnie ciepłej i dość ciemnej kolorystyki, ostatecznie jestem usatysfakcjonowana głównie pomadkami, w których czuję się naprawdę dobrze, a Berry Stylish zdecydowanie zajmuje jedno z głównych miejsc w gronie odcieni, które poprawiają mój nastrój. Cienie w połowie trafiają w moje kolorystyczne upodobania, dają ciekawy efekt na oku, ale brakuje mi trochę intensywności konkretnych barw, które giną gdzieś pod poświatą przydymionego woalu. Wolę jednak wyrazistość, moc i kolor, a nie mrok, mgłę i niepewność.


Cena: pomadka 68 zł, paleta cieni 99 zł

Jak podobają się wam takie odcienie w makijażu? Zmieniacie kolory wraz z kolejną porą roku, czy nie ma to dla was większego znaczenia i jesteście wierne tym samym barwom?