piątek, grudnia 02, 2016

5 trików na zużywanie nietrafionych kosmetyków do makijażu

Najlepszym sposobem na pozbycie się nadmiaru kosmetyków jest oczywiście sprzedaż, podarowanie znajomym lub w ostateczności wyrzucenie ich do kosza. Są jednak takie chwile, że odzywa się w nas wrodzony sknera, który nie zmarnuje żadnej złotówki lub po prostu z jakichś powodów mamy opory przed oddawaniem innym używanych produktów. Działa to też w drugą stronę, bo z kolei ja sto razy się zastanowię niż kupię używany kosmetyk. Po pierwsze muszę mieć pewność, że jest on nadal świeży i wart swojej ceny, a po drugie nie ukrywam, że boję się jakichś urodowych rewolucji tuż po jego użyciu.  Nie jest to jakaś moja nadgorliwość w dbaniu o higienę, ale zwykła reakcja obronna osoby, która wie czym jest tzw. ‘zimno’ na ustach, z czym ono się wiąże, ile czasu się goi i jak potrafi zaskoczyć w najmniej odpowiednim momencie. Jednak coś z tymi mniej udanymi kosmetykami trzeba zrobić i jakoś uratować te ciężko zarobione pieniądzE, które zostały na nie wydane. Z tego też powodu chciałabym dzisiaj poruszyć temat reanimacji mniej udanych produktów, przedstawić sposoby jak można je sprytnie przechytrzyć i zamiast bezcelowo przekładać jej z jednej strony szuflady na drugą, wreszcie użyć je we właściwy sposób
>>> 5 drogich kosmetyków niewartych swojej ceny >>>

PROBLEM : ZBYT GĘSTY, TREŚCIWY i TRUDNY W APLIKACJI PODKŁAD
ROZWIĄZANIE: DODANIE KROPLI OLEJKU DO KOSMETYKU

Nie każda z nas jest mistrzynią pędzla i czasem dobre rozprowadzenie podkładu naprawdę jest wyższą szkołą jazdy. Takie kosmetyki często zbyt szybo zastygają na skórze, tworzą nieestetyczne plamy lub smugi, a w skrajnych przypadkach mogą nawet stawać się brzydką maską, która z pewnością nikomu nie dodaje uroku. Zwykle tego typu podkłady leżały w mojej kosmetyczce czekając na lepsze czasy, aż wreszcie powoli zasychały i lądowały w koszu. Teraz jednak całkiem przypadkiem znalazłam banalne rozwiązanie, aby wreszcie wydobyć z nich to co najlepsze. Podkład aplikuję na dłoń i dodaję zaledwie kropelkę olejku, mieszam i przystępuję do nakładania na cerę. Od razu czuć, że produkt staje się bardziej aksamity, przyjemniej wklepuje się go w skórę, tworzy bardziej naturalne wykończenie i po prostu wygląda lepiej. Nie trzeba się obawiać, że skóra będzie się bardziej błyszczała, ale należy zachować umiar. Właścicielki cer suchych mogą pozwolić sobie na większą ilości olejku, ale tym o skórze tłustej zalecam zaledwie maleńką kropelkę, która znacznie poprawi jakość podkładu, a gwarantuję też, że nie przyczyni się do nadmiernego błyszczenia. Kolejnym ważnym aspektem jest fakt, że właściwie dobrany olejek również będzie miał działanie pielęgnacyjne. Ja aktualnie stosuję taki z pestek truskawek, o którym pisałam całkiem niedawno, ale sprawdzi się tu każdy, który dobrze współgra z nasza cerą. Najlepiej najpierw przetestować ten kosmetyk nakładając go na noc, a jeśli nie wywoła niepokojących zmian to możemy zacząć dodawać go do podkładów i cieszyć się tymi, które już dawno skazaliśmy na zapomnienie. Ten sposób z pewnością to jedno z ważniejszych odkryć kosmetycznych tego roku.
>>> Your Natural Side - przegląd asortymentu marki >>>

PROBLEM:  MATOWE POMADKI PODKREŚLAJĄCE SUCHOŚĆ UST
ROZWIĄZANIE: UŻYCIE BŁYSZCZYKA LUB NAWILŻAJĄCEJ POMADKI OCHRONNEJ

Mat zdecydowanie nie jest dla każdego. Co prawda teraz stał się bardzo popularny, ale mimo wszystko do tej kwestii lepiej podejść z chłodną głową. Matowe pomadki niestety mogą podkreślać suche skórki, drobne pęknięcia lub w najgorszym przypadku ich pigment może osadzać się bardzo nierównomiernie przez co usta będą wyglądały nieatrakcyjnie. Jeśli matowy efekt w naszym przypadku wygląda nieestetycznie, ale kolor bardzo się nam podoba i nie chcemy rezygnować z tego produktu, to najlepszym rozwiązaniem będzie zastosowanie błyszczyka lub nawilżającej pomadki na kłopotliwy kosmetyk. Co prawda nie uratujemy tutaj matu, ale przynajmniej będziemy mogli się cieszyć ładnym i zadbanymi ustami. Ja również nie zawsze mogę nosić matowe pomadki, ale nie czekam aż upłynie ich termin ważności, a staram się po postu w ten sposób na bieżąco używać tego co mam, a nie inwestować w kolejne niepewne produkty. Wiele matów wygląda u mnie naprawdę świetnie jednego dnia, aby następnego skłaniać mnie jedynie do zmywania makijażu. Ich piękne kolory jednak sprawiają, że nie mam zamiaru czekać kolejnych kilku dni, aby wreszcie móc je nosić.

PROBLEM:  NIETRAFIONA POMADKA LUB RÓŻ
ROZWIĄZANIE: POMADKA W ROLI RÓŻU, A RÓŻ JAKO POMADKA

Czasem jest tak, że po zakupie jakiś kolor zupełnie nam nie leży i po nałożeniu na usta staje się tak irytujący, że marzymy tylko o jak najszybszym zmyciu go z warg. Innym przykładem są matowe produkty, o których pisałam wyżej będące utrapieniem dla osób zmagających się z suchością naskórka. Taki sam problem może się pojawić w przypadku róży w kremie lub sztyfcie, które często mogą być problematyczne dla osób nieobytych z makijażem. Dokładnie wiem, że dzięki takiej formie kosmetyku można się nabawić nieestetycznych plam, źle je rozprowadzić lub uzyskać brzydki efekt po zmieszaniu z podkładem. Jednak rozwiązaniem jest tutaj próba zamiany ról tych produktów do makijażu. U mnie w tej roli genialnie spisują się matowe pomadki od YSL oraz Revlon, które na ustach wyglądają źle, ale na policzkach już doskonale. W roli różu najlepiej spiszą się produkty o matowym wykończeniu, ponieważ te nawilżające mogą być zbyt tłuste i tworzyć nieestetyczne plamy. Również pomadki, których pigment wchodzi w każde załamanie warg mogą stać się świetnym zamiennikiem różu i być wreszcie wykorzystane. Ja najczęściej nakładam je grubą warstwą na dłoń, a następnie delikatnie wklepuję opuszkami palców w kości policzkowe. Matowe pomadki lub błyszczyki tworzą tutaj zdecydowanie najlepsze i co najważniejsze suche wykończenie. Z kolei róże w kremie, sztyfcie lub poduszeczce, których aplikacja przysparza nam samych problemów lub kolorystyka nie pasuje do policzków, mogą stać się  świetnymi zamiennikami stosowanymi na ustach i tworzyć albo jedynie lekką poświatę koloru albo naprawdę kryjącą warstwę. W tej kwestii naprawdę warto trochę poeksperymentować!
>>> Przegląd nowości Revlon oraz Artdeco >>>

PROBLEM:  NIETRAFIONY RÓŻ LUB ROZŚWIETLACZ W KREMIE/SZTYFCIE
ROZWIĄZANIE: UŻYCIE GO JAKO CIENIE LUB BAZA

Zdecydowanie wolę tego typu produkty w suchej formie, bo mogę lepiej nad nimi zapanować. Te w sztyfcie lub kremie zbyt często sprawiają mi więcej problemu niż pożytku. Podobnie sprawa miała się z moimi rozświetlaczami z Revlon oraz Mary Kay, które nie są złymi kosmetykami, ale mimo wszystko głównie ze względu na moje lenistwo przegrywały z produktami nakładanymi pędzlem. Jednak im też postanowiłam znaleźć jakąś rolę i od jakiego czasu towarzyszą mi podczas makijażu oka. Nakładane grubą warstwą mogą zastąpić połyskujący cień w kremie, a delikatnie aplikowane opuszkami paców stanowią dobrą bazę pod kolejne produkty do makijażu. Dzięki nim sypkie cienie lepiej przylegają do powieki, dłużej się trzymają i nie rolują się. Każdy z pewnością ma gdzieś w zakamarkach toaletki tego typu produkt i radzę spróbować wykorzystać go jako bazę, bo może okazać się, że dobry kosmetyk przedłużający trwałość cieni mamy pod ręką i nie musimy szukać kolejnej niezawodnej bazy. Teraz coraz więcej marek tworzy kosmetyki do każdej części twarzy i ciała, ale przecież każdemu z nas głos z tyłu głowy podpowiada, że w większości są tego prawie identyczne produkty zamknięte w inne opakowania z różnymi nazwami.
>>> 5 kosmetyków kolorowych, których aktualnie używam najczęściej >>>

PROBLEM: ZBYT CIEMNY LUB JASNY PODKŁAD
ROZWIĄZANIE: MIESZANIE GO Z INNYMI PRODUKTAMI

Zaczyna się lato, cera nam nieco ciemnieje, więc pół podkładu ląduje na dnie szuflady. Rozpoczyna się zima, skóra staje się jaśniejsza, a więc ciemny produkt ustępuje miejsca temu jaśniejszemu. Po kilku miesiącach bezczynnego leżenia nie wiadomo czy tany kosmetyk jest jeszcze dobry, więc od razu ląduje w koszu. Znacie to? Akurat wszelkiego rodzaju podkłady staram się zużywać bardzo regularnie i robię to po prostu za pomocą mieszania z innymi tego typu kosmetykami lub dodaję do nich to co po prostu mam na stanie. Niezawodne będą wszelkiego rodzaju kremy koloryzujące, BB, a nawet te przeciwsłoneczne o określonym odcieniu. Zostawianie tego typu kosmetyków na drugą połowę roku to oszukiwanie samego siebie, bo nawet jesli przetrwają w dobrym stanie to zapewne przegrają z naszą chęcią kupienia czegoś nowego. Takie mieszanie przeprowadzam na dłoni, łącząc ze sobą dane produkty, a potem nakładam na fragment twarzy, jeśli efekt wygląda dobrze to przykrywam nowo stworzonym podkładem całą twarz, a jeśli odcień nie jest odpowiedni to dalej eksperymentuję. To też dobry pomysł na zużycie kosmetyków, które solo z jakichś względów niezupełnie się sprawdzają lub na zmienianie kolorystyki produktu, bo czasem za pomocą takich eksperymentów można chociażby zredukować różowe tony i podkładowi dodać nieco tych żółtych lub odwrotnie.


Stosujecie opisane przeze mnie triki związane z kosmetykami do makijażu? A może możecie podzielić się jakimiś swoimi okryciami w tej kwestii? 

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Follow Me @ SoraTemplates

Popular Posts

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy