W podsumowaniu ostatnich miesięcy dużo miejsca poświęciłam nowościom kosmetycznym, a dzisiaj chciałabym skupić się wyłącznie na produktach do makijażu Revlon oraz Artdeco. Co prawda jesień skłania producentów do koncentrowania się na kolorystyce oscylującej wokół wszelkiej maści rudości, brązów, granatu burzowego nieba lub barwy o enigmatycznej nazwie jaką jest khaki. Nie są to moje ulubione klimaty, ale na całe szczęście również moje potrzeby zostały zaspokojone, bo na ustach bez względu na porę roku najbardziej lubię soczyste barwy. Co za tym idzie to właśnie fuksjowy błyszczyk od razu zwrócił moją uwagę i pretendował do zostania moim faworytem. Co prawda jego barwa jest genialna, ale jednak nie będzie tutaj wyłącznie tak bardzo kolorowo, bo w tym zacnym gronie są też produkty, które na pewno w przyszłości nie trafią do grona moich ulubieńców. W takim razie zapraszam was na mały przegląd kolorówki, czyli na coś co tygryski lubią najbardziej! 
>>> Podsumowanie września i października - zakupy, nowości i ciekawe miejsca w sieci >>>

ARTDECO RÓŻ BLUSH COUTURE 

To jeden z tych produktów, który już od samego początku zdobył moje serce. Co prawda puzderko w odcieniu czerwieni ozdobione różnego rodzaju esami i floresami niezbyt przypadło mi do gustu, ale wnętrze zdecydowanie jest warte uwagi. Po pierwsze uwielbiam kosmetyki prasowane z tak fantazyjnym tłoczeniem, bo po prostu cenię rzeczy piękne. Tutaj nuty na pięciolinii są bardzo zaskakujące, bo w sumie róże zwykle zdobione są wszelkiego rodzaju motywami kwiatowymi i innymi typowo kobiecymi elementami. Róż jest bardzo aksamitny, jego zapach jest słabo wyczuwalny, posiada mieniące się drobinki, ale jednak nie jest ich bardzo dużo i nie wiodą tutaj prymu, więc tego kosmetyku nie zaliczyłabym do produktów rozświelających. W puzderku połączony jest jasny beż, delikatny brąz oraz coś w rodzaju barwy buraczkowej. Zmieszane ze sobą dają na twarzy ciepły, intensywny kolor, który określiłabym jako jasne bordo lub głęboki, ciemny róż. Co najważniejsze na początku kosmetyk ten może wydawać się bardzo lekki i trudno stwierdzić jaki właściwie może tworzyć kolor na twarzy. Szybko jednak można się zorientować, że pigmentacja jest naprawdę bardzo intensywna, więc trzeba mieć się na baczności podczas nakładania go na kości policzkowe, bo jeden zbyt pewny ruch grozi nazbyt intensywną plamą koloru. Ogólnie zdobył moje serce i zachwycił mnie niebanalną (zdecydowanie jesienną) kolorystyką, bardzo dobrym nasyceniem koloru, całodzienną trwałością i miłym dla oka tłoczeniem. Coś czuję, że muszę zrobić miejsce w kosmetyczce dla przyszłego ulubieńca.

ARTDECO POMADKA  PERFECT COLOR

Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że pomadka nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jednak nie jest zrobiona ze zwykłego czarnego plastiku, a z materiału metalowego przez co od razu jest cięższa i po prostu czuć, że w dłoni trzyma się coś konkretnego. Odcień 17A określiłabym jako połączenie czerwieni, rudości i brązu, czyli mamy tutaj do czynienia z taką miłą wiewiórką. Jak już wspominałam nie jest to moja ulubiona kolorystyka i w takich ciepłych barwach niekoniecznie czuję się najlepiej. W kwestii innych właściwości to pomadka ma raczej typowy zapach, daje błyszczące wykończenie, intensywnie kryje i nie podkreśla suchych skórek. Zachowuje się jak produkt nawilżający, który tworzy wilgotną warstwę na ustach więc siłą rzeczy nie trzyma się na nich spektakularnie długo. Zdecydowanie uwielbiam takie wykończenie na ustach, ponieważ mam problem z suchymi wargami, ale kluczem do sukcesu zwykle jest u mnie kolor, a tutaj niestety nie do końca przypadł mi on do gustu, więc produkt ten trafia do grupy kosmetyków, którym nie mam specjalnie nic do zarzucenia, ale ostatecznie nie wiążę z nimi przyszłości. Zabrzmiało to bardzo poważnie, więc dla równowagi napiszę, że fani ciepłych jesiennych barw powinni być zadowoleni i jeśli tacy tutaj są to na samym dole wpisu możecie dowiedzieć się jak zdobyć taką samą pomadkę dla siebie!

REVLON ULTRA HD MATTE LIPCOLOR MATOWE BŁYSZCZYKI DO UST

Te produkty są idealnym przykładem tego, że kolor ma ogromne znaczenie i to właściwie na jego podstawie można zupełnie zmienić opinię na temat jednego kosmetyku. Miłe dla oka opakowania kryją w sobie konsystencję, która pachnie tak genialnie, że od razu zapałałam sympatią do tych kosmetyków. To takie owocowe połączenie słodyczy z czymś w rodzaju ciasteczka, więc na pewno nikt nie będzie mógł narzekać na niedostatek cukru. Gładko i przyjemnie rozsmarowują się na ustach, ale od razu tutaj pojawia się problem, ponieważ producent zapewnia o macie, a żelowy błyszczyk pozostawia po sobie raczej wykończenie nawilżającej pomadki. Mi to nie przeszkadza, bo maty nie zawsze się u mnie sprawdzają, ale jednak potencjalny klient może poczuć się trochę oszukany. Pora jednak przejść do porównania dwóch kolorów, bo są zupełnie inne i wywołały u mnie skrajne emocje. HD Obsession to piękna, chłodna, intensywna i soczysta fuksja, którą pokochałam od pierwszego wejrzenia, bo wszystko działa w niej idealnie. Kosmetyk przyjemnie nakłada się na usta, kolor jest mega intensywny i kryjący, nie osadza się w załamaniach i naprawdę bardzo długo utrzymuje się na swoim miejscu. Oczywiście po jakimś czasie wargi mogą być trochę przesuszone, ale nie jest to mocny efekt, więc ogólnie rzecz biorąc od jakiegoś czasu ten wariant błyszczyka mam zawsze pod ręką, bo zdecydowanie mam do niego słabość. Określenie go jako błyszczyk może być trochę mylące, bo jest bardziej kryjący niż niejedna pomadka, więc myślę, że lepiej gdyby producent nazwał go lakierem do ust. Z kolei HD Flirtation to ciepły ocień, który określiłabym jako melonowy z dodatkiem lekkiej pomarańczy i pastelowego różu. Jego pigmentacja jest również bardzo intensywna i ładnie rozjaśnia usta, ale niestety nie zdobył mojej aprobaty. Aby ładnie wyglądał należy nałożyć go bardzo cienką warstwą, więc od razu traci na intensywności. Większa ilość błyszczyka sprawia, że pigment jest nierównomiernie rozłożony, wnika w drobne załamania i po prostu wygląda źle. Jednoznacznie nie umiem z nim współpracować, nie spełnił moich oczekiwań i zdecydowanie nie potrafię sprawić, aby wyglądał dobrze. W takich chwilach nie dziwię się, że opinie o jednym produkcie potrafią być aż tak bardzo skrajne.

REVLON PHOTOREADY INSTAFIX ROZŚWIETLACZ W SZTYFCIE

Nie jestem fanką tego typu produktów, bo co prawda lubię rozświetlać moją skórę, ale zdecydowanie bardziej wolę robić to za pomocą pędzla i produktu prasowanego. Mimo moich początkowych obaw postanowiłam, że dam mu szansę i pobawię się trochę takim sposobem nakładania makijażu. Mój odcień to Pink Light, który jest chłodną barwą, która na skórze staje się bardzo jasnym różem z domieszką srebra i nieco szampańskich nut. Co najważniejsze można zauważyć tutaj pojedyncze, bardzo maleńkie połyskujące drobinki, ale poza nimi na uwagę zasługuje też powłoczka, która genialnie mieni się w zależności od ułożeni twarzy. To taka jednolita warstwa, która powstaje z połączenia milionów drobinek i wygląda naprawdę pięknie. Oczywiście na twarzy efekt powinien być jednak subtelniejszy, więc najchętniej delikatnie nakładam go opuszkami palców, bo dzięki temu kontroluję ilość i taka kremowa konsystencja pod wpływem ciepła ładnie stapia się z resztą kosmetyków. Efekt końcowy najbardziej spodoba się osobom, które lubią takie chłodne odcienie, choć ja chyba jednak bardziej skłaniałabym się w kierunku czegoś cieplejszego. Jak już wspominałam bardzo podoba mi się się ta intensywna połyskująca warstwa, ale mimo wszystko sztyfty zwykle niespecjalnie zaskarbiają sobie moją sympatię i tak samo jest w przypadku tego produktu. Ten rozświetlacz jest poprawny i tyle w temacie.

PODSUMOWANIE

Ostateczny wynik mojej konfrontacji z nowościami określiłabym jako remis. Zdecydowanie poleciłabym róż ze względu na jego intensywność, trwałość i niebanalny kolor, który jest idealny na tę porę roku, bo piękne ociepla twarz. Drugim ulubieńcem stał się błyszczyk w Odcieniu HD Obsession, przez który rzeczywiście sama mam niemałą obsesję. Co prawda nie jest matem (jak obiecuje producent), ale zachwycił mnie intensywnym kolorem, świetną trwałością i pięknym wykończeniem na ustach. Pomadka Artdeco jest produktem poprawnym, ale jej barwa zupełnie mnie nie porwała, bo to totalnie nie moja kolorystyka. Natomiast rozświetlacz Revlon spełnił swoją rolę, aczkolwiek forma sztyftu niekoniecznie jest moją ulubioną, więc siłą rzeczy ten kosmetyk raczej stanie na czele moich ulubieńców. Jedynym przegranym w tym zestawieniu jest błyszczyk Revlon w odcieniu HD Flirtation, do którego nie mam cierpliwości ze względu na jego dziwną strukturę, która nie jest jednolita i naprawdę nieładnie podkreśla wszelkiego rodzaju niedoskonałości ust, więc nawet kilka pozytywnych aspektów schodzi na dalszy plan. Mimo wszystko jedna pomyłka na tyle kosmetyków, to i tak bardzo obiecujący wynik.

To byłoby na tyle moich opinii, a teraz przyszedł czas na małą niespodziankę! Otóż jednej z was chciałabym podarować taką samą pomadkę Artdeco i żeby ją otrzymać wystarczy po prostu wyrazić chęć na ten typowo jesienny odcień, a ja za tydzień drogą losowania wyłonię jedne szczęśliwe usta!

Znacie któryś kosmetyk z tych przeze mnie pokazanych? Trafiły ostatnio w wasze ręce jakieś ciekawe nowości?