Wreszcie przyszła do nas piękna zima i okryła swoją puchową kołderką wszystko wokół. Uwielbiam taki wspaniały krajobraz, zachwycam się białymi drzewami i wielkimi płatkami śniegu spadającymi z nieba. Niestety razem z pięknem biała pora roku zaserwowała również okropne zimno, które zostawiło na mojej skórze brzydkie ślady. Przesuszona i zaczerwieniona skóra całego ciała, elektryzujące się włosy oraz moje największe utrapienie, czyli wciąż spierzchnięte usta. Zimą praktycznie rezygnuję z kolorowych pomadek, ponieważ moje wargi zwykle wyglądają tak tragicznie, że okrywanie ich kolorem byłoby największą zbrodnią. Szukam wciąż balsamów, maseł i wazelin, testuję udane egzemplarze, takie bardzo przeciętne lub tak złe, że wolę przemilczeć ich istnienie. Tubki, słoiczki i inne opakowania wypełniają moje torebki, kieszenie i szuflady, a ja wciąż chcę więcej! Tym razem zdecydowałam się na zachwalaną markę Korres produkującą kosmetyki naturalne i przebolałam fakt, że wybrany przeze mnie produkt nie grzeszy taniością. Prawda jest taka, że genialna jakość mogłaby sprawić, że za dany balsam byłabym skłonna zapłacić naprawdę dużo. Jak było w tym wypadku? Zapraszam do dalszej części.


ZNAKI SZCZEGÓLNE

Masełko w sztyfcie, które chroni przed promieniowaniem słonecznym oraz natychmiast nawilża i wygładza usta. Masło Shea i wosk ze słonecznika głęboko odżywiają usta i zapewniają długotrwałą ochronę, podczas gdy olejek z mandarynki intensywnie nawilża.
Opakowanie jest dość klasyczne i pokryte fajną grafiką. Lubię formę sztyftu za łatwość użytkowania i zachowanie względnej higieny w przeciwieństwie do nieporęcznych słoiczków. Mój wariant to Peach, ale niech was nie zmyli ta przyjemna nazwa. Pomadka ma pomarańczowy kolor i dość przeciętny zapach i smak. Określiłabym je raczej jako typowe dla większości tego typu produktów dostępnych w każdym sklepie. Nie ma tu szczególnej słodyczy, soczystości lub interesujących nut zapachowych. Po nałożeniu na wargi cienkiej warstwy pomadka jest praktycznie niewidoczna. Jeśli jednak się postaramy i zaaplikujemy większą ilość, to na wargach pojawi się delikatnie pomarańczowa poświata koloru. Jeśli nałożymy grubą warstwę balsamu na bardzo suche usta, to pigment z pomadki może osadzać się na wszelkich załamaniach. Ja jednak radziłabym po prostu zdrowy umiar.

PODSUMOWANIE DZIAŁANIA

Balsam ma dość suchą konsystencją, ale raczej gładko rozsmarowuje się na wargach. Mimo wszystko z pewnością nie jest moim ulubieńcem w kwestii aksamitnej i przyjemnej struktury. Utrzymuje się dość długo i oszczędnie nałożony nie podkreśla brzydkich zmian na skórze. Daje ustom ulgę, ale mimo wszystko po jego zniknięciu wargi są znowu przesuszone i nieprzyjemnie napięte. Moim zdaniem brakuje mu kompleksowego działania i leczenia uszkodzonego naskórka. Mogłabym nawet powiedzieć, że co prawda jest to całkiem ciekawy produkt, ale nie wyróżnia się w znaczący sposób spośród innych kosmetyków do ust, również tych bardzo popularnych i dostępnych w każdej drogerii. Niewątpliwą zaletą jest filtr przeciwsłoneczny SPF 15, który nie jest co prawda wysoki, ale zawsze to jakaś ochrona. Podsumowując jest to pomadka, którą zaklasyfikowałabym do kategorii poprawnych, ale bez fajerwerków, tylko że właśnie o nie mi tutaj chodziło...
Cena: 55 zł/ 5ml

Macie problemy z przesuszonymi ustami? Jak radzicie sobie z tą przypadłością? Polecacie jakiś szczególne produkty?