Macie jakieś urodowe wspomnienia z dzieciństwa? U mnie najbogatsze w szczegóły są pamiątki w głowie dotyczące włosów do pasa, którymi wszyscy się zachwycali. Ja w tym samym czasie nigdy nie mogłam ich rozczesać, a po każdym myciu zalewałam się łzami i do teraz mam ciarki jak o tym pomyślę. Niesłuchane ile dla urody potrafi już poświęcić kobieta lat sześć! Liczył się jednak efekt, okrzyki zachwytu i element wyglądu, który zdecydowanie odróżniał mnie od innych. Inną mniej przyjemną kwestią były moje łydki, które na zmianę pory roku od kiedy pamiętam reagowały jak stawy na pogodę u reumatyka. Wahania temperatury oraz inne czynniki powodowały, że skóra stawała się zaczerwieniona, sucha, czasem nawet z białymi mikropęknięciami. Co prawda nie jest to zapalenie mieszków włosowych, a jakaś irytująca przypadłość, którą każdy dermatolog interpretuje nieco inaczej. Daje mi ona żyć, nie gnębi mnie i tylko czasem drażni i skłania do wizyty w aptece. Poza tym małym defektem moja skóra na ciele jest znośna i nie przysparza mi wielu problemów, więc zapewne zmartwienie związane z łydkami pojawiło się tak dla równowagi w przyrodzie, abym zanadto nie popadła w samozachwyt. Dość jednak tego użalania się nad swoim losem, bo wystarczy nieco spojrzeć poza swoją strefę komfortu, aby dostrzec z jak poważnymi i uciążliwymi problemami urodowymi zmagają się inni, a wtedy nawet jeden z największych kompleksów staje się nic niewartą błahostką. W takim razie będzie to komentarz osoby mającej pewnego rodzaju problemy skórne, ale te nieuciążliwe i nie wpisujące się w kategorię choroby. Zabrzmiało może trochę poważnie, więc za chwilę postaram się nieco rozluźnić atmosferę. 
Preparaty Emolium to kompletne emolienty, które dostarczają składniki niezbędne do ochrony skóry, utrzymania jej w zdrowiu i fizjologicznej równowadze. Rekomendowane są do codziennej pielęgnacji skóry wrażliwej, suchej, skłonnej do podrażnień, alergii lub zmian atopowych. Bogate formuły oparte na bezpiecznych i skutecznych substancjach aktywnych działają zarówno na powierzchni, jak i w głębokich warstwach naskórka, chroniąc zdrowie skóry dzieci i dorosłych.Znaki szczególne

Ogólna charakterystyka
Nie trzeba być znawcą tematu, aby na pierwszy rzut oka stwierdzić o co chodziło tutaj producentowi. Minimalistyczny design, biel przywołująca na myśl czystość i czerwień alarmująca o jakimś problemie. Opakowania jednoznacznie wskazują, że są to produkty apteczne dedykowane określonej grupie odbiorców. W tym przypadku jest mowa o posiadaczach skóry suchej, wrażliwej i skłonnej do wszelkiego rodzaju podrażnień. Inną kwestią jest fakt, że chyba naprawdę trudno stworzyć taką etykietę kosmetyku, która będzie odpowiednia dla bardzo szerokiego grona odbiorców, zarówno bez względu na ich wiek i płeć. Czasem odnoszę wrażenie, że takie kosmetyki wywołują pewien rodzaj obawy, bo sygnalizują, że stworzone są do konkretnego problemu, więc dobranie ich do danego typu skóry może budzić lęk. Wydaje mi się, że tak na ludzi działają czasem apteki wypełnione lekami, więc i kosmetyki tam bytujące budzą pewnego rodzaju respekt i lekki strach. Moim zdaniem czasem trzeba się przełamać, spróbować czegoś innego lub po prostu zapytać farmaceutę i ostatecznie samemu zdecydować co jest nam właściwie teraz potrzebne. Apteka to nie biblioteka i można tam czasem nawet podnieść głoś i się uśmiechnąć. Poza tym o ile rozumiem porady i zapewnienia producentów na konkretnym opakowaniu, o tyle nie traktuję ich tak śmiertelnie poważnie. Jeśli mam w miarę normalną skórę ciała, ale z jakiś względów chcę spróbować innej, bardziej delikatnej pielęgnacji, to nie drżę na myśl o tym, że stosuję produkt, który z pozoru nie jest dla mnie. Już parę razy okazało się, że czytając ulotkę nie było tam wzmianki o mnie, a kosmetyk o dziwo zadziałał dobrze. W kwestii bardziej technicznej dodam, że produkty te są bezzapachowe, czyli mają swój specyficzny aromat. Nie jest on z pewnością niczym szczególnym, podchodzę do niego z rezerwą i po prostu toleruję, ale zachwytów zdecydowanie nie będzie. To tyle ogólnego wstępu, a teraz zapraszam na przedstawienie konkretnych produktów.

Kremowy żel do mycia
Kremowy żel do mycia Emolium to kompletny emolient do codziennej higieny skóry wrażliwej, suchej i skłonnej do podrażnień. Delikatnie i skutecznie myje skórę, nie naruszając jej ochronnej bariery hydrolipidowej. Nie podrażnia i nie wysusza skóry. Ma bardzo dobre właściwości nawilżające. Dzięki specjalnie dobranej formule zawierającej łagodne substancje myjące i skuteczne składniki aktywne doskonale oczyszcza skórę i chroni jej barierę lipidową.

Produkt ten ma dość rzadką konsystencję i półprzezroczysta barwę. Po roztarciu w dłoniach z odrobiną wody nie pieni się tak intensywnie jak standardowy żel, a naprawdę delikatnie i prawie niezauważalnie. W sumie więcej ma różnic niż podobieństw w stosunku do tych wszystkich podobnych z nazwy kosmetyków o tęczowych barwach i kolorach, których nazw nawet nie potrafię wymienić. Odstaje od innych pod względem zapachu, zachowywania się na skórze oraz efektu jaki pozostawia po. Mam wrażanie, że przez brak jakże popularnego pienienia się jest trochę mniej wydajny, a może po prostu trudno jest przestawić się tak od razu na inny rodzaj mycia i trzeba nieco go poznać i wypracować pewnego rodzaju strategię. Nie mniej jednak rozcierając go na skórze czuć, że on tam rzeczywiście jest, że myje, nie znika i nie odnoszę wrażenia, że czyszczę skórę samą wodą i muszę co chwilę stosować nową porcję kosmetyku. Poza tym nie wiem jak to precyzyjnie określić, ale podczas mycia standardowym żelem czasem mam wrażenie, że razem z zanieczyszczeniami usunęłam połowę zewnętrznego naskórka, a skóra po jest już bez tej zabezpieczającej bariery, przesuszona, ściągnięta i domagająca się jakiegoś ratunku w postaci treściwego balsamu przynoszącego ulgę. W przypadku tego produktu dzieje się nieco inaczej, ponieważ czuję, że po kąpieli skóra jest czysta, ale jakby poza tym co niepotrzebne, nic więcej nie zostało usunięte z jej powierzchni. Dodam jeszcze, że po zastosowaniu ciało staje się miękkie, przyjemne w dotyku i nie pokryte żadną warstwą pozostałości danego składnika żelu. Warto wspomnieć, że jest to emolient, który ma natłuszczać skórę, więc logiczne jest, że nie pozostawi jej przesuszonej i napiętej, ale mogą pojawić się obawy, że pokryje skórę tłustą warstewką, a chyba nie tego większość osób oczekuje po kąpieli. Czasem rządzą nami przyzwyczajenia i wymagamy czegoś, co towarzyszy nam od dawna, a wszelkie zmiany mogą wydawać się mało komfortowe i nie ważne, że stoją za nimi nawet rzeczowe i mocne argumenty. Najważniejsze, że jego zadaniem jest utrzymywanie odpowiedniej porcji wilgoci na wielu poziomach, ale sam w sobie zachowuje równowagę i nie pokrywa skóry konkretnie wyczuwalną warstwą. Naskórek rzeczywiście wydaje się jakby bardziej miękki i nawilżony, ale to wszystko i przeciwnicy lepiącej skóry mogą spać spokojnie. Co najważniejsze nie pojawia się tutaj problem z zaburzonym pH, a przynajmniej skóra nie reaguje na niego negatywnie, bo nie wyczuwam żadnego nieprzyjemnego ściągnięcia. Pisałam już, że nie zmagam się z jakimś bardzo uciążliwym problemem skórnym, więc po takiej kąpieli mogę się obejść bez zastosowania kolejnego kroku, czyli nałożenia balsamu. Robię to jednak sumiennie, a przynajmniej staram się otoczyć takim opatrunkiem strefy potrzebujące więcej uwagi, ale o tym w następnym akapicie. 

Emulsja do ciała
Emulsja do ciała Emolium to kompletny emolient zalecany do codziennej pielęgnacji skóry wrażliwej, suchej i skłonnej do podrażnień. Długotrwale nawilża skórę zapewniając jej zdrowe funkcjonowanie. Zmiękcza i uelastycznia naskórek. Wzmacnia barierę naskórkową, ogranicza utratę wody. Chroni przed podrażnieniami, wysuszeniem i czynnikami zewnętrznymi. Dzięki bogatej formule opartej na bezpiecznych i skutecznych składnikach aktywnych działa kompleksowo i długotrwale na powierzchni i w głębi naskórka.

Posiada konsystencję dość gęstego balsamu, który o dziwo zaskoczył mnie swoimi właściwościami. Obawiałam się, że będzie zbyt ciężki i zanadto natłuszczający, bo co prawda nie straszna mi pozostająca na skórze warstwa, ale mimo wszystko nie zawsze jest ona czymś akurat pożądanym. Produkt rozprowadza się bardzo dobrze i początkowo jest dość mocno wyczuwalny na skórze, ale dość szybko się wchłania i pozostaje po nim delikatna poświata, która nie jest uciążliwa, a nawet konieczna, bo przy bardzo suchym naskórku daje ona pewnego rodzaju efekt ulgi i ochrony nadwyrężonego fragmentu ciała. Jak już wspominałam rezultat końcowy zaskoczył mnie bardzo pozytywie i cieszę się, że emulsja sprawdza się również po porannej kąpieli. Po kilku godzinach od aplikacji produkt nie jest już wyczuwalny na skórze, ale ciało pozostaje miękkie, nawilżone, bez oznak nieprzyjemnego przesuszenia. Początkowo myślałam, że produkt ten będzie najlepszy wieczorem, kiedy tłusta warstwa nie jest dla mnie żadnym problemem. Ostatecznie okazało się, że w tubie zamknięta jest emulsja, którą można aplikować o każdej porze dnia i nie ma ku temu przeciwwskazań w postaci lepkości będącej niemałą przeszkodą chociażby podczas gorącego lata. Nie wiem jak wy, ale u mnie tłuste kosmetyki latem sprawiają, że temperatury wydają mi się jeszcze wyższe, a ogólny klimat staje się bardziej męczący. Miałam spore obawy, ale ostatecznie moje wymagania zostały spełnione, a nawet jestem miło zaskoczona, a to się chwali patrząc, że to kosmetyk bardziej leczniczy niż uprzyjemniający chwilę relaksu. Ja traktuję go jako taki codzienny ratunek najbardziej wymagających stref skóry i w tej roli sprawdza się naprawdę bardzo dobrze. Tak jak produkt opisywany wyżej jest to emolient, który zabezpiecza przed utratą wody i uzupełnia niedobory lipidów. Szczególnie ostatnie stwierdzenie może brzmieć obco, ale ogólnie rzecz ma się tak, że kosmetyk ten w głównej mierze dba o to, aby po prostu skóra utrzymywała odpowiedni poziom nawilżenia i to chyba najbardziej pożądane jest w działaniu wszelkich maseł i balsamów. Mimo wszystko zawsze trzeba mieć na uwadze, że kosmetyk ma za zadanie ograniczyć utratę wody ze skóry, a jakby się nie starał i tak nigdy nie 'wpompuje' jej tam z powrotem. Taka wiedza jest bardzo przydatna, bo chyba zbyt często producenci kosmetyków celowo dość pokrętnie formułują zasady działania konkretnych produktów, substancji aktywnych i składników. 

Podsumowanie delikatnej pielęgnacji
Jak już pisałam kosmetyki absolutnie spełniły moje oczekiwania, ponieważ okazały się skuteczne, bardzo delikatne i w pełni odpowiadające moim osobistym preferencjom odnośnie konsystencji i ostatecznego zachowania na skórze. Nie mniej jednak nie są to produkty, które mają łatwo pod względem marketingowym. Na pierwszy rzut oka widać, że to kosmetyki apteczne przeznaczone do pewnego typu skóry, więc skłonią do siebie jedynie osoby rzeczywiście szukające czegoś konkretnego. Jest to oczywiście zasadne, ale zarówno żel i emulsja sprawdziły się na skórze całego mojego ciała, która w jednych strefach jest problematyczna, a w drugich absolutnie normalna. Inną kwestią jest oczywiście charakterystyczny zapach który trzeba po prostu tolerować i uznać za neutralny, bo może się mylę, ale jednak nie wydaje mi się, żeby miał on jakichś zagorzałych zwolenników. Nie są to, więc kosmetyki ładnie prezentujące się na toaletce, zachęcająco pachnące i cieszące się powszechnym pożądaniem osób ulegającym wszystkim sprzedażowym sugestiom różnych mediów. Oczywiście przyznaję się, że ja najbardziej należę do tej grupy łasej na piękne zdjęcia, cudowne kampanie i czasem niezdrowy konsumpcjonizm. Wracając do meritum, uznałabym po prostu, że to działające produkty dla minimalistów lub osób zmagających się z jakimś konkretnym problemem. Można jak najbardziej wypróbować na sobie jak się sprawują, ale trzeba racjonalnie przygotować się się na efekt działania, a nie nastawiać się na wszelkiego rodzaju względy poboczne. Oczywiście uwielbiam kosmetyki o ciekawych zapachach ubrane w piękne opakowania, które wywołują skrajne emocje już od pierwszego spojrzenia, ale nie obawiam się również tych z nieco innej półki, w przypadku których najpierw poznajemy działanie, a dopiero później zachwycamy się lub z dezaprobatą kręcimy nosem.

Preferujecie kosmetyki drogeryjne czy jednak apteczne? Co do jednych i drugich was zachęca, a co stoi na przeszkodzie czerpania przyjemności z ich stosowania?