Podkłady zawsze spędzały mi sen z powiek i powodowały najwięcej problemów podczas makijażu. W głównej mierze winą tego stanu rzeczy jest moja cera, która niestety uwielbia błyszczeć, ma nierówną powierzchnię oraz nosi ślady dawnych problemów ze skórą. Jeśli zsumuję wszystko to wynikiem tego równania będzie moje zapotrzebowanie na produkty, które na długo utrzymają matowe wykończenie, ukryją trochę kompleksów oraz nie stworzą maski. Aktualnie te trzy życzenia najlepiej spełniają u mnie podkłady mineralne, ale mimo odnalezienia swoich ulubieńców nadal lubię po prostu próbować nowości z nadzieją na znalezienie czegoś równie dobrego, a nawet lepszego. Kosmetyki to dla mnie swoista zabawa i dość często nudzę się nimi, a ciągłe używanie tego samego to już nużąca rutyna, a nie przyjemność. Oczywiście ulubieńców warto zawsze mieć w kosmetyczce, ale pewnego rodzaju rotacja czasem jest nawet wskazana. Jeśli już tak często żongluję podkładami to istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że trafi mi się coś nie do końca fajnego. W sytuacji beznadziejnej kosmetyk ląduje w koszu lub u kogoś innego, ale czasem po prostu staram się go różnymi sposobami jakoś reanimować. Dzisiaj chciałabym się podzielić moimi trudnymi, aczkolwiek pouczającymi doświadczeniami i pomóc wam rozwiązać 5 najczęstszych problemów z podkładami i, a nóż jakiś patent was pozytywnie zaskoczy!
>>> 5 kosmetyków kolorowych, których aktualnie używam najczęściej >>>

PROBLEM: ZBYT GĘSTY/TREŚCIWY PODKŁAD SPRAWIAJĄCY PROBLEMY PODCZAS APLIKACJI
ROZWIĄZANIE: DODANIE DO NIEGO OLEJKU, EWENTUALNIE KREMU LUB SERUM

Bardzo często podkłady kryjące mają niesamowicie gęstą konsystencję, którą po pierwsze trudno rozprowadzić na skórze, a po drugie nieumiejętna aplikacja sprawia, że warstwa tego kosmetyku wygląda mało atrakcyjnie, tworzy się z niej maska lub powstają ślady po rozprowadzaniu podkładu palcami lub pędzlem. Z jednej strony można wybierać bardziej lekkie konsystencje, ale jesli już trafił nam się taki kłopotliwy egzemplarz to najlepszym rozwiązaniem będzie subtelna zmiana jego struktury. Sprawdzi się tu odrobina olejku, który odpowiada naszej cerze. Cerom tłustym wystarczy zaledwie kropelka, a te normalne lub suche mogą pozwolić sobie na nieco więcej. Trzeba bardzo oszczędnie dozować olej, ponieważ lubi on pozostawiać na skórze świetlisty woal, który nie każdemu musi do końca odpowiadać, a zwłaszcza posiadaczkom skóry tłustej, które dążą do jak najdłuższego utrzymania matu. Olejek w tej kwestii sprawdzi się najlepiej, ale alternatywą mogą też być różnego rodzaju kremy lub sera, które sprawią, że konsystencja będzie bardziej płynna i łatwiej uda się ją rozprowadzić podczas makijażu. W tej kwestii najlepiej sprawdzą się kremy dość rzadkie lub takie o nieco świetlistym wykończeniu. Fajnym rozwiązaniem jest też mieszanka podkładu i serum, ponieważ te ostanie często mają oleistą konsystencję lub dodatkowo zawierają w sobie związki rozpraszające światło przez co skóra pokryta kryjącym podkładem wygląda znacznie korzystniej, ładnie grają na niej światłocienie i nie jest płaska jak płótno malarskie. Mimo wszystko to jednak mieszanie olejku z podkładem jest jednym  z moich największy odkryć kosmetycznych mijającego roku!
>>> Porównanie trzech baz pod makijaż - Benefit Cosmetics, AA i Kobo Professional >>>

PROBLEM: ŻADEN PODKŁAD NIE ZAPEWNIA DŁUGOTRWAŁEGO ZMATOWIENIA CERY
ROZWIĄZANIE: UŻYCIE KOSMETYKÓW MINERALNYCH

W kwestii błyszczenia skóry jestem przypadkiem beznadziejnym i co prawda teraz już w miarę opanowałam ten problem, a raczej przyjęłam do wiadomości, że moja skóra po prostu z natury wytwarza dużą ilość sebum. Da się ten negatywny efekt jakoś zminimalizować za pomocą odpowiednich kosmetyków, sposobu ich nakładania lub przy użyciu odpowiedniej bazy. Nie mniej jednak najlepszym dla mnie rozwiązaniem jest zastosowanie kosmetyków mineralnych. Już sam puder nałożony na klasyczny podkład pozwala znacznie dłużej cieszyć się brakiem połysku, ale już połączenie mineralnego podkładu i pudru wykańczającego sprawia, że moja cera rzeczywiście jest matowa przez wiele godzin. Poza tym każda marka oferuje mnóstwo różnorakich odcieni i wykończeń, więc każdy z pewnością znajdzie wariant jak najbardziej odpowiedni dla siebie. Najważniejsze, aby nakładać te kosmetyki cienkimi warstwami i stopniować krycie, bo mimo wszystko czasem można przesadzić z ilością produktu w jednym punkcie. Mimo wszystko odpowiednia technika plus makijaż mineralny to zawsze u mnie gwarancja długotrwałego matu na twarzy.

PROBLEM: PODKŁAD SZYBKO ŚCIERA SIĘ Z TWARZY
ROZWIĄZANIE: UŻYCIE BAZY POD MAKIJAŻ

Jak do tej pory żadna baza realnie nie wpłynęła u mnie na utrzymanie matu na skórze, ale zauważyłam, że kosmetyk ten potrafi sprawić, że podkład tak szybko nie znika/spływa/ściera się z cery. Poniżej możecie znaleźć link do wpisu, w którym rozprawiam się z trzema bazami z rożnych półek cenowych. Opisuję tam zachowanie tych kosmetyków w kooperacji z odmiennymi typami podkładów i jak się okazuje cena niekoniecznie jest wyznacznikiem jakości tego kosmetyku. Może baza nie zawsze jest potrzebna, ponieważ w głównej mierze składa się z zapychających silikonów, ale zastosowana raz na jakiś czas sprawia, że podkład lepiej przylega do skóry, korzystniej na niej wygląda i tworzy przyjemne dla oka wykończenie. Inną niewątpliwa zaletą jest fakt, że bazy o żelowej i śliskiej strukturze mogą też bardzo pozytywnie wpłynąć na wygodne rozprowadzania na nich podkładu. Nie jest to moim zdaniem must have każdej kobiecej kosmetyczki, ale prawidłowo dobrany produkt jest w stanie naprawdę korzystnie wpłynąć na ogólny wygląd i trwałość makijażu. Jeśli jednak zdarzy wam się kupić coś nie o końca odpowiedniego to taki kosmetyk można też użyć jako bazę pod cienie i w większości przypadków sprawuje się on tam równie dobrze, a czasem nawet lepiej niż na całej twarzy.

PROBLEM: ZŁY ODCIEŃ PODKŁADU
ROZWIĄZANIE: MIESZANIE GO Z INNYMI PODKŁADAMI LUB KREMAMI

Kiedyś już wspominałam, że zwykle mamy w swojej kosmetyczce dwa odcienie podkładów i jeden stosujemy zimą, a drugi latem gdy cera odrobinę się opali. Jednak najczęściej nie zużywamy produktu do końca i od razu otwieramy ten o innej barwie. A co dzieje się z tym poprzednim? Leży gdzieś na dnie kosmyczki i albo się doczeka ponownego użycia albo od razu spora jego część spisana jest na straty. W tym momencie najlepszym rozwiązaniem jest mieszanie posiadanych kosmetyków. Nie wiedzę w tym nic złego, choć każdy w tej kwestii ma jakieś swoje przekonania i czasem pojawiają się głosy, że takie zabiegi mogą pozbawić kosmetyk konkretnych właściwości. Najczęściej mieszam ze sobą podkłady lub różnego rodzaju kremy koloryzujące, które bardzo często mają zdecydowanie ciemne barwy, bo dostosowane są do letniej pielęgnacji, więc jak widać nawet koncerny kosmetyczne uważają, że przeciętne cera ma być latem po prostu bardzo ciemna i to mnie dziwi, bo tyle przecież się mówi na temat ochrony przed słońcem. Jeśli jakiś produkt chcę nieco rozjaśnić to najlepszym rozwiązaniem będzie dodanie do niego chociażby koreańskiego kremu BB, bo te z kolei zwykle są bardzo jasne i nawet na mojej nieopalonej skórze wypadają niesamowicie blado, więc noszenie ich solo nie wchodzi w grę. Takie mieszanki nie są może profesjonalną techniką, ale na pewno taką pozwalającą na ekonomiczne i racjonalne używanie kosmetyków.

PROBLEM: PODKŁAD TWORZY ZBYT SUCHE I PŁASKIE WYKOŃCZENIE
ROZWIĄZANIE: NAKŁADANIE PODKŁADU NA WODĘ TERMALNĄ LUB HYDROLAT

Czasem nawet na tłustej cerze podkład tworzy coś w rodzaju suchej maski, która nie wygląda dobrze, podkreśla wszelkie nierówności skóry, drobne załamania i niedoskonałości. Wtedy wszystkie suche skórki są jeszcze bardziej widoczne, twarz wygląda jak po nałożeniu kilku warstw podkładu, a po wieczornym makijażu okazuje się, że cera potrzebuje sporej dawki nawilżenia. Sama dążę do jak najdłuższego utrzymania matu na twarzy, ale jednak każda nadgorliwość nie jest korzystna i czasem taka jednolita, wręcz sztywna warstwa nie wygląda dobrze. Moim zdaniem ideałem jest cera o aksamitnym wykończeniu i bez bez nadmiernej ilości sebum, które sprawia, że w niektórych partiach makijaż dosłownie spływa ze skóry. Aby uniknąć tego typu skorupy najlepiej nakładać podkład na cerę spryskaną wodą mineralną lub hydrolatem. Wystarczy skórę jedynie delikatnie musnąć, bo zbyt duża ilość może sprawić, że będziemy mieli problem z prawidłowym jego roztarciem na skórze, bo oleiste struktury w podkładach nie połączą się z wodą. Inną i nieco łatwiejszą, ale i mniej spektakularną metodą jest po prostu nakładanie na mokro i wtedy delikatnie spryskujemy pędzel i dopiero potem aplikujemy na niego odrobinę podkładu. Taka mokra technika sprawi, że makijaż jest delikatniejszy, a cera staje się bardziej rozświetlona, nietłusta, ale też pozbawiona płaskiego matu i efektu maski. Szczerze wam polecam takie eksperymentowanie z wodami termalnymi i kwiatowymi podczas aplikacji makijażu, bo dzięki nim podkłady bardzo często zmieniają swoje właściwości na dużo bardziej dla nas korzystne. 

Którą z metod stosujecie w swoim makijażu? A może macie jakieś swoje sprawdzone patenty na lepszy wygląd podkładu na skórze?