Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to jedno, ale jednak w rzeczywistości zwykle czekają one w nieskończoność na swoją porę, a w tym czasie przekładane są z kąta w kąt i najczęściej czeka je los nieszczęsnych próbek, które mają być wizytówkami konkretnych kosmetyków, a najczęściej wysyłamy je po prostu do kosza. W ostatnim czasie skompletowałam całkiem pokaźne zbiory kosmetyków wersji mini, które dołączone były do produktów pełnowymiarowych lub znalazłam je w różnego rodzaju gratisach i pudełkach subskrypcyjnych. Zdecydowałam, aby ułożyć plan, który pomoże mi wykorzystać je w jak najlepszy sposób, zredukować ich ilość oraz ostatecznie używać regularnie, bo przecież każdy z tych produktów może być potencjalnie idealnym kosmetykiem, na który czekałam od dawna. Co prawda mini balsamy do ciała nie dadzą się poznać zbyt dobrze, ale już małe błyszczyki, kremy do twarzy lub tusze do rzęs można sprawdzić bardzo skrupulatnie. Szczerze mówiąc czasem nawet wolę taki mniejszy rozmiar, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że naprawdę wykorzystam całą zawartość lub szybko mi się nie znudzi jeśli jest dość przeciętna. Jednak priorytetem jest, aby wreszcie zacząć regularnie używać tych kosmetyków i jak to postanowienie sukcesywnie zacząć wprowadzać w życie chciałabym opowiedzieć właśnie w tym wpisie!

IDEALNE DO PODRÓŻNEJ WALIZKI

To pierwszy i chyba najbardziej oczywisty sposób na wykorzystanie tego typu kosmetyków. Znacznie zmniejszą wagę bagażu, a dodatkowo większości nie trzeba zabierać w drogę powrotną. Jedynie trzeba uważać, aby przeanalizować jakie kosmetyki lub składniki mogą nas uczulić lub wywołać nieprzyjemne zmiany na skórze i z potencjalnie niebezpiecznych nowości akurat zrezygnować. Ja zwykle stawiam na tej wielkości szampony, odżywki, balsamy oraz kosmetyki kolorowe do makijażu. Przed wyjazdem sprawdzam jak działają wszelkiego rodzaju płyny micelarne i raczej nie zabieram nieznanych mi kremów do twarzy, bo z cerą miewam czasem problemy i wolę nie ryzykować z niesprawdzonym kosmetykiem. Nie mniej jednak zwykle na wszelkiego rodzaju wyjazdach trochę odpuszczam ze wszelkiego rodzaju pielęgnacją oraz makijażem, bo po prostu szkoda mi czasu na tego typu zajęcia, więc takie minimum w sprawdza się u mnie doskonale. Zupełnie bezsensowne jest moim zdaniem pakowanie produktów o standardowych pojemnościach, bo chyba każda kobieta wie, że miejsce w bagażu jest na wagę złota i szkoda go na produkty, których w rzeczywistości nie wykorzystamy.

ZAWSZE POD RĘKĄ W TOREBCE

Najlepszym sposobem na realne używanie konkretnych kosmetyków jest trzymanie ich zawsze w zasięgu wzroku. Z tego też powodu w torebce noszę prawie wyłącznie miniaturki. Maleńka pomadka do ust, flakonik perfum lub balsam do ciała, który może służyć jako krem do rąk. Takim właśnie sposobem przy sobie mam produkty, które zajmują bardzo mało miejsca i jestem dosłownie skazana na ich używanie. Staram się trzymać tego postanowienia i nie zabieram ze sobą mnóstwa niepotrzebnych kosmetyków o standardowych wielkościach, bo zwykle ostatecznie okazuje się, że w torebce mam mnóstwo przedmiotów, o których praktycznie już zapomniałam. Najlepiej trzymać je w jak najmniejszej kosmetyczce, bo taka większych rozmiarów może niepotrzebnie kusić do dokładania kolejnych zbędnych rzeczy. Nastały czasy mojego bardziej uporządkowanego podejścia do przynajmniej niektórych spraw, więc w tej kwestii również trzymam się minimalizmu oraz racjonalnego i stopniowego zużywania kolejnych produktów.

 USTAWIENIE MIĘDZY AKTUALNIE UŻYWANYMI KOSMETYKAMI 

Na toaletce oraz w łazience trzymam zestaw produktów, których aktualnie używam do pielęgnacji. Uważam, że to najlepszy sposób na ekonomiczne stosowanie kosmetyków, bo nie ma sensu stosować kilku takich samych produktów. Inaczej ma się sprawa z kolorówką, w której przecież liczy się wybór i różnorodność, a nie otwieranie nowej pomadki po skończeniu poprzedniej. Dzięki takiemu ustawieniu kosmetyków pielęgnacyjnych na widoku trzymam się ich, nie otwieram kolejnych, kontroluję to co mam i dobrze wiem co aktualnie powinnam stosować. Polecam wszystkim taki sposób, ponieważ jeszcze całkiem niedawno miałam kilka balsamów oraz kremów i ostatecznie żaden z tych nie był użytkowany w racjonalny sposób. Warto do tak posegregowanych kosmetyków dołączyć miniatury, które będą zawsze na oku i nie trafią gdzieś na dno szuflady z zamiarem ich późniejszego wykorzystania. Przykładowo teraz używam jednego toniku, płynu micelarnego, żelu i peelingu, a obok znajdują się dwie miniaturowe maseczki, które mam w planach aktualnie dokładnie przetestować. Jeśli coś jest w zasięgu wzroku to nie ma możliwości, aby go nie użyć lub przeoczyć.

PRZECHOWYWANIE WŚRÓD PRODUKTÓW 'W TZW. POCZEKALNI'

To mój zbiór produktów najbardziej przydatnych, które na pewno będą używane przeze mnie w następnej kolejności. Zwykle znajdują się tutaj wszelkiego rodzaju balsamy do ciała, płyny do demakijażu oraz kremy do rąk, które kończą mi się najczęściej. Dzięki takiemu przechowywaniu mam zawsze na oku jakie miniaturki są przeze mnie zapomniane. Moim zdaniem najgorszym pomysłem jest trzymanie wszystkich tego typu kosmetyków w jednym miejscu, ponieważ wtedy zupełnie nie kontrolujemy tego ile mamy tego typu produktów, do jakiej są części ciała oraz jaki termin ważności posiadają. Wcześniej wszelkiego rodzaju miniatury i kosmetyki pełnowymiarowe trzymałam razem w jednym miejscu, więc siłą rzeczy nie miałam pełnego podglądu co rzeczywiście posiadam. Warto w jakimś oddzielnym pudełku przygotować kosmetyki, które z jakiegoś powodu mają być używane jako następne po tych aktualnie stosowanych. Warto tam też umieścić miniatury i trzymać je wszystkie w widocznym miejscu i kontrolować czego teraz kupować stanowczo nie powinnyśmy. 

IDEALNE NA PREZENT

Oczywiście jednym z lepszych pomysłów na pozbycie się nadmiaru kosmetyków jest ich sprzedaż, ale w przypadku miniaturek nie jest to specjalnie opłacalne, więc lepszym pomysłem będzie rozdanie ich znajomym, którzy na pewno będą mieli z tego odrobinę radości. Nie mam tutaj na myśli próbek lub miniaturek jakichś powszechnie dostępnych drogeryjnych kosmetyków. Najlepiej sprawdzą się maleńkie flakoniki perfum, które wyglądają jak cudowne działa sztuki i mogą być pięknym dodatkiem do głównego upominku. Sama mam sporą kolekcję takich maleństw i już nawet moje koleżanki dbają, aby mój zbiór był coraz większy. Równie interesujące mogą być takie maleńkie pomadki do ust lub chociażby mini kremy lub sera do twarzy. Nie każdy jest w stanie pozwolić sobie na markowe produkty, a z pewnością większość miałaby ochotę sprawdzić jak naprawdę działa kosmetyk za kilkaset złotych. W tym momencie wiele produktów jest poza moim zasięgiem i z pewnością byłabym wdzięczna jeśli ktoś wręczyłby mi tego typu prezent. Ja sama chętnie daję takie upominki, bo wysoko półkowy kosmetyk, który z jakichś względów nie jest mi akurat potrzebny i pewnie nigdy nie doczekałby się używania może być fajną niespodzianką dla osoby równie nieźle zafiksowanej na temat dbania o urodę co ja. 


Macie problem z używaniem miniaturowych wersji kosmetyków? Jakie polecacie sposoby, aby nie magazynować tego typu produktów?