środa, grudnia 14, 2016

Sephora Wonderful Cushion - matowy krem do ust i róż w kremie

Dzisiaj będzie trochę o poduszkach i co prawda w ten senny dzień wolałabym takowe mieć pod głową, ale jednak skupię się na tych o nieco innym zastosowaniu. Producenci dwoją się i troją, aby tylko stworzyć coś innowacyjnego, odkryć patent który zdetronizuje konkurencję i zapoczątkuje nową erę w kwestii dbania o urodę. Oczywiście czasem są to tylko mrzonki, bo mimo wszystko wychodzę z założenie, że zdolna ręka potrafi zrobić genialny makijaż za pomocą palców, a ta mniej utalentowana nawet w akompaniamencie różowej gąbki w kształcie jajka i ekskluzywnego pędzla jest co najwyżej w stanie zapewnić sobie poprawny makijaż. Ja z pełną odpowiedzialnością muszę przyznać, że należę do drugiej grupy i wszelkiego rodzaju fantazje na temat makijażu podziwiam u innych, a sama wolę zachować zdrowy umiar, aby przez przypadek nie otrzeć się o śmieszność. Tym dość zawiłym torem dotarliśmy do głównego tematu wpisu, a dokładnie kremu do ust i różu do policzków posiadających aplikatory będące poduszeczkami. Dla mnie to swoista nowość, więc w dalszej części opowiem jak poradziłam sobie z ich obsługą i czego tak naprawdę możemy się spodziewać po ich otwarciu i nałożeniu na skórę oraz czy rzeczywiście poszukiwanie kolejnego pomysłu na niespotykane opakowanie lub aplikator ma jakikolwiek cel oprócz zwrócenia uwagi konsumenta łasego na tego typu nowinki. Nie ukrywam, że ja też z wielką przyjemnością śledzę co aktualnie pretenduje do najbardziej niesztampowej nowości sezonu.

SEPHORA – WONDERFUL CUSHION MATOWY KREM DO UST

Pierwsza pomadka w poduszeczce od Sephora, zainspirowana nowymi koreańskimi trendami dla makijażu zapierającego dech w piersi. Formuła, wzbogacona masłem Karité i olejkiem z nasion bawełny, połączona z aplikatorem w poduszeczce, w pełni pokrywa usta kolorem o matowo-pudrowym wykończeniu, jakiego nie daje żaden inny produkt Sephora.
Zawsze jak patrzę na krem i inne kosmetyki z tej linii to mam skojarzenie, że są to produkty na co dzień. Design jest przyjemny dla oka, ale nie ma mowy tutaj o jakimś szaleństwie i luksusowym sznycie. Za aplikator służy okrągła gąbeczka, która jest dość spora i na samym początku jej gabaryty mogą być nieco niepokojące. Po naduszeniu opakowania z otworu na środku poduszeczki zaczyna wypływać gęsty krem. Co najważniejsze trzeba naprawdę dozować go subtelnie, bo jest on niesamowicie mocno napigmentowany, więc już mała kropelka wystarczy do pokrycia ust. Czasem nawet nie trzeba wydobywać kolejnej porcji kremu, bo ta która osiadła na gąbce jest w stanie dokładnie pokryć wargi. Łatwo też za pomocą tego produktu regulować intensywność i zadbać o jedynie o lekką barwę na ustach lub naprawdę bardzo intensywne wykończenie. Krem zapewnia naprawdę ładny, niewysuszający naskórka mat, który utrzymuje się bardzo długo i nawet na kłopotliwych ustach wygląda po prostu świetnie. Pigment nie podkreśla załamań, rozprowadza się równomiernie, konsystencja jest bardzo przyjemna, a usta stają się gładkie i wyglądają na naprawdę zadbane. Kolor Wonderful Fuchsia to bardzo intensywna i soczysta fuksja w nieco chłodnej tonacji, która piękni się prezentuje i podkreśla biel zębów. Propozycja dla osób, które nie boją się odważnego koloru.  Ten produkt już zasłużył, aby być w gronie moich ulubieńców i mój entuzjazm zapewne wynika z tego, że rzadko kiedy matowa pomadka wygląda u mnie tak genialnie. Wspominałam na początku o dość szerokim aplikatorze, który może wydawać się nieco kłopotliwy. Rzeczywiście trzeba opanować jego używanie, ale po kilku użyciach nie sprawia już większych problemów i można posługiwać się im bardzo sprawnie. Piszę to bardzo rzadko, ale temu produktowi mam naprawdę mało do zarzucenia i z pewnością jeszcze długo będzie tym, po który sięgam z wielką przyjemnością i bez obawy o trwałość, wysuszenie warg lub nijaki kolor. On zdecydowanie ma tę moc!
>>> Ulubieńcy listopada >>>

SEPHORA – WONDERFUL CUSHION RÓŻ W KREMIE

Róż zainspirowany koreańskimi innowacjami w makijażu łamie wszystkie reguły. Nowa generacja różu o kremowej konsystencji do aplikacji za pomocą wbudowanej poduszeczki. Łączy w sobie świeżość i blask płynnego różu z praktycznym użyciem różu w formacie kompaktowym. Przyjemna aplikacja, aksamitna formuła o modulowanym poziomie krycia i świeży, promienny efekt makijażu. Ten róż tworzy nowy rytuał piękna.
Było trochę zasłużonych pochwał to teraz przyszedł czas na mniej entuzjastyczną opinię.  Poprzedni produkt postawił bardzo wysoko poprzeczkę, ale róż moim zdaniem po prostu nie podołał tej presji, bo nawet jego wygląd budzi u mnie mniej pozytywnych emocji.  Z drugiej strony istnieje też taka możliwość, że to ja tak zachwyciłam się kremem do ust, że róż musiałby być równie doskonały, abym mogła dać mu odpowiednio wysoką notę. Zasada jego działania jest bardzo podobna do tej u poprzednika, bo po naciśnięciu na tubkę z gąbeczki zaczyna wypływać płyn, który nie jest już taki gęsty jak wcześniej opisywany krem. Również zapewnia matowe wykończenie, nie pozostawia tłustego filmu na skórze, ale pigmentacja jest zdecydowanie słabsza. Można go nakładać stemplując na skórze lub za pomoc opuszek palców. Ja nie jestem fanką tego typu kosmetyku i wolę produkty w kamieniu, które nakładane są pędzlem. Mam wrażenie, że ta metoda jest szybsza, bardziej precyzyjna i istnieje mniejsze ryzyko jakiegoś błędu. Kolor to Bubbly Syrup, który określiłabym jako takie ciepłe połączenie moreli i brzoskwinki. Dodaje bardzo ładnych, naturalnych rumieńców i dość długo utrzymuje się na skórze. Technika takiej aplikacji kosmetyku nie jest trudna i można ją dość szybko rozłożyć na czynniki pierwsze. Nie mniej jednak róż ten w żaden sposób nie zaskarbił sobie mojej sympatii i raczej traktuję go jako ciekawą nowinkę kosmetyczną, a nie produkt mogący pretendować do grona moich ulubieńców. Sam w sobie jest raczej całkiem w porządku, ale w porównaniu z kremem do ust wypada bardzo słabiutko, bo tamten noszę cały czas przy sobie, a ten nakładam tylko jeśli sobie o nim przypomnę. To raczej propozycja dla osób, które lubią płynne róże, radzą sobie z taką techniką nakładania makijażu i potrafią z tego typu kosmetyków wydobyć to co najlepsze.

CZY POLECAM?

Po moim hymnie pochwalnym i zachwytach chyba nie trudno wywnioskować, że polecam każdemu wizytę w perfumerii i sprawdzenie kremu, który jest produktem własnym Sephory, a bije na głowę wiele wysoko półkowych i popularnych kosmetyków. Mnie działanie tego produktu usatysfakcjonowało pod każdym względem i nawet cena w tym przypadku stanowi bardzo miłe zaskoczenie. Róż do policzków niestety stał się tylko niewyraźnym tłem dla poduszeczki do ust. W sumie wszystko w nim działa poprawnie, ale nie ma zachwytu, zaskoczenia i jakiegoś wielkiego entuzjazmu z mojej strony. To taka przyjacielska znajomość, ale po większa dawkę pozytywnych emocji trzeba się udać w kierunku matowego kremu do ust.

Znacie te produkty? Lubicie kosmetyki produkowane dla konkretnej perfumerii/drogerii?


0 komentarze :

Prześlij komentarz

Tu też może ci się spodobać

Recent Posts Widget
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Follow Me @ SoraTemplates

Popular Posts

5 w piątki

Miniatury kosmetyków - 5 sposobów, aby ich rzeczywiście używać

Miniatury kosmetyków pozornie wydają się bardzo niekłopotliwymi kosmetykami, które można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Teoria to...

Bloglovin

Follow

Archiwum bloga

Obserwatorzy