piątek, października 21, 2016

5 blogowych hitów, które niezupełnie się u mnie sprawdziły

Jestem przekonana, że każdy bacznie obserwujący blogi przynajmniej raz kupił coś pod wpływem jakiejś entuzjastycznej rekomendacji. Super jeśli dana rzecz okazała się strzałem w dziesiątkę, gorzej gdy nasze odczucia odbiegają od tych wszystkich pozytywnych opinii. Mam wrażenie, że czasem te zachwyty powstają pod wpływem chwili i trwają dość krótko, a dopiero później przychodzi coś w rodzaju otrzeźwienia i w sieci zaczynają się pojawiać bardziej zróżnicowane stanowiska. Wychodzi na to, że najlepiej przeczekać początkowa euforię i rozważyć zakupy w nieco późniejszym terminie, kiedy emocje opadną, a oceny są już bardziej różnorodne i wartościowe. Ja kilka razy dałam się ponieść emocjom i w dzisiejszym wpisie chciałabym przedstawić kilka bardzo popularnych produktów, które zbierają masę pochwał, ale jednak nie do końca spełniły moje oczekiwania.
>>> 5 drogich kosmetyków niewartych swojej ceny >>>

GARANCE DORE -  LOVE, SYLE, LIFE

Ogromne zainteresowanie tą książką już raczej minęło, ale nadal jest nieodłącznym elementem zdjęć na wielu blogach i moim zdaniem w tym jest doskonała. Niesamowicie fotogeniczna i kobieca okładka, piękne zdjęcia i niebanalny design sprawiają, że jest to bardzo interesująca pozycja. Pod względem wrażeń estetycznych nie mam do niej żadnych zastrzeżeń. Problem tkwi w tym, że to nadal po prostu książka i jej siła powinna tkwić w przekazie, a nie wyglądzie zewnętrznym. Czytałam mnóstwo pochwał na jej temat i zawsze wtedy zastanawiałam się w czym właściwie tkwi jej siła, a może to ja mam jakieś górnolotne wymagania? Mimo wielu starań nie odkryłam w tej książce niczego wartościowego. Niby można wyłuskać z tekstu sporo porad odnośnie szeroko pojętego stylu życia, ale częściej czułam, że czytam luźne przemyślenia kobiety koło czterdziestki, która ma mentalność nastolatki i zbyt często wyciąga na światło dzienne swoje bardzo prywatne wspomnienia. Czytając miałam wrażenie, że trafiłam na jakieś mało ambitne kobiece pisemko pełne niepotrzebnych porad, banałów i bezsensownych opisów francuskiego stylu. Podsumowaniem niech będzie moje stwierdzenie, że to piękna wizualnie książka, której tekst był dla mnie tak mało interesujący, że uznam go po prostu za stratę czasu. W książkach szukam zdecydowanie czegoś innego.

PALETY CIENI SLEEK

Chyba nie skłamię jeśli napisze, że te cienie stały się tak bardzo popularne właśnie przez tysiące recenzji na blogach i jeszcze więcej zachwytów w sieci. Po tak przychylnych opisach można było się spodziewać, że oto w rekach mamy prawdziwe odkrycie w dziedzinie makijażu i to jeszcze w tak niskiej cenie. To iluzja doskonałości zdecydowanie zaważyła na mojej ostatecznej ocenie, ponieważ uważam te palety za całkiem w porządku, ale z pewnością nie perfekcyjne w każdym calu. To właśnie ta ogromna popularność wzbudziła we mnie wielkie zainteresowanie i ostatecznie była powodem rozczarowania. Te palety z pewnością spełnią przeciętne wymagania, ale ja szukam czegoś o znacznie lepszej jakości. Co prawda czerń świetnie spisuje się u mnie w rysowaniu kresek na powiece, brąz bardzo ładnie wypełnia moje brwi, ale reszta okazała się zupełnie niepotrzebna. Cienie o połyskującym wykończeniu parę razy pojawiły się na moim oku, ale maty zupełnie mnie rozczarowały. Szczególnie jasne kolory były bardzo słabej jakości co najbardziej mnie rozczarowywało, ponieważ bardzo lubię takie odcienie na powiece, a tu nie widziałam różnicy między poszczególnymi kolorami. To po prostu dość zwyczajny kosmetyk, który przez popularność urósł do rangi produktu kultowego. Faktyczne ta jakość może zadowolić podstawowe wymagania, ale na rynku jest mnóstwo bardzo podobnych cieni, więc ten rozgłos jest nad wyraz. 

KOREAŃSKIE KREMY BB

To po prostu nie są produkty dostosowane do mojego typu cery. Nadal uważam, że dają początkowo piękne wykończenie, świetnie kryją i dostosowują się do odcienia skóry, ale totalnie nie współgrają z moja cerą, która uwielbia błyszczeć. Azjatyckie kremy BB tworzą na twarzy satynowe wykończenie, które świetnie spisze się w przypadku cer normalnych, a tym bardziej suchych potrzebujących takiego blasku. Ja potrzebuję matu, a nie kosmetyku, który początkowo tworzy ładny woal, a po krótkim czasie w zestawianiu z nadmiarem sebum nie wygląda już jak porządny błysk, a jak niechciane błyszczenie. Struktura kremu zmienia się na znacznie cięższą, a twarz jest zmęczona i nawet puder matujący niewiele tu daje. Nie uważam, że ta grupa kosmetyków jest nieudana, bo właściwości kremów BB z pewnością trafiają w niejedne gusta. Jednak ja się wyłamię i z pełną odpowiedzialnością stwierdzę, że jak na razie nie będę poszukiwała niczego z tej kategorii i wolę skupić się na koreańskiej pielęgnacji, która sprawdza się u mnie naprawdę świetnie. Jestem przekonana, że moja opinia jest dość kontrowersyjna jeśli spojrzymy na znaczną przewagę pozytywnych rekomendacji. Prawda jest jednak taka, że tłusta cera nie chce współpracować z tymi kremami, więc u mnie ciągu dalszego nie będzie. 
>>> Skin79 Gold BB Pumping Cushion - moje starcie z legendą >>>
>>> Steblanc by Mizon - koreańskie kosmetyki do makijażu i pielęgnacji >>>

BOURJOIS - WYPIEKANE RÓŻE DO POLICZKÓW

To zdecydowanie kosmetyk, który można nazwać kultowym. Różowe puzderko wygląda niesamowicie uroczo, a dodatkową zaletą jest piękny i intensywny zapach, który kojarzy mi się z jakimiś pudrowymi perfumami. Poz zakupie jest bardzo obiecująco, bo wykończenie z dużą ilością drobinek wygląda bardzo efektownie. Początkowe użytkowanie tego różu może być bardzo przyjemne, ale bardzo szybko struktura staje się bardzo twarda i gdzieś znika jej pigmentacja oraz jedwabista gładkość. Kosmetyk staje się twardy i nałożenie go na policzki graniczy z cudem. Dopiero użycie bardziej zbitego pędzla i wielokrotne nakładanie gwarantuje uzyskanie jakiegoś rumieńca na twarzy. W tym czasie zamiast walczyć z wiatrakami wolę użyć po prostu jakiegoś innego kosmetyku i nie wychodzić z siebie, aby efekt makijażu był zauważalny. Mój pierwszy róż stał się zupełnie bezużyteczny po bardzo krótkim czasie, więc ponad połowa wylądowała w koszu. Dałam mu jeszcze jedną szansę i kupiłam kolejne opakowanie, które jeszcze szybciej stało się zupełnie bezwartościowe. Prawdopodobnie przyczyna tkwi w tego strukturze, bo początkowo może wydawać się ona bardzo dobrze napigmentowana i przyjemnie satynowa, a potem zamienia się w suchy kamień. Chyba problemem są tutaj zbyt wcześnie wydane opinie, które podyktowane są początkowym zachwytem.

PAT&RUB - OTULAJĄCY SCRUB CUKROWY

Linia otulająca jest jedną z najbardziej popularnych co mnie nie dziwi, bo połączenie karmelu, cytryny i wanilii naprawę może otulić ciało i zmysły. Uwielbiam ten aromat i inne produkty tej serii, ale peeling zupełnie nie spełnił moich oczekiwań. Co prawda jest bardzo intensywny, niesamowicie wysycony cukrem, wydajny i wypełniony wartościowymi olejkami, ale użytkowanie go nie należy już do przyjemności. Nałożony na mokre ciało tworzy coś rodzaju białej, lepkiej struktury, której zupełnie nie da się zmyć wodą, więc trzeba znowu nałożyć środek myjący co trochę mija się z celem. Jedynym ratunkiem z tej sytuacji jest umycie ciała, osuszenie go i dopiero wtedy nałożenie scrubu bez użycia wody. Ta aplikacja jest raczej kłopotliwa, ale skuteczna i dzięki niej produkt ten działa naprawdę dobrze, bo peeling jest bardzo intensywny i pozostawia po sobie tłustawą, ale znośną warstwę olejków. Nie mniej jednak przez to kombinowanie z użytkowaniem nie mam zamiaru do niego wracać mimo kilku niewątpliwych zalet. Zdecydowanie lubię takie gęste scruby do ciała, ale szanuje też swój czas i nie chcę tracić go na bezsensowne czynności i wyjątkowe uciążliwe konsystencje, które nie kojarzą się z niczym relaksującym. 

Znacie opisane przeze mnie kosmetyki? Jakie blogowe hity nie spełniły waszych oczekiwań? 

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Follow Me @ SoraTemplates

Popular Posts

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy