Od jakiegoś czasu czytanie książek przebiega u mnie w dość zaskakujący sposób. Przypomina mi to trochę naukę w ostatnią noc przed egzaminem, kiedy z rozbieganymi oczami staram się przeczytać wszystkie notatki, zapamiętać jakieś regułki i z uporem maniaka udaję, że na wszystko mam jeszcze mnóstwo czasu. Bardzo szybko się nudzę, jestem niecierpliwa i muszę mieć wszystko na już! Nowa książka jest dla mnie często jak kolejny cudowny kosmetyczny specyfik. Nie umiem cierpliwe skończyć poprzedniego i z istną rozkoszą zabieram się za otwieranie kolejnego. Podobnie jest z książkami, bo zamiast grzecznie skończyć dany wątek, ja rzucam się na kolejną pozycję. Potem jednocześnie czytam nawet cztery książki i przyznam, że czasem zdarza mi się, że dopiero po jakimś czasie uzmysławiam sobie, że coś tu się nie zgadza, a ja znowu pomyliłam bohaterów. Żyjemy w czasach konsumpcjonizmu i cieszę się, że przynajmniej staram się odrobinę zredukować moją manię kupowania, podchodzę do zakupów bardziej racjonalnie i zmniejszam ilość przedmiotów, które mnie otaczają. Książki to zupełnie inna kategoria, bo czy kiedykolwiek odnotowano jakieś negatywne skutki ich przedawkowania? No może objawiać się to jedynie lekkim wyobcowaniem i zagubieniem między kilkoma nierealnymi światami, ale czym to jest w porównaniu z erą życia w internetowej rzeczywistości? Mimo wszystko uważam, że książki (przynajmniej niektóre) niosą dużo pożytku, są genialną odskocznią i wielką przyjemnością. W dzisiejszym wpisie chciałabym trochę napisać o kilku nowościach od wydawnictwa PWN. Każda z tych pozycji jest zupełnie inna pod wieloma względami, nie wszystkie uznałam za wyjątkowo warte uwagi, ale o żadnej nie mogę powiedzieć, że jest nijaka i bezwartościowa. To bardziej wymagające lektury, a nie książki bez treści, ładnie wydane, podpisane znanym nazwiskiem i dosłownie nic nie wnoszące do życia odbiorcy. Zabrzmiało to trochę patetycznie i chyba zamieniam się w srogą polonistkę zerkającą na wszystkich zza swoich grubych szkieł. W takim razie już z większym dystansem zapraszam na dalszą, trochę bardziej konkretną część. 
Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliłaWisława Szymborska

"Zbrodnia prawie doskonała" Monika CałkiewiczIwona Schymalla
Przestępstwo towarzyszy ludzkości od niepamiętnych czasów. Ludzi fascynuje zbrodniazabójstwa, oglądają filmy kryminalne, czytają książki o mordercach. To temat, który niezmiennie budzi zainteresowanie. W kolejnym tytule z serii „Bez tajemnic” Iwona Schymalla rozmawia z prof. Moniką Całkiewicz, która przez lata jako prokurator zajmowała się badaniem miejsc zbrodni. O zabójstwie i różnych aspektach z nim związanych. O tym, że każdy sprawca przestępstwa może być wykryty, czasem po wielu latach, i ukarany. O tym, jakie prawa w procesie karnym ma pokrzywdzony i oskarżony, o metodach wykrywania i dowodzenia przestępstw, o tym, kiedy warto skorzystać z pomocy prawnika.
Zdecydowanie moja ulubiona książka spośród wszystkich zaprezentowanych w tym wpisie. Bardzo lubię kryminały i wszelkiego rodzaju zagadnienia z nimi związane. Ta tematyka mnie po prostu kręci i od kiedy pamiętam zawsze uwielbiałam filmy i książki, które dotykały tych trochę mrocznych zagadnień. Pozycja ta jest pewnego rodzaju wywiadem dziennikarki z byłą prokurator, specjalistą w zakresie kryminalistyki i postępowania karnego. Taka forma bardzo przypadła mi do gustu, bo czyta się ją niezwykle przyjemnie i szybko. To tak jakby wejść między dwie osoby i słuchać ich fascynującej rozmowy z ustami otwartymi ze zdziwienia i fascynacji. W książce poruszane są wszelkiego rodzaju kwestie związane z szeroko pojętą zbrodnią. Zaczynając od tych psychologicznych, przechodząc przez bardziej techniczne, a kończąc na prawnych. Nie ukrywam, że niektóre momenty związane z paragrafami nieco wybiły mnie z rytmu, ponieważ takie zawiłości są mi obce i dość ciężko było mi czasem wszystko pokładać w sensowną całość. Nie mniej jednak niektóre wiadomości były dla mnie bardzo zaskakujące, rozwiały moje wątpliwości i jeszcze bardziej zwiększyły ciekawość. Dowody poszlakowe, osmologia, seryjni mordercy to tylko ułamek pojęć, na temat których można zaspokoić ciekawość. Nie ma tu wyłącznie suchych faktów, ale pojawiają się również przykłady wprost z życia, które są najbardziej emocjonujące. Napędzają dynamikę książki, a niektóre naprawdę zapadają w pamięć, inne są przygnębiające lub nieco drastyczne, ale nie ma tu przesadnych opisów, których nie zniosłaby nieco słaba psychika jakiegoś czytelnika. Czytając książkę da się odczuć, że pani prof. Monika Całkiewicz jest specjalistką w swojej dziedzinie, która kolokwialnie mówiąc zna się na rzeczy. Nie mniej czasem da się po prostu wyczuć, że gdzieś za tymi paragrafami i tytułami kryje się też wrażliwa osoba, która w swoim życiu przeszła naprawdę dużo. Uwielbiam takie silne i dążące do celu kobiety, wspieram je cały sercem, bo wiem jak porządną robotę wykonują, aby nieco zmniejszyć stereotypy o paniach, które spełniają się jedynie na bezpiecznych stanowiskach. Im dalej zagłębiałam się w tę książkę tym bardziej czułam pewnego rodzaju niepokój. Nie chodzi tutaj o ilość zła jaka czasem z niej emanowała lub skomplikowane opisy procedur sądowych, a smucił mnie fakt, że ta lektura zmierza ku końcowi, a ja czuję ogromny niedosyt, bo chciałabym więcej! Polecam ją z czystym sumieniem każdemu fanowi takich kryminalnych zagadnień. Brzmi to może trochę niepokojąco, że kwestie zbrodni mnie interesują, ale nie kryje się we mnie żaden szaleniec, a jedynie dość pogmatwana osobowość...a przynajmniej tak mi się wydaje! 


"Milion lat w jeden dzień" Greg Jenner
Każdego dnia, od chwili, gdy zadzwoni budzik, po przykrycie się kołdrą na dobranoc, bierzemy udział w rytuałach, które trwają od milionów lat. Skupiająca się na codziennych czynnościach książka Milion lat w jeden dzień odkrywa fascynującą historię zwyczajów, które bierzemy dziś za pewnik. Greg Jenner zabiera nas na radosną przejażdżkę po dziejach ludzkości, badając stopniową – i często nieoczekiwaną – ewolucję naszych nawyków. Nie jest to historia wojen, polityki ani doniosłych wydarzeń: Greg zagląda do rzymskich śmietników, egipskich mumii i wiktoriańskich ścieków, wyciągając niezwykłe, zaskakujące, a czasem wręcz niedorzeczne ciekawostki o naszej przeszłości.
To zdecydowanie propozycja dla gadżeciarzy, ale nie takich, którzy muszą się chwalić nowym zegarkiem, ale zawsze mają w zanadrzu jakąś ciekawą historyjkę. Na pewno macie wśród znajomych jakiegoś geeka, który za każdym razem musi pochwalić się czymś o czym na pewno nie mieliście pojęcia. Z jednej strony to bardzo ciekawa sprawa, z drugiej jednak może być to dość uciążliwe i tak też jest z tą książką. W skrócie autor opisuje cały dzień współczesnego człowieka i wplata w to fakty odnośnie codziennego życia na przestrzeni tysięcy lat. Większość opisów była naprawdę warta uwagi i wciągająca. W końcu mało kto z nas ma pojęcie jak właściwie powstały łózka, szczoteczki do zębów lub alkohol. Właśnie taka nieco bezużyteczna wiedza tutaj dominuje i nie uświadczymy informacji odnośnie podniosłych wydarzeń i dat podkreślonych grubą czcionką w książce do historii. Większa część tych informacji była bardzo przystępna, ale niektóre fakty sprawiały mi niemałą trudność. Moim zdaniem już na samym początku książki można się nieco zniechęcić, bo opisy odnośnie pomiaru czasu zakrawają o jakiś szczegółowy podręcznik, a nie pozycję bardziej czytaną dla rozrywki. Oczywiście książkę można potraktować też bardziej fachowo, bo pisana jest na podstawie faktów, a nie domysłów wyssanych z palca. Mimo wszystko jednak jest to propozycja raczej dla węższego grona odbiorców i osób po prostu zainteresowanych historią lub lubujących się w takim rodzaju wiedzy. Mimo wielu zalet, paru dyskusyjnych wad, w pozycji tej raził mnie niestety poziom języka autora. Czasem jego porównania były nawet zabawne, ale w niektórych rozdziałach dosłownie go ponosiło, a ja czułam się zażenowana. Rozumiem, że chciał wnieść pomiędzy suche fakty trochę życia i zrezygnować z niepotrzebnego zadęcia, ale popadanie ze skrajności w skrajność też jest niebezpieczne. Naprawdę słownictwo i żarty bywały na niskim poziomie i może wychodzę tutaj na jakąś sztywniarę, ale muszę o tym napisać. Szczególnie jeden rozdział dotyczący bardzo intymnej sfery życia człowieka, był pełen takich porównań, że nie byłam pewna czy książkę napisał dorosły mężczyzna szczycący się jakimś tytułem naukowym, czy jednak nastolatek próbujący być fajny w oczach kolegów. Jestem mało wyrozumiała i chociaż rozumiem chęć zamieniania nieco naukowej pozycji w dość łatwy w odbiorze zbiór anegdot popartych wiedzą, to ktoś tu się jednak trochę zagalopował w swoich staraniach. Nie mniej jednak polecam książkę osobom lubiącym zagłębiać się w wiedzę nie do końca użyteczną. Czasem po prostu trzeba przymknąć jedno oko i czytać dalej. Ciesze się, że ją przeczytałam, ale nie skłoniła mnie jakoś szczególnie do dalszego zagłębiania się w tymże podobne lektury.



"Siła duetów" Joshua Wolf Shenk
Nagle pojawia się przyspieszenie. Nagle przestrzeń między nami jest bardziej mostem niż przepaścią. Nagle nie wiemy, co powiedzieć, ponieważ tak wiele jest do powiedzenia. Albo na odwrót, dokładnie wiemy, co powiedzieć, ponieważ w jakiś przedziwny sposób miliardy impulsów zaangażowanych w myśli i mowę nagle się łączą, odnajdując właściwą drogę.Czasami spotykasz kogoś, kto może zmienić twoje życie. Czasami czujesz, w obecności innej osoby ty sam trafiasz na nową orbitę, że ziemia pod twoimi stopami bardziej przypomina trampolinę, że jesteś w stanie – z tą nową osobą – tworzyć rzeczy piękniejsze i użyteczniejsze, bardziej fantastyczne i realne niż kiedykolwiek wcześniej.
Każdy z nas często myśląc o jakiejś wybitej osobowości traktuje ją jako samotnego geniusza, na którego spada jakieś olśnienie i w ten sposób dzięki swojemu talentowi staje się mistrzem w jakiejś dziedzinie. Autor książki pragnie zaprzeczyć tej tezie i na wielu przykładach stara się udowodnić, że za sukcesem nie stoi wyłącznie jedna osoba, a duet. Taki kompan często jest pomijany, bywa zapomniany i często niedoceniony. Nie mniej jednak autor stara się w jak najbardziej klarowny sposób pokazać jak oddziałuje on na osobę, która ostatecznie osiąga sukces. Opisane są wszystkie etapy takiej znajomości począwszy od poznania, a kończąc na zerwaniu więzi. Pojawia się więc tutaj wiele wątków psychologicznych i oprócz wiadomości stricte naukowych odnośnie twórczych duetów można wyłuskać też wiadomości z zakresu zwykłych związków międzyludzkich lub tych bardziej intymnych. Shenk podaje wiele znanych osobowości i na ich przykładzie rozkłada kolejne etapy współpracy dwójki osób. Nie wszystko działa tutaj w jednym rytmie, każda para rozwija się w zupełnie inny sposób, ale niewątpliwie da się zauważyć jak na siebie oddziałują, jak motywują i ostatecznie w jaki sposób ich relacja sprawia, że jedno z nich staje się mistrzem, a drugie jego cieniem. Autor stara się rozwikłać te zawiłości relacji międzyludzkich i uzmysławia czytelnikowi jak obie jednostki się uzupełniają i bardzo trudno określić jak rzeczywiście potoczyłyby się ich losy gdyby na siebie nie natrafili. Świetne skupienie się na psychice, osobowościach i ogólnie człowieczeństwu. W głównej mierze zajmuje się Johnem Lennonem i Paulem McCartneyem, ale pojawiają się też wzmianki o Marii Curie Skłodowskiej, Stevie Jobsie, Pablo Picasso. Przyznam też, że pewna część opisywanych osób nie była mi znana, więc zmotywowało mnie to tylko do pogłębienia swojej wiedzy i szukania informacji na temat mistrzów w jakiejś dziedzinie, o których nie miałam pojęcia. Odnośnie kwestii bardziej technicznych, muszę dodać, że pozycja ta ma w sobie dużą dozę psychologicznej wiedzy i to mnie bardzo cieszy, bo tego typu literatura nie jest mi obca. Mimo wszystko czasem po prostu czytało mi się tę książkę dość ciężko ze względu na czasem fachowy i dość skomplikowany język i trudne słownictwo. Jest to zdecydowanie literatura warta uwagi, ale trudno mi zakwalifikować ją do kategorii pozycji łatwych, lekkich i przyjemnych. Zdecydowanie poszerza horyzonty, ale wymaga też skupienia i chwili przemyślenia dopiero co przyswojonych faktów. Mam jednak do niej jakiś dziwny rodzaj sentymentu ze względu na fachowość i jakość. Poprzednio opisywana pozycja również była przesiąknięta wiedzą, ale ta ma w sobie po prostu więcej klasy i pewnego rodzaju powagi, który sprawia, że chce się ją traktować z ostrożnością i z należytym szacunkiem wzbogacić nią szeregi swojej domowej biblioteczki.


"Będzie dobrze" Michał Leśniak
Trudno zdefiniować, czy jest to biografia, kryminał, czy paniczny lament rozpaczy. Z pewnością to swego rodzaju list do czytelnika, w którym autor szczerze i wyjątkowo bezpośrednio dzieli się z nim przeszło trzydziestoma latami swojego życia. Wszyscy popełniają błędy, ale mało kto umie się do nich przyznać, nie mówiąc o ich upublicznieniu. I wcale nie po to, by zyskać sławę, rozgłos, lecz ustrzec ludzi przed tym, co spotkało jego. Autor opowiada o swojej życiowej drodze, od wzorowego ucznia i grzecznego chłopca, poprzez zdemoralizowanego, nowobogackiego karierowicza, bezdomnego bankruta, przykładnego męża, ojca i przedsiębiorcę, przez złodzieja, gangstera, aż po lata nawrócenia i duchowej odnowy. Znajdziemy tu wiele osobistych wyznań, wiele emocji, elementy tragiczne, społecznie nieakceptowalne, drażliwe, ale miejscami również humorystyczne. 
Spośród wszystkich pozycji tutaj opisanych jest to najbardziej dziwna, zaskakująca i trudna do jednoznacznego osądu książka. Pisana jest przez więźnia odbywającego karę 25 lat za napad i zabójstwo. Powstała bez udziału korektora oraz redaktora i bez podstaw wiedzy pisarskiej. Moim zdaniem da się te braki w pewien sposób odczuć, ponieważ często miałam wrażenie, że w tym wszystkim panuje lekkie zamieszanie, język bywa dość specyficzny, a wątki bywają trochę nieskładne. W przypadku jakiegoś doświadczonego autora byłyby to ogromne błędy, ale jednak debiutant może dostać kredyt zaufania i być traktowany bardziej pobłażliwie. Jest to rodzaj powieści biograficznej, w której autor opisuje swoje życie i pewien sposób stara się odpowiedzieć na pytanie co doprowadziło go do zbrodni, którą popełnił i miejsca w jakim teraz się znajduje. Nie jest to jednak rodzaj użalania się nad sobą i chęć pokazania się jako ofiary zbiegu okoliczności lub innych niezależnych od niego sytuacji. Nie odniosłam wrażenia, że autor chce się w jakiś sposób usprawiedliwić lub wyspowiadać ze swoich grzechów. On po prostu pisze o swoim życiu, o błędach i sukcesach, porażkach i szczęściach. Nie wyczułam tutaj jakiegoś podniosłego tonu, pouczania lub przesadnego żalu za grzechy. Częściej miałam w sobie coś w rodzaju braku cierpliwości i złości po przeczytaniu niektórych fragmentów. Jego zachowania bywały skrajnie głupie, nieodpowiedzialne i ignoranckie, więc moje odczucia bywały równie negatywne. To jednak jest wielką zaletą tej książki, ponieważ nie jest to pozycja pełna morałów i drogowskazów, a autor nie ma zamiaru nikogo pouczać i kierować na właściwą drogę. W moim przypadku nie jest to pozycja wnosząca coś niezwykłego do mojego życia i taktuję ją dość neutralnie. Jednak wierzę, że przez swoją surowość i autentyzm jest w stanie spowodować przynajmniej delikatną zmianę w niektórych umysłach. Daje bowiem do myślenia, że fortuna kołem się toczy, nic nie ma za darmo i czasem naprawdę warto włączyć myślenie. Autor wydaje się inteligentnym człowiekiem, ale jego zachowanie czasem bywało tak irracjonalne, że naprawdę zastanawiałam się ile jest w tym wszystkim prawdy, a ile literackiej fantazji. Wielokrotnie czytając jego wspomnienia czułam, że to zupełnie nie mój świat i cieszyłam się, że nigdy do takiego nie trafiłam. Nie jest to powieść sensacyjna, brak tu jakichś niezwykłych zwrotów akcji, to po prostu zbiór wielu wspomnień i anegdot z życia. Cieszę się jednak, że książka ta niesie ze sobą pewnego rodzaju chłód, nie emanuje sztucznością i dziwnym heroizmem. To jest zdecydowanie lepsze ujęcie tematu niż pojawiające się co krok dobre rady i żal za grzechy przeplatane z dziwnym mędrokowaniam. Nie znoszę sztucznego kreowania się na guru w jakiejś dziedzinie i wydawania innym poleceń, więc ta dosłowność treści i neutralne podejście autora do czytelnika bardzo mnie przekonuje. Jak już wspominałam jest to naprawdę specyficzna i przez to trudna książka. Co prawda pisana jest łatwym językiem, ale wychwycenie jej sensu należy już tylko do nas. Może być pewnego rodzaju przestrogą lub impulsem do przemyślenia kilku ważnych spraw w życiu. Potraktować ją można wyłącznie jako chwilę intelektualnej rozrywki lub zapoznanie się z do tej pory nieznanym rodzajem literatury. Ja zawsze czytając takie książki czuję coś w rodzaju moralnego kaca. Z jednej strony mam świadomość, że każdy powinien być odpowiedzialny za siebie, ale z drugiej strony czuję dziwny niepokój, że czasem jakiś nieodpowiedzialne decyzje mogą tak bardzo zaważyć na czyimś życiu. Znowu odezwała się we mnie ta beznadziejna wrażliwość, nad którą czasem zwyczajnie nie panuję...

Która z tych książek najbardziej was zainteresowała? Lubicie jakiś konkretny rodzaj literatury czy czytacie wszystko o wpadnie w wasze ręce?