No i mamy lato pełną gębą! Może i czasem jest ono aż zanadto bezpośrednie i rozdaje gorące uściski na prawo i lewo oraz oblewa nas zbyt intensywnym rumieńcem opalenizny, ale jednak apeluję o zaprzestanie zrzędzenia na temat może i czasem wątpliwych, ale mimo wszystko bardzo pozytywnych aspektów tej wakacyjnej pory roku. Jeśli czasem i mnie nachodzi ochota, aby dać upust negatywnym emocjom podgrzanych tym upałem, zawsze wracam wspomnieniami do zimy i aż się wzdrygam na samą myśl o jej mroźnych atrakcjach. Przypominam sobie zziębnięte dłonie i twarz, tusz do rzęs spływający pod płatkami śniegu, fryzurę ugniecioną przez wielką czapkę, przemoczone buty i milion warstw ubrań, dzięki którym raz szczękam zębami, a zaraz potem czuję się jak w saunie parowej. Urodziłam się zimą i według niektórych teorii powinnam być idealnie dostosowana do klimatu podbiegunowego, a mi jakoś tak zawsze bliżej było do atmosfery znacznie bardziej obfitującej w wysokie temperatury. Już dzisiaj mogę pakować się i wyprowadzić na jakiś ciepły koniec świata, ale puki poważnych ofert nie mam, to staram się cieszyć naszą polską namiastką tropików.

Oczywiście taki iście wakacyjny klimat to nie zawsze tylko przyjemne promienie  na skórze i ciepłe wieczory, bo to też potrzeba ochrony przed szkodliwym działaniem słońca, zmiana sposobu pielęgnacji ciała oraz walka z makijażem, który nijak nie chce się trzymać twarzy. Nowości, o których dzisiaj napiszę mają pomagać w rozwiązaniu przynajmniej części tych problemów i chętnie wam zdradzę jak jest w rzeczywistości i czy prym wiedzie tu czasem dokuczliwe lato, a może to właśnie kosmetyki wygrywają w tej nierównej walce o piękny i świeży wygląd.

YVES ROCHER - PERFUMOWANA MGIEŁKA DO WŁOSÓW 


Zadaniem tego limitowanego produktu ma być nadanie lekkiej poświaty zapachu, która będzie się subtelnie roznosiła podczas każdego ruchu głową. To zdecydowanie propozycja dla osób, które są trochę zafiksowane na punkcie zapachu swoich włosów. Producent opisuje aromat jako połączenie cytrusów, dojrzewających w słońcu owoców oraz mięty, ale z mojej perspektywy jest to coś bardziej przypominającego kwiatową mieszankę. Kompozycja zapachowa wydaje mi się idealna na lato, bo jest lekka, trochę słodka i z pewnością nieprzytłaczająca. Do tego została tak opracowana, że chętnie kupiłabym tego typu perfumy, ponieważ zwykle skłaniam się w kierunku delikatnych, kwiatowo-owocowych aromatów, które nie są płaskie a ciekawie rozbudowane i wielowymiarowe. 

Niestety, ale tuż po rozpyleniu wyczuwalny jest alkoholowy zapach, który ulatnia się bardzo szybko. Jednak tutaj pojawia się pewien problem, ponieważ na pierwszym miejscu w składzie znajduje się alcohol, który spotykany w perfumach i mgiełkach do ciała nikogo nie dziwi, ale moim zdaniem jego obecność w tym kosmetyku jest jednak alarmująca. Oczywiście każdy ma inne potrzeby, a tym bardziej upodobania odnośnie pielęgnacji, ale produkt z takim składem z pewnością nie będzie polecany do częstego stosowania, a szczególnie w przypadku włosów słabych, suchych lub zniszczonych. Rzecz jasna wszystko tutaj zależy od osobistych predyspozycji i właściwej dbałości o nawilżenie oraz zabezpieczenie fryzury i może obyć się bez przesuszenia, ale lojalnie ostrzegam, że ten kosmetyk powinien być stosowany raczej raz na jakiś czas w małych ilościach jako taka chmurka opadająca na fryzurę, a nie porządna dawka wręcz sprawiająca, że poszczególne pasma będą wilgotne. Z drugiej strony jestem bardziej skłonna, aby ten produkt stosować po prostu na ciało, bo nie jestem przyzwyczajona do aplikowania takich mgiełek na włosy. 

W kwestii trwałości aromatu to jest to taki typowy spray zapachowy, który z bliska wyczuwalny jest raczej długo, ale z pewnością nie jest w stanie konkurować z mocniejszymi  i bardziej długotrwałymi perfumami. Stosowany w racjonalnych ilościach nie obciąża włosów i nie powoduje szybszego przetłuszczania. Z mojej perspektywy tego typu kosmetyk jest fajną nowinką kosmetyczną, ale nie zakwalifikowałabym go do grupy niezbędników, bez których letnia pielęgnacja będzie sromotną klęską. Często po prostu zapominam o stosowaniu tego typu produktów i ich użycie nie jest dla mnie żadną rutyną.

BEZBARWNY SPRAY DO OPALANIA Z WYCIĄGIEM Z MIKOŁAJKA NADMORSKIEGO SPF 30


Teraz chciałabym przedstawić produkt, który może nie od początku zdobył moje zaufanie, ale ostatecznie naprawdę go polubiłam i to właśnie po niego zwykle sięgam tuż przed opalaniem. Za pomocą atomizera aplikujemy na skórę płyn, który jest rzadki i odrobinę tłustawy. Początkowo zachowuje się jak przeciętny olejek, ale po kilku minutach praktycznie wchłania się do zera i jest niemalże niewyczuwalny na skórze, bo pozostaje po nim jedynie wrażenie bardzo przyjemnie miękkiego ciała. Ten aspekt jest moim zdaniem niesamowicie istotny, ponieważ nie ma tutaj mowy o lepkiej pozostałości kosmetyku, do której przykleja się dosłownie pół plaży, z którą potem wracamy do domu. Nie wiem jak jest u was, ale w moim przypadku tłusta warstwa na ciele czasem potrafi naprawdę zepsuć nastrój.

Kolejny warty uwagi punkt to zapach, który na pierwszy rzut oka jest alkoholowy i dopiero po kilku sekundach zmienia się w naprawdę ciekawą kompozycję. Z mojej perspektywy produkt ten pod naprawdę wieloma względami przypomina suchy olejek z Nuxe, ponieważ tak jak wspominałam skóra po jego użyciu nie jest lepka, a on sam pachnie intensywnie, nieco orientalnie, ciężko i kwiatowo. Produkt nałożony na całe ciało może sprawić, że perfumy staną się zbędne, bo po pierwsze skóra będzie pachniała bardzo intensywnie, a po drugie zapach ten raczej nie połączy się ładnie z innymi aromatami. Zdecydowanie nie przypomina pod tym względem typowych kosmetyków do opalania i z tego też powodu nie musi się wszystkim podobać, chociaż ja dążę go dużą sympatią. 

Tutaj również alcohol znajduje się na pierwszym miejscu i zapewne powodem jego obecności jest potrzeba rozpuszczenia części tłuszczowej tego kosmetyku, aczkolwiek to są jedynie moje przypuszczenia. Skoro już znajduje się tu w takich ilościach to warto mieć na uwadze, że nie będzie on szczególnie polecany osobom z jakimiś urazami lub podrażnieniami na skórze, bo taki kontakt może okazać się z pewnością nieprzyjemny. Nie mniej jednak mam nadzieję, że pozostałe składniki zrównoważą wysuszające dzianie alkoholu i nie będzie on szkodził, a tak z własnej perspektywy polecam po prostu właściwe nawilżanie skóry tuż i przed opalaniem. Olejek może nie dla wszystkich będzie kosmetykiem idealnym, ale w tym momencie naprawdę go polubiłam, bo opalanie bez wrażenia tłustej skóry to dla mnie zdecydowanie miła perspektywa. 

YVES ROCHER - CIEŃ DO POWIEK W KREMIE


Ostatnią letnią nowością jest produkt do makijaż, bo jak wiadomo ten podczas gorących dni naprawdę potrafi dać w kość. Z tego też powodu wybieram bardziej naturalną wersję siebie i rezygnuję z wielu produktów kolorowych. Może przez to trochę straszę ludzi, ale jednak stawiam na wygodę, bo czuję się znacznie lepiej bez rozmazanych cieni i spływającego podkładu. Nie mniej jednak czasem pomalować się po prostu trzeba i najważniejszy w tym wszystkim jest wybór kosmetyków, które będą przede wszystkim trwałe. Na pewno każda z was zna moment kiedy po upalnym dniu wraca do domu, patrzy w lustro i zastanawia się czy taka brzydka była przez cały dzień☺

Myślę, że cienie kremowe nie muszą zawsze kojarzyć się z perfekcyjną wytrzymałością, ale ten kosmetyk zaskoczył mnie pod tym względem bardzo pozytywnie. Nie jest bardzo gęsty, ale jak możecie zobaczyć na zdjęciu jego warstwa tworzy prawdziwą taflę metalicznego koloru bez żadnych prześwitów. Jeśli zależy nam na intensywności to najlepiej wklepać go za pomocą palca, a gdyby interesowała nas jedynie poświata koloru radzę nałożyć go za pomocą dołączonego aplikatora, a następnie rozetrzeć pędzelkiem. Dość szybko zastyga i nie tworzy mokrej warstwy, która łatwo się przemieszcza. Już za pierwszym razem zrobił na mnie duże wrażenie, bo po nałożeniu go na skórę dłoni nie mogłam go wytrzeć jak zwykły cień i potrzebowałam użycia środka myjącego. Na oku zachowuje się bardzo podobnie, ponieważ utrzymuje się dosłownie przez cały dzień, nie ściera się i dopiero po kilku godzinach może lekko zbierać się w załamaniu powieki. Bardzo polubiłam ten produkt w głównej mierze za łatwość aplikacji, bezproblemowość, metaliczną poświatę i naprawdę dobrą trwałość nawet w upalne dni. 

Odcień 06 Bleu Cedre to bardzo jasny błękit nieco przełamany srebrem, który pięknie rozświetla oko i dodaje blasku. Producent zapewnia również o wodoodporności tego kosmetyku i z przyjemnością to potwierdzę, ponieważ powieki przemyte wodą nadal pokryte są nienaruszonym kolorem. Również przypadkowe pocieranie oka nie spowoduje rozmazania cienia lub częściowego zniknięcia go z powieki. To zdecydowanie warty uwagi produkt głównie z perspektywy gorącego lata i prób utrzymania makijażu na miejscu. 




CZY POLECAM LETNIE NOWOŚCI MARKI YVES ROCHER?


Na pierwszym miejscu mojego mini rankingu ustawiłam olejek do opalania, który zaskarbił sobie moją przychylność niemalże suchym wykończeniem na skórze oraz bardzo bogatym i intensywnym zapachem. Na drugim miejscu znalazłby się wodoodporny cień do powiek, bo jego trwałość i łatwość aplikacji zdecydowanie wygrywają nawet z największymi upałami. Stawkę zamyka mgiełka do włosów, której aromat przeniosłabym do perfum i mogłabym używać ich codziennie, ale ona sama nie jest dla mnie jakimś kosmetycznym niezbędnikiem, a po prostu fajną kosmetyczną ciekawostką, której zadaniem jest chyba po prostu umilanie pielęgnacji. 

Uzbrojona w taki asortyment mogę już śmiało walczyć z niezbyt pozytywnymi skutkami upałów, na które jednak nie narzekam, bo już dokładnie za pół roku będę za nimi naprawdę tęskniła i z nadzieją zacznę liczyć kolejne miesiące do upragnionego lata, które swoje wady ma, ale dla mnie jest przede wszystkim niekończącym się powodem do ogromnej radości. A rozmazany makijaż, zbyt duże upały i potargane włosy to przecież żaden koniec świata i zawsze można jakoś z nimi walczyć lub nad nimi zapanować, albo je po prostu zlekceważyć i cieszyć się wakacjami.

Udało wam się poznać któryś z tych kosmetyków? 
Jakie macie swoje kosmetyczne niezbędniki lata?