poniedziałek, lutego 01, 2016

Aktualna pielęgnacja mojej cery

W kwestii pielęgnacji ciała bywam prawdziwą ignorantką, a wynika to najczęściej z faktu, że moja skóra tam nie przysparza mi większych problemów. Skoro odpowiada jej moje lenistwo, to nie mam zamiaru wkraczać tam z orężem kosmetyków, których mi nie brakuje. Inaczej jest z cerą, która kiedyś się buntowała, a aktualnie tylko czasem daje mi popalić. Regularne wizyty u dermatologa, maści, toniki i inne wątpliwe przyjemności nie są już moją codziennością, ale mimo wszystko ciągle pamiętam dni pełne łez i niechęć do spoglądania w lustro. Teraz jest lepiej, czuję się ze sobą dobrze i nawet cera bez grama makijażu czasem wygląda przyzwoicie. Nigdy raczej nie będę naturalną pięknością, ale powrócił u mnie komfort psychiczny i wewnętrzny spokój, a to już moim zdaniem duże zwycięstwo. Pojawiały się w moim życiu szalone próby wyeliminowania makijażu lub części kosmetyków, ale nawet kilka miesięcy takich wyrzeczeń nie dawały żadnych rezultatów. W takim wypadku odmawiane sobie kolejnych produktów, nie wchodziło już w grę. Postanowiłam dzisiaj opisać moją pielęgnację cery, a przede wszystkim kosmetyki, które mi towarzyszą. Niektóre z nich są nowościami, innych używam od dawna, a część to tylko sporadyczni goście moich codziennych rytuałów. Zaczynamy?

Podstawa to demakijaż!
To u mnie sprawa najwyższej rangi i absolutnie nie mieści mi się w głowie, aby pójść spać z cieniem na oku lub co gorsza podkładem na twarzy. Może się walić i palić, ja mogę zasypiać na siedząco, gdy nadprogramowe procenty nad ranem buzują w głowie. Mimo wszystko usunięcie pozostałości makijażu jest moim zdaniem najważniejsze. Z grona płynów, mleczek, olejków i innych produktów, wybrałam dla siebie wody micelarne, które najbardziej spełniają moje oczekiwania. Nie zostawiają tłustej warstwy, nie podrażniają i ogólnie są przyjemne w użytkowaniu. Nie namawiam innych na zmianę przyzwyczajeń, bo komfort użytkowania jest również bardzo istotną kwestią. Najczęściej aplikuję odrobinę micela na wacik kosmetyczny i przykładam do oka na kilkanaście sekund. Absolutnie nie trę delikatnej skóry i nie staram się usunąć wszystkiego jak najszybciej, bo to się mija z celem. Rano jest to mój jedyny sposób oczyszczania cery. Aktualnie używam produktu Effaclar La Roche-Posay i nie mam do niego większych zastrzeżeń. Co prawda czasem mam wrażenie, że woda mogłaby niektóre produkty zmywać szybciej, ale nie odmówię jej przyjaznego stosunku do mojej cery i wydajności. Częstym gościem na mojej cerze jest także już ściereczka Glov, która rzeczywiście samą wodą potrafi zmyć cały makijaż, również ten wodoodporny. Niestety za świetnym działaniem kryje się też konieczność większego zaangażowania, bo ten magiczny produkt należy za każdym razem oczyścić i suszyć. Jeśli macie ochotę na więcej, to zapraszam was na mój szczegółowy opis. Należę do tradycjonalistów i wieczorem nawet po demakijażu wodą micelarną, nie odmówię sobie umycia twarzy tradycyjnym żelem. Zawsze wtedy mam pewność, że wszystkie zanieczyszczenie poszły precz i nic nie ukryło się w najmniejszym zakamarku. Aktualnie stosuję żel Effaclar La Roche-Posay, który wszystko zmywa doskonale, ale niestety bywają dni, że skóra wydaje się nieco ściągnięta, a nie jest to komfortowe wrażenie przy często problematycznej cerze. Do Marki LRP mam ogromny sentyment za linię Effaclar, ale jednak to ich kremy rządzą, a reszta produktów balansuje na granicy, więc kolejnego romansu między nami raczej nie będzie.


Peeligi i szczoteczki
Po konsultacji z dermatologiem, dowiedziałam się, że uporczywe usuwanie martwego naskórka wcale nie jest kluczem do sukcesu i należy to robić w oszczędny sposób. Używam ich rzadko i wymiennie ze szczoteczkami. Aktualnie króluje u mnie nawilżający produkt od Naobay, który jest bardzo delikatny, ale też konkretny i rzeczywiście po jego użyciu nigdy nie miałam problemu z podrażnieniem lub nawet lekkim dyskomfortem cery. Nie ma mowy o intensywnym złuszczaniu, ale jako peeling spełnia swoją wygładzającą rolę.  Tutaj podzieliłam się moimi dokładniejszymi wrażeniem odnośnie tego naturalnego jegomościa. Raz na jakiś czas stosuję też Subtelny Peeling Enzymatyczny Bandi, który o dziwo spisuje się u mnie bardzo dobrze.
Subtelny peeling polecany do cery wrażliwej i delikatnej, skłonnej do podrażnień. Preparat zawiera specjalny kompleks enzymatycznych białek ze ścian komórkowych drożdży bogatych w witaminy z grupy B, który delikatnie oczyszcza cerę, redukuje zaskórniki i zapobiega ich powstawaniu. Peeling wygładza powierzchnię skóry i poprawia jej wygląd. Cera po zmyciu maski jest gładka i dokładnie oczyszczona, a pory zwężone. 
Zawsze miałam wątpliwości odnośnie tych produktów, bo irytował mnie specyficzny zapach i uciążliwe było stosowanie. W tym wypadku niezbyt ciekawy aromat również jest wyczuwalny, ale odrobinę został zamaskowany słodkawą poświatą. Użytkowanie jest nieco prostsze niż w przypadku innych peelingów enzymatycznych, a efekt działania bardzo miły dla oka. Skóra jest gładka, delikatna i sprawia wrażenie oczyszczonej. Zobaczymy jak będzie spisywał się dalej, bo rozbudził we mnie spore nadzieje! W mojej kosmetyczce pojawiły się też dwie szczoteczki do oczyszczania cery, które zawsze wywołują u mnie mieszane uczucia. Bywa, że po ich użyciu skóra wygląda naprawdę świetnie, a innym razem mam wrażenie, że nie robią dosłownie nic. Producenci zalecają nawet codzienne rytuały oczyszczające, ale ja słuchając rady dermatologa, zdecydowałam się ostatecznie na sporadyczne oczyszczanie buzi w taki sposób. Nie umiem jednoznacznie wydać wyroku, ale bardziej jestem skłonna do stwierdzenia, że jest to fajny dodatek do pielęgnacji, a na pewno nie podstawa. Jeśli ktoś ma nadmiar gotówki, to nie widzę przeciwwskazań, ale jeśli mają to być miesiącami oszczędzane pieniądze, to nie mam tyle odwagi, aby doradzić taki zakup. Szczoteczkę Braun wzięłam po lupę tutaj, a Clarisonic męczę w tym wpisie.


Tonizowanie
W tym roku znowu zaczęłam przygodę z kwasami i wciąż towarzyszy mi tonik migdałowy marki Norel, o którym co nieco pisałam tutaj. Jego żelowa konsystencja jest tak wydajna, że nie wiem czy zdołam go skończyć w tym sezonie. Niestety moja cera aktualnie tupie nóżką jak mała dziewczynka, więc muszę poświęcić jeszcze więcej czasu, bo jak dobrze wiecie buzia traktowana kwasami wymaga mnóstwa uwagi. Dodatkowo niskie temperatury i permanentny katar sprawiają, że skóra wygląda niezbyt dobrze i potrzebuje naprawdę mocnej dawki nawilżania. Z tego też powodu stosuję ten tonik wymiennie z wodą termalną. Spryskuję nią twarz, czekam chwilę, a resztę zbieram za pomocą chusteczki. Tan produkt mojej skórze wielką ulgę, nie obciąża jej, nie powoduje nieprzyjemnego napięcia. Czasem nawet mam wątpliwości czy klasyczne toniki są jeszcze mi do czegoś potrzebne. W tej chwili króluje u mnie Uriage oraz La Roche Posay i minimalnie wygrywa ta pierwsza z prozaicznej przyczyny poręczniejszego aplikatora. Nie wiem czy trafił mi się wadliwy egzemplarz, ale produkt LRP czasem nie chce współpracować, zacina się i nierównomiernie rozprowadza się na twarzy.


Nawilżanie czy matowienie?
Co prawda moje cera ma ogromne skłonności do błyszczenia, ale też ulega częstemu przesuszeniu. Szczególnie zimą łuszczy się i tymże daje mi kość. Kołem ratunkowym stały się dla mnie kosmetyki Cetaphil, w które zaopatrzyłam się hurtowo. Kiedyś używałam ich w walce z trądzikiem i tam poległy, ale przy przesuszonej cerze naprawdę działają. Aktualnie moim ulubieńcem jest lipoaktywny krem nawilżający, który nie grzeszy urodą i zapachem, ale po prostu działa. Używam go na noc i wiem, że rano wstanę z cerą w dobrej kondycji i żadna sucha skórka nie popsuje mi pięknego dnia. Tworzy na mojej skórze niewchłaniającą się warstwę, ale nie jest to dla mnie bariera, której nie jestem w stanie znieść. Dla urody mogę w nocy błyszczeć jak kula dyskotekowa. Z kolei przy porannej pielęgnacji nie wyobrażam sobie nakładania na skórę bardzo treściwego kosmetyku. Mam pewność, że na mojej cerze on i tak nie wchłonie się do końca, a pozostała warstwa jeszcze bardziej spotęguje efekt połysku. Tutaj niezastąpiony jest dla mnie krem z linii Botanical od Mary Kay, o której pisałam tutaj. Nie jest to z pewnością jakiś mocny w działaniu zawodnik, ale wchłania się u mnie do zera i sprawdza się jako baza przed makijażem.W takim razie więcej mi naprawdę już nie trzeba.


Pozostałe kosmetyki
Do tej grupy postanowiłam zaliczyć aktualnie używany przeze mnie krem pod oczy Eparence, o którym możecie przeczytać w tym wpisie. Jest lekki, ładnie ujednolica koloryt skóry, ale działa tylko w tym zakresie. Moim zdaniem to produkt idealny dla osób bez większych problemów skórnych. Na poważniejsze kłopoty wybrałabym raczej coś o zdecydowanie silniejszym działaniu. Pojawia się tutaj też jedna maseczka od Mary Kay i wiem, że ta skromność to mój największy błąd pielęgnacyjny. Ten produkt usuwa się dość ciężko, ale lubię jego treściwą konsystencję, która sprawia, że skóra po zabiegu jest oczyszczona, ale zachowuje też lekkość i delikatność. Nie ma mowy o obciążeniu lub najgorszym efekcie, którym jest brak jakiekolwiek działania! Mimo, że posiadam kilka maseczek, to aktualnie używam jedynie tej. Być może odzywa się tu moje lenistwo, a może przyczyną jest kłopotliwe zmywanie lub brak spektakularnych efektów, ale kolejny raz obiecuję sobie poprawę. W tym momencie na moim celowniku pojawiła się zachwalana wszędzie maska błotna marki własnej Sephora i nie omieszkam sprawdzić czy te krążące w sieci zachwyty pokryją się z moją subiektywną opinią. Zawsze w kosmetyczce mam też kapsułki Dermogal, które po prostu genialnie współgrają z moją cerą. Po nałożeniu ich na noc, moja skóra rano zawsze wygląda na nawilżoną, gładką i zdrowo rozświetloną i pomyśleć, że jeszcze niedawno myślałam iż olejowe formuły oraz tłusta cera to połączenie, które może skończyć się tylko katastrofą! 
Doskonały kosmetyk do codziennej pielęgnacji skóry, zwłaszcza skóry wrażliwej z problemami (trądzik pospolity, trądzik różowaty, atopowe zapalenie skóry, łojotokowe zapalenie skóry, nadmierne złuszczania skóry, nadwrażliwość na różne czynniki).
Tłusta powłoka nie jest niczym przyjemnym, ale działanie wynagradza mi te nieznaczące niuanse. Zapomniałam dodać ich na zdjęciach, ale tak mnie przerażała wizja tego wpisu jako tasiemca, więc starałam się wszystko skracać i jak widać jak zwykle mi to nie wyszło. W takim razie czytanie wybiórcze jest dozwolone! 


Używaliście kosmetyków z mojej listy? Posiadacie jakieś pielęgnacyjne hity, do których zawsze z przyjemnością wracacie? Może macie dla mnie jakieś rady pielęgnacyjne?


0 komentarze :

Prześlij komentarz

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Follow Me @ SoraTemplates

Popular Posts

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy