wtorek, grudnia 06, 2016

Podsumowanie listopada. Ulubieńcy miesiąca i kilka interesujących artykułów na innych blogach

Rano obudziły mnie promienie słoneczne nachalnie wpadające do mojej sypialni. Zamiast jak normalny człowiek o poranku, schować głowę pod kołdrę i udawać, że mnie tam nie ma, podjęłam dojrzałą decyzję o natychmiastowym wyskoczeniu z łóżka, ustawieniu rekwizytów i fotografowaniu. Tak wygląda kolejny zwyczajny dzień z życia blogera kiedy dobre światło cieszy bardziej niż wolny poniedziałek w pracy. Pełna powagi i wewnętrznej dojrzałości mogę stwierdzić, że w ostatnim czasie zmieniły się moje priorytety. Niech was jednak nie zwiedzie poważny ton mojej wypowiedzi, bo tak naprawdę wolne chwile spędzam na próbach zlikwidowania cieni na zdjęciach wyginając się w dziwnych kierunkach, próbując oszukać przeznaczenie i zrobić wszystkie zaplanowane fotografie zanim zajdzie słońce oraz tłumaczyć sobie i innym, że wszystko co robię jest ważne, potrzebne i wręcz konieczne. W takim razie pokręciłam trochę obiektywem, odpicowałam jeden z blatów w mieszkaniu, postukałam w klawiaturę, zrobiłam research w blogosferze i stworzyłam tenże wpis pełen ulubieńców, które można wziąć w dłonie, ale też i takich, które powstały dzięki czyjejś pasji i chęci dzielenia się z innymi fajnymi pomysłami. Jeśli chcecie wiedzieć co lubię i co mnie podnieca, to zapraszam was do dalszej części!

ULUBIEŃCY LISTOPADA

1. Lisi kubek Home&You. Ten rudzielec to zdecydowanie najpiękniejszy i najbardziej dziecinny okaz w mojej kubkowej kolekcji. Wystarczy tylko na niego spojrzeć i nawet o nieludzkiej porze tuż nad ranem można się po prostu uśmiechnąć. Z jednej strony powtarzam sobie, że takich przedmiotów mam zdecydowanie zbyt dużo i czas wreszcie trochę przystopować, ale z drugiej jednak nie miałam serca zostawić go w sklepie, tym bardziej że znowu trafiłam na wyprzedaż. Oczywiście lisek chytrusek uwodzi swoim wyglądem, ale nie jest zbyt poręczny i dość ciężko się z niego pije. Mimo wszystko bardzo lubię tego rudzielca i uroda w tym wypadku wygrała z praktycznym podejściem o życia!

2. Matowe pomadki Sephora i Revlon. Obie w bardzo odważnych kolorach i w sumie na tym kończą się ich podobieństwa. Revlon Ultra HD Matte Lipcolor w odcieniu Obsession nakłada się jak błyszczyk, ale jest niesamowicie kryjący, bardzo napigmentowany, pozostawia na ustach przyjemną, ale niematową warstwę i utrzymuje się bardzo długo. Z kolei krem w poduszeczce Sephora Wonderful Cushion w odcieniu Wonderful Fuchsia jest matem doskonałym nawet dla osób mających problem z suchością warg. Aplikator to dość szeroka poduszeczka, ale da się dość szybko opanować jej użytkowanie. Pozostawia na ustach wyraźny kolor oraz matowe i suche wykończenie, ale co najważniejsze nie podkreśla skórek, wygląda bardzo atrakcyjnie i utrzymuje się jeszcze dłużej niż poprzednik. Pokochałam te produkty głównie za kolory i doskonałą współpracę z moimi ustami. Różnią się pod względem wykończenia, ale żadnej z nich na pewno nikomu nie oddam. To takie kosmetyki, które po prostu z przyjemnością nakładam na usta, a w tym czasie reszta pomadek, błyszczyków i innych lakierów nie jest mi do niczego potrzebna. 


3. Perfumy lanvin eclat D'Arpege. Jeszcze jakiś czas temu nie miałam pojęcia o ich istnieniu, a dzisiaj trafiają do mojego zestawienia ulubieńców. Zaczynamy od pięknego flakonu, a kończymy na niebanalnym wnętrzu. Jest ono lekkie, subtelne, ale też bardzo niebanalne. Mamy tu do czynienia z lilakiem, który całe szczęście jest bardzo słabo wyczuwalny i nieodurzający. To kwiatowe połączenie moim zdaniem sprawdzi się zarówno na dzień, ale też może być fajną wieczorową propozycją przez swój zadziorny charakterek. Z jednej strony nuty zapachowe są bardzo zachowawcze i uniwersalne, ale z drugiej mają w sobie coś magicznego i przyciągającego. Musicie je poznać jeśli zależy wam na powiewie świeżości bez komercyjnej otoczki i banalnej powtarzalności. O perfumach mogę pisać bez końca, a i tak mam wrażenie, że temat nigdy nie będzie wyczerpany. To trochę jak pisanie poezji, bo nigdy nie wiadomo czy tworzymy prawdziwe dzieło sztuki, a może niezły koszmarek.

4. Lakier hybrydowy NeoNail w odcieniu Cotton Candy. Ten kolor może po prostu sprawiać wrażenie, że jest klasyczną bielą, ale moim zdaniem jest ona trochę złamana i w zależności od światła czasem staje się kością słoniową, a innym razem wpada w blady róż. Jest to dość specyficzna barwa, ale od samego początku wiedziałam, że będzie pretendowała do grona moich ulubieńców, bo na paznokciach wygląda bardzo elegancko i pięknie kontrastuje z odcieniem skóry. Trochę obawiałam się tej marki, bo ich lakiery są nieco gęste, a moje umiejętności niezbyt wielkie, ale dwie warstwy zapewniły pełne krycie bez skutków ubocznych. Piękny kolor, wygodna aplikacja i perfekcyjna trwałość, więc do pełni szczęścia brakuje mi tylko łatwiejszego usuwania hybryd, bo akurat tego elementu nie dążę wielką sympatią.


5. Książka "Dzień dobry. Śniadania z Małgosią Mintą". Śniadania to zdecydowanie mój ulubiony posiłek zaraz po obiedzie, kolacji i podwieczorku. Ogólnie uwielbiam jeść i uważam, że próbowanie nowych smaków jest jedną z największych przyjemności w życiu. Ta książka zdecydowanie pobudza do pracy kubki smakowe oraz żołądek, bo już czytanie przepisów oraz oglądanie pięknych i naprawdę dobrych zdjęć sprawia, że czuję w brzuchu burczenie. Po pierwsze pozycja jest naprawdę świetnie wydana, podoba mi się jej niewymuszony styl fotografii, które są zadecydowanie na czasie, ciepły klimat, który bije z każdej strony oraz przepisy, które w większości są po prostu niezwykle łatwe, a nawet banalne. Możemy wybierać spośród słodkich oraz słonych propozycji, tych bardziej tradycyjnych i zdecydowanie nowoczesnych, zdrowych do granic możliwości oraz z większa domieszką cukru. Zaczynamy przykładowo od owsianki na wiele sposobów, przechodzimy przez granole, omlety, koktajle, a kończymy na tostach, tortillach i gofrach. Bardziej niesztampowymi przepisami są chociażby twarożek z pokrzywą, zapiekany grejpfrut lub enigmatycznie brzmiący dukkah. Wiele z tych pysznych dań poznałam dopiero dzięki tej książce, ale jednak to po prostu śniadania, więc siłą rzeczy przepisy są proste, czyli to książka dla aspirującego amatora, a nie dla ambitnego szafa kuchni. Jeśli nie lubicie gotować to założę się, że po przejrzeniu przepisów i spojrzeniu na fotografie od razu odezwie się w was głód poznawania nowych rewirów kulinarnego świata. Mnie ta książka bardzo inspiruje i myślę, że może być z niej świetny prezent!

LISTOPADOWE WPISY Z MOJEGO BLOGA

1. Bezstresowe świętowanie, przemyślane prezenty i przegląd nowości z linii spa i lipidro od marki Tołpa. Takie moje małe kompendium wiedzy w kwestii świątecznych prezentów, które bardzo często spędzają nam sen z powiek. Oprócz kilku podpowiedzi na temat ich kupowania podzieliłam się także pomysłami na niebanalne upominki, wskazałam miejsce, w którym możecie szukać naprawdę oryginalnych pomysłów, przygotowałam tablicę inspiracji na banalnie proste i piękne opakowania oraz dodałam kod zniżkowy na zakup kosmetyków marki Tołpa. Zdecydowanie lepiej już być nie może!

2. Przegląd nowości Revlon oraz Artdeco. W tym wpisie możecie dowiedzieć się więcej na temat pomadki, którą zachwycam się kilka akapitów wyżej oraz poznać resztę kosmetyków, które ostatnio trafiły do sprzedaży. Są takie, które polubiłam od pierwszego użycia, a nawet zobaczenia, te dość neutralne oraz takie, które z pewnością nigdy nie trafią do zaszczytnego grona moich ulubieńców. Jest połyskująco, trochę jesiennie i zdecydowanie bardzo kolorowo! 


3. Your Natural Side - przegląd asortymentu marki, moje wybory i doświadczenie z kosmetykami naturalnymi. Jedno z moich bardziej interesujących odkryć ostatniego czasu, bo jak tu nie zachwycić się naturalnymi olejami, wodami kwiatowymi lub mydłem, które swoim wyglądem przypomina coś nadającego się do zjedzenia? Szczególnie wybór olei jest tak duży, że ciężko zdecydować się czy bardziej odpowiada nam ten z pestek malin lub truskawek, a może jednak z wiesiołka lub awokado. Markę w szczególności polecam osobom, które interesują się naturalną pielęgnacją lub mają problemy ze skórą i potrzebują jakiejś zmiany. Myślę, że takie jednoskładnikowe produkty są zdecydowanie dobrą alternatywą dla drogeryjnych kosmetyków.


4. 5 lifestylowych odkryć ostatnich miesięcy. Zbiór różnego rodzaju użytecznych gadżetów, które od jakiegoś czasu stale mi towarzyszą i zasłużyły nawet na drobną wzmiankę i kawałek miejsca na moim blogu. Napisałam między innymi o tym jak udało mi się pić więcej wody, poprawić swoją znajomość języka angielskiego oraz bardziej rozplanować różnego rodzaju zadania, które czekają na mnie każdego dnia. Jesteście ciekawi o czym mowa? A może szukacie jakiejś fajnej inspiracji na niebanalny prezent?

POLECANE PRZEZE MNIE ARTYKUŁY Z INNYCH BLOGÓW

1. Stroik świąteczny DIY - tani, prosty i efektowny. Lubię wszelkiego rodzaju dekoracje tworzone własnoręcznie i zawsze zaskakują mnie pomysły tak banalne, że zastanawiam się czemu właściwie na to nie wpadłam? Tutaj potrzebujemy szklanego wazonu, świecy i kilku orzechów oraz szyszek, aby uzyskać naprawdę łatwy i co najważniejsze piękny stroik świąteczny. Okazało się, że w domu mam wszystkie przedmioty potrzebne do jego wykonania, więc już niedługo pochwalę się moją wersją tej pięknej dekoracji. Zajrzyjcie, bo naprawdę warto!

2. Etykiety do prezentów świątecznych. Pisałam już nieraz, że najpiękniejsze opakowania można stworzyć za pomocą papieru pakownego, sznurka oraz kilku świerkowych gałązek. Aby jeszcze trochę podkręcić ten nasz niewymuszony design proponuję rzucić okiem na te śliczne etykietki i ozdobić nimi swoje dzieła. Jestem przekonana, że dodadzą naszym paczkom dobrego smaku, wywołają uśmiech na twarzy i mogą stać się fajną pamiątką, kiedy czekolada z paczki zostanie już zjedzona.

3. 15 pomysłów na tło do zdjęć. Ten temat z pewnością zainteresuje każdego blogera, ale i wszystkich innych zapalonych fotografów, którzy dwoją się i troją, aby ich zdjęcia były pomysłowe, niebanalne i przyciągające wzrok innych. Większość tych pomysłów już dawno zrealizowałam, ale jestem pewna, że każdy interesujący się tym tematem z pewnością znajdzie coś dla siebie i nada swoim fotografiom fajnego klimatu poprzez zrobienie tła z paneli, pięknej chusty lub chociażby jakiejś niebanalnej okleiny. Klikajcie, inspirujcie się i fotografujcie!

4. DIY: Mała tablica inspiracji na biurko. Często marzymy o jakimś elemencie wystroju mieszkania, ale czasem po prostu brakuje nam funduszy lub miejsca, aby umieścić kolejny niezbędny przedmiot. Tutaj zamiast dużej tablicy zajmującej pół ściany możemy stworzyć taką nieco skromniejszą przy użyciu siatki ogrodniczej oraz ramki na zdjęcia. Jedna z czytelniczek napisała, że w tym roku postanowiła stworzyć takie właśnie prezenty dla bliskich. Myślę, że to genialny pomysł, bo jesli dodamy tam zdjęcia, jakieś fajne karteczki z cytatami lub przypinki możemy uzyskać coś naprawdę pięknego i bardzo indywidualnego. 

5. 7 najfajniejszych prezentów dla blogera. Na koniec wpis, który powinien przeczytać każdy kto jest w bliskich relacjach z jakimś blogerem i chce wspierać jego szaloną pasję. Oczywiści jest to też świetna propozycja, aby samemu sobie zrobić świetny upominek, bo jednak takie prezenty są zawsze najbardziej udane. Książka, planner, a może jakiś świetny gadżet, który stanie się elementem obowiązkowym wielu zdjęć? Wybór jest bardzo duży, pomysły są różnorodne, więc pozostaje tylko składać zamówienie i czekać na iskierki w oczach kogoś znajomego. Bloger mimo wszystkich swoich dziwactw też jest przecież człowiekiem i potrafi się nieźle wzruszyć lub pokazać wielkie pokłady empatii i entuzjazmu!

Jak podobają się wam moim ulubieńcy listopada? Który wpis z innych blogów przeczytacie w pierwszej kolejności?


0 komentarze :

Prześlij komentarz

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Follow Me @ SoraTemplates

Popular Posts

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy