wtorek, grudnia 15, 2015

Trzy kroki do pięknej skóry - wiedza, kosmetyki i dieta. Dr Organic oraz "Szczęśliwa skóra" Adiny Grigore

Ten post będzie trochę inny niż wszystkie do tej pory. Do jego powstania zainspirowała mnie w głównej mierze książka, o której więcej napiszę w dalszej części. Lubię pisać, ale jednak monotonność i wtórność tekstów o konkretnym kosmetyku nieco mnie już zmęczyły. Postanowiłam spróbować czegoś nowego i między ogólny opis książki wpleść kilka słów o konkretnym kosmetyku. Zobaczy czy uda mi się to ciekawie ująć w całość, która mam nadzieję będzie miała ręce nogi. Najistotniejszą kwestią jest oczywiście odbiór oraz zainteresowane czytelnika, czyli ciebie. Oby to wszystko mi się udało i moja natura bałaganiarza, który niczego nie umie uporządkować, nie dała o sobie znać.

Adina Grigore "Szczęśliwa skóra"
Wypryski... Suchość... Zaczerwienienie... Nadmierne przetłuszczanie się... Jeśli jesteś taka, jak większość kobiet, zapewne już od dawna prowadzisz nieustanną walkę, wręcz batalię, o idealnie (lub przynajmniej dobrze) wyglądającą skórę. Być może jesteś sfrustrowana i zmęczona coraz to nowszymi i zwykle mocno rozczarowującymi (oraz drogimi) rozwiązaniami. Jak myślisz, dlaczego posiadanie pięknej skóry jest takie trudne?

Mój własny wstęp
Nie jestem fanatykiem zdrowego stylu życia, ale kłopotliwa cera zdecydowanie motywuje mnie do sięgania po informacje z bardzo różnych źródeł. Zdecydowanie nie pędzę za nowinkami i do wszelkich trendów podchodzę z rezerwą. Obserwuję, czytam, dowiaduję się, ale jestem sceptykiem, który nie da się tak łatwo wmanewrować. Chcę mieć świadomość co kładę na twarz i na talerz, ale nie chcę, aby moja dbałość o siebie została przez innych brzydko wykorzystana. Jest to niezwykle trudne, bo często informacje się wykluczają, a każdy chce udowodnić swoje racje. Trendy gonią kolejną modę, a ja czasem już nie nadążam...

Książkę kupiłam bez wcześniejszego wywiadu, trochę bez zastanowienia i ze zwykłej ciekawości. Przed zamówieniem miałam pewne obawy, bo odniosłam wrażenie, że wydana jest niezbyt ładnie, a oprawa graficzna kuleje. Całe szczęście przy bliższym poznaniu ta pozycja zyskuje, bo w rzeczywistości wygląda bardzo ładnie i nieco minimalistycznie. Ogólnie dostaje ode mnie wielki plus za wnętrze, bo nie jest to książka pełna wtórnych informacji i banałów ozdobionych zdjęciami, które odwracają uwagę. Tu mam nawet wrażenie, że tekstu jest zbyt dużo, bo czcionka jest niewielka, a przerywniki w postaci grafik pojawiają się bardzo rzadko. To nie kolejna celebrycka pozycja, która wynosi na piedestał autora i kompletnie zapomina o najważniejszym, czyli o sensownej treści. Jeśli miałabym jak najbardziej ogólnie o niej napisać, to podzieliłabym ją się na dwa główne wątki i kilka pobocznych. Pierwszym jest zdrowe odżywianie, a drugim kosmetyki.

Zdrowe odżywianie według autorki
W tej części książki pojawia się historia walki Adiny o piękną skórę, opisuje ona kuracje stosowane przez lekarzy oraz próby leczenia się na własną rękę. Dalej podane są ogólne fakty o budowie i fizjologii skóry oraz wpływie najróżniejszych czynników na jej wygląd. Autorka zachęca też do prowadzenia dziennika odżywiania, obserwacji swojego ciała po zjedzeniu konkretnych produktów oraz zwykłego notowania ile szkodliwych lub niepotrzebnych pokarmów jemy, a ile brakuje w naszej diecie. Pojawiają się tu też naprawdę bardzo łatwe i wręcz banalne przepisy na chociażby zupy lub mleko orzechowe.


Moja opinia
Opis właściwego odżywiania zajmuje niemalże połowę książki, a tego na pewno się nie spodziewałam. Bardzo pozytywnie przyjęłam to kompendium wiedzy o ludzkim organizmie i konkretnych składnikach odżywczych, bo zdrowy styl życia nie jest mi obcy i z przyjemnością dowiedziałam się czegoś nowego. Mam wrażenie, że taka prostota odnośnie jedzenia jest aktualnie bardzo popularna i wiele osób szuka produktów zdrowych i niezmodyfikowanych. Mimo wszystko nie do końca jestem entuzjastycznie nastawiona do tej części. Autorka pochodzi ze Stanów i wyczuwam lekki zgrzyt na tym polu. Kwestie wpływu środowiska oraz aktywności na skórę możemy jak najbardziej przenieść na naszą szerokość geograficzną. Jednak część o pochodzeniu przodków ciężko mi wpleść w polskie realia. USA to mieszanka kultur, ludzie tam mieszkający wywodzą się z najróżniejszych miejsc na świecie i rzeczywiście ich pochodzenie może być istotne przy układaniu diety. Jednak u nas nie ma takich zawirowań kulturowych, wszyscy nasi przodkowie żyli w tej samej strefie klimatycznej, dziadkowie jedli podobne produkty, więc ten dział potraktowałam wyłącznie jako ciekawostkę. Ogólnie rzecz biorąc miałam czasem wrażenie, że jest tu jakaś bariera między naszą rzeczywistością, a tą opisywaną przez autorkę.

Brzydota przemysłu kosmetycznego według Adiny Grigore
To właśnie tematyka kosmetyków pojawia się w drugiej części książki. Podane są tu informacje na temat szkodliwych składników, wytłumaczone niektóre oznaczenia na etykietach oraz przedstawione nieuczciwe zachowania firm kosmetycznych, które szczerze mówiąc najbardziej mnie zniesmaczyły. Dalej Adina zachęca do wyeliminowania aktualnych kosmetyków ze swojej pielęgnacji lub przynajmniej częściowej redukcji, a na ich miejsce radzi wprowadzić produkty tworzone własnoręcznie, których łatwe przepisy oczywiście podaje. Książka kończy się kilkoma pytaniami i odpowiedziami na różnego rodzaju kwestie poruszane w tym poradniku.

Co myślę o tej części?
Jestem osobą dorosłą i myślącą, mam pełną świadomość tego, że wszystko co nakładam na swoje ciało, przenika głębiej i może mieć na mnie negatywny wpływ. Staram się wybierać produkty atrakcyjne pod względem składu, ale nie jestem też ekspertem i mogę popełniać błędy. O ile zdrowe odżywianie popieram w pełni, o tyle kwestie kosmetyków traktuję już nieco inaczej. Nie umiałabym nagle wszystkiego wyrzucić, zacząć myć się jednym mydłem, a nawet samą wodą, używać tylko własnoręcznie tworzonych produktów lub tych zupełnie naturalnych, a o makijażu praktycznie zapomnieć. Mimo wszystko uważam, że jest to bardzo ciekawa lektura, dobre kompendium wiedzy dla osób, które chcą żyć bardziej ekologicznie i urozmaicenie dla tych, które już wiedzą co w trawie piszczy. Autorka oczywiście jest absolutnie oddana swojej pasji, przekonuje do swoich racji, ale nie robi tego w sposób zbyt agresywny i bazujący na próbie przestraszenie nieświadomych fanów wszystkiego co sztuczne i syntetyczne. Odniosłam wrażenie, że jej celem jest próba przekonania każdej kobiety do pokochania własnego ciała, bo w naturalny i ludzki sposób tłumaczy, że nie jesteśmy perfekcyjne, a idealne sylwetki i twarze kreowane przez agencje marketingowe, tak naprawdę nie istnieją. Ciekawa jestem jak odebrałyby całą wiedzę tutaj zawartą osoby, które interesują się tymi zagadnieniami. Nie jestem pewna czy po lekturze nie czułyby pewnego niedosytu. Dla takiego laika jak ja poziom jest odpowiedni, treść interesująca, słownictwo niezbyt fachowe, a całość przyswajalna. 


Dr Organic Regenerująco-nawilżający żel do twarzy i ciała ze śluzu slimaka Snail Gel
Dr Organic Snail Gel to głęboko nawilżający, kojący żel, który wykorzystuje niesamowite działanie kosmetyczne Helix Aspersia Muller - substancji, którą wydzielają ślimaki, aby błyskawicznie zregenerować uszkodzoną muszlę oraz tkankę skórną. W zestawieniu z aloesem oraz mieszanką bioaktywnych składników doskonale nawilża oraz koi skórę. Laboratoryjna analiza tego niesamowitego naturalnego wyciągu pokazała, że Helix Aspersia Muller zawiera unikalną mieszankę korzystnych składników takich jak: kwas glikolowy, kolagen, elastyna, alantoina, witaminy i minerały.
Podstawy
Skoro wstęp był oparty głównie na pełnej naturalności, to ten żel jest idealnym dopełnieniem tego wpisu. Głównym jego składnikiem jest śluz ślimaka i powiedzmy sobie szczerze, że nie brzmi to jakoś specjalnie zachęcająco. Drugą interesującą kwestią było dla mnie pozyskiwanie tego nieszczęsnego śluzu od biednego płaza. Całe szczęście okazało się, że wszystko odbywa się w przyjaznych i humanitarnych warunkach, a te urocze zwierzęta żyją sobie w pełnym dostatku i nieświadomości, że pomagają kobietom dbać o urodę. Teraz już z czystym sumieniem mogę przejść dalej.


Pierwsze wrażenie
Żel zamknięty jest w przeźroczystym i szklanym słoiczku z plastikową zakrętką i chyba takim designem od razu skłania do podejrzeń, że jest to produkt za pan brat z naturą. Konsystencja to dość gęsty, bezbarwny żel, który pachnie cytrynowo, co było dla mnie dość zaskakujące, bo spodziewałam się jakichś bardziej neutralnych nut zapachowych. Mimo, że zapach nie zdobył mojego serca, nie przeszkadzał mi i nie był w żaden sposób uciążliwy. Po nałożeniu na moją skórę przyjemnie i łatwo się rozprowadza, nie wchłania się zupełnie, ale szybko zastyga tworząc coś w rodzaju matowego filmu. Nie jest to w jakiś sposób nieprzyjemne, ale jednak wyczuwam go na twarzy. Mam wątpliwości czy jest dobrą bazą pod makijaż, więc stosowałam go jedynie podczas wieczornej pielęgnacji. Nie wiedziałam czego dokładnie mogę się po nim spodziewać i po pierwszym użyciu nie odnotowałam jakichś ogromnych zmian w kierunku pozytywnym lub negatywnym. Jednak od razu zauroczył mnie lekkością, bo twarz rano praktycznie nie była pokryta sebum, a bywało u mnie i tak, że po innych produktach budziłam się z absolutnie tłustą i obciążoną skórą. 

Jak oceniam działanie?
Po jakimś czasie zaczęłam zauważać, że skóra stała się bardziej jędrna i treściwa jeśli to dobre kreślenie. Ponadto używałam go w trakcie kuracji kwasami i muszę zaznaczyć, że naprawdę ładnie nawilża i najczęściej nie musiałam się martwić obecnością suchych skórek. Pamiętam, że wielokrotnie po stosowaniu kosmetyków z kwasami musiałam męczyć się absolutnie wysuszonym naskórkiem, którego nie dało się ukryć, a pod podkładem wyglądał on jeszcze gorzej. Skoro radzi sobie w tak ekstremalnych sytuacjach, to jestem pewna, że okresowo sucha skóra również nie będzie dla niego problemem. W kwestii mojej problematycznej cery nie odnotowałam zmian w ilości pojawiających się wyprysków, ale zredukowała się widoczność porów. Nadal straszą swoją obecnością, ale te na nosie, które są najbardziej widoczne, stały się zdecydowanie mniej wyraźne, co bardzo mnie cieszy. Ogólnie rzecz biorąc kosmetyk jest godny uwagi, ale chyba niekoniecznie dostosowany do moich potrzeb. Na czas stosowanie kwasów nie mam zamiaru z nim się rozstawać, ale później zdecydowałabym się na coś bardziej dedykowanego dla mojego typu skóry, ale równie lekkiego i nieobciążającego. Kwestie odmładzania pomijam, bo całe szczęście jeszcze nie muszę się nimi martwić i nie zaprzątają mojej głowy. 


Cena: 99 zł/50 ml

Naturalne podsumowanie
Tutaj chciałabym poznać wasze zdanie odnośnie naturalnej pielęgnacji i zdrowego stylu życia z naciskiem na odpowiednie odżywianie. Jak myślicie, czy odstawienie kosmetyków lub redukcja ich do tych jak najbardziej naturalnych może mieć rzeczywiście tak dobry wpływ na nasze ciało? Mogłybyście zrezygnować ze wszystkich sztucznych produktów i zacząć żyć bardzo ekologicznie? Ja w tej kwestii byłabym skłonna na absolutną zmianę odżywiania, ale jednak kosmetyki dają mi zbyt dużo przyjemności, aby z nich praktycznie zrezygnować. Chyba, że znalazłbym dla nich jakiś równie dobry substytut, to wtedy mogłabym rozważyć tak trudną dla kobiety kwestię...

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Follow Me @ SoraTemplates

Popular Posts

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy