czwartek, kwietnia 21, 2016

Mój rytuał pielęgnacyjny z kosmetykami GlySkinCare.

Produkty opisane niżej pojawiły się u mnie dzięki diagnosis.pl i na tę właśnie stronę odsyłam was po szereg informacji na temat innych kosmetyków i na ewentualne zakupy. Zrobiłam małe podsumowanie, trochę pokalkulowałam, coś przemyślałam i ogólnie rzecz biorąc wyszło mi, że takiego typu posty pojawiają się u mnie dosyć rzadko. Mimo wszystko nie obawiam się przyznać, że daną rzecz dostałam, a nie została przeze mnie zakupiona za ciężko zarobione pieniądze. Wszystkie produkty traktuję w ten sam sposób i nie obawiam się wyrazić szczerej opinii na ich temat. Moim zdaniem strach przed niepochlebnymi komentarzami jest zupełnie nieuzasadniony. Po pierwsze marka, która oczekuje tylko pochwalnych pieśni jest bardzo ograniczona i niepoważna, a po drugie po dwóch dość negatywnych opiniach dostałam propozycje przetestowania kolejnych produktów. Jak widać szczerość czasem jest kluczem do sukcesu i warto przełamać syndrom słodkich i zawsze pozytywnych blogów, których autorzy jedynie chwalą i ładnie się uśmiechają. Dość jednak tej prywaty i czas wspomnieć nieco o kosmetykach, bo to one są bohaterami dzisiejszego wpisu. Kompletnie nie wiedziałam na co się zdecydować, ale akurat w tym samym czasie mój ówcześnie używany żel do mycia twarzy był już na wyczerpaniu, więc klamka zapadła. Wcześniej marka zupełnie nie była mi znana, więc z jeszcze większym zapałam zabrałam się za testowanie, a co z tego wynikło dokładnie opiszę w dalszej części. 


Pierwsze wrażenie
Na początku może zacznę od opakowań, bo tutaj mam mieszane odczucia. Serum znajduje się w malutkiej, szklanej buteleczce z brązowego szkła. W zestawie znajduje się wygodna pipeta i ogólnie ten kosmetyk moim zdaniem prezentuje się bardzo dobrze, dość klasycznie bez jakichś przesadnych szaleństw w dziedzinie wyszukanego designu z pogranicza sztuki i śmieszności. Z kolei płyn do mycia twarzy oraz tonik zamknięte są w buteleczkach w odcieniu fioletu i co prawda jakość ich wykonania jest naprawdę bardzo dobra, to jednak jakoś nie mogę przekonać się do tej dyskusyjnej barwy. Kolejnym zagadnieniem jest woń wszystkich kosmetyków. Są to produkty bezzapachowe i jak dobrze wiadomo takie kosmetyki mimo wszystko posiadają swój specyficzny aromat. W tym wypadku jednak odetchnęłam z ulgą, ponieważ jest on bardzo słabo wyczuwalny i dla mojego nosa dość neutralny, a wiem o czym piszę, gdyż z tego typu kosmetykami miałam już wiele razy do czynienia i czasem bywało dość nieprzyjemnie. Rozpoczęłam więc testy z entuzjazmem, ale też z odpowiednią porcją zdrowego obiektywizmu.

Płyn do mycia twarzy Gentle Cleanser
Skoncentrowany płyn do mycia twarzy, bez dodatku mydła i alkaliów. Skutecznie usuwa makijaż pozostawiając uczucie komfortu nawilżonej skóry. Zawarty w preparacie kwas glikolowy pomaga przywrócić jej naturalny odczyn pH. Preparat może być stosowany przez osoby mające cerę skłonną do podrażnień.

Produkt ten ma białą barwę i konsystencję typowego mleczka do demakijażu, choć może nie jest tak bardzo tłusty jak niektóre tego typu kosmetyki. Obawiałam się, że taka forma może być niewystarczalna dla mnie, ale jednak płyn ten bardzo dobrze radzi sobie z usunięciem makijażu, a dokładniej podkładu i nawet tuszu podczas klasycznego mycia przy użyciu wody. Wydobywa się go za pomocą poręcznej pompki, która dozuje taką ilość produktu, że jedna miarka wystarcza mi na buzię bez makijażu, a dwie bardzo dobrze radzą sobie z pozostałościami wszelkiego rodzaju podkładów z całego dnia. Nie darzyło mi się ani razu, aby płyn ten nie umył dokładnie twarzy i było to moje największe zaskoczenie, że tak lekki kosmetyk może być tak skuteczny. Nakładając go na skórę ma się dziwne odczucia, ponieważ on zupełnie się nie pieni, jest bardzo lekki i po krótkim masażu ma się wrażenie, że zaaplikowało się go zbyt mało, a on w dziwny sposób znika z twarzy. To wszystko było u mnie spowodowane jedynie tym, że wcześniej najczęściej stosowałam standardowe żele, które były bardzo treściwe i mocno pieniące się. Kolejną zaletą jest fakt, że absolutnie nie podrażnia okolic oczu i przypadkowy kontakt nie skutkuje łzawieniem. Po jego użyciu buzia jest gładka, przyjemna w dotyku i w żadnym razie nie napięta, co też bardzo się chwali! Odnoście wydajności to mam wrażenie, że jest raczej przeciętna i nie uznam go za kosmetyk wybitnie ekonomiczny. Skoro ma konsystencję mleczka postanowiłam przetestować go w zupełnie inny sposób i nałożyłam na płatek kosmetyczny w celu usunięcia makijażu oka. Co prawda jest w stanie pozbyć się tuszu bez podrażnień i zaczerwienia, ale jednak ze względu na delikatną konsystencję bardzo szybko wsiąka w wacik i oko pocierane jest na pół suchym płatkiem, co na pewno nie jest zbyt przyjemne. W takim razie może być w taki sposób używany w razie jakiejś konieczności, ale na pewno nie sprawdzi się na co dzień. Ogólnie rzecz biorąc uważam, że produkt ten jest warty uwagi i mi po prostu przypadł do gustu. Spodobała mi się jego lekkość, skuteczność oraz brak wywoływania jakichkolwiek podrażnień. Brawo!

Tonik do twarzy Gly Mist
Orzeźwiający tonik do twarzy zalecany do stosowania rano i wieczorem w celu oczyszczenia, odświeżenia oraz przywrócenia naturalnego odczynu skórze.

W przypadku tego kosmetyk również początkowo miałam pewne obawy ze względu na jego dozownik. Miałam już dwa toniki tego typu i zawsze było coś nie tak. Nie lubię stosować takiego produktu bezpośrednio na twarz, a spryskuję nim płatek kosmetyczny i dopiero przecieram skórę. Zwykle jednak dozownik aplikował tak mało produktu, że musiałam kilkukrotnie spryskiwać wacik dla odpowiedniej wilgotności. W tym przypadku jest już zdecydowanie lepiej i moje nerwy są przynajmniej na początku ukojone. Po nasączeniu płatka i przetarciu nim twarzy początkowo czuć tą przyjemną świeżość po zaaplikowaniu na ciepłą twarz chłodnego płynu. Niestety, ale później pojawiają się już schody, ponieważ w zależności od kondycji skóry cera raz reaguje dobrze, a czasem niestety wyczuwalne jest lekkie ściągnięcie wymagające natychmiastowego nałożenia kolejnego kosmetyku. Kolejną kwestią jest wydajność, która moim zdaniem jest naprawdę godna pochwały i jestem pewna, że ten produkt może służyć nawet do trzech miesięcy użytkowania. W kwestii podsumowania chciałabym zaznaczyć, że dla mojej cery tonik ten okazał się zupełnie neutralny, ponieważ spełnił swoją rolę, ale nie wywołał większego zachwytu, a czasem nawet spowodował lekki zawód. Akurat do tego kosmetyku nie przywiązuję większej uwagi, więc raczej średnie zadowolenie nie jest aż tak bardzo bolesne.

Intense C Serum na przebarwienia
Intense C Serum na przebarwienia zawiera 7,5% L-Ascorbic Acid – skoncentrowaną formę witaminy C, która docierając do najgłębszych warstw skóry zapewnia jej ochronę przed wolnymi rodnikami, zabezpieczając jednocześnie przed szkodliwym działaniem promieniowania UVA i UVB. Nośnikami skoncentrowanej witaminy C w preparacie są QuSomes®, cząsteczki które umożliwiają lepszą penetrację kosmetyku w głąb skóry. 

Produkt ma konsystencją rzadkiego olejku i początkowo myślałam, że będzie zachowywał się podobnie jak tego typu kosmetyk. Co prawda po nałożeniu na buzię jest bardzo tłusty, to jednak ta warstwa o dziwo bardzo szybko się wchłania nawet w przypadku mojej mieszanej cery. Już po kilkunastu minutach na cerze pozostaje jedynie słabo wyczuwalny woal co bardzo mnie zaskoczyło i ucieszyło! Kilka sekund po nałożeniu zauważalne jest lekkie mrowienie, które dość szybko mija o czym producent uprzedził. Zastanawia mnie tylko jak to wrażenie będzie odbierane przez bardziej wrażliwe lub problematyczne cery. Najważniejsze jednak, że rano moja cera wygląda naprawdę dobrze. Nie jest pokryta warstwą sebum, a ma bardzo naturalny wygląd, który jest miły dla oka. Poza tym wizualnie jest po prostu pełniejsza życia, energii i ogólnie jakaś bardziej witalna jeśli tak można ocenić niewyspaną twarz. Jedynym skutkiem ubocznym jest lekkie łuszczenie się skóry. Co prawda nie jest tak intensywne jak w przypadku większości kwasów, ale okolice nosa i ust należy mieć pod kontrolą, bo suche skórki wychodzą na światło dzienne, a po nałożeniu nieodpowiedniego podkładu stają się już bardzo widoczne i nieestetyczne. W kwestii ogólnego wyglądu cery bardzo podoba mi się jej zdrowy wygląd, ale daleka byłabym od stwierdzenia, że serum to niweluje wszelkiego rodzaju problemy z przebarwieniami. Co prawda da się zauważyć, że skóra jest gładsza i pozostałości po wypryskach są bledsze i szybciej znikają, ale jednak nie jest to antidotum na wszelkie zastane zmiany, które już na dobre zadomowiły się na twarzy i ani myślą, aby odejść. Ogólnie uważam, że kosmetyk ten jest warty uwagi i jako serum stosowane na noc spisuje się bardzo dobrze. Specjalistą od składów nie jestem, więc nie mam zamiaru mędrkować, ale produkt na całe szczęście nie wywołał u mnie negatywnych zmian związanym z powstawaniem wszelkiego rodzaju wyprysków. Takie oczywiście się pojawiały, ale tylko raz w miesiącu z wiadomych kobietom przyczyn.

Krótkie podsumowanie
Po pierwsze niestety, ale ogromną wadą tych kosmetyków jest fakt, że ich opakowania są zupełnie niefotogeniczne. Mój aparat oszalał, przekłamał kolory, a ja nie mogłam ustawić oświetlenia. Nawet nie wiecie jak irytujące jest to dla takiego perfekcjonisty jak ja! W takim razie nie dodam nic już o wyglądzie zewnętrznym, a zajmę się wnętrzem. Z czystym sumieniem polecam wam lekki płyn myjący, który ma dość specyficzną konsystencję, ale doskonale radzi sobie z umyciem twarzy nawet pokrytej podkładem i robi to wszystko bezpiecznie i bardzo delikatnie dla skóry. Jestem również zadowolona z serum, które uwiodło mnie efektem naturalnej i zdrowej skóry nad ranem i ogólnym wrażeniem lekkiego podreperowania stanu cery. Tonik jak już wspominałam jest dla mnie kosmetykiem absolutnie neutralnym. Z jednej strony nie zaszkodził mi, a z drugiej nie odczułam większych pozytywnych zmian, więc więcej już się nie spotkamy na wspólnej pielęgnacyjnej drodze. Bye!

Znacie kosmetyki GlySkinCare? Czego nie może zabraknąć podczas waszego rytuału pielęgnacyjnego?

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Follow Me @ SoraTemplates

Popular Posts

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy