Dzisiaj w bojowym nastroju postanowiłam opisać kosmetyki, które nie grzeszą ani taniością ani skutecznością. To chyba najbardziej nietrafione połączenie ze wszystkich, bo o ile wysokie koszty można jeszcze jakoś przełknąć, o tyle idący za nimi brak jakości prowokuje mnie do głośnego wykrzyczenia swoich racji. Nigdy nie twierdziłam, że cena jest jakimkolwiek wyznacznikiem wartości danego produktu, ale przeciętny użytkownik zawsze ma nadzieję, że ta wybujała marża w jakiś sposób wpływa na trwałość, wykonanie lub użycie konkretnych komponentów. Drugą bardzo ważną kwestią jest fakt, że nawet najlepszy/najdroższy/najbardziej popularny kosmetyk nie sprawdzi się na każdej cerze, nie dogodzi wszystkim oczekiwaniom i nie wywoła uśmiechu na ogóle ust. W takim razie zapraszam was na moje subiektywne zestawienie produktów, które pochodzą z wyższej półki cenowej i w jakiś sposób nie spełniły moich (może czasem zbyt wygórowanych) oczekiwań.

BENEFIT COSMETICS - 15STO GODZINNA BAZA POD PODKŁAD STAY FLAWELESS

Opakowanie zdecydowanie zasługuje na sporą pochwałę, bo produkt ten wygląda po prostu atrakcyjnie i każda gadżeciara uśmiechnie się na jego widok. Odpowiada mi też odcień bazy, forma sztyftu oraz dość lekka formuła która wyczuwalna jest przy początkowej aplikacji. Niestety już po paru sekundach zaczynają się schody, ponieważ kosmetyk szybko zastyga po w kontakcie ze skórą i z bardzo gęstymi podkładami może tworzyć brzydkie plamy. Rzeczywiście wpływ na utrzymywanie się podkładu jest zauważalny, ale zupełnie nie radzi sobie z błyszczeniem skóry oraz punktowym ścieraniem makijażu. Jak widać spośród kilku moich oczekiwań spełnił tylko jedno, a to moim zdaniem zdecydowanie zbyt mało. Wybaczyłabym mu tępą strukturę gdyby przynajmniej radził sobie z regulowaniem ilości wydzielanego sebum. Jego ogólne działanie jest moim zdaniem niewystarczające i za taką cenę można dostać o wiele tańsze bazy, które będą działały podobnie, a nawet lepiej. Inną kwestią jest, że w przypadku cery normalnej zapewne sprawdzi się dużo lepiej, ale jednak kosmetyk powinien radzić sobie w każdej sytuacji, a nie tylko w tych łatwych i bezproblemowych.  Uroczy design nie idzie tu w parze z satysfakcjonującą jakością, więc temu kosmetykowi mówię stanowcze nie.


BENEFIT COSMETICS - PŁYN DO DEMAKIJAŻU THEY'RE REAL REMOVER

Dość nieoczywiste, ale bardzo ładne opakowanie (bardziej przypominające tubkę podkładu) kryje w sobie dość gęsty płyn o białej barwie i zapachu charakterystycznym dla produktów nieperfumowanych. Uważam, że taka forma małej tuby sprawdzi się jako element wyjazdowej kosmetyczki, ale co do codziennego użytkowania mam pewne obawy, bo wydostanie resztek płynu z tej tuby jest po prostu stratą czasu. Sam płyn bardzo dobrze spełnia swoją oczyszczającą rolę, ale jego struktura jest fatalna. Płatek kosmetyczny nawet obficie nim nasączony bardzo szybko staje się suchy, więc demakijaż przekształca się się w nieprzyjemną, a nawet niemożliwą czynność. Dokładanie nowych porcji  płynu skutkuje po prostu tym, że kosmetyk jest niewydajny, a usuwanie makijażu kojarzy się wyłącznie z nieprzyjemnym tarciem wrażliwych okolic oczu. Brakuje mu po prostu bardziej oleistej/śliskiej/mokrej struktury, która sprawiłaby, że demakijaż byłby łatwiejszy, przyjemniejszy i bardziej wydajny. Kolejny przykład kosmetyku, który świetnie wygląda, w jakiejś części spełnia swoją rolę, ale ostatecznie zostaje zakwalifikowany przeze mnie do grupy produktów niewartych swojej wysokiej ceny.

YVES SAINT LAURENT - POMADKA I RÓŻ DO POLICZKÓW KISS&BLUSH

Ten produkt umieściłam tutaj z prawdziwym bólem serca, bo ma zadatki na kosmetyk idealny, ale jedna wada go niestety dyskwalifikuje. Wyglądem przypomina luksusowy lakier do paznokci i ten bogaty design zdecydowanie do mnie przemawia. Wewnątrz kryje się specyficzny szeroki aplikator, który idealnie nakłada pomadkę na usta. Pachnie niezwykle przyjemnie, konsystencja tego produktu jest wręcz doskonała, a i nie mam większych uwag w stosunku do trwałości. Po nałożeniu na wargi wyczuwalna jest aksamitna tafla, a wrażenie sklejonych i obciążonych warg tutaj nie występuje.  Również dobrze spisuje się jako róż nakładany na policzki, chociaż to nie jest moja ulubiona formuła kosmetyku aplikowanego w tym miejscu. W czym jest jednak problem? Pomadkę można zakwalifikować do tych o matowym/półmatowym wykończeniu, więc siłą rzeczy jest ryzyko, że będzie podkreślała przesuszone usta. Tutaj niestety tak właśnie się dzieje, bo pigment wnika w drobne załamania i podkreśla skórki, o których istnieniu nawet nie wiedziałam. Dodatkowo wraz z długością noszenia tego kosmetyku problem się pogłębia i wargi są jeszcze bardziej przesuszone. Jedynym ratunkiem jest peeling, dokładne nawilżenie, pomadka ochronna pod i wtedy wszystko wygląda całkiem ok. Jednak czy produkt za taką cenę powinien wymagać aż tulu przygotowań? Moim zdaniem zdecydowanie nie i co prawda w wielu kwestiach ten produkt działa genialnie, ale ta jedna wada go dyskwalifikuje w moich oczach. Pomadka pojawia się na moich ustach niezwykle rzadko, bo niestety najczęściej efekt sprawia, że mam ochotę od razu ją zmyć, a na wielominutowe przygotowania zwyczajnie nie mam czasu. Tu z mojej strony możliwa jest jedynie platoniczna miłość!
Cena: 155 zł

KORRES - MASEŁKO DO UST Z MASŁEM SHEA

Od dawna poszukuję naprawdę dobrego kosmetyku do pielęgnacji ust i za mną jest już wiele wzlotów i upadków. Tym razem zdecydowałam się zainwestować coś niedostępnego w każdej osiedlowej drogerii, ale ostatecznie okazało się, że nie była to dobra decyzja. Konsystencja tego kosmetyku jest dość gęsta, więc podczas aplikacji nie ma takiego fajnego wrażenia gładkości i miękkości. Poza tym zapach jest średnio przyjemny, a przez  zbitą strukturę pomarańczowy pigment odcienia Peach może delikatnie osadzać się w drobnych załamaniach naskórka. Pomadka daje wargom chwilową ulgę, pokrywa je ochronną warstwą, ale nie zaobserwowałam żadnych efektów długoterminowych. Po jakimś czasie nie ma jej na wargach, a one znów są suche i napięte. Z pełną odpowiedzialnością mogę napisać, że wiele tego typu pomadek powszechnie dostępnych i dużo tańszych wykazuje się fajniejszą strukturą i przyjemniejszym działaniem. Moim zdaniem jest zbyt gęsta i sucha przez co brakuje mi przyjemności ze stosowania, a dodatkowo nie wpływa na regenerację, którą będę mogła odczuć w dalszym czasie. Oczywiście nie działa negatywnie, więc mam zamiar ją szybko skończyć i jeszcze prędzej o niej zapomnieć.
Cena: 55 zł

DECLEOR - KREM BB HYDRA FLORAL 24 HA

Moim zdaniem kosmetyk ten zachowuje się na twarzy podobnie do azjatyckiego kremu BB. Krycie ma co prawda nieco mniejsze, ale pozostawia twarz równie promienną oraz wyglądającą na wypoczętą i nawilżoną. Ma przyjemną, kremową konsystencję i miły kwiatowy zapach. Pierwsze problemy pojawiają się w kwestii odcienia, ponieważ dostępny jest wyłącznie medium, który odpowiadał będzie cerze opalonej i u osób o skórze jasnej lub średnio jasnej po prostu nie będzie miał racji bytu. Kwestia wykończenia również pozostawia wiele do życzenia. Na skórze pozostawia widoczny satynowy woal, który spodoba się wyłącznie osobom o skórze suchej lub normalnej. Na mojej tłustawej cerze niestety taki efekt nie jest niczym pożądanym, ponieważ dążę do matu, a nie do pogłębienia błyszczenia. Przez to wykończenie krem taki utrzymuje się na skórze raczej w średnim stopniu i przynajmniej brzydko się nie ściera, ponieważ jego struktura nie odróżnia się od cery, więc nie ma problemu z jego ważeniem się w kłopotliwych sferach. Mimo tego, że posiada kilka zalet to jednak uważam, że za dużo niższą cenę można znaleźć niezły kosmetyk tonujący lub azjatycki krem BB. Skruszona wracam do moich ulubionych minerałów!
Cena: 150 zł

Znacie kosmetyki z mojej listy? Często zdarza wam się kupić jakiś produkt zupełnie niewarty swojej ceny?