Mam dzisiaj przyjemność zająć się kosmetykami, których składy są bardzo ubogie. To określenie raczej nie kojarzy się z niczym dobrym, ale jednak w kwestii kosmetyków ma ogromne znaczenie, bo chyba każdy interesujący się tematyką urody zgodzi się ze mną, że długa lista komponentów ma jedynie rację bytu jeśli są to rzeczywiście ciekawe i dobre substancje, a nie takie służące jedynie jako wypełniacze zwiększające masę. Z drugiej strony nie chcę, aby moje słowa brzmiały jak zrzędzenie osoby, która dzisiaj żyje ekologicznie, a jutro wygłosi hymn pochwalny na temat pomadki, która z naturalnością ma niewiele wspólnego. Najbardziej cenię po prostu rzeczywiste działanie kosmetyku, bo nauczona doświadczeniem wiem, iż czasem do walki z niektórymi przypadłościami trzeba wyciągnąć ciężkie działa. Do naturalnej pielęgnacji podchodzę zdroworozsądkowo, lubię ją, ale też nie zamierzam kreować się na fankę tego tematu, bo krótkie przejrzenie mojego bloga od razu pokazuje, że używam naprawdę różnych kosmetyków, więc otwarcie wykładam karty na stół, a pozory chowam głęboko do kieszeni. Z przyjemnością, więc przedstawię kosmetyki naturalne z perspektywy osoby, która jest otwarta na ich działanie, ale nie nie zamyka się też na inne formy pielęgnacji.

YOUR NATURAL SIDE

Your Natural Side to polska marka, która zrodziła się z pasji do naturalnych kosmetyków. Chcąc oferować klientom najwyższej jakości produkty, sięgnęliśmy po najbardziej rygorystyczny na rynku certyfikat ekologiczności- Soil Association Organic.
Bogaty asortyment z jednej strony daje duże możliwości, ale mimo wszystko może stać się nie lada problemem, ponieważ niektóre kategorie obfitują w mnóstwo produktów. Przykładowo decydując się na oleje kosmetyczne możemy wybierać spomiędzy tych z: awokado, jojoba, pestek arbuza, róży, tamanu, wiesiołka i wielu więcej. Poza tym do wyboru mamy także naturalne masła, wody kwiatowe, glinki itd. Oczywiście opisy są bardzo pomocne i z pewnością nikt nie będzie miał problemu, aby odpowiednio dobrać olej lub masło do typu swojej skóry, bo tutaj również każdy produkt ma inne właściwości i najlepiej spisuje się prawidłowo dobrany do typu cery. Wydawać się może, że kosmetyk naturalny nie może zaszkodzić, ale mimo wszystko trzeba mieć się na baczności, bo niektóre mogą działać bardzo intensywnie, a te źle dobrane wywołać chociażby zapychanie porów lub brak jakichkolwiek rezultatów. Teraz chętnie przedstawię wam moje wybory, wrażenia podczas stosowania oraz ostateczne wrażenia. 

AFRYKAŃSKIE CZARNE MYDŁO

Na pierwszy ogień idzie produkt, który wizualnie jest najbardziej interesujący. Kostka ma nieregularny kształt i przypomina mi kawałek jakiegoś ciasta, którego masa jest bardzo zróżnicowana i została ręcznie wytworzona wyłącznie z masła shea, oleju palmowego oraz kokosowego i popiołu ze strąków kakaowca, który poza działaniem peelingującym koi oraz regeneruje naskórek. Ten produkt praktycznie w niczym nie przypomina Savon Noir, ponieważ mydło jest bardzo twarde, a zapach przypomina mi szare mydło, więc nie jest to specjalnie atrakcyjna kompozycja. Po kontakcie z wodą jego struktura może się rozpadać, więc można odrywać małe kawałeczki, ale to też nie jest specjalnie wygodne. Po roztarciu w dłoniach zaczyna się pojawiać spora ilość piany i to własnie ją używam do nałożenia na skórę. Potem okrężnymi ruchami myję cerę i pozostawiam tą substancję na kilka sekund. Wyczuwalne jest jedynie minimalne mrowienie, a po spłukaniu cera jest identyczna jak po zastosowaniu klasycznego czarnego mydła, czyli oczyszczona do granic możliwości, gładka i wymagająca zastosowania toniku lub czegoś nawilżającego, bo cera może być nieprzyjemnie napięta. To moim zdaniem zabieg, który najlepiej wykonywać raz na jakiś czas, bo jego intensywność czasem może być dość niekomfortowa. Producent zaleca to mydło do skóry problemowej, a także suchej i wrażliwej ze względu na właściwości nawilżające, przeciwzapalne oraz wygładzające. Również można go używać do oczyszczania skóry głowy i włosów oraz w postaci zmiękczającej kąpieli do stóp. Nauczona doświadczeniem jednak polecam, aby do tego kosmetyku i jego zastosowań podchodzić ostrożnie, bo nie od dzisiaj wiadomo, że czarne mydło jest produktem, który jednych zachwyca, a u innych wywołuje dość mieszane odczucia. Ja uważam, że jest to ciekawy zabieg, ale tylko stosowanym raz na jakiś czas do dogłębnego oczyszczania skóry twarzy oraz ciała. Miałabym pewne obawy, aby stosować to mydło codziennie, bo jednak efekt ściągnięcia nie należy do najprzyjemniejszych elementów pielęgnacji.

WODA RUMIANKOWA

Jest to wyłącznie woda z kwiatów rumianu szlachetnego uzyskiwana dzięki destylacji parą wodną koszyczków kwiatowych. Po zakupie otrzymujemy produkt, który od razu skojarzył mi się z syropem na kaszel, który pamiętam z dzieciństwa. Po pierwsze znajduje się w zwykłej szklanej buteleczce w brązowym odcieniu i pachnie bardzo intensywnie, niesamowicie słodko i rumiankowo. Ta słodycz sprawiła, że od razu myślałam, że woda pozostawi po sobie na skórze lepką warstwę. Tak jednak się nie stało, bo po przetarciu cery tym produktem w pierwszych sekundach rzeczywiście wyczuwalna jest lekka warstewka, ale bardzo szybko znika i cera jest gładka i bez żadnych pozostałości. Co najważniejsze również po całej nocy moja skóra nadal wyglądała bardzo dobrze, bo zwykle rano niestety bywa obciążona i pokryta tłustawym filmem. Poza takim zastosowaniem można też używać tej wody jako dodatek do maseczek, kompres na zmęczone powieki, dodatek do kremów lub balsamów, preparat do włosów lub skóry głowy. Myślę, że tutaj może ponieść nas po prostu fantazja, bo tak naturalna kompozycja z pewnością będzie dobrym urozmaiceniem wielu kosmetyków. Tak naprawdę to produkt, który sprawdzi się w przypadku każdego typu cery, bo ma działanie nawilżające, przeciwzapalne, kojące, odświeżające i uspokajające. Ja do tej pory sprawdziłam działanie tego produktu podczas tworzenia masek, jako delikatny dodatek do intensywnie działającego mydła Savon Noir oraz komponent do niejednego kosmetycznego gotowca. Moim zdaniem to typ produktu, który zdecydowanie warto mieć w swojej kosmetyczce ze względu na szeroki wachlarz zastosowań. To świetne, że jedna rzecz może sprawdzić się w tak wielu sytuacjach, a poza tym pomaga łagodzić podrażnienia, zmniejszać widoczność porów i regulować ilość wydzielanego sebum. Ten tym kosmetyku zdecydowanie trzeba wypróbować na sobie.

OLEJ Z PESTEK TRUSKAWEK

Produkt ten powstaje w Polsce w wyniku tłoczenia na zimno nasion truskawki ananasowej. W szklanej buteleczce z wygodną pipetką znajduje się typowy oleisty płyn o zielonkawej warstwie i intensywnym aromacie, który kojarzy mi się z pieczonymi truskawkami lub domowym dżemem z tych owoców. Po wieczornym oczyszczeniu cery, nakładam go na skórę. W przypadku mojej cery nie wchłania się do końca i pozostawia po sobie warstewkę, która jednak zupełnie nie przeszkadza mi jeśli mówimy o kosmetyku stosowanym na noc. Ogólnie rzecz biorąc uwielbiam taką olejową pielęgnację, ponieważ moja cera reaguje na nią bardzo pozytywnie. Skóra po przebudzeniu się jest nawilżona, promienna i wygląda bardzo atrakcyjnie. Każdemu polecam próbę zamienienie kremu na oleje, bo w moim przypadku działają one niezwykle pozytywnie i stały się nieodzownym elementem mojej pielęgnacji. Oczywiście to również jest bardzo uniwersalny produkt, który można stosować także jako kompres na wybrane partie ciała, element dodatkowy do różnego rodzaju kosmetyków, produkt do zabezpieczania końcówek włosów. W tym przypadku wszystko też zależy od naszej fantazji, typu skóry lub potrzeb, bo to produkt, z którym zdecydowanie można eksperymentować. Nawilża ze względu na ogromną ilość kwasów tłuszczowych nienasyconych, a dzięki witaminie E, kwasowi linolowemu i flawonoidom działa także przeciwstarzeniowo, przeciwzapalnie i łagodząco. To zdecydowanie mój ulubieniec po pierwsze z powodu mojego uwielbienia olejków, po drugie ze względu na jego działanie, a po trzecie po prostu lubię takie wielozadaniowe kosmetyki, bo jeśli jakieś ich zastosowanie niekoniecznie się u mnie sprawdzi, to mam pewność, że na pewno znajdę mu jakieś inne zadanie, któremu podoła.

GLINKA RÓŻOWA

W plastikowym opakowaniu mamy do dyspozycji produkt o ślicznym odcieniu i prawie niewyczuwalnym zapachu. Glinka taka powstaje po połączeniu białej i czerwonej, więc łączy właściwości tych dwóch produktów, a więc staje się bardzo uniwersalna. Składa się w głównej mierze z krzemionki, a reszta komponentów to różnego rodzaju tlenki. Tu też możemy szaleć z zastosowaniem, bo producent poleca chociażby mycie zębów oraz włosów, tworzenie okładów oraz jako dodatek do kąpieli. Ja jednak wybrałam bardziej standardowe zastosowanie i tworzyłam po prostu maskę do twarzy z dodatkiem olejku oraz wody kwiatowej. Średnio gęstą masę nakładałam na skórę i w zależności od ilości dodatków maska wolniej lub szybciej może zasychać na twarzy, więc najlepiej zraszać ją chociażby wodą termalną. Po całym zabiegu cera jest nawilżona, niepodrażniona i gładka. Glinka ta polecana jest również do cery wrażliwej, więc jest łagodniejsza i nie działa tak intensywnie jak zielona, za którą niekoniecznie przepadam. Ta delikatność to z pewnością zasługa również dodatków, które mają dbać o to, aby maska z różowej glinki nie tylko działała  tonująco, normalizująco czy wygładzająco, a także poza właściwościami stricte oczyszczającymi była również łagodna i pozostawiała naskórek w odpowiednim stopniu nawilżenia. Oczywiście można glinkę połączyć wyłącznie z wodą, ale moim zdaniem dodanie jakiegoś olejku ma wpływ na wzmocnie działania takiej maski, urozmaicenie jej właściwości i ogólną jakość. Z powodu zwykłego lenistwa nie jestem fanką tego typu masek, ale niewątpliwie ten kosmetyk to wartościowe urozmaicenie pielęgnacji. 

PODSUMOWANIE NATURALNEJ PIELĘGNACJI

Ogólnie wszystkie te produkty spełniły moje oczekiwania, ale jednak to olej z pestek truskawek oraz woda rumiankowa zostały moimi faworytami w tym małym zestawieniu. Zdecydowanie polubiłam ich działanie, delikatność w stosunku do skóry oraz wielozadaniowość, która najbardziej mnie przekonuje. To wielka zaleta, że te produkty mogą działać na tak wielu polach, współpracować z wieloma typami skóry oraz spełniać się w wielu kosmetycznych połączeniach. Z pewnością spróbuję też innych wariantów olejków oraz kwiatowych wód, a poza tym kuszące jest też serum z witaminą E oraz masła, choć te ostatnie nie są w tym momencie moim priorytetem. Naturalna pielęgnacja sprawdziła się u mnie doskonale, więc nic dziwnego, że mam ochotę na więcej.

Znacie produkty tej marki? Jaki macie stosunek do tego typu zupełnie naturalnych kosmetyków?