środa, marca 16, 2016

Książka kontra czytnik e-booków. Co wygrywa w tym pojedynku?

Do dzisiaj pamiętam bibliotekę w szkole podstawowej. Było to ciasne i ciemne pomieszczenie, w którym półki uginały się od książek zapakowanych w okropny papier o burym odcieniu. Panował tam specyficzny zapach, a prym wiodła surowa pani bibliotekarka, która stała na straży porządku, powagi i ciszy. Za jej plecami znajdował się jedyny kącik, który mógł zainteresować dziecko, bo stały tam książki nowe, kolorowe, które każdy chciał złapać w swoje ręce i zostawić pierwszy odcisk palca. Niestety nie można było ich wypożyczyć, a nawet dotknąć, więc pokrywały się kolejną warstwą kurzu. Nie wiem jaka była strategia tego działania, ale chyba musiały swoje odstać i upodobnić się do swoich zapomnianych i pożółkłych przyjaciółek, którym okładki robiliśmy na lekcjach techniki. Urodziłam się już w wolnej Polsce, ale jak widać jeszcze długi czas mentalność ludzi nie uległa żadnej zmianie i paranoja goniła absurd. Pewnie zastanawiacie się skąd te moje przedpotopowe wspominki. Otóż kilka dni temu Biblioteka Narodowa poinformowała o zatrważającym poziomie czytelnictwa w naszym kraju.
W 2015 roku lekturę co najmniej jednej książki zadeklarowało 37% badanych.  
Odnoszę wrażenie, że są to plony tego czym skorupka nasiąkła za młodu. Biblioteki pełne starych i nieatrakcyjnych książek, dziwny przymus powagi jak w miejscu świętym i brak jakiegokolwiek marketingu i nie mówię tutaj o mediach, a o próbie pokazywania młodym ludziom, że czytanie jest czymś fajnym i nie wiąże się jedynie z nauką. Ogólnie rzecz biorąc trudno było sprawić, aby czytelnictwo było modne jak Pokemony, ale jednak nie przypominam sobie, aby ktokolwiek na mojej drodze podjął próbę oswojenia dzieci z książką, która ma być rozrywką. Mimo wszystko myślę, że aktualnie coraz więcej osób sięga po książki. Najczęściej jednak są to pozycje bardzo przeciętne, a nawet strasznie słabe, ale to już mimo wszystko jakiś krok do przodu. Daleka też jestem od popadania w przesadę i uważam, że jeśli ktoś czytać nie chce, to ma do tego absolutne prawo. Nie przepadam za narzucaniem czegoś innym i każdy powinien decydować za siebie, bo chyba od czegoś mamy jednak trochę tej wolności. 


PocketBook 623 Touch Lux
PocketBook 623 Touch Lux to unikatowe połączenie stylowego designu oraz niezawodnej jakości jaką oferuje doświadczona marka PocketBook. Dzięki rewolucyjnym rozwiązaniom Touch Lux zapewnia najbardziej komfortowy sposób czytania cyfrowych publikacji.  Innowacyjny model posiada ekran E-Ink Pearl HD z wbudowanym podświetleniem. Dzięki temu korzystanie z czytnika możliwe jest w każdym miejscu i o każdej porze bez potrzeby dodatkowego oświetlenia.
Nie martwcie się, bo nie będzie to wpis stricte techniczny, w którym będę siliła się na wymienianie parametrów, o których tak naprawdę nie mam pojęcia. Chciałabym po prostu opisać swoje wrażenia z perspektywy czytelnika, który z poczciwej książki próbuje przesiąść się na model naszpikowany gadżetami. Na początku na tapetę mam zamiar wziąć względy estetyczne. Mój egzemplarz prezentuje się jak lekki i mały tablet, którego design jest bardzo prosty, a kolorystycznie dominuje tu srebro i czerń. Zgrabnie leży w ręku, ale do obsługi trzeba się nieco przyzwyczaić. Jest bardzo prosty w obsłudze, bo oprócz ekranu dotykowego ma kilka przycisków tradycyjnych, ale mimo wszystko nie pracuje jak wszelkiego rodzaju elektroniczne gadżety, ponieważ jego działanie jest nieco spowolnione i osoba, która nigdy nie miała kontaktu z czytnikami może czuć się lekko poirytowana. Zawsze podczas używania odnoszę wrażenie, że zachowuje się trochę jak tablet starej generacji, który działa dość wolno i nie do końca nadąża za moim pośpiechem. Wielką zaletą jest zdecydowanie wyświetlacz, który ma regulowany stopień podświetlenia, więc książki można czytać o każdej porze i to bez uszczerbku na zdrowiu oczu. Najważniejsze jest jednak, że ekran nie odbija promieni słonecznych, więc wnikanie do świata kolejnych bohaterów jest możliwe nawet w najbardziej jasny dzień, podczas którego korzystanie chociażby z telefonu jest utrudnione. Niewątpliwą zaletą jest fakt, że można w jednym miejscu mieć mnóstwo książek i publikacji, czytać je dosłownie wszędzie, łatwo przenosić wybrane e-booki na czytnik, a nawet łączyć się z internetem w celu pobrania kolejnego bestselleru. Kolejnym niewątpliwym pozytywem jest zainstalowany słownik Abby Lingvo, dzięki któremu czytanie obcojęzycznych pozycji stało się bardzo proste. Teraz już nie muszę sprawdzać słówek w słowniku, a wystarczy dotyk palcem danego wyrażenia i od razu pojawia mi się jego tłumaczenie. Moim zdaniem to genialna sprawa i absolutne ułatwienie i przyspieszenie nauki. Dodam jeszcze, że możliwe jest zrobienie zakładki na danej stronie, utworzenie potrzebnych notatek oraz korzystanie z kilku stron jednocześnie. To z pewnością ciekawe i wygodne udogodnienia, ale mimo wszystko nie niezbędne. Kolejnym ważnym punktem jest komfort, ponieważ w przypadku książek i mojego czytania w pozycji leżącej zawsze jest coś nie tak. Tutaj pada cień, tam strona się zagina, a mi jest niewygodnie. W przypadku czytnika funkcjonalność jest zdecydowanie większa, więc muszę kolejny raz go pochwalić, ale zasłużenie! W razie jeśli jakaś książka nie jest warta uwagi to kasuję ją z czytnika i nie zaprząta już mi ona głowy. W wersji tradycyjnej niestety muszę patrzeć na takiego gagatka i liczyć w myślach ile kosztowało mnie pieniędzy i nerwów to spotkanie.


Może jednak czytnik ma jakieś wady?
Oczywiście, że ma i nie zawaham się ich wymienić. Znowu zaczynam od wyglądu i co prawda gumowy tył sprzętu sprawia, że lepiej leży w dłoni i trzyma się danej powierzchni, ale jednak zostają na nim odciski palców, zabrudzenia i rysy, które dość ciężko usunąć. Drugą kwestią jest fakt, że jak już wspominałam trzeba się przyzwyczaić do tego typu urządzenia, bo osoby niecierpliwe mogą być nieco poirytowane 'zawrotną szybkością' jego działania. Jednak zdecydowanie częściej czytało mi się bardzo sprawnie, ponieważ sprzęt pozwala na dobranie formatu strony, więc możemy wybrać taką z akapitem lub bez i w razie konieczności powiększać lub zmniejszać tekst. Niestety czasem czytałam artykuły, które jakoś nie mogły zgrać się z czytnikiem, były ucięte, strony zmieniały się w niewygodny sposób, a ja byłam tym zdenerwowana. Poza tym wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że ogólnie sprzęt ten jest banalny w użytkowaniu, ale mimo wszystko jakiś taki mało intuicyjny.

I co teraz z książkami?
Posiadam czytnik, ale mimo wszystko w kwestii książek nic się u mnie nie zmieniło, bo tych tradycyjnych wciąż u mnie przybywa. Nie mam zamiaru pisać tutaj o celebracji i traktowaniu papieru z namaszczeniem, ale jednak nie ma nic lepszego niż okładka, kartki i fajny wieczór z tym przedmiotem w dłoni. Taka elektroniczna książka jest, a jakby jej nie było, bo nigdy jej nie dotknę, nie położę na szafce nocnej i nie pożyczę jej koleżance, bo wysłanie pliku to już nie to samo. Czytnik nie ma duszy, jest jak każde urządzenie elektroniczne, które z czasem napełnia mnie jakimś dziwnym zniechęceniem. Nadal go używam, ale jedynie na wyjazdach i do czytania książek i artykułów po angielsku. Aktualnie nie ma dla mnie nic lepszego do nauki języka. Dzięki temu urządzeniu mogę w każdym miejscu i bardzo szybko sprawdzić dane słówko, zapamiętać je lub zapisać. Ogólnie rzecz biorąc jest to bardzo ciekawy gadżet, który ja użytkuję jedynie w jakimś procencie jego możliwości. Myślę jednak, że dla osób mniej tradycyjnych i bardziej praktycznych będzie on strzałem w dziesiątkę.



Wolicie wersję papierową czy elektroniczną? Należycie do 37% społeczeństwa, które w tamtym roku przeczytało przynajmniej jedną książkę?

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Follow Me @ SoraTemplates

Popular Posts

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy