Ten weekend chciałabym przywitać razem z kosmetykami oczyszczającymi oraz maskami marki Tołpa. Na następną część poświęconą pielęgnacji cery zapraszam was już za tydzień, bo mam zamiar napisać o kilku kremach, maskach oraz serum do twarzy. Wszystkie kosmetyki wyglądają dość podobnie, od razu kojarzą się z produktami bardziej aptecznymi i na drogeryjnych półkach trochę gubią się wśród tych wszystkich wzorów i kolorów. Mi ten minimalistyczny design bardzo odpowiada, pasuje mi ta stylistyka i to charakterystyczne puszczenie oka do konsumenta, które widnieje na każdym produkcie w postaci mini komentarza. W ramach wstępu postanowiłam napisać wam co nieco na temat akcji kupuj mniej, co brzmi dość dziwnie jeśli mówimy o marce kosmetyków, której przecież powinno zależeć na wysokim poziomie sprzedaży. Tutaj jednak sednem sprawy jest wiedza, racjonalne kupowanie oraz zaniechanie marnowania kosmetyków. Jestem niemalże pewna, że każdej z was zdarzyło się wyrzucić całkiem dobry produkt tylko dlatego, że nie mogłyście się doczekać, aby otworzyć kolejny. Ja też tak robię i nie mam zamiaru udawać, że jestem wzorem ekologicznego i racjonalnego odejścia do tematu. Staram się nad sobą pracować, ale jak wiadomo przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka, więc bywa ciężko. Mimo wszytko jednak chęci są, a to podobno pierwszy krok do sukcesu!
Stworzyliśmy ten przewodnik, by podzielić się z Wami naszą wiedzą na temat mądrego kupowania i tego, jak uniknąć późniejszych rozczarowań. Jeśli dzięki niemu choć jeden kosmetyk zostanie zużyty do końca, a jego działanie rozwiąże problem, będziemy wiedzieli, że było warto.
W poradniku znajduje się siedem kroków, które mają prowadzić do bardziej racjonalnego kupowania. Zaczynamy od określenia rodzaju skóry, przechodzimy przez testowanie, a kończymy na zużywaniu kosmetyków właściwie i do końca. Bardzo podoba mi się ta szczegółowa i interaktywna forma, dzięki której możemy przechodzić przez kolejne kroki, dowiedzieć się czegoś wartościowego lub zwyczajnie ciekawego. Ogólnie rzecz biorąc nie uznajcie moich słów za jakieś nad wyraz zachęcające, które trącą sztucznością. Po prostu lubię takie podejście do tematu, niesztampowość doprawioną fajnym pomysłem. Oczywiście nie każdy musi od razu wdrażać wszystkie te porady w swoje konsumpcyjne życie, ale jestem pewna, że przynajmniej kilka wskazówek jest godnych uwagi. Każdy ma przecież wybór, ale żeby podjąć decyzję wypadałoby poznać dwie strony medalu.

Normalizujący płyn micelarny do mycia twarzy - dermo face, sebio.

Usuwa makijaż, zanieczyszczenia i nadmiar sebum. Przywraca fizjologiczne pH i pozostawia skórę odświeżoną i matową. Zwęża rozszerzone pory i minimalizuje ilość zaskórników, łagodzi podrażnienia.
W całkiem zwyczajnej buteleczce mieści się 200 ml płynu o lekko żółtawej barwie i intensywnym, ale przyjemnym zapachu. Już od samego początku produkt ten był dla mnie sporą zagadką. Pierwsze testy nie przebiegły zbyt pozytywnie, ponieważ kosmetyk nie zmył dokładnie tuszu, a po prostu rozmazał go wokół oka i tymże zachowaniem trochę mnie zniechęcił, ponieważ to usuwanie kosmetyków kolorowych jest dla mnie priorytetem. Byłam po prostu zawiedziona, ale jednak sprawa okazała się troszeczkę bardziej zawiła. Ostatecznie okazało się, że płyn różnie reaguje na konkretne kosmetyki. Część usuwa bez najmniejszego problemu, a z niektórymi niestety ma większe kłopoty i nie chodzi tutaj o te wodoodporne. Całe szczęście nie spowodował u mnie żadnego pieczenia, a co a tym idzie łzawienia oka i sam producent zapewnia, że produkt jest hypoalergiczny i przyjazny dla cery wrażliwej. Ja co prawda praktycznie nigdy nie mam problemów ze skórą twarzy, ale niestety moje oczy czasem źle reagują na niektóre produkty, więc chwała mu za to, że nie doprowadził mnie do płaczu. W kwestii zmywania podkładu spisuje się bardzo dobrze i tu nie mam nic do zarzucenia. Po naniesieniu na płatek i przemyciu twarzy rzeczywiście pozostawia skórę realnie matową, czystą, bez uczucia podrażnienia lub ściągnięcia i nie towarzyszy temu wszystkiemu pozostałość jakiegokolwiek tłustego filmu. Pozostałe kwestie dotyczące minimalizowania ilości zaskórników oraz zwężania porów są moim zdaniem bardzo trudne do ocenienia jeśli mówimy o płynie micelarnym, który jest w moim przypadku pierwszym etapem oczyszczania. Nie umiem więc realnie ocenić jego skuteczności pod tym względem. W kwestii podsumowania jestem skłonna ocenić go jako płyn micelarny, który pod prawie każdym względem spełnił moje oczekiwania. Jedynym argumentem przeciw jest fakt, że nie każdy tusz zmywa równie łatwo i skutecznie i co za tym idzie dość łatwo wyrobić sobie wobec niego opinię. Jeśli trafimy na kosmetyk, z którym sobie radzi to ocena na pewno będzie bardzo pozytywna, a jeśli już przy pierwszym kontakcie zafundujemy sobie spotkanie z jakimś odpornym tuszem to zapewne na płynie nie pozostawimy suchej nitki. Całe szczęście, że mi udało się poznać jego dwa oblicza i nie ma już przede mną żadnych tajemnic.
Cena: 28 zł

Matująca pianka do mycia twarzy - dermo face, strefa t.

Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum, przywracając równowagę miedzy przetłuszczającymi i przesuszonymi partiami twarzy. Oczyszcza i odblokowuje pory. Nawilża i łagodzi podrażnienia. Pozostawia skórę odświeżoną i matową, bez uczucia ściągnięcia. Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum, nawilża i łagodzi podrażnienia, odświeża.
Teraz czas na opis kosmetyku, który spośród wszystkich spełnił najwięcej moich oczekiwań, więc zasłużył może nie na hymn pochwalny, ale na pewno na kilka pozytywnych słów. W buteleczce mieści się 150 ml bezbarwnego płynu o delikatnym i odświeżającym zapachu. Posiada ona dozownik w postaci pompki, która niestety nie przypadła mi do gustu, ponieważ ciężko się jej używa z tego względu, że jest toporna i wymaga nieco siły. Po tej czynności płyn zamienia się w leciutką piankę i do porannego umycia twarzy wystarczają dwie jej porcje, ale do wieczornej pielęgnacji zużywam już trzech, ponieważ zwykle wtedy obawiam się, że na mojej twarzy są jeszcze jakieś pozostałości makijażu. Poczatkowo wydawało mi się, że kosmetyk będzie niewydajny, ale ostatecznie nie widzę większej różnicy między nim, a klasycznymi żelami. Jak już wspominałam struktura pianki jest niesamowicie lekka i nakładając ją na twarz nie czuć tej charakterystycznej dla innych kosmetyków zwięzłej i gęstej struktury oraz śliskiej powłoczki. Moim zdaniem do takiego mycia cery trzeba się przyzwyczaić, ponieważ ja na samym początku miałam wrażenie, że to oczyszczanie jest dla mnie za słabe. Nakładałam ją na twarz, masowałam i po jakimś czasie wydawało mi się, że część jej znika, a na skórze zostaje tylko niewielka ilość. Jednak z biegiem czasu okazało się, że dobrze zmywa pozostałości makijażu i nadmiar sebum, więc to wrażenie jest tylko wynikiem stosowania kosmetyków o innej strukturze, czyli wygrało tutaj moje przyzwyczajenie. Po zmyciu jej wodą skóra jest oczyszczona, delikatna, subtelnie matowa i niepokryta żadnym filmem. W kwestii napięcia po myciu, to oczywiście cera wymaga przywrócenia pH tonikiem, ale nie jest to zbyt uciążliwe wrażenie, które wiąże się z silnym napięciem skóry. W moim odczuciu jest to po prostu bardzo fajna pianka, której lekkość i delikatność bardzo mi odpowiadają.
Cena: 26 zł

Normalizujący tonik matujący - dermo face, sebio.

Delikatnie złuszcza zrogowaciały naskórek i normalizuje wydzielanie sebum. Działa ściągająco i antybakteryjnie. Przywraca fizjologiczne pH skóry i długotrwale matuje. Zapewnia efekt matowej skóry do ok. 8 godzin od zastosowania, przywraca skórze fizjologiczne pH, zwęża pory i redukuje zaskórniki.
Tutaj również w buteleczce mieści się 200 ml produktu o żółtawej barwie i wyraźnym aromacie. Myślę, że już na wstępie warto wspomnieć, że bardzo wysoko w składzie znajduje się kwas salicylowy, który jest dosłownie i w przenośni produktem bardzo zapalnym, bo może wywołać pożar, ale i zagorzałą dyskusję na tematy kosmetyczne. Ja za nim nie przepadam, bo przypomina mi czasy kiedy zmagałam się z trądzikiem i musiałam na swoją twarz zaaplikować mnóstwo różnorakich mieszanek i nierzadko wiązało się to dyskomfortem i innymi przykrymi odczuciami. Tak więc kosmetyki na bazie alkoholu dostawałam również od dermatologów, więc pozwólcie iż kwestia jego szkodliwości lub zalet będzie nadal otwarta i każdy tu może wyrazić swoją opinię. Pora jednak przejść porzucić wspomnienia zamierzchłych czasów i przejść do tego konkretnego toniku. Na płatku kosmetycznym zachowuje się zupełnie normalnie, ale już po kontakcie ze skórą nieco zmienia się jego struktura. Mam wrażenie jakby leciutko się pieni i sprawia, że nasączony wacik nie jest po prostu wilgotny, a jakby pokryty niewidoczną pianką. Podczas przecierania cery płatkiem nie czułam niczego szczególnego, ale już kilka sekund po da się wyczuć ciepło i delikatne mrowienie. To jest punkt nad którym trzeba się chwilę zastanowić, ponieważ co prawda u mnie to wrażenie trwało zaledwie kilka sekund i nie miało dalszych skutków, ale cery wrażliwe lub nietolerujące alkoholu mogą to odczuwać zupełnie inaczej. Oczywiście tonik przywraca naturalne pH skóry, ale jednak wrażenia wcześniej opisywane przeważyły nad moją oceną. Skórę pozostawia matową i niepokrytą żadnym filmem, ale nie jest to suchy mat, a taki raczej dość naturalny. Potwierdzam też działanie w kwestii złuszczania naskórka i to raczej nie wymaga zagłębiania się w temat. Podsumowując jest to zdecydowanie bardzo specyficzny kosmetyk, który w moim przypadku okazał się po prostu nietrafiony. Jeśli tylko mogę to staram się unikać wszystkiego, co w jakiś sposób może mnie drażnić i to w sposób dualny. 
Cena: 26 zł

3 maski oczyszcające cerę

Wszystkie są klasycznymi maskami zamkniętymi w saszetkach 2 x 6 ml, czyli przeznaczone są na dwa użycia. Ta ilość w moim odczuciu jest jak najbardziej odpowiednia do nałożenia na twarz, szyję i dekolt. Na pierwszy ogień idzie normalizująca maska głęboko oczyszczająca.
Złuszcza zrogowaciały naskórek i głęboko oczyszcza pory. Adsorbuje sebum i normalizuje jego wydzielanie. Reguluje rogowacenie, poprawia teksturę naskórka i redukuje liczbę zaskórników. Zapobiega powstawaniu grudek i krostek oraz przyśpiesza eliminację zmian. Przeciwdziała tworzeniu się przebarwień potrądzikowych. Wspomaga regenerację mikrouszkodzeń. Pozostawia skórę gładką, odtoksycznioną i długotrwale matową.
Maska posiada odcień zielonkawy i przypomina nieco glinkę, a wysoko w składzie zawiera kaolin, a także trochę mniej glinki zielonej. Posiada intensywny, ale w moim odczuciu raczej przyjemny dla nosa zapach. Po nałożeniu na twarz jej odcień nieco się ożywia, a po upływie kilku minut blednie ze względu na dość szybkie zasychanie. Konsystencja staje się bardzo sztywna i przy ruchach mimicznych maska zaczyna pękać. Już podczas nakładania wyczuwalne jest mrowienie skóry i wrażenie ciepła, które jak zapewnia producent jest wynikiem zawartości kwasów AHA w składzie. Nie jest to jakieś drastyczne uczucie pieczenia, ale też nie mogę zaliczyć go do niczego co można miło wspominać. Po kilku minutach to ciepło znika i maska nie wywołuje już żadnych wrażeń termicznych. Zmywa się ją jak typową maskę błotną lub tą opartą na glinkach, czyli dość ciężko. Po takim zabiegu skóra jest bardzo matowa, gładka i nie ma na niej jakichś pozostałości po kontakcie z dość mocnymi składnikami. W ogólnej kwestii regulowania ilości zanieczyszczeń trzeba stwierdzić, że zdecydowanie jest potencjał i oczywiście skóra nie przeszła cudownej metamorfozy, ale przynajmniej zaskórniki na nosie są mniej widoczne. Podsumowując myślę, że maska zdecydowanie jest warta uwagi, ale punktem zapalnym znowu jest tutaj to lekkie podrażnienie wywołane kwasami, więc to kosmetyk nie dla każdego. Dalej sprawdzałam  maskę-peeling-żel 4w1 korygującą niedoskonałości.
Usuwa zanieczyszczenia i zrogowaciały naskórek. Reguluje wydzielanie sebum i zapobiega błyszczeniu. Odblokowuje i zwęża rozszerzone pory. Łagodzi podrażnienia i wyrównuje koloryt skóry. Wygładza i matuje. Może być stosowany na twarz, dekolt i plecy.
Można ją stosować jako peeling mechaniczny, mechaniczno-enzymatyczny, maskę ściągającą lub żel. Myślę, że brzmi to trochę niezrozumiale, ale po prostu decydujemy czy chcemy, aby działały drobinki złuszczające, ekstrakt z papai, który rozpuszcza martwe komórki lub zwykły kosmetyk myjący. Moim zdaniem to 4w1 jest tutaj napisane lekko nad wyraz, ponieważ jeśli mamy ochotę na żel to i tak w międzyczasie zrobimy peeling, a jeśli wybierzemy maskę ściągającą to i tak zadziała peeling enzymatyczny i trochę ten klasyczny podczas aplikacji. Moim zdaniem to trochę zawiłe, ale koniec już z tym nazewnictwem i pora skupić się na działaniu. Maska podobnie jak ta opisywana wyżej w swoim składzie bardzo wysoko zawiera białą glinkę. Posiada kremowy odcień, neutralny zapach i konsystencję nieco rzadszą niż maska opisywana wyżej. W masie posiada zatopione ryżowe drobinki peelingujące, których ilość jest średnia, ale są dość ostre. Ja maskę nakładam w najprostszy z możliwych sposobów, a mianowicie podczas aplikacji wykonuję nią delikatne złuszczanie poprzez masaż, a potem zostawiam na skórze, aby spełniła swoją enzymatyczną rolę. Oczywiście taka podwójna siła może działać bardzo skutecznie, ale jednak kolejny raz obawiam się reakcji cer bardziej wrażliwych i niekoniecznie mam tutaj na myśli te cierpiące z powodu jakichś składników zawartych w kosmetykach. Po prostu ciekawi mnie jak na taką dawkę złuszczania zareaguje skóra bardziej delikatna, ponieważ tutaj po raz kolejny na mojej skórze wyczuwalne jest wrażenie mrowienia, które zapewne jest wynikiem dołączenia w składzie mentolu. Oczywiście możemy uniknąć peelingu mechanicznego delikatnie wklepując kosmetyk w skórę. Maska zachowuje się jak poprzednia, czyli wraz z mijającymi minutami konsystencja stopniowo zasycha tworząc skorupę, a wrażenie mrowienia mija. Zmywa się również dość trudno, ale w sumie nie uznaję tego za jakiś argument przeciw, ponieważ taka już jest jej natura, a raczej składników w niej zawartych. Oczywiście warto też wspomnieć, że podczas jej usuwania z twarzy nieunikniona jest kolejna dawka peelingu mechanicznego w minimalnej dawce, ale zawsze. W kwestii efektów to z moich obserwacji wynika, że poprzednia maska zdecydowanie lepiej oczyszczała pory, a ta ma skuteczniejsze działanie wygładzające, bo cera jest niesamowicie mięciutka i delikatna. Ostatnim kosmetykiem z tej grupy jest maska-peeling-żel 4w1 korygująca niedoskonałości.
Łączy w sobie 4 funkcje: peelingu mechanicznego i enzymatycznego, maski ściągającej i żelu do mycia twarzy. Peeling odblokowuje pory i zapobiega powstawaniu zaskórników. Maska reguluje wydzielanie sebum, łagodzi podrażnienia i zwęża rozszerzone pory. Żel do mycia twarzy głęboko oczyszcza i działa antybakteryjnie. Jednym zdaniem: skóra odzyskuje zdrowy koloryt, jest odświeżona, wygładzona i dokładnie oczyszczona.
Moim zdaniem zapachem przypomina tą pierwszą, a resztą właściwości i działaniem jest bardzo podobna do tej opisywanej przeze mnie jako druga, bo również zawiera ekstrakt z papai, kory cynamonowca, ryżowe drobinki i mentol i w sumie moje oko wychwyciło, że skład jest niemalże identyczny. Posiada ten sam kolor, konsystencję i można ją użytkować na te same sposoby. W moim odczuciu ciało reaguje na obie identycznie, a wrażenie mrowienia również występuje w tym samym stopniu. Po zmyciu cerze nie towarzyszy suchy mat, a taki bardziej naturalny. Ostatecznie muszę stwierdzić, że dwie ostatnie maski mogą być dla siebie po prostu zamiennikami i nie widzę rozbieżności między nimi, a w sumie to różnią się jedynie pod względem zapachu. Nie do końa rozumiem fakt umieszczenia ich w dwóch innych opakowaniach. Według mnie śmiało mogłaby to być jedna maska o działaniu matującym, wygładzającym i pomagającym walczyć z niedoskonałościami skóry. 
Cena: około 8 zł za każdą

Podsumowanie użytkowania linii Tołpa sebio oraz strefa t

Zdecydowanie najbardziej polubiłam lekką jak chmurka piankę do oczyszczania cery, która jest niesamowicie delikatna , działa bardzo skutecznie i jej właściwości w pełni mi odpowiadają. Również płyn micelarny zasługuje na słowo pochwały, ale jednak nie z każdym kosmetykiem kolorowym współpracuje równie dobrze i skutecznie. Z masek najbardziej polubiłam tą normalizującą i głęboko oczyszczającą, ponieważ już po pierwszym zastosowaniu efekty były widoczne, w postaci zredukowania widoczności zaskórników. Nie było to działanie spektakularne, ale w moim odczuciu bardzo widoczne. Pozostałe dwie maski przypadną do gustu osobom, którym najbardziej zależy na dokładnym wygładzeniu i wrażeniu niesamowitej miękkości cery. Najmniej usatysfakcjonowana jestem działaniem toniku, który w swoim składzie posiada dużą ilość kwasu salicylowego i na mojej cerze wywołuje wrażenie ciepła i mrowienia. To samo dzieje się też w przypadku masek, ale w tamtym wypadku jest to efekt towarzyszący mi raz w tygodniu, a nie przy codziennej pielęgnacji cery, więc wybór jest prosty. Uff to by było na tyle, ale w przyszłym tygodniu będzie czekała na was jeszcze większa, druga część pielęgnacji z Tołpą.

Znacie kosmetyki marki Tołpa? Macie jakichś swoich niezaprzeczalnych faworytów?