sobota, marca 12, 2016

Calvin Klein - Reveal. Kobiecość, klasa, zmysłowość...

Dość rzadko poruszam tutaj tematy związane z perfumami. Przyczyną tego jest chyba moja dziwna maniera, która objawia się w tym, że jeśli już jakiś zapach wyjątkowo przypadnie mi do gustu to męczę go okrutnie i dopiero kilka ostatnich kropel na dnie flakonika lekko mnie otrzeźwia. Wśród perfum zachowuję się trochę jak dziecko we mgle, bo czasem czuję się przytłoczona, nie wiem czego chcę, gubię się i wreszcie zapominam co tak naprawę mi się podoba. Wiem czego spodziewać się po konkretnych akordach, ale mimo wszystko dopiero ich połączenie potrafi zaczarować lub obudzić prawdziwe demony. Piękne opisy producenta mogą dosłownie unieść mnie gdzieś wysoko do nieba, aby potem rzeczywistość boleśnie zrzuciła mnie na sam dół. Przykładem takiego okrucieństwa była dla mnie Euphoria, którą polecało mi wiele osób, a której mój nos absolutnie nie zaakceptował i do dzisiaj na samą myśl o tym zapachu mam dreszcze. Co prawda posiadam swoje ulubione nuty zapachowe, ale nie zmienia to faktu, że czasem potrafię absolutnie zakochać się w jakiejś kompozycja, aby po kilku razach mieć na nią totalnie uczulenie objawiające się bólem głowy doprawionym nieznośnym poczuciem, że dany zapach mnie drażni, przeszkadza mi i irytuje jak koleżanka z chorobliwym parciem na awans. Tym razem jednak było odwrotnie, ponieważ na początku czułam lekki zgrzyt, aby wreszcie uznać zapach za bardzo przyjemny, niejednowymiarowy, rozwijający się i zmysłowy, ale mimo wszystko dla mnie taki do polubienia, a nie do zakochania się bez pamięci i na zabój. 
Najnowsza kompozycja, REVEAL Calvin Klein dopisuje kolejny, zupełnie inny, rozdział do emocjonalnej historii marki. Rozpoczyna zmysłową grę, uosabiając pełną erotyzmu relację pomiędzy dwojgiem ludzi. Uzależnia, kusi, wzbudza pożądanie. Choć jest w zasięgu wzroku to jednak nie da się jej uchwycić. Pozostaje spojrzenie, spojrzenie, od którego wszystko się zaczyna… REVEAL odkrywa nową kategorię w zapachowych przestworzach. Należy do rodziny słoneczno orientalnej Solar Oriental, która poprzez dualizm, przejawiający się w każdym aspekcie kompozycji, jej niespotykaną świeżość oraz przyjemne, otulające zmysły ciepło wyzwala intensywne emocje.

Minimalizm górą!
Oczywiście w kwestii ubrania zapachu w ten jakże piękny flakon. Tworzy on kwadrat, który powstaje po połączeniu dwóch trójkątów, z których jeden jest korkiem w srebrnym kolorze, a druga część jest szklana i wypełniona lekko bursztynowym płynem. Jestem zachwycona tą prostotą, klasą i elegancją. Moim zdaniem to idealne połączenie klasyki z nutą przewrotności. Jest dobry smak, ale nie wieje nudą i odtwórczym charakterem. Pięknie wygląda na toaletce, ale czasem bywa nieco kłopotliwy, bo spiesząc się można go źle odstawić co grozi upadkiem. Jednak to już są tak mało istotne niuanse, że lepiej poznać wreszcie kompozycję zapachową, a nie przejmować się rzeczami tak niewartymi uwagi.


Kompozycja zapachowa
Od samego początku wiadomo, że mamy do czynienia z charakternym zapachem. Nie jest to lekka, odświeżająca woda, którą można spryskać się szybko przed wyjściem. Zapach ten wyzwala we mnie coś w rodzaju potrzeby celebrowania go i przeznaczenia na ważniejsze okazje. To prawie jak niedzielna sukienka, której nałożenie w dzień powszedni byłoby największym przewinieniem. Od samego początku najbardziej wyczuwalny jest pieprz połączony z solą, ale nie ma mowy tutaj o jakiejś przesadnej mocy, któregoś z komponentów, ponieważ wyraźnie łagodzi je bardzo pudrowa baza. Odnoszę wrażenie, że takie zestawienie najbardziej pasuje do rozgrzanego, kobiecego ciała. Początkowo aromat jest bardzo mocny, wręcz zbyt nachalny, dojrzały, elegancki. Dopiero po jakimś czasie ulatuje z niego ta ostrość i powaga, a zastąpione zostają ciepłem i prawdziwą kobiecością. Zaczyna dominować irys, ambra, kaszmeran i drzewo sandałowe. Jest troszkę dymnie, nieco intymnie, drzewnie, ale nie przytłaczająco. Na samym początku zapach ten nieco mnie przestraszył, bo wyraźnie czułam, że chyba nie jest dla mnie. Było zbyt dostojnie, niszowo i mocno dla mojego nosa. Wyobraźnia podpowiadała mi, że najlepiej odnalazłaby się wśród tych akordów dojrzała i silna kobieta, od której bije elegancja, ale też swoisty chłód. Na szczęście zapachy mają to do siebie, że stopniowo zaczynają dojrzewać, zmieniać się, pojawiają się kolejne nuty zapachowe, a inne gdzieś się ulatniają. Ostatecznie zachwyciło mnie ciepło, dojrzała kobiecość, lekka orientalność oraz spokój, który bije od tego zapachu. Nie jestem fanką bardzo zmysłowych i ciężkich zapachów na wieczór, ale ta kompozycja jest świetną alternatywą, ponieważ nie przytłacza, rozgrzewa i dodaje sex appealu. W reklamie tego zapachu emocje dosłownie buzują między parą kochanków, ale mi bardziej do charakteru tej wody pasuje świadoma własnej wartości kobieta w wersji solo. W sumie może tu dziać się namiętność i budzić się pożądanie, ale raczej nie myliłabym go z zakochaniem i miłością...


Tak, a może jednak nie?
I to jest tutaj najważniejsze pytanie, bo mimo wszystko mam nieco mieszane odczucia. Z jednej strony uważam, że to świetna propozycja na wieczór, która sprawia, że każda kobieta staje się bardziej zmysłowa i tajemnicza. Prostuje plecy, jej ruchy są spowolnione, a umysł podpowiada, że jej przodkowie na pewno mieli jakieś szlacheckie korzenie. Swoją twarz przystraja w tajemniczy uśmiech i zapomina o głośnym śmiechu i niewybrednych żartach. Poza tym na pochwałę zasługuje brak zbytniej ciężkości, jakiegoś wybijającego się ponad szereg elementu lub nut, które sprawiłaby, że perfumy te byłyby zarezerwowane jedynie dla wielbicieli dziwnych i niszowych kompozycji. Trwałość także jest na wysokim poziomie, ponieważ czasem zapach utrzymuje się cały dzień i nawet wieczorem daje o sobie znać. Z drugiej jednak strony moi zdaniem najlepiej spiszą się mimo wszystko na wieczór i to najlepiej ten spędzany w sukience i najlepszych szpilkach. Uwodzi, rozpala, kojarzy mi się z namiętnością między dwojgiem ludzi, więc za nic w świecie nie pasuje mi do zwykłego dnia w pracy, podczas którego większość osób zmysłowość zostawia w domu. To propozycja, którą warto poznać, więc zachęcam do zatrzymania się przy niej w perfumerii, aby wyrobić sobie zdanie, zakochać się lub z dezaprobatą pokręcić nosem i pójść dalej. 

Znacie opisywany przeze mnie zapach? Jakie są wasze ulubione perfumy? 

0 Komentarzy :

Prześlij komentarz

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget

5 w piątki

5 kosmetyków kolorowych, których aktualnie używam najcześciej

Chociaż niespecjalnie narzekam na niedosyt kosmetyków, to jednak i tak najczęściej używam tych, które po prostu w jakiś sposób zaskarbiły so...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy