Dawno temu w czeluściach internetu przeczytałam, że kosmetyki Cetaphil bardzo dobrze radzą sobie w pielęgnacji skóry skłonnej do zmian trądzikowych. Wtedy jak tonący chwytałam się każdej brzytwy, więc szybko zaopatrzyłam się w kilka kosmetyków. Sumiennie stosowałam i trochę się jednak zawiodłam, a może po prostu moje oczekiwania były zbyt duże? Kiedy skóra pokryta jest nieprzyjemnymi zmianami, a cera wyraźnie cierpi od nadmiaru kosmetyków lub wprowadzenia zbyt intensywnych składników, to na wyobraźnię działa każda reklama i pozytywna opinia. Trochę naiwnie spodziewałam się sporej poprawy wyglądu cery, a otrzymałam raczej stan zawieszenia, który w przypadku skóry problematycznej jest w sumie pewnym sukcesem. Racjonalnie rzecz ujmując nie powinnam mieć takich oczekiwań, bo w sumie składy tej marki nie gwarantują konkretnych komponentów walczących z trądzikiem, ale zawsze jest ta nadzieja, to pragnienie zobaczenia w lustrze uśmiechniętej twarzy. Każdy z takim problemem dobrze wie, że nowy kosmetyk jest pewnym ryzykiem, bo może spowodować nagłą katastrofę. W przypadku tych produktów obyło się bez negatywnych zmian, ale nie zaobserwowałam też tych pozytywnych, na które czekałam z utęsknieniem. Dlaczego jednak do nich wróciłam? Pamiętam, że bardzo dobrze radziły sobie z miejscowym przesuszeniem cery, a to niestety wraz z nadejściem zimy wróciło do mnie jak bumerang i za żadne skarby świata nie chciało mnie opuścić. Zdecydowanie wolałabym przyciągać bardziej pozytywne aspekty życia, ale przejdźmy już do meritum!


Zapach oraz wrażenia wizualne
Nie są to kosmetyki perfumowane, więc towarzyszy im charakterystyczny aromat spotykany u tego typu produktów. Nie jest on specjalnie przyjemny, ale też nie przeszkadza w stosowaniu. Wielokrotnie używałam już kosmetyków bezzapachowych i czasem naprawdę aromat był bardzo intensywny i czasem nie do zniesienia. Design opakowań również nie jest majstersztykiem, bo są to zwykłe tuby lub buteleczki wykonane z plastiku. Dominuje tu biel przełamana odcieniem niebieskim i zielonym, które nasuwają na myśl czystość i sterylność. Takie chyba właśnie było zamierzenie producentów, aby kosmetyki te wyglądały na typowo apteczne, nieco profesjonalne, które mają działać w danej sferze, a nie tylko kusić zewnętrzną otoczką. Odważna zagrywka, bo jak wiadomo my kobiety często kupujemy kosmetyki pod wpływem chwili, kiedy ich wygląd dosłownie zmusza nas do wyjęcia banknotów z portfela. Nie jest to propozycja dla estetek, a raczej dla osób szukających konkretnej pielęgnacji i na niej pora się już skupić. 

Cetaphil EM Emulsja micelarna do mycia
Dzięki budowie micelarnej, Cetaphil EM Do mycia jest delikatny a jednocześnie skutecznie oczyszcza skórę. Dzieje się tak dlatego, że substancja myjąca jest w nim zamknięta w miceli i uwalnia się jej tylko tyle ile potrzeba do oczyszczenia skóry, przez co nie uszkadza płaszcza lipidowego – naturalnej bariery ochronnej skóry. Zapewnia skórze uczucie elastyczności i świeżości.

Od dawna do zmywania makijażu używam głównie płynów micelarnych, bo ich konsystencja i działanie najbardziej mi odpowiada. Ten produkt jest nieco inny, bo jak sama nazwa wskazuje jest półprzezroczystą emulsją nieco bardziej gęstą od klasycznego płynu. Można ją stosować na kilka sposobów, ale u mnie najlepiej spisuje się rozprowadzenie jej na skórze, a następnie zmycie wodą. Można ostatni element zastąpić wytarciem chusteczką, ale ja przestrzegam starej szkoły i nie wyobrażam sobie oczyszczania bez wody. Tak użyta emulsja zmywa makijaż, nie podrażnia cery, nie wywołuje pieczenia i pozostawia skórę w dobrej kondycji i bez nieprzyjemnego ściągnięcia. Czasem też nakładałam produkt na wacik, a następnie zmywałam makijaż oka, ale ten sposób polubiłam już mniej. Co prawda emulsja zmywa tusz i cienie, ale czasem lubi rozmazać je wokół oka, co na pewno nie jest przyjemnym doświadczeniem. Bywało też, że czułam jakby lekkie podrażnienie kiedy płyn dostał się z byt głęboko do wnętrza oka. Niestety, ale od jakiegoś czasu obserwuję, że moje oczy reagują negatywnie na wiele środków do demakijażu, co zaczyna mnie naprawdę niepokoić, bo do tej pory takie przypadki były sporadyczne. Mimo wszystko pozostanę wierna tradycyjnym płynom micelarnym, bo ich rzadsza formuła bardziej mi odpowiada w zmywaniu makijażu. Taką emulsją wolę traktować jako produkt do mycia twarzy, a nie pogromcę resztek kosmetyków do oka. W sumie myślę, że producent tworzył ją właśnie do codziennego mycia twarzy, a nie stricte do usuwania kosmetyków kolorowych. Zamierzoną rolę spełnia, ale ja oczywiście zawsze chcę i liczę na wiele, bo lubię produkty uniwersalna i szybko działające. 

Cetaphil PS Lipoaktywny krem nawilżający
Specjalistyczny preparat, który chroni i regeneruje skórę uszkodzoną w przebiegu schorzeń dermatologicznych i po zabiegach medycyny estetycznej. Dzięki unikatowemu połączeniu składników zapewnia zaspokojenie trzech kluczowych potrzeb nawet najbardziej wymagającej skóry: ochrona – tworzy na skórze tzw. film ochronny, w jego skład wchodzą olej migdałowy, wazelina i dicapryl oraz silikony, które dodatkowo zmiękczają i wygładzają naskórek, regeneracja – dzięki obecności witaminy E i silikonów działa kojąco, przeciwzapalnie i pobudza wzrost nowych komórek, nawilżanie – zawiera glicerynę, która długotrwale zatrzymuje wodę na powierzchni skóry, jak i w jej głębszych warstwach

To mój niezaprzeczalny faworyt z całego towarzystwa! Kuracja kwasami, niskie temperatury i pozbawione wilgoci powietrze sprawiły, że na mojej mieszanej cerze zaczęły się pojawiać suche miejsca. Widoczne skórki rozprzestrzeniły się w okolicy nadwyrężonego przez katar nosa oraz brody. Wyglądało to źle, a przykryte makijażem wręcz tragicznie. Ówcześnie stosowany krem nie dawał sobie rady, więc udałam się do apteki po coś niedrogiego, ponieważ miała to być jedynie sezonowa pielęgnacja, a w zasadzie szybki ratunek. Krem ten jest bardzo gęsty i raczej unikam takich produktów, ale w tym wypadku dałam mu jednak szansę i o dziwo ta jego bogata konsystencja zdobyła moje serce. Nie ma mowy, aby się wchłonął całkowicie i na mojej mieszanej cerze pozostawia tłusty film, więc stosuję go wyłącznie wieczorem. Nakładam grubą warstwę, skupiam się głównie na najbardziej suchych rejonach i pozwalam mu działać. Przyjemnie koi cerę i sprawia, że odpoczywa i regeneruje siły. Rano prezentuje bardzo ładnie, nie jest obciążona, a suche miejsca stopniowo zanikają. Przy regularnym stosowaniu praktycznie nie muszę się martwić stanem nawilżenia mojej cery przy ciągłym stosowaniu produktów z kwasami. Jak już wspominałam moja skóra wygląda korzystnie i mam wrażenie, że również występuje na niej mniej niespodzianek, ale mimo wszystko czasem się pojawiają więc nie jest to recepta na całe zło. Ogólnie mnie to działanie absolutnie satysfakcjonuje i przynajmniej do końca zimy nie zamierzam rezygnować z tego produktu. Na lato może być zdecydowanie za ciężki, ale na pewno sprawdzi się się jako pomocny ratownik w czasie jakiejś suchej katastrofy, bo mimo wszystko moja cera latem lubi mnie zaskakiwać, więc w naszym związku raczej nie ma mowy o rutynie.

Cetaphil DA Ultra Krem intensywnie nawilżający
Specjalistyczny dermokosmetyk, intensywnie nawilżający oraz uzupełniający brakujące w skórze lipidy. Jego 24-godzinne działanie zostało udowodnione badaniami klinicznymi. Zawiera unikalny kompleks ERC – pięć kluczowych składników, które zapewniają skórze ochronę i prawidłowe nawilżenie: PCA – to składnik, który występuje naturalnie w skórze i wchodzi w skład tzw. Naturalnego Czynnika Nawilżającego. Jego rola polega na wiązaniu cząsteczek wody i utrzymywaniu stałego poziomu nawilżenia skóry, masło Shea oraz olej z orzechów makadamia – uzupełniają lipidy, zmiękczają skórę i łagodzą podrażnienia, pantenol – łagodzi podrażnienia i ułatwia regenerację naskórka, silikony – chronią naturalny płaszcz lipidowy.

Moim zdaniem to nieco lżejszy brat produktu, o którym pisałam powyżej. Jego konsystencja jest rzadsza i typowo kremowa. Myślę, że na cerach suchych może wchłaniać się do zera, ale na mojej mieszanej mimo wszystko pozostawia tłustawy film, aczkolwiek mniejszy niż jego poprzednik. Oba działają bardzo podobnie i w moim odczuciu stopień nawilżenia skóry po tych dwóch kosmetykach jest bardzo podobny z przewagą lipoaktywnego produktu. Początkowo byłam pewna, że to ten krem zdobędzie moje serce, bo jego poprzednik wydawał mi się zbyt ciężki i tłusty. O dziwo tak się nie stało i z niewiadomych przyczyn polubiłam bardziej konkretną strukturę kremu. Wynika to najprawdopodobniej z faktu, że kosmetyki te miały mi służyć w najbardziej krytycznych momentach, więc kwestie tłustego filmu i konsystencji odeszły na bok i najważniejsze było działanie. Błyszcząca skóra i dość neutralny zapach idą w odstawkę kiedy priorytetem jest przywrócenie cerze równowagi. Jak już wspominałam działanie obu produktów jest bardzo podobne i co prawda opisywany przeze mnie jako pierwszy wygrywa, ale z braku laku mogłabym zastąpić go tym drugim. Chodzi tutaj wyłącznie o komfort użytkowania i moje osobiste odczucia. 

Podsumowanie
Zawsze powtarzam, że prowadzę ten blog jako zwykła śmiertelniczka z zamiłowaniem do między innymi kosmetyków. Nigdy nie przyszło mi do głowy silić się na eksperta, bo nim nie jestem i być nie chcę. Dużo czytam na temat kosmetyków, ale wciąż czuję, że moja wiedza jest tylko powierzchowna. Reasumując chciałabym dodać, że moje nieeksperckie oko podpowiada mi, że skład tych kosmetyków raczej nie góruje nad innymi produktami. Nie mniej jednak nie mam zamiaru rzucać tutaj dziwnie brzmiących nazw i zostawię to dla bardziej wykształconych koleżanek. Ja skupiam się po prostu na działaniu, moich odczuciach i wrażeniach z użytkowania. Produkty te są warte uwagi, ale nie traktuję ich jako przełomowe odkrycia w dziedzinie dermokosmetyki. Trudno mi się ustosunkować do opinii osób, które cierpią na rożnego rodzaju schorzenia oraz alergie i szukają kosmetyków o konkretnym składzie. Marka Cetaphil jest bardzo często polecana przez dermatologów i farmaceutów i mam po prostu nadzieję, że jedyną przyczyną tego stanu rzeczy jest jakość i bezpieczeństwo. Krem lipoaktywny na pewno na stałe znajdzie się w mojej kosmetyczce i co prawda nie obiecuję, że codziennie będzie znajdował się na mojej twarzy, ale potraktuję go jako ratunek w trudnych sytuacjach nagłego przesuszenia cery. Jego lżejszy kolega również spisał się bardzo dobrze, ale po prostu moja cera bardziej polubiła treściwszą konsystencję. Tak czasem bywa, że nawet nie wiadomo dlaczego skóra na dany kosmetyk reaguje tak dobrze, a na drugi dość przeciętnie. Emulsja do mycia jest według mnie dobrym produktem do codziennej pielęgnacji i oczyszczania cery. Co prawda radzi sobie również z makijażem, ale odnoszę wrażenie, że nie do takich celów została stworzona. Jest dobrze, czasem mogłoby być lepiej, jak to w życiu.

Jakie macie doświadczenie z kosmetykami Cetaphil? Jak reanimujecie swoją cerę podczas kuracji produktami zawierającymi kwasy?