piątek, lipca 01, 2016

Mary Kay 'Into the Garden' - Prezentacja kolekcji + propozycja makijażu

Dzisiaj na moim blogu panować będzie słodycz, motyw kwiatowy, kobiecość i róż. To zamieszanie dzieje się za sprawą limitowanej kolekcji zamkniętej w przepięknych opakowaniach, o które zadbała projektantka Patricia Bonaldi. Moim zdaniem wszystko tutaj łączy się w jednolitą całość, bo artystka ta genialnie nawiązała do pory roku oraz w zuchwały sposób dotarła do kobiecej próżności. Większość z nas przecież uwielbia rzeczy po prostu piękne i wzbudzające podziw. Kochamy otaczać się miłymi dla oka przedmiotami i powiedzmy sobie szczerze, że wnętrze czasem jest trochę mniej istotne. Ja jestem urzeczona i chociaż serce podpowiada mi, że minimalizm jest super, to jednak w rzeczywistości bliżej mi do sroczki łakomej na rzeczy śliczne, charakterystyczne i czasem aż ultra kobiece. Wszystko prezentuje się uroczo, ale to nie zmienia faktu, że w dalszej części nastąpi konfrontacja z rzeczywistością, a ja wywlokę na światło dzienne wszelkiego rodzaju wady, zalety i niedopowiedzenia. W takim razie zapraszam was w podróż pełną różu, kwiatów oraz słodyczy i mam nadzieję, że nie przeszkadza wam aż tak duża dawka cukru!
Wszyscy uwielbiamy promienie słoneczne na naszych twarzach, kobiece wdzięki i odkrywanie, co przyniesie wiosna. Jest to czas by rozbłysnąć, przygotować skórę na wieczorne spotkania z przyjaciółmi w ogrodzie i wyjąć z szafy ulubione letnie sandałki. To czas na śmiałe zapachy i romantyczne makijaże. Na to, by bawić się kolorami wiosny i pozwolić sobie rozkwitnąć na nowo. Delikatne kolory Into the Garden™ idealnie pasują do każdego typu urody.


Zestaw mydełek zapachowych 
Urzekają inspirowanym zaczarowanym ogrodem zapachem świeżej werbeny połączonej z trawą cytrynową, przeplecionymi z nutami geranium, zielonej herbaty i tymianku. 
Pierwsze spojrzenie i od razu przyszło mi do głowy, że to świetny materiał na prezent. Trzy mydełka owinięte w papier i zapakowane w kartonik z wysuwaną szufladką, wyglądają naprawdę przyjemnie i z pewnością są materiałem na udany upominek. Na pierwszy rzut oka zupełnie nie można się domyślić co kryje się wewnątrz, a po drugie odzywa się we mnie nałogowy zbieracz, który widzi w tym opakowaniu materiał na pudełeczko do przechowywania jakichś skarbów. Zapach mydełek jest intensywny i nawet przez papier aromat jest bardzo wyczuwalny. Mój nos odnalazł tam nuty cytrusowe z dodatkiem werbeny, ale jestem skłonna zgodzić się z opisem producenta, który dałam powyżej, ponieważ woń ta nie jest jednorodna i przeplata się w niej mnóstwo elementów składowych. Niestety nie powiem nic w temacie oczyszczającego działania mydełek, ponieważ ten bardzo silny aromat postanowiłam wykorzystać zupełnie inaczej. Kostki po prostu umieściłam w mojej szafie między ubraniami i aktualnie służą mi jako coś w rodzaju odświeżaczy. Doskonale się spisują, bo wypełniają szuflady zapachem, który jest wyczuwalny nawet podczas noszenia ubrań. Nie jest to taka typowo mydlana woń, a aromat który właśnie bardziej przypomina mi kompozycje zawarte w jakichś torebkach zapachowych. Czy ten aromat spodoba się każdemu? Nie jestem tego pewna, ponieważ jak już podkreślałam jest bardzo silny i charakterystyczny. Nie straciłam dla niego głowy, ale jak najbardziej odpowiada mojemu nosowi, nie drażni, a przyjemnie umila codzienne zaglądanie do szafy i dochodzenie do wniosku, że ja naprawdę nie mam się w co ubrać!
Cena: 99 zł (3 x 92 g) 


Bibułki matujące
Mój niezbędnik na lato i w sumie na każdą porę roku, bo skłonna do błyszczenia cera niestety daje mi popalić bez względu na miesiąc czy temperaturę. W malutkim kartoniku znajduje się 75 bibułek, które umieszczone są jak chusteczki higieniczne w pudełku, czyli wyjmujemy jedną i w tym czasie wychodzi kawałek następnej. Jest to moim zdaniem świetnie pomyślane, bo używałam innych wariantów tego produktu i tam bibułki były ułożone jedna obok drugiej przez co przez przypadek mogły wypaść lub brało się ich zbyt dużo. To udogodnienie zawarte tutaj bije inne marki na głowę! Poszczególne papierki wyglądają raczej klasycznie i nie są pokryte żadnym pudrowym wykończeniem. W moim odczuciu w pełni spełniają swoją rolę, bo matują bardzo konkretnie, zbierają nadmiar sebum i nie rujnują makijażu przez co nadają się dla posiadaczek tłustej powieki i zmarszczek, w które lubi wchodzić korektor. Są też bardzo wydajne, bo jedna w zupełności wystarczy na zmatowienie całej twarzy. Po takim zabiegu na bibułce pozostaje ślad po podkładzie dzięki czemu widać, że w sumie wyrzucam papierek, który jest tylko w połowie zużyty. Moim zdaniem są świetne, nie mam im zupełnie nic do zarzucenia i od jakiegoś czasu są niezbędnikiem w mojej torebce. Uwielbiam w niepozornych przedmiotach odkrywać swoich ulubieńców. Kiedyś nawet byłam pewna, że takie bibułki to na pewno kolejny wymysł firm kosmetycznych, bo czym niby są gorsze od poczciwej chusteczki? Teraz się kajam i wiem, że bez nich moja twarz latem przypominałaby kulę dyskotekową, a ja jednak wolę przyciągać do siebie ludzi na inne sposoby! 


Lakiery do paznokci
Powitaj z klasą nowy sezon. Lakiery z kolekcji Into the Garden wyczarują na Twoich paznokciach cała feerię pastelowych barw. Najmodniejszy manicure i pedicure w kolorach: Sweet Lilac, Coral Blossom i Pink Magnolia stworzysz od ręki. Te kolory podkręcą Twój styl.
Sweet Lilac, Coral Blossom, Pink Magnolia to pastelowa drużyna trzech śmiałków, którzy mają za zadanie wprowadzić powiew świeżości na paznokciach. Odcienie to takie lekko rozbielone cukiereczki i szczerze mówiąc nie jest to do końca maja estetyka. Zdecydowanie wolę barwy bardziej charakterystyczne i w sumie nie widzę nic złego w noszeniu czerwieni przez cały rok. Z tych trzech najbardziej przypadł mi do gustu cukierkowy koral oraz delikatnie złamana biel, którą ja odbieram jak kość słoniową. Najmniej polubiłam ten nieco liliowy odcień, który moim zdaniem wpada w szarość, a tej barwy po prostu nie lubię. Konsystencja lakierów jest dość rzadka i kryjąca, czyli taka jaką lubię, bo nie znoszę nakładania wielu warstw. Moim zdaniem wprawna ręka już za pierwszym pociągnięciem osiągnie zadowalający efekt, a ta mniej utalentowana będzie potrzebowała dwóch warstw. Lakier schnie szybko, więc trzeba wykonywać pewne ruchy, aby przypadkiem nie narazić się na powstanie nieestetycznych zacieków na płytce. Odnośnie trwałości to na moich paznokciach jest standardowa. Jeśli wykonuję dużo czynności to lakier utrzymuje się maksymalnie trzy dni, a w tych bardziej leniwych dniach potrafi dotrwać do pięciu dni, co u mnie jest już wielkim sukcesem. W kwestii utrzymywania się, moje paznokcie nie są skoro do współpracy i zwykle większość lakierów ma u mnie bardzo podobną żywotność. Ogólnie rzecz biorąc nie mam im nic do zarzucenia, ale też nie wywołały u mnie nadmiernego entuzjazmu. 
Cena: 45 zł/4,5 ml


Paleta do makijażu
Paleta do Makijażu wykonana jest z pięknego, ozdobnego papieru. Po jej otworzeniu ujrzymy cudowną paletę czterech kremowych cieni do powiek oraz trzech błyszczyków. To zestaw, który idealnie wpasowuje się w wiosenne trendy!
Paletka jak inne produkty z tej linii, również jest ozdobiona piękną grafiką w kwiaty. Wykonana jest ze śliskiego papieru, a zamykana jest na magnes. Nie ma obawy, że taki materiał ulegnie szybko zniszczeniu, ponieważ mam już kosmetyki w takiej papierowej formie i trzymają się bardzo dobrze. Po jednej stronie paletki jest dość spore lusterko, a po drugiej trzy błyszczyki, cztery cienie i jeden aplikator. Cienie są metaliczne i pełne bardzo malutkich drobinek rozświetlających o fioletowej barwie. Możemy tam odnaleźć bardzo delikatny, wręcz pastelowy róż, intensywny fiolet, jasny brąz, w którym dominuje fioletowy połysk oraz ciemny brąz, który czasem przechodzi w grafit i ma zdecydowanie najmniej refleksów, a czasem wydaje się wręcz zupełnie matowy. Odnośnie ich jakości to mam mieszane uczucia. Z jednej strony są bardzo mocno napigmentowane i dają świetny metaliczny efekt, ale jednak po nałożeniu na powiekę i blendowaniu tracą na jakości i intensywności. Gdzieś znika większość tego połysku i zostaje po prostu kolor. Taki makijaż nałożony bez bazy utrzymuje się długo, na mojej tłustawej powiece, potrafi się zbierać w załamaniu, ale do końca dnia jest widoczny na oku. Mimo wszystko czegoś im jednak brakuje, aby mnie w pełni zadowolić. Błyszczyki w palecie to nude, róż i koral, ale na ustach są praktycznie transparentne i tylko ten ostatni daje lekką poświatę. Poza tym są pełne drobinek mieniących się w różnych kolorach tęczy. Nałożone sprawiają, że wargi intensywnie połyskują dzięki drobinkom oraz mokremu efektowi , który utrzymuje się dość długo. Usta nie są nieprzyjemnie sklejone, a bardzo naturalne i jakby powiększone dzięki rozświetlającemu efektowi. Ogólnie paletka jest ciekawa, ale ja jednak naniosłabym w niej swoje poprawki. Mianowicie zostawiłabym jeden błyszczyk transparentny, a dwa wolałabym aby były bardziej kryjące. Mimo wszystko podoba mi się ten intensywnie błyszczący efekt na ustach. W cieniach popracowałabym nad intensywnością, której mi jednak odrobinę zabrakło do pełni szczęścia. Paletka skojarzyła mi się też trochę z takim dziecięcym zestawem do makijażu i aż łezka mi się w oku zakręciła na myśl o tych wszystkich malunkach na oku w odcieniu trawiastej zieleni i usilnych próbach wymuszenia na mamie pozwolenia na pójście do szkoły w takiej dosrosłej odsłonie! 
Cena: 175 zł


Makijaż inspirowany kolekcją
Zdecydowałam, że to co stworzę na mojej twarzy będzie lekkie, dziewczęce i nieprzekombinowane. Raczej daleko mi do intensywnych plam koloru na powiekach i wolę w fajny sposób podkreślić usta. Tutaj jednak pierwsze skrzypce grają oczy, a resztę pozostawiłam w spokoju. Dolną powiekę i zewnętrzne kąciki zaakcentowałam ciemnym brązem, a wewnętrzne podkreśliłam pastelowym różem. na kości policzkowe zamiast różu użyłam błyszczyka w koralowym odcieniu, który dał od razu efekt rozświetlacza. Na usta zaaplikowałam błyszczyk pierwszy od góry utrzymany w tonacji nude. Efekt końcowy bardzo mi odpowiada, ponieważ zdecydowanie dobrze się czuję w takim delikatnym i nieprzerysowanym makijażu. Poza tym taki prosty make-up jest bardzo asekuracyjny, bo naprawdę trudno w nim cokolwiek popsuć, a z drugiej strony szaleństwa z pędzlem w dłoni zostawiam dziewczynom obdarzonym większą odwagą. Ja jestem w tych kwestiach bardziej nieśmiała, ale ciężko pracuję nad sobą nakładając czerwoną pomadkę i wychodząc do ludzi!


Podoba się wam ta kwiecista kolekcja? Jak oceniacie mój makijaż wykonany paletą z kolekcji 'Into the Garden'?

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Follow Me @ SoraTemplates

Popular Posts

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy