poniedziałek, lutego 29, 2016

Love Style Life - Garance Dore. Dlaczego naczelna książka blogosfery nie zrobiła na mnie wrażenia?

Wydaje mi się, że nie jestem odpowiednią osobą do oceny takiej akurat książki. To tak jakby fance romansów dać kryminał, a potem dziwić się, że kręci ona nosem na brak scen miłosnych i pocałunków przy zachodzie bursztynowego słońca. Nie gustuję w takiej literaturze, ale nie zmienia to faktu, że bardzo często potrafię zachwycić się książką, która od początku była u mnie na straconej pozycji. Postanowiłam, że skoro jednak do mnie trafiła to przyzwoitością byłoby przeznaczenie na nią odrobiny czasu. Zaczęłam czytanie, poddałam się, wróciłam do niej, znowu mnie nie zachwyciła i tak kilka razy. Ostatecznie przeczytałam kilka rozdziałów, parę przekartkowałam i stwierdziłam, że mój czas jest zbyt cenny na marnotrawienie go na taką literaturę, kiedy w kolejce czeka mnóstwo naprawdę wartościowych pozycji. Mimo wszystko postanowiłam napisać kilka słów, aby wśród masy pozytywnych opinii pojawiło się nieco odmienne zdanie. Mentalnie należę chyba do jakiegoś starego pokolenia, które od książek wymaga nieco więcej i wierzy, że w większości niosą one wiedzę albo przynajmniej wartościowy przekaz. Gorzej, że na rynku jak grzyby po deszczu zaczynają pojawiać się utwory, które nie wnoszą niczego nowego, a nawet nie budzą żadnych emocji i to już nawet nie złości, a wywołuje jakiś dziwny rodzaj smutku...
Gdy byłam nastolatką moda była dla mnie ucieczka od codzienności, dziś jest do niej kluczem. Wybierzmy się razem w podróż po krainie stylu: od spraw powierzchownych (jaką jeansową kurtę wybrać) po jego istotę (jak kochać). Przesiadując w paryskich kawiarniach, spacerując ulicami Nowego Jorku przekonałam się, że styl sprowadza się tak naprawdę do jednego prostego pytania: Co sprawia, że czujemy się piękni?  Uprzedzam: to będzie spontaniczna, nie zawsze idealna, ale bardzo efektowna i przede wszystkim (mam nadzieję!) zabawna przygoda.

Bardziej fotogeniczna ode mnie
Na pewno znacie powiedzenie, że nie ocenia się książki po okładce i w tym momencie pasuje ono tutaj idealnie. Po raz pierwszy zaobserwowałam ją na blogach i od razu przykuła moją uwagę. Ciekawa okładka i kolorystyka pięknie prezentowały się na zdjęciach. Zaczęła pojawiać się na kolejnej i następnej stronir, więc stwierdziłam, że to musi być coś naprawdę wartościowego i nie jest to jakaś kolejna zbiorowa halucynacja. Tam przeczytałam, że jest ciekawa, a tu kolejna osoba była wręcz zachwycona mądrościami w niej zawartymi. Nie miałam już wątpliwości i przy najbliższej okazji zostałam jej właścicielką. Pierwsze wrażenia były naprawdę pozytywne, bo książka jest wydana na bardzo wysokim poziomie jeśli mówimy o estetyce. Okładka o interesującej fakturze, gruby i konkretny papier, estetyczne zdjęcia oraz przyjemne grafiki wskazywały na to, że całość jest obiecująca. W sumie nie mam nawet do czego się przyczepić, bo obawiałam się, że tekstu będzie mało, a tu czasem strony zapełnione są po brzegi małymi literkami. Ogólnie po przekartkowaniu tej książki odnosi się wrażenie, że ona dosłownie ocieka wiedzą i mnogością inspirujących wątków. Układ tekstu, tytuły i czcionki sprawiają, że pozycja ta jest w naprawdę gustowna i stworzona ze smakiem. Daleko jej do jakiegoś poradnika dla nastolatek, ale nie jest też sztywną i nadmiernie poważną księgą. Nie da się ukryć, że równowaga jest świetnie zachowana, a ja czuję, że w dłoniach trzymam lekturę, do której ktoś naprawdę się przyłożył, bo wybrał niebanalne fotografie, narysował przyjemne dla oka grafiki i zaplanował coś ogólnie miłego w odbiorze a to się chwali, że nie poszedł na skróty. Bałam się, że przeczytam ją w jeden wieczór, a to przecież absolutny brak ekonomicznego podejścia!


Taka ładna, a taka głupia...
Ktoś może się na mnie obrazić za takie stereotypowe podejście do tematu. To niezbyt mądre zdanie jednak idealnie oddaje mój stosunek do treści. W dużej mierze jest to pamiętnik blogerki, której głównym celem jest pisanie o różnicach między paryżankami, a mieszkankami Nowego Jorku. Zgrzytało mi tutaj już od początku i o ile teksty o prywatnych doświadczeniach były czasem znośne, to już opis mieszkanek Paryża dosłownie sprawiał, że przewracałam oczami i wydawałam mimowolne westchnienia dezaprobaty. Moim zdaniem istnieje coś takiego jak paryski styl, ale został tutaj tak przedstawiony, że od teraz łączę go z paleniem papierosów, niechęcią do ćwiczeń i ogólną byfonowatością do kwadratu ubraną w absolutny brak wartości wyższych. Absolutnie nie trafiają do mnie te średnio zabawne porównania i opisy. Nie mam nic przeciwko takiej tematyce, ale każdy nawet najbardziej płytki temat da się ugryźć w jakiś ambitny sposób. Można wpleść kawał wiedzy, jakąś poważną anegdotę, rozwinąć nieco trudny temat. Tutaj ktoś poszedł brzydko mówiąc na łatwiznę, bo jest mdło, nudno, bez wyrazu i głupio, tak głupio! Jeśli taką książkę napisałaby nastolatka to w sumie nie miałabym większych zastrzeżeń, bo wiadomo, że młodość rządzi się swoimi prawami. Tutaj jednak autorka ma czterdzieści lat i moim zdaniem albo nie oddała tą książką siebie, albo po prostu jest bardzo nieciekawą osobą. Parząc na jej zdjęcia widzę elegancką i nieprzeciętną kobietą z wielką dozą naturalności. Jednak czytając jej słowa odnoszę wrażenie, że to nadal zagubiona nastolatka, która chciałaby być już mądra i dorosła, ale jakoś jej to na razie nie wychodzi. Tekst jest chaotyczny, wyrwany z kontekstu i czasami dana opowieść kończy się dosłownie niczym. Nawet, krótkie wywiady z interesującymi osobami są tak płytkie i banalne, że okulary opadły mi z nosa na znak protestu. Czasem zbyt intymne wątki z osobistego życia komicznie przeplatają się z wypunktowanymi radami odnośnie wszystkiego i niczego. Totalnie nie trafia do mnie poczucie humoru autorki i z każdym kolejnym rozdziałem nie mogłam wyjść z podziwu, że można napisać książkę o niczym. Zasada jest tutaj jednak bardzo prosta, bo wybieramy jakiś temat, a potem rozwijamy go ubierając w odpowiednie banały i zaraz mamy kolejną gotową stronę. Moje życie jest zdecydowanie mniej bogate w doświadczenia i sukcesy, ale patrząc na treść tej książki, jestem pewna, że nawet z dzisiejszego dnia potrafiłabym napisać tom bogaty w epitety, anegdotki i rzeczy absurdalne doprawione kilkoma smutnymi smaczkami. Na koniec dodam, że cała ta książka to treści jak z jakiegoś czasopisma dla nastolatek lub młodych kobiet i to tego najniższych lotów. Oczekiwałam większej ilości ciekawych rad i inspiracji i co prawda z tekstu można czasem wyłuskać coś wartościowego, ale nie są to rzeczy w żaden sposób odkrywcze. Czasem dany wątek mnie naprawdę zainteresował, a szczególnie fragmenty o rozwoju kariery dają kredyt zaufania tej książce, ale to chyba wciąż zbyt mało. Wielokrotnie odniosłam wrażenie, że pani Garance chce napisać coś głębszego, ale za każdym razem jakoś jej to nie wychodzi i kolejny raz pojawia się treść, której finał jest tragiczny dla stanu mojej duszy. Wybaczcie moje wzburzenie, ale dawno nie byłam tak zawiedziona książką! Odczuwam pewnego rodzaju niesmak, że fajne pozycje często kurzą się na sklepowych witrynach, a jakieś wypromowane przeciętniaki chełpią się popularnością i ślepym zachwytem tłumu, który weźmie wszystko co ładne, kolorowe i popularne. Mogłabym chyba pisać tak bez końca, bo akurat emocje sprawiają, że szybko składam litery w słowa. Jednak wydaje mi się, że zarys tej tragedii został przedstawiony bardzo dokładnie.
No więc masz już swoje doskonale dobrane, doskonale uszyte, doskonale ponadczasowe ubrania. Czy nie czujesz takiego spokoju, jakbyś przez półtorej godziny ćwiczyła jogę i napiła się zielonego soku? Wiesz, co się ze mną dzieje po półtorej godziny jogi i po wypiciu zielonego soku? Mam ochotę pójść na drinka!

I co dalej?
Mam do tej pozycji negatywny stosunek, ale nie zmienia to faktu, że jest po prostu ładnie wydana. Aktualnie ląduje w moim pudełku inspiracji i będzie wykorzystywana jako element o zdjęć do czasu kiedy jej potencjał będzie wykorzystany do cna. Wypadałoby podzielić się jeszcze opinią odnośnie polecenia tej książki. Jeśli ktoś szuka czegoś łatwego, szybkiego, czyli takiego czytadła na wolny wieczór to nawet polecam. Dla mnie to coś w rodzaju lekkiej gazetki, którą czyta się w kolejce do dentysty, a potem zapomina się o czym właściwie były artykuły. Można przyjrzeć, popatrzeć na ładne obrazki, dowiedzieć się czegoś o Garance, zapoznać się z jej doświadczeniami, zerknąć na kilka historyjek z jej życia. Nie mnie jednak nie mam zamiaru nakłaniać nikogo do zakupu, pisać o pozytywnych aspektach i na siłę znajdować zalety. Moim zdaniem ta książka jest nieudana, nieambitna i nie wnosząca niczego wartościowego. Ratuje ją jedynie wygląd, wysmakowana oprawa i ogólne wrażenie zaplanowania wszystkiego od a do z. W kwestii urody nie mam jej nic do zarzucenia, a nawet jestem skłonna ją pochwalić i uznać za jedną z najładniej wydanych książek, ale to chyba jednak nie wszystko. Zamknęłam ją i nie zamierzam wracać, a teraz pozwólcie, że otworzę coś zupełnie innego, bo wyraźnie czuję, że informacje tam przedstawione miały negatywny wpływ na moją psychikę.
Nie martwcie się ja jestem beznadziejnym przypadkiem poszukiwacza rzeczy sensownych i ambitnych w nawet najbardziej płytkich obszarach. Ogólnie ludzie dzielą się na przeciwników i wielkich fanów tej pozycji. Moim zdaniem wszystko wynika z kręgów zainteresowań, a skoro ja z modą nie jestem za pan brat, więc może dlatego nie potrafię zaakceptować tej lektury taką jaka jest. Po prostu jestem idealistką, która chce więcej, wymaga rzeczy trudniejszych i nie ma czasu na coś zbyt błahego.

Znacie opisaną przeze mnie książkę? Jesteście odporne na reklamę, a może dość często ulegacie jakimś tymczasowym trendom?

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Follow Me @ SoraTemplates

Popular Posts

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy