Kosmetyki do włosów wiele razy traktowałam po macoszemu, ponieważ zbyt często były jednym wielkim rozczarowaniem. Grube i gęste włosy bywają powodem do dumy, ale jeszcze częściej są przyczyną wielu katastrof. Sen z powiek spędzały mi nieraz szampony niedokładnie oczyszczające włosy lub odżywki, które niemiłosiernie obciążały fryzurę. Mnóstwo zawodów oraz nieustanna walka z kłopotliwą strukturą puszących się włosów, sprawiły że wielokrotnie nie miałam nawet najmniejszej ochoty na kolejne próby poszukiwania kosmetyków bardziej odpowiednich dla moich małych niedoskonałości. O ile produktów do makijażu przybywało, o tyle te do włosów ograniczyłam wyłącznie do czegoś myjącego i ewentualnie odżywiającego od czasu do czasu. Nie była to świadoma pielęgnacja ani modny ostatnio minimalizm, a coś w rodzaju zniechęcenia kolejnymi nieudanymi próbami walki o przyzwoite odbicie w lustrze. Od jakiegoś czasu całe szczęście dla mojego pragnienia posiadania i nieszczęście dla portfela, jest już zdecydowanie lepiej, a na półce mnożą się kosmetyki, które o dziwo spełniają moje oczekiwania. Tym razem chciałabym podzielić się informacją na temat produktów, które absolutnie zdobyły moje serce i co prawda nie są odpowiednie dla każdego, ale już spieszę z wyjaśnieniami na czym polega ich fenomen i jednoczesna uniwersalność. 
Pionierska marka Laboratoria Klorane z zaangażowaniem i konsekwencją realizuje politykę polegającą na ścisłym przestrzeganiu etyki farmaceutycznej wymagającej rygorystycznego postępowania na wszystkich etapach wytwarzania produktu, kieruje się filozofią odwołującą się do doświadczenia botanicznego - filaru marki, której wszystkie produkty zawierają wyciągi roślinne, i do wiarygodności - kluczowej wartość marki, oraz nieustannie dokłada starań, by chronić nasze dziedzictwo roślinne.
Pierwsze wrażenie i zapach zasługujący na oddzielny akapit
Absolutnie trafia do mnie estetyka tych wszystkich produktów. Czystość, brak niepotrzebnych udziwnień, klasa oraz minimalistyczny styl już od samego początku zasiały w mojej głowie ziarnko nadziei i wielkich oczekiwań. Jestem niemalże pewna, że każdy doceni ten design, a nawet jeśli nie trafi on w czyjeś oczekiwania, to z pewnością nie nazwie go słabym lub w złym guście. Wolę jednak teraz przejść do dużo ciekawszej kwestii, a mianowicie do zapachu, który wywołuje u mnie specyficzne emocje. Dwa produkty pochodzą z serii oliwkowej, a jeden z owsianej, ale wszystkie pachną dość podobnie, choć ta pierwsza wersja trochę bardziej mi odpowiada. Po pierwsze jest to niezwykle naturalne i ziołowe połączenie woni. Zapach jest specyficzny, ale nie drażni nadmiernym przesyceniem zbyt agresywnych komponentów. Pachnie jak jakiś własnoręcznie robiony wywar ze starego przepisu babci i nie zawiera w sobie żadnych sztucznych upiększaczy o modnych połączeniach aromatów. Z tego też powodu za każdym razem kiedy stosuję te kosmetyki, a szczególnie myjąc włosy szamponem mam wrażenie, że jest upalne lato, a ja biorę chłodną i odświeżającą kąpiel. Może to nadinterpretacja i lekka przesada, ale ten zapach jednoznacznie kojarzy mi się z czystością, lekkością, brakiem sztuczności. Jego aromat przywołuje wieś, zioła, świeżą trawę, rosę, oddech, spokój i relaks. Zaznaczę możne na koniec, że nie jest to aromat specjalnie wybitny, a może i całkiem zwykły i pospolity. Początkowo był mi nawet obojętny, ale wraz z upływem czasu nabrałam do niego ogromnej sympatii, która zapewne wynika z ogólnego polubienia tychże kosmetyków. 

Klorane - Olive szampon przywracający gęstość włosów
Szampon na bazie wyciągu z drzewa oliwnego został stworzony dla włosów osłabionych wraz z wiekiem. Jego sekret? Przywraca równowagę skóry głowy i regeneruje włosy. Wnika głęboko, włosy stają się widocznie grubsze. Odzyskują sprężystość, strukturę i witalność.

Jest to mój zdecydowany ulubieniec, który trafił do mnie nie przez zapewnienia producenta, a po rekomendacji mojej koleżanki gwarantującej jego super moce. Postanowiłam, więc przetestować tego superbohatera, a patrząc na moje włosy stwierdziłam, że i tak nie mam nic do stracenia. Walorów zapachowych opisywać ponownie nie będę, więc przejdę do zagadnień związanych konsystencją. Produkt ma lekko zielonkawą barwę, średnio rzadką strukturę oraz pieni się bardzo dobrze, więc z wydajnością też jest całkiem fajnie. Włosy podczas mycia nie stają się w jakiś specjalny sposób gładkie, ale też nie ma mowy o przesadnym plątaniu lub nieprzyjemnej szorstkości. Rozczesują się raczej normalnie, a zapach na nich jest raczej niewyczuwalny. Te argumenty sprawiają, że ktoś mógłby być zainteresowany dlaczego właściwie tak polubiłam ten kosmetyk. Po pierwsze zapach sprawia, że od początku czuć, iż włosy są świeże, czyste i nie zalegają na nich żadne pozostałości z szamponu. Idealnie oczyszcza i nie ma mowy o nieprzyjemnym wrażeniu niedokładnego umycia włosów, co kiedyś zdarzało mi się bardzo często. Kolejnym argumentem jest fakt, że absolutnie nie obciąża i fryzura przez bardzo długi czas jest w nienagannym stanie. Uważam, że to produkt dobry dla osób, które mają problemy z włosami, które zbyt szybko się przetłuszczają, bywają niedokładnie oczyszczone. Ogólnie rzecz biorąc nie odnotowałam większych zmian związanych ze poprawą nawilżenia i ujarzmieniem oraz zapobieganiem plątania. Muszę też zaznaczyć, że nie jest to produkt, który w jakiś specjalny sposób ujarzmia, dyscyplinuje i trzyma włosy w ryzach. On po prostu oczyszcza, zapewnia świeżość, jest delikatny i nie szkodzi. Jeśli ktoś wymaga czegoś więcej to tutaj moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłoby zastosowanie bogatszej odżywki na końce włosów. Jego zalety wydają się niewielkie, ale w moim odczuciu są naprawdę ogromne, bo brak prawidłowego mycia rzutuje chyba na wszystkie aspekty związane z wyglądem i zdrowiem włosów. Właściwości przywracających gęstość nie ocenię, bo aktualnie nie zmagam się z takim problemem, a poza tym niekoniecznie jestem przekonana, że wyłącznie szampon może w radykalny sposób wpłynąć na poprawę stanu rzeczy w tej trudnej kwestii.
Cena: 30 zł/ 100 ml 

Klorane - Olive koncentrat w srayu do osłabionych włosów
Koncentrat bez spłukiwania na bazie wyciągu z drzewa oliwnego zapobiega starzeniu się skóry głowy i pobudza jej mikrokrążenie, dzięki zastosowaniu unikalnej metody masażu opracowanego przez fizjoterapeutów. Wyciąg z drzewa oliwnego wnika we włókno włosa , aby nadać mu strukturę i odporność od nasady, aż po same końce. Włosy są widocznie grubsze, w doskonałej formie, odzyskują strukturę i witalność.

Produkt ten znajduje się w ciemnej buteleczce zaopatrzonej w dozownik, który aplikuje sporą ilość kosmetyku po jednym naciśnięciu. Miałam pewne obawy przed stosowaniem go u nasady włosów i to bez spłukiwania, bo wizja szybkiego przetłuszczania była bardzo nieprzyjemna. Mimo wszystko postanowiłam skorzystać z rad i skrupulatnie stosowałam koncentrat w połączeniu z masażem, którego tajniki już wyjaśniam. Po spryskaniu włosów należy masować okrężnymi ruchami najpierw kark, potem skronie oraz wierzchołek głowy, po czym czynności powtarzamy w odwrotnej kolejności i podobno wystarczy poświęcić na niego zaledwie trzydzieści sekund. Ten czas absolutnie mnie przekonał, ponieważ nie potrafię wykonywać monotonnych czynności lub czekać na coś przez długi czas. Kilka sekund masażu jednak nawet dla mnie nie było problemem. O dziwo po tym wszystkim rano włosy nie były obciążone oraz później nie przetłuszczały się w szybszym tempie. Jedyną różnica jaką udało mi się odnotować był fakt, że były trochę bardziej sztywne i miałam wrażenie, że jednak jakaś część koncentratu nadal na nich jest. Co mogę powiedzieć o działaniu wzmacniającym? Po pierwsze o dziwo tej wiosny nie odnotowałam większego wypadania włosów i na szczotce zostaje ich naprawdę niewiele. Po drugie moje baby hair rosną w zawrotnym tempie niemalże jak młoda trawa na murawie po deszczu. Mimo aktualnej świetnej kondycji zdrowotnej włosów (z tą wizualną jest nieco gorzej) nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć czy aktualny stan jest wynikiem stosowania wyłącznie tego koncentratu. Zaznaczę po prostu to, że jest to kolejny kosmetyk idealny dla włosów skłonnych do zbyt szybkiego przetłuszczania. O dziwo stosowałam go bardzo skrupulatnie i zachwycałam się faktem, że moje włosy po wysuszeniu są tak sypkie, puszyste i niesklejone lub obciążone pozostałościami substancji zawartych w kosmetyku. Ja jestem na tak!
Cena: 60 zł/ 100 ml 

Klorane - Avoine odżywka ułatwiająca rozczesywanie na bazie mleczka z owsa
Dzięki swojej wyjątkowo łagodnej formule, odpowiedniej dla włosów wszystkich członków rodziny, odżywka bez spłukiwania na bazie mleczka owsianego wygładza włosy i ułatwia rozczesywanie. Chroni nawet najbardziej delikatne włosy, sprawiając, że odzyskują naturalne piękno i wyjątkową miękkość. Odżywka została przebadana pod kontrolą dermatologiczną, może być również bezpiecznie stosowana przez dzieci. Nie zawiera parabenów ani silikonów.

Produkt ostatni, ale na pewno nie najgorszy w tym zestawieniu. To kolejny kosmetyk w sprayu, którego nie należy spłukiwać, więc znów wygrywa lenistwo! Tym razem opakowanie wygląda nieco bardziej zwyczajnie i jak się da zauważyć również cena jest o wiele niższa niż w przypadku koncentratu. Skoro producent zapewnia, że odżywka może być stosowana także przez dzieci, to chyba jednak musi w nim jednak być coś pozytywnego. Rozczesywanie włosów to był mój największy koszmar z dzieciństwa. Pamiętam jak po myciu moja mama próbowała ujarzmić moje włosy sięgające po pas, a ja w tym czasie wydawałam dźwięki tak straszliwe, że tylko święty mógł to wszystko wytrzymać. Pamiętam, że kiedyś wreszcie jakaś odżywka rzeczywiście sprawiła, że układnie włosów nie było takie bolesne, ale czy ta jej dorównuje? Ja spryskuję nią włosy od połowy długości i często po takim zabiegu idę spać. Rano fryzura jest często wręcz awangardowa, ale kilka ruchów szczotką i już pojawia się iskra nadziei, ponieważ włosy dość łatwo doprowadzam do porządku, a bywa to u mnie kłopotliwe, bo maja fryzura jest beznadziejnym przypadkiem poplątania z pomieszaniem. Z tego też względu ocenię ten kosmetyk jako pomagający rozczesać włosy, ale nie będący cudownym antidotum na ten koszmarny problem. Poza tym rano włosy są gładkie, miękkie oraz puszyste, bez śladu pozostałości po kosmetyku. Kolejny raz muszę napisać, że jestem zachwycona jego lekkością i jest to świetna propozycja dla osób szukających czegoś szybkiego i nieobciążającego. Znowu też dodam, że jednak fani mocnego nawilżenia i ciężkich i bogatych masek mogą być nieusatysfakcjonowani. Ja jednak należę do grona osób lubujących się w lekkości, bo jak się nosi na głowie tyle włosów, to naprawdę szuka się czegoś delikatnego jak rosa o poranku. Zabrzmiało to już chyba trochę kiczowato, a to znak, że zaczynam przesadzać z ilością tekstu, więc czas zabrać się za podsumowanie. 
Cena: 30 zł/200 ml 

Krótkie podsumowanie 
Na pewno z wcześniejszego tekstu sprawne oko zdołało wychwycić moją ogólną opinię dotyczącą tych kosmetyków, ale mimo wszystko w telegraficznym skrócie postanowiłam przedstawić swoje stanowisko. Pierwszy kontakt z marką Klorane uważam za bardzo udany. Zachwyciła mnie lekkość kosmetyków i zupełny brak obciążenia, który bardzo często jest w moim odczuciu wyznacznikiem być albo nie być danego produktu. Podoba mi się świetne oczyszczanie włosów i skóry głowy, delikatna poprawa komfortu podczas rozczesywania fryzury oraz fakt, że od kiedy stosuję te produkty, nie mam praktycznie żadnych problemów zdrowotnych związanych z kondycją włosów. Nie pojawił się łupież, żadna forma podrażnienia, włosy nie wypadają i są bardzo miękkie i puszyste. Co prawda nadal mi się puszą, ale chyba z tym już nie wygram za pomocą żadnego środka kosmetycznego. Ogólnie polecam te serie osobom szukającym lekkości i delikatności na co dzień. Nie radzę po nią sięgać jeśli jednak szukacie mocnego odżywienia i nawilżenia lub jeśli lubujecie się w ciężkich i bogatych maskach, bo to zupełnie inna kategoria produktu. Poza tym ziołowy aromat to idealna propozycja na odświeżającą kąpiel włosów podczas gorącego lata.

Znacie kosmetyki marki Klorane? Wolicie lekkie produkty to pielęgnacji włosów, a może należycie do grupy uwielbiającej treściwe maski i oleje?