poniedziałek, kwietnia 04, 2016

Róża jerychońska vel Widliczka, czyli magiczna roślina tylko dla pasjonatów.

Ponad rok temu wykiełkowała w mojej głowie myśl, aby założyć bloga. Marzenie szybko stało się rzeczywistością, a ja dumna z siebie starałam się dorównać tym wszystkim ciekawym, inspirującym i popularnym osobom skrywającym się za mniej lub bardziej chwytliwymi nazwami blogów. Przepis na sukces był prosty, ponieważ wystarczyło tylko pisać, a potem spijać śmietankę. Na moim blogu jak grzyby po deszczu zaczęły się pojawiać szeroko pojęte recenzje, które szybko dały mi do myślenia, że jednak to chyba nie to i brakuje tu jakiejś iskry. W taki też sposób postanowiła przemycać do tego miejsca także mniej komercyjną tematykę związaną z dekoracjami, książkami, a także roślinami. Stanowczo drażni mnie, że nie mam żyłki marketingowca, ale jeszcze bardziej irytuje wrażenie, iż tworzę coś bez serca, bez wyrazu, coś odtwórczego i powtarzalnego. Nie rezygnuję oczywiście z bazy tego bloga jaką są kosmetyki, ale zdecydowanie pisanie wyłącznie o nich na przestrzeni czasu sprawiło, że ta strona wydała mi się zdecydowanie zbyt monotematyczna i zupełnie nie oddająca mojej osobowości. Zabrzmiało to trochę górnolotnie, więc najlepiej przejdę już do meritum. Dzisiaj chciałabym napisać o jednej z moich pasji, a są nią rośliny i wszystkie zagadnienia z nimi związane. Praca z nimi to ciężki kawałek chleba, ale pasja to już zdecydowanie ogromna przyjemność i satysfakcja! Całkiem niedawno w moje ręce trafił niebywale ciekawy okaz, który jednak nie jest propozycją dla każdego i postaram się wytłumaczyć w czym tkwi problem. Wiedza na temat tych roślin pochodzi głównie z domysłów i osobistych doświadczeń pasjonatów, ale rzeczowe źródła potwierdzają wszechobecne tezy. W Fizjologii Roślin można znaleźć trochę przydatnych informacji jak chociażby te zamieszczone niżej.
Zmartwychwstanki to grupa gatunków roślin wyższych, które są zdolne przetrwać w warunkach skrajnej suszy. Tkanki roślin charakteryzują się dużą odpornością na odwodnienie. Widliczka łuskowata Selaginella lepidophylla należy do widłaków, występuje na suchych obszarach Meksyku, Teksasu i Peru.

O co tutaj właściwie chodzi?
W sklepie możemy kupić za kilka złotych coś co wygląda jak zupełnie sucha kulka praktycznie pozbawiona korzeni. Jak widzicie nie prezentuje się ona szczególnie okazale, a nawet można pomylić ją z niepotrzebnym kawałkiem starej rośliny i nie ma się czemu dziwić, bo twór ten jest tak naprawdę martwy i w tym tkwi cała zagwozdka! W sprzedaży dostępne są takie okazy jak mój, które w ciekawy sposób rozwijają się, ale bardzo mało prawdopodobne, że będą zachwycały żywą i bujną zielenią. Trzeba mieć to na uwadze, aby nie nabrać się na wszechobecny marketing, który z rzeczywistością ma mało wspólnego. Oczywiście możemy zakupić ukorzenione okazy, które prezentują się zdecydowanie lepiej, ale tutaj również trzeba pamiętać, że mimo wszystko jest to bardzo wymagająca roślina. Może nie trzeba do niej mówić i puszczać jej muzyki klasycznej, ale mimo wszystko potrzebuje dużo uwagi. Kolejny raz potwierdza się fakt, że najważniejsza jest po prostu wiedza, a nie piękne zdjęcia i zapewnienia, które nijak mają się do rzeczywistości. Podobno sprzedawca to zawód przyszłości i czasem warto samemu być bardziej przebiegłym.
Na samym początku należy uważać, ponieważ mechaniczny uraz może powodować osypywanie się kruchych pędów, które przypominają drobne gałązki bardzo popularnego żywotnika. W celu reanimacji tej rośliny należy włożyć jej spodnią część do najlepiej ciepłej wody i czekać aż będzie działa się magia! Złym pomysłem jest sadzenie do gleby, bo łatwo wtedy nie dostarczyć jej odpowiedniej ilości wody, a poza tym jej cykl życiowy jest bardzo krótki i ten zabieg nie będzie opłacalny, ale o tym za chwilę. Już po kilku minutach można zauważyć, że pędy delikatnie się rozprostowują, a po kilku godzinach cały proces powoli postępuje, a nasza kula leciutko się zazielenia. Po kilkunastu godzinach jest prawie cała zielona, a po upływie doby jedynie nieliczne łuski pozostają brązowe. Jak widać nie jest to soczysta zieleń, a raczej jej ciemny odcień, który przypomina iglaki przygotowujące się do zimowego spoczynku. Początkowo jej zapach jest bardzo delikatny, ale wraz z rozwijaniem pędów zaczyn wydzielać dość mocny aromat, który moim zdaniem idealnie odzwierciedla las, iglaste gałązki, soczysty mech. Nie możemy się nią jednak cieszyć zbyt długo ponieważ po około tygodniu zielenienia się powinna być odseparowana od wody, co skutkuje powolnym zasuszaniem się i ponownym zwijaniem w kulę i w tym stanie musi trwać około dwóch tygodni. Taki proces można oczywiści ponownie powtórzyć, ale ewidentnie nie jest to opcja dla osób leniwych. Wiąże to się z faktem, że jest to roślina przystosowana do niedoborów wody, więc jeśli takowej nie ma to toczy się w siną dal niemalże jak uschnięte krzaki w jakimś starym amerykańskim westernie. Potem trafia na odrobinę wilgoci i znowu powtarza swój cykl, który spowodowany jest koniecznością przeprowadzenia procesu rozmnażania, ale to już mniej ciekawa i bardziej zwiła tematyka. W postaci suchej kuli może przetrwać nawet kilka miesięcy, więc to idealna opcja dla osób, które potrafią zapomnieć o podlaniu swoich zielonych przyjaciół. Jeśli jednak mam być całkiem poważna to zdecydowanie radze potraktować ją jako botaniczną ciekawostkę, ponieważ o ile w środowisku naturalnym jej zmartwychwstanie jest wielokrotne, to w sztucznych warunkach czasem może ponownie się obudzić, a innym razem tylko raz ucieszy nasze oko.


Dla kogo?
Moim zdaniem dla pasjonatów oraz osób, które interesują się tą tematyką i wiedzą z czym mają do czynienia. Będzie też ciekawym pomysłem na prezent, ponieważ obserwacja jej rozwoju jest naprawdę pasjonująca. To prawie jak sadzenie w szkole podstawowej fasoli i stopniowe podziwianie z otwartą buzią wszystkich etapów rozwoju. Nie miej jednak jak już wspomniałam uważam, że jest to roślina wyłącznie do zabawy lub świadomej obserwacji. Jeśli ktoś szuka efektownej rośliny, która nie będzie wymagała wielu zabiegów to jednak powinien szukać dalej. Zmartwychwstanka co prawda wymaga jedynie spodeczka z wodą, ale jednak kontrola stanu wilgotności i pilnowanie okresów suszy, raczej nie jest opcją dla zapracowanych osób, które liczą, że ich rośliny będą zachwycały bez większego nakładu pracy. Świetna nowinka, o której warto wiedzieć, ale z pewnością nie opcja dla każdego. Należy mieć świadomość, że suche i martwe okazy są z jednej strony dużo mniej problematyczne, służą jako ciekawostka, ale nigdy wyglądem nie dorównają żywym egzemplarzom, które również do łatwych w uprawie nie należą.


Jak podoba wam się taka dziwna roślina? Lubicie domowe kwiaty, a może nawet kaktus potrafi u was zginąć z przesuszenia? 

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Follow Me @ SoraTemplates

Popular Posts

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy