Możemy uznać, że praktycznie mamy już weekend, a ten zobowiązuje do wpisu, który zanadto nie przemęczy szarych komórek w mózgu i będzie miłą rozrywką, tym bardziej, że jedna z moich nowości jest w stanie poprawić humor nawet najbardziej zatwardziałemu pesymiście. Ogólnie w kwestii kosmetyków ostatnio przechodzę coś w rodzaju totalnego zdziecinnienia, a może w sumie nigdy tak naprawdę nie udało mi się do końca dorosnąć? Paleta do makijażu w kształcie głowy lalki oraz czerwonej żaby w koronie, perfumy wyglądające jak torebka oraz preparat do twarzy z maskotką Wielkiego Ptaka to stanowczo najbardziej charakterystyczne osobliwości mojej kosmetyczki. Ledwo człowiek skończył te dwadzieścia kilka lat, a już bach i niczego mu nie wypada, a odrobina pozytywnego zdziwaczenia staje się powodem do pobłażliwych uśmiechów. Oprócz kilku nieszablonowych kosmetyków mam też do pokazania parę tych bardziej zachowawczych, ale w sumie przy tym ustrojonym w ptasie piórka, każdy wygląda jakoś tak bardzo stereotypowo. Początkowo chciałam napisać o tym jakie to do mnie dotarły zaawansowane technologicznie kosmetyki, ale nie ma co zakrzywiać rzeczywistości, bo od początku wiadomo kto skradnie całe show tego wpisu!

PERFUMY

Te dwie propozycje różnią się od siebie pod względem flakonu, trwałości, oraz kompozycji nut zapachowych sprytnie zmieszanych wewnątrz. Oba zapachy nieco odstają od moich utartych upodobań opartych na nutach lekkich, kwiatowych i słodkich. Co za tym idzie to kompozycje zapachowe, które nie wywołały u mnie okrzyku zachwytu tuż po pierwszym użyciu. Plasują się gdzieś tak na półmetku, bo dość daleko im do zwycięstwa, ale też nie wywołały jakichś nad wyraz negatywnych emocji. Na pewno też tak macie, że swoje ulubione perfumy zostawiacie na ważne okazje i dozujecie je, aby poprawić sobie nastrój lub po prostu poczuć się dobrze. Natomiast te mnie lubiane używane są tak na szybko przed wyjściem z domu, a ich wybór to tylko czysty przypadek. Nie jest to dopisywanie ideologii do kosmetyku, a po prostu moje lekkie zafiksowanie na temat niemalże magicznych mocy wszelkiego rodzaju wód, perfum, a nawet mgiełek. Mam nadzieję, że też tak macie i nie wychodzę tutaj na jakiegoś paranoika przypisującego kosmetykom nadprzyrodzone moce.

  • Tommy Hilfiger -Tommy Girl. Po masywnym i prostym flakonie spodziewałam się zapachu lekkiego, mało skomplikowanego i być może z męską nutą. W rzeczywistości jest to bardzo intensywna propozycja, która nie jest jednorodną kompozycją, a składa się z mnóstwa pojedynczych elementów, które wprawny nos będzie w stanie wyczuć. Nuty cytrusowe łączą się tu z czarną porzeczką przyprawioną miętą. Kwiatowym sercem jest róża, lilia i fiołek, a podstawa to jaśmin, magnolia, skóra i drzewo sandałowe. Jednak jeśli miałabym pokrótce opisać ten zapach to najlepszym określaniami byłaby moc, wielowymiarowość oraz bardzo dobra trwałość. Zapach ten utrzymuje się na skórze przez długi czas, z czasem na niej dojrzewa i stopniowo ulega zmianie. Mimo wszystko jest to propozycja, która będzie odpowiadała osobom, które lubią perfumy intensywne, a czasem nawet obezwładniające nieco duszącym charakterem.
  • Marc Jacobs - Divine Decadence. Flakon swoją oryginalnością trochę przyćmił zapach, a w sumie ten drugi po prostu nie do końca jest interesujący. Bez tej ślicznej otoczki w postaci torebki byłoby, więc tutaj bardzo ciężko zainteresować nim konsumenta, ale do rzeczy. Szampan, kwiat pomarańczy i bergamotka łączą się z gardenią, hortensją kwiatem irysa i wiciokrzewem, a podstawą jest tu bursztyn, szafran i wanilia. Co to znaczy w języku przeciętnego konsumenta? Z pewności zapach ten nie jest żadną sztampą, bo obok jego lekkości kryje się coś bardzo intrygującego i polecam wam sprawdzić o czym teraz piszę. Nie mniej jednak nie rozwija się on na skórze, a szczerze mówiąc staje się raczej płaski i jednowymiarowy. Niebanalny flakon i frapująca kompozycja zapachowa równoważone są przez bardzo przeciętną trwałość oraz brak jakiegokolwiek zaskoczenia po kilku godzinach noszenia tej kompozycji. Zdecydowanie wolę perfumy, które w ciągu dnia zmieniają się tak samo jak moje nastroje.

KSIĄŻKA

Pozycja Skin Coach - Bożeny Społowicz wywołała niemałe zamieszanie na moim instagramie. Nie spodziewałam się takich emocji, ponieważ książka ta swoją premierę będzie miała dopiero 15 stycznia. Część z was była zainteresowana tą tematyką, a druga połowa miała pewne wątpliwości dotyczące sposobu pielęgnacji jaki propaguje autorka. Ja nie jestem zwolenniczką jakiegoś szczególnie rygorystycznego stylu życia i nie ukrywam, że naturalna pielęgnacja nie jest mi obca, ale inne warianty dbania o siebie również pojawiają się u mnie dość często. Dlatego też tego typu książki lubię ze względu na poznawanie innego punktu widzenia, porównywanie swojej wiedzy z tą zdobytą przez osoby zajmujące się urodą zawodowo. Nie ze wszystkim muszę się zgadzać, ale chętnie czytam o sprawach, o których do tej pory po prostu nie miałam pojęcia. Co właściwie chce przekazać czytelnikom skin coach? Pozwala poznać swój typ skóry, dobrać odpowiednie kosmetyki, ułożyć plan pielęgnacyjny oraz zrewolucjonizować życie, aby wprowadzić do niego więcej nawyków związanych po prostu ze zdrowym stylem życia. Na dokładkę dostaniemy też przepisy na naturalne kosmetyki i namiary na te, które możemy wygodnie kupić. Ogólnie rzecz biorąc w tym momencie, a dokładnie po przeczytaniu połowy uważam, że to bardzo ciekawa pozycja, która pozwala spojrzeć na pewne sprawy z zupełnie innej perspektywy i pisana jest przystępnym, czasem fachowym, aczkolwiek momentami nieco nużącym językiem. Mam wrażenie, że niektóre fragmenty mogłyby być bardziej zwięzłe i mniej przegadane, ale moje ogólne odczucia są jak najbardziej pozytywne. Już niedługo na pewno podzielę się nieco szerszym podsumowaniem mojej sesji skin coachingu.

KOSMETYKI

W kwestii nowości kosmetycznych panuje tutaj niemałe zamieszanie, bo naprawdę trudno znaleźć jakiś klucz do rozkodowania istoty pojawienia się tych akurat produktów. Nie będę siliła się na jakieś wydumane argumenty, bo część tych kosmetyków to po prostu zrządzenie losu lub dość przypadkowe zakupy podyktowane zapotrzebowaniem na dany typ kosmetyku. Często pytacie mnie: "Jakie masz sposoby, że twoja skóra twarzy i ciała jest taka piękna i nieskazitelna?" Nie pytacie? W sumie nie dziwię się, bo mój wygląd naprawdę z ideałem ma niewiele wspólnego. Jednak teraz do tego wszystkiego podchodzę z należytym dystansem, a kosmetyki są w głównej mierze dobrą zabawą. W sumie jak nie traktować tego wszystkiego z przymrużeniem oka, jeśli mój facet ma cerę saute lepszą niż moja po kilkunastu dobrych minutach pokrywania jej najlepszym podkładem najbardziej zaawansowaną gąbką do makijażu? Kosmetyki, więc mają być dobrą zabawą, koniec i kropka.


  • It's Skin - Power 10 Formula VC Effector i Big Bird Mask. Ogólnie rzecz biorąc serum to na co dzień wygląda całkiem zwyczajnie, a taka szalona odsłona to po prostu edycja specjalna Sesame Street, w której kosmetyki ozdobione są postaciami z Ulicy Sazamkowej. Ten akurat krem wodny inaczej zwany serum ma za zadanie rozjaśnić skórę i dodać jej blasku ze względu na zawartość pochodnej witaminy C. Poza tym producent obiecuje spłycenie zmarszczek, poprawę elastyczności, zmniejszenie widoczności porów oraz przeciwdziałanie powstawaniu zmian zapalnych. W tym momencie są to tylko obietnice i nie mogę dodać nic poza tym, że produkt ten pachnie cytrynowo, a Wielki Ptak wywołał u mnie tak dużo dziecięcej radości, że życzę sobie, aby używanie kosmetyku skończyło się jeszcze bardziej pozytywnie.
  • Dermika - Hydralogique krem matujący na dzień i odżywczy na noc. Inspiracją do stworzenia tych kosmetyków była hydradermabrazja, która wykorzystuje eksfoliację oraz regenerację skóry. Cera po zastosowaniu tych produktów ma być przede wszystkim zrewitalizowana oraz mocno nawilżona. Krem matujący przeznaczony jest do cery normalnej i mieszanej, a jego rola poza oczywistym zapobieganiem błyszczeniu to również złuszczanie i zmniejszanie widoczności porów. Z kolei wersja na noc przeznaczona jest do każdego typu cery i odpowiada między innymi za regenerację oraz normalizację procesów zachodzących w skórze. Szczególnie jestem ciekawa właściwości związanych z matowieniem skóry, redukcją widoczności porów oraz złuszczaniem. Poza tym do tej pory zupełnie nie miałam styczności z Dermiką, więc intryguje mnie jak produkty tej marki mogą wpłynąć na moją skórę.
  • Vichy - żel odświeżająco-oczyszczający Purete Thermale. Przeznaczony do każdego typu cery, i polecany jest nawet do tej wrażliwej. Jego formuła wzbogacona jest w ekstrakt z moringi oraz wodę termalną. Ma nie wysuszać cery oraz ograniczać dyskomfort spowodowany wpływem twardej wody na skórę. Używam go już trochę czasu i w tym momencie mogę stwierdzić, że dobrze oczyszcza skórę, nie powoduje podrażnienia i jest po prostu dobry dla mojej cery. Jednak w tym momencie nie widzę w nim nic nadzwyczajnego, nie dostrzegam jakiejś właściwości, która zmiotłaby konkurencję. Jest dobry, działa poprawnie, ale nie widzę powodu, aby do niego wrócić po raz kolejny.
  • Kosmetyki z linii Tołpa by Mariusz Przybylski. Po pierwsze te produkty odróżniają się od reszty asortymentu marki bardzo minimalistycznymi opakowaniami z krawieckimi grafikami, które oczywiście mają nawiązywać do kooperacji z projektantem. Ich ceny są również wyższe, a wśród produktów możemy znaleźć te dla kobiet, mężczyzn i takie uniwersalne zwane unisex. Absolutnie kupił mnie ten skromny design opakowań, ale w tym momencie jestem niesamowicie ciekawa jak ma się takie dążenie do stworzenia produktów z wyższej półki do ich rzeczywistej jakości. Dla siebie wybrałam balsam-olejek do demakijażu oraz maskę enzymatyczną oraz nawilżającą. Mam nadzieję, że poza designerskim minimalizmem znajdę we wnętrzu tych produktów coś równie wartościowego.
  • Montibello - Hydrium Night krem na noc oraz Radiance Pearl Elixir eliksir rozświetlający oraz korygujący koloryt skóry. Markę znam przede wszystkim z produktów do pielęgnacji włosów, więc kosmetyki do twarzy są dla mnie zupełną nowością i nie mam w stosunku do nich żadnego punktu odniesienia. Emulsja na noc ma w głównej mierze dbać o prawidłowe nawilżenie skóry oraz zapewniać poczucie odprężenia i komfortu. Nazwa eliksiru wskazuje, że jego główną rolą jest zagwarantowanie skórze zdrowego blasku, młodości oraz jednolitości. Produkty te należą do gamy kosmetyków profesjonalnych i ich zadaniem jest kontynuacja pielęgnacji, której poddajemy się w salonie kosmetycznym, tak więc dostępne są do kupienia tylko w takich punktach i nie można ich nabyć chociażby w drogeriach.
Jak podobają się wam moje nowości? Która z tych rzeczy wzbudziła wasze największe zainteresowanie?