poniedziałek, maja 30, 2016

Skin79 Gold BB Pumping Cushion - moje starcie z legendą.

Patrząc na całą otoczkę, która towarzyszy aktualnie kosmetykom koreańskim można uznać, że te produkty stały się pozycją obowiązkową na liście nie jednej zafiksowanej na punkcie kosmetyków kobiety. Która z nas nie chciałaby być gładkowłosą i wiecznie młodą Azjatką o dziecięcych rysach twarzy i filigranowej budowie ciała? Wyobrażenia schowajmy jednak do kieszeni i zajmijmy się aspektami trochę mniej odbiegającymi od rzeczywistości. Mimo wszystko mam bardzo racjonalne podejście i wolę do takich trendów podchodzić z chłodną głową. Przynajmniej tak sobie powtarzam próbując jakoś ogarnąć mój kosmetyczny świat, który już dawno wkroczył do mojej przestrzeni życiowej, która z kolei z dnia na dzień się kurczy. Mimo wszystko unikam zbyt wygórowanych oczekiwań, ponieważ wtedy rozczarowanie jest zdecydowanie bardziej bolesne. Z drugiej strony jednak jestem krytyczna i zawsze muszę znaleźć łyżkę dziegciu w beczce miodu. Coś czuję, że mijam się z powołaniem i gdzieś tam było mi dane bycie zblazowanym krytykiem. Trzeba przyznać, że te bardziej subiektywne poglądy zawsze mają w sobie więcej energii i życia. Opinie odnośnie BB Skin79 zwykle były bardzo przychylne i tylko raz na jakiś czas spomiędzy zachwytów wyłaniał się jakiś głos dezaprobaty. Nie mnie jednak zawsze miałam pewnego rodzaju obiekcje odnośnie kremów BB, na których najbardziej mi zależało. Obawiałam się niezadowalającego krycia oraz kłopotliwej gamy kolorystycznej, której dobieranie patrząc na zdjęcia w internecie przypomina mi kupowanie perfum po opisie kompozycji zapachowej. Do nabycia tych kultowych produktów skłoniła mnie bardzo fajna promocja, ponieważ za niecałe 35 zł można kupić trzy miniatury po 7 g każda. Tutaj łapcie link do tej własnie okazji, którą szczerze wam polecam. Możecie dzięki temu przetestować za niewielką cenę trzy produkty w dość uniwersalnych odcieniach, a jeśli obawiacie się, że mogą być nieodpowiednie, to zawsze jest możliwe dodatkowo zakupienie próbek mniej popularnych barw. Dlaczego tak bardzo wam to polecam? Moim zdaniem dzięki takim miniaturom można przetestować kremy w wielu sytuacja przez dość długi okres czasu. Dzięki temu dowiecie się jak wygląda wasza cera tuż po nałożeniu BB oraz jak prezentuje on po kilkunastu godzinach. Poza tym miło będzie też sprawdzić jak krem wygląda na zadbanej skórze, a jak spisuje się w czasie gdy cera jest w jakiś sposób nadwyrężona. Tutaj kieruję pierwszą pochwałę dla marki za to, że pozwalają na zapoznanie się z produktem bez konieczności zakupu pełnowymiarowego opakowania. Dzięki, jesteście naprawdę ok! Po dość intensywnych testach wersji różowej, pomarańczowej i złotej, które najbardziej mi odpowiadały oraz kilku próbkach zupełnie niepasujących mojej cerze, wybór padł na opcję w barwie drogocennego kruszcu, ale nie w klasycznej formie, a wersji osobliwej poduszeczki.
Cushion BB to innowacja zarówno pod względem formuły kremu BB jak i sposobu jego nakładania. Lekka wersja kremu BB ukryta jest w porowatej poduszce, którą naciska się specjalnie skonstruowaną gąbką (800 tysięcy mikroporów i sieć kanalików uwalniają optymalną ilość kremu przy każdorazowej aplikacji). Unikalna struktura pozwala na stopniowanie krycia, zadziwiającą lekkość i świeżość. Makijaż nigdy nie był tak prosty. Lekki, złoty krem BB zawiera wysoko skoncentrowany kolagen, który zapewnia rewitalizację skóry, wzmocnienie i głębokie nawilżenie. Skóra jest świetlista, gładka i miła w dotyku. Właściwości przeciwzmarszczkowe zapewnia 24k złoto, koenzym Q10, kawior i olej arganowy. Innowacyjna metoda aplikacji pozwala na szybkie poprawki w ciągu dnia. Po demakijażu skóra jest elastyczna, lekko rozjaśniona i nawilżona.


Cushion czyli poduszka
Po testowaniu wersji klasycznej postanowiłam spróbować nieco innego wariantu, który wyglądem przypomina puder w kamieniu. Po otwarciu złotego puzderka widzimy gąbeczkę, która jest biała z wierzchniej strony i granatowa w miejscu, na które nakładamy krem. Od razu po dotknięciu jej stwierdziłam, że ma dość specyficzną strukturę, jest dość zbita i nie przypomina lekkiego puszku. Pod nią znajduje się powierzchnia plastikowa z dziurkami i jeśli ją naciśniemy, to z otworów wydobywa się niewielka ilość BB. W praktyce ma to wyglądać tak, że przykładamy gąbeczkę do tego miejsca, delikatnie uciskamy i krem jest gotowy do użycia. Teraz należy po prostu miejsce przy miejscu aplikować kosmetyk za pomocą gąbeczki. Ogólnie rzecz biorąc jest to bardzo ciekawa forma nakładania tego kosmetyku na twarz. Można jej kilka rzeczy zarzucić, ale mimo wszystko uważam, że jest niezastąpiona podczas poprawiania makijażu w ciągu dnia. Poza tym dzięki niej nie nałożymy zbyt grubej warstwy, a to bardzo ważne przy ewentualnych poprawkach, bo jak wiadomo nawet pojedyncza powłoczka kremu z spf 50 nie będzie skuteczna podczas ekspozycji na słońce przez cały dzień. To dużo bardziej praktyczna i czystsza alternatywa dla produktu w tubce, który trzeba nałożyć palcami. Mimo wszystko nie stałam się fanką takiej poduszeczki i już wyjaśniam dlaczego. Taka aplikacja z pewnością nie zapewni efektu maski bo dzięki gąbeczce produkt nakładany jest bardzo równomiernie i dość trudno zaaplikować go byt dużo. Nie mniej jednak odnoszę wrażenie, że ten specyficzny aplikator zużywa więcej kosmetyku i jeśli nakładałabym go palcami, to aplikacja byłby bardziej ekonomiczna. Z tego też powodu postanowiłam sprawy wziąć w swoje ręce i przeważnie produkt nakładam po prostu opuszkami, a gąbeczką robię ostatni szlif i w taka forma zdecydowanie spisuje się u mnie najlepiej. Dzięki temu kosmetyk zużywam bardziej ekonomicznie i co najważniejsze wygląda on bardzo naturalnie, ale o tym w następnej części.


Konsystencja, trwałość, krycie...
Produkt ma przyjemną strukturę, która jest bardzo gładka, wręcz aksamitna i niezwykle przyjemna w aplikacji. Krem świetnie rozprowadza się na skórze, nie zastyga zbyt wcześnie i nie tworzy żadnych nieestetycznych plam. Wydaje się być bardzo lekki, ale jego krycie jest naprawdę bardzo dobre i ma to swoje dobre i złe strony. Ja mam niestety skłonność do przesady i czasem zbytnio się zapędzam i nakładam go za dużo. Moim zdaniem nie wygląda na skórze jak maska, ale trzeba przyznać, że należy go używać w odpowiedniej ilości i nałożony oszczędniej wygląda po postu lepiej. Wtedy cera prezentuje się bardzo naturalnie i zdrowo, a nie jak pod powłoką mocno kryjącego i obciążającego podkładu. Niewątpliwie jego ogromną zaletą jest fakt, że świetnie maskuje pory, których nie podkreśla, a skutecznie je przykrywa. Co prawda złota wersja nie do końca odpowiadała mi kolorystycznie, ale ostatecznie to jej właściwości przekonały mnie do zakupu. Odcień 23 natural beige będzie odpowiedni dla cer jasnych, ale nie tych iście mlecznych i porcelanowych. Wpada on też w żółtawe tony, ale w granicach przyzwoitości. Moja cera głównie w okolicach ust jest dość żółtawa, więc takie pigmenty mi służą. Całe szczęście, że są one tutaj bardzo wyważone, więc nie ma obawy, że odcień będzie zbyt intensywny. Kolejnym plusem jest kwestia ogólnego wyglądu tego produktu na cerze. Moim zdaniem doskonal emaskuje wszelkiego rodzaju niedoskonałości, wyrównuje koloryt i sprawia, że skóra jest zdrowa, gładka i promienna. Nie matuje cery, a pozostawia na niej lekki połysk, który albo się lubi albo nienawidzi. Bardzo mnie cieszy, że absolutnie nie podkreśla suchych skórek i wszelkich nierówności na skórze. Muszę dodać, że od dawna żaden podkład, puder lub inny krem BB tak mnie nie zachwycił. Czy jednak wszystko prezentuje się aż tak doskonale? Moim zdaniem produkt ten będzie doskonały dla cery suchej lub normalnej, na której na podkreśli przesuszeń i sprawi, że skóra zyska blasku, którego jej zwykle brakuje. A jak ma się do mojej przetłuszczającej się cery? Jak już wspomniałam ogólnie efekt po aplikacji jest doskonały, ale z czasem zaczynają się pojawiać stopnie, bo szczególnie teraz cera wydziela dużo sebum, a nieco tłustawa warstwa kremu jeszcze bardziej potęguje efekt błyszczenia, więc nie obędzie się bez pudru matującego i bibułek. Co prawda nakładanie kremu gąbeczką sprawia, że cera mniej połyskuje, ale mimo wszystko po dotknięciu jest nieco lepka. W tej kwestii nawet wersja różowa nie dała sobie rady z moją niepokorną cerą, która w przeciągu kilku minut potrafi przejść z aksamitnej struktury w błyszczący kompleks, który już nie raz doprowadził mnie do furii. Po kilkunastu godzinach w pracy krem wygląda u mnie naprawdę rożnie i zależy to głównie od intensywności dnia. Czasem prezentuje się dobrze, jest na swoim miejscu i nadal zakrywa niedoskonałości. Innym razem jednak znika z okolic nosa, które są najbardziej narażone na przetłuszczanie i mechaniczne ścieranie. Tworzy bardzo naturalny efekt, więc jego ubytek nie jest drastyczny, ale mimo wszystko uważam, że należy wspomnieć o tym defekcie, bo posiadacze cer przetłuszczających się niestety zawsze mają pod górkę w tej kwestii.

*Cera saute, pokryta kremem BB oraz z różem i zmatowiona sypkim pudrem.

Kilka zdań na podsumowanie
W kwestii opakowania mam raczej neutralny stosunek, ponieważ taka forma aplikacji jest zdecydowanie bardziej wygodna, ale osobiście jednak bardziej przekonuje mnie wersja klasyczna tego produktu. Przechodząc do nieco ważniejszych kwestii muszę stwierdzić, że w sumie nie dziwią mnie już zachwyty nad tym produktem. W moim odczuciu krem ten jest zdecydowanie lepszy od dostępnych na rynku klasycznych podkładów w kwestii krycia oraz ogólnego prezentowania się na cerze. Uwielbiam to jak ładnie się z nią stapia, wyrównuje jej koloryt i sprawia, że skóra wygląda tak promiennie i młodo. Nie mniej jednak w moim przypadku nie jest to produkt doskonały i główną przyczyną tego stanu rzeczy jest moja mieszana cera, która w upalne dni dosłownie przechodzi samą siebie. Krem byłby idealny gdyby pozostawiał moją skórę trochę bardziej matową oraz nie poddawał się sebum, które niestety czasem z nim zwycięża. Z tego też powodu wychodzę z założenia, że najlepszą alternatywą jest zakup miniatur, o których pisałam we wstępie, spokojne przetestowanie kosmetyków na sobie oraz przemyślana decyzja odnośnie zakupu. Mną targają dość skrajne emocje i jednego dnia jestem zachwycona, a innym razem mina mi zrzednie, gdy widzę, że sebum znów przejęło kontrole nad moim odbiciem w lustrze.

Próbowałyście już koreańskich kremów BB? Jak spisały się na waszej skórze? Macie jakichś swoich ulubieńców?



1 komentarz :

  1. Witam mam pytanko jest to cushion gold w kolorze 23? ten ciemniejszy

    OdpowiedzUsuń

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Follow Me @ SoraTemplates

Popular Posts

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy