wtorek, grudnia 29, 2015

The Body Shop - świąteczna kolekcja Glazed Apple


Gdzieś nieco umknął mi świąteczny klimat w tym roku. Zdecydowanie winowajcą tego stanu rzeczy była zima, która nadal do nas nie dotarła. Brak śniegu stanowczo odebrał urok przystrojonym choinkom, a wysokie temperatury zdecydowanie nie pasowały do świątecznej gorączki. Mimo wszystko starałam się otoczyć wszystkim, co chociaż odrobinę wpływa na ten specyficzny klimat. Pomarańcze z goździkami, świeca zapachowa o aromacie cynamonu, gałązki świerku, pachnące pierniczki oraz kosmetyki z nieco korzennymi nutami. Tym razem miałam możliwość zaznajomienia się z jedną ze świątecznych linii marki The Body Shop. Oprócz testowanego przeze mnie jabłuszka, dostępna jest również śliwka oraz żurawina. W dalszej części postaram się opisać moje wrażenia odnośnie kosmetyków, ich zapachów oraz nawiązania do aktualnej pory roku poprzez specyficzne nuty zapachowe. 
Wybierz się do naszej zimowej krainy czarów po pyszne trio świątecznych owoców: Nowy Frosted Plum i powracające bestselleryFrosted Cranberry z północno-amerykańskich lasów oraz Glazed Apple z włoskich alp.Trzy kuszące sezonowe linie bath and body care sprawią, że poczujesz się zupełnie wyjątkowo.

Interesujące oprawa
Mój prezent zamknięty był w opakowaniu, które udawało książkę. Zielona, tekturowa okładka oraz srebrne napisy i krawędź pozorująca kartki, od razu skłoniły mnie do przemyśleń, że wygląda to trochę jak opasły tom jakiejś starej księgi z magicznymi baśniami. Do dzisiaj pamiętam, że niektóre bajki czytałam wielokrotnie i bez końca, a one nigdy mi się nie nudziły. Tutaj jednak wewnątrz zamiast nierzeczywistych opowiadań, znajdowały się miniatury masła do ciała i żelu oraz małe mydełko w kształcie serduszka. Poza tym znalazłam tam jeszcze pełnowymiarowe opakowanie balsamu do ust. Wszystkie kosmetyki ozdobione są grafiką przedstawiające glazurowane jabłko przewiązane czerwoną kokardą, które zdecydowanie przywołuje świąteczny klimat. Pomysł zamknięcia kosmetyków w takim opakowaniu uważam za bardzo interesujący i stanowczo nadający się na niebanalny prezent. 

Glazed Apple pachnie...
Glazurowane jabłko zdecydowanie nie jest jednym ze świątecznych łakoci dominującym na naszej szerokości geograficznej. Dlatego też nie do końca ten aromat pasuje mi do choinki, pomarańczy i makowca. Nuty zapachowe składają się w kompozycję, która jednoznacznie przywodzi na myśl dość popularne zielone jabłuszko. To tutaj mimo wszystko jest bardzo miłe dla nosa, dużo bardziej słodkie i z pewnością nie zbyt sztuczne, ale jednak typowe. Jak już wspomniałam nie jest to dla mnie do końca zimowy zapach, więc bez problemu mógłby być też hitem podczas zupełnie innej pory roku. Myślę, że wzbogacenie go w bardziej korzenne ekstrakty mogłoby sprawić, że aromat ten zyskałby bardziej świątecznego charakteru, pełnego słodyczy, głębi, przypraw.


Balsam do ust
Zamknięty jest w metalowym opakowaniu ozdobionym taką samą grafiką jak reszta kosmetyków. Nie przepadam za takimi słoiczkami i zdecydowanie wole masła zamknięte w formie pomadki, które są moim zdaniem zdecydowanie bardziej praktyczne. Konsystencja kosmetyku jest bardzo gęsta, twarda o zielonym zabarwieniu. Pod wpływem ciepła balsam staje się bardziej plastyczny i dobrze rozprowadza się na ustach. Nie skleja warg, ale jest na nich wyczuwalny w postaci bardzo gęstej i treściwej powłoki, która od razu skłania do oczekiwań, że z taką ochroną nawet mrozy nie będą straszne. Podoba mi się w nim właśnie ta gęsta faktura, która natychmiastowo nie znika z ust i pokrywa wargi ochronną i przyjemną warstwą. Balsam nałożony na noc sprawia, że rano wargi są miękkie, gładkie i nie występują na nich żadne zmiany związane z przesuszeniem. Dostaje ode mnie wielkiego plusa za to, że jest prawdziwym balsamem, a nie lekką pomadką o konsystencji błyszczyka, która działa przez chwilę. Zapewne jego działanie oparte jest na świetnym składzie, który obfituje w naturalne oleje idealnie współpracują z moją skórą. Używam go z wielką przyjemnością ze względu na zapach oraz działanie i z nieco mniejszą jeśli chodzi o opakowanie. Jednak patrząc na efekty, jestem skłonna przymknąć oko na tak mało znaczące niuanse.


Lubicie kosmetyki tworzone specjalnie na jakąś porę roku lub aktualne święta? Cynamon, goździki, a może pomarańcze? Co najbardziej kojarzy wam się z drugą połową grudnia?


0 komentarze :

Prześlij komentarz

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Follow Me @ SoraTemplates

Popular Posts

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy