Kolejne edycje pudełek z kosmetykami to oczywiście zachwyty, na które czeka się z niecierpliwością i zdecydowanie niemile widziane rozczarowania. Standardowo i tym razem pojawiło się kilka naprawdę fajnych elementów, ale tuż za nimi podążają równie nietrafione prezenty znacząco psujące ogólny odbiór. Oczywiście możliwość sprawdzenia nowych produktów daje mnóstwo radości, ale przecież nie chodzi o to, aby gromadzić masę zbędnych kosmetyków, których nigdy się nie użyje lub takich stosowanych sporadycznie, bo czy ktokolwiek z nas potrafi przewidzieć czy w przeciągu najbliższego roku dozna oparzenia słonecznego? Wstęp zdecydowanie nie brzmi optymistycznie, więc to chyba najlepszy moment, aby przejść do bardziej precyzyjnego opisu wszystkich kosmetyków, aby każdy mógł wyrobić sobie swoją własną opinię niepodyktowaną moim zrzędzeniem. 

SHINYBOX THE BEAUTY JUNGLE - SIERPIEŃ 2017


Od razu przejdźmy do konkretów, bo emulsja regenerująca do twarzy Kueshi wzbudziła moje ogromne zainteresowanie. Inne kosmetyki tej marki spisały się u mnie doskonale, więc i od tego produktu oczekuję naprawdę wiele. Ekstrakt ze śluzu ślimaka oraz olejek różany działają regenerująco, przeciwdziałają starzeniu się skóry oraz pomagają zniwelować wszelkiego rodzaju niedoskonałości pojawiające się na skórze i przykładowo pomagają zlikwidować blizny różnego pochodzenia. Z mojej perspektywy brzmi to doskonale, więc z pewnością już niedługo ta emulsja wzbogaci moją pielęgnację.


Pierwszy produkt okazał się pozytywną niespodzianką, więc nic dziwnego, że miałam apetyt na więcej. Niestety, ale saszetka SheFoot maska + peeling go nie zaspokoiła. Nie uważam tego kosmetyku za nieudany, ale nie widzę w nim nic pozytywnie zaskakującego. Tego typu kuracja z pewnością będzie mi towarzyszyła podczas jakiegoś wieczoru SPA, ale nie podnosi ona w żadnym stopniu wartości pudełka. Pielęgnacja stóp to chyba tak niewdzięczny temat, że większość kosmetyków do niej przeznaczonych traktujemy wyłącznie jako obowiązek, a nie przyjemność.

Przechodzimy dalej i znowu mamy do czynienia z produktem, który ma marne szanse na powodzenie. Tak się składa, że tym kłopotliwym kosmetykiem jak chusteczka brązująca Efektima mająca za zadanie zapewnić opaleniznę na twarzy i ciele, zapobiec wszelkiego rodzaju smugom oraz zadbać o odżywienie skóry dzięki  kwasowi hialuronowemu, kolagenowi i elastynie. Sama idea tego kosmetyku jest dla mnie zrozumiała, ale jednak nie każdy jest fanem śniadej karnacji, a tym bardziej tej uzyskanej sztucznie. Nawet jeśli efekt byłby spektakularny to końcówka lata nie jest najlepszym momentem dokładania sobie kolejnej warstwy opalenizny, mimo że niewątpliwie dziewczyny lubią brąz.

Dalej z pudełka wyjmujemy kosmetyk, który co prawda nie jest niczym zaskakującym, ale z pewnością przyda się w każdej łazience, a jest to AA kremowa emulsja do mycia. Masło Tacuma i shea oraz olejek avokado poprawiają gładkość oraz elastyczność skóry i regenerują ją. Chętnie sprawdzę tę nowość, bo z reguły nie przywiązuję się do produktów myjących i lubię je wciąż zmieniać. Wymiennie w innych pudełkach można było też znaleźć regenerujący balsam do ciała z tej samej linii. Fajnie, że mogłam znaleźć tutaj emulsję, ale zdecydowanie nie jest on niczym nieoczywistym i oczekiwanym.

Teraz przejdziemy do najmniej udanego elementu edycji The Beauty Jungle. Farba do włosów Delia Cameleo Omega może być genialna, ale nie zmienia to faktu, że trafienie z kolorem to prawdziwa rosyjska ruletka, tym bardziej że dla kobiety przykładowo brąz ma milion różnych odcieni i nie nałoży ona sobie na włosy pierwszego z brzegu lub tego przypadkowego. Trafiłam na odcień bardzo zbliżony do mojego naturalnego, więc farba jest mi zupełnie zbędna, nie mam jej komu oddać, a ja nie znoszę takiego marnotrawstwa. Proszę mi nigdy więcej nie robić takich nieudanych niespodzianek!

Na deser zostawiłam balsam do ciała Cztery Pory Roku, którego zadaniem ma być nadanie skórze miękkości, gładkości oraz elastyczności. Jego niewątpliwą zaletą jest uniwersalność, bo z pewnością zdobędzie większe grono zwolenników niż chociażby farba do włosów, ale coś mi jednak świta, że większość kobiet ma problem ze zużywaniem balsamów, więc kolejny będzie raczej problemem, a nie ułatwieniem pielęgnacji. To kolejny produkt, który może nie zniechęca, ale też specjalnie nie skłania do zakupu kolejnego pudełka. Wymiennie w innych wariantach znajdował się też krem do rąk z tej samej linii. 


Dalej przechodzimy do niespodzianek i te są moim zdaniem elementami ciekawszymi niż pozostała zawartość. W różnych pudełkach znajdowało się mnóstwo prezentów, nie będę ich wszystkich opisywała, więc skupię się głównie na tych, które sama otrzymałam. Pierwszy to pędzel Donegal do pudru sypkiego, prasowanego i brązującego, który jest bardzo uroczym gadżetem, a miękkie włosie pozwala mi żywić nadzieję, że będzie miłym elementem codziennego makijażu. Drugim równie obiecującym produktem jest cień do powiek Constance Carroll z linii Metallix. Niesamowicie zaskoczył mnie fakt, że produkt jest świetnie napigmentowany, nie osypuje się i zachowuje jak kremowy choć jest prasowany. To już kolejne pozytywne zaskoczenie tą marką kosmetyków do makijażu i muszę się im dokładniej przyjrzeć, bo jestem niesamowicie zaintrygowana!


Jednakże najbardziej zaskakującym produktem jest voucher Dr Barbara pozwalający na skorzystanie z aplikacji, która potrafi dopasować spersonalizowaną dietę, pomaga w jej codziennym stosowaniu poprzez przypominanie o posiłkach, przygotowanie listy zakupów lub chociażby obserwowanie zmian wagi. Nie neguję słuszności obecności tego produktu, ale jestem w pełni świadoma, że nie każdy musi z niego skorzystać. Ja sama z chęcią zapoznam się z tą usługą bliżej, chętnie sprawdzę czy rzeczywiście jest warta swojej ceny i czy korzystanie z niej nie sprawia problemu i jest przyjemne oraz daje pozytywne i co najważniejsze zauważalne efekty.

INSPIRED BY U.R.O.K. - EDYCJA XVI


Z pewnością przyciągającym wzrok produktem jest luksusowy krem ochronny Janda, który zaciekawił mnie głównie ze względu na do tej pory nieznaną mi marjkę. Filtr ochronny spf 50 chroni przed szkodliwym działaniem promieniowania ultrafioletowego oraz przed skutkami promieniowania podczerwonego i widzialnego. Żałuję tylko, że nie mogłam go sprawdzić wcześniej, bo na pewno byłby genialnym towarzyszem wakacji. Nie mniej i tak chętnie poznam jego moc, bo jak wiadomo chronić się przed szkodliwym działaniem słońca należy zawsze, a nie tylko w krytycznych momentach.

Chitozan żel nawilżająco-kojący to następny produkt, który najlepiej sprawdzi się podczas lata, ponieważ łagodzi oparzenia słoneczne, nawilża, chroni przed wysuszeniem, przyspiesza gojenie i tworzy warstwę ochronną. To produkt, który zdecydowanie warto mieć w kosmetyczce, a może i nawet w apteczce, ale z drugiej strony tak samo może być on zbawienny jak i może się on nam po prostu nie przydać. Poza tym chyba każdy przyzna mi rację, że nie jest to kosmetyk, na który każdy czekał tutaj z niecierpliwością.

Dalej mamy do dyspozycji plastry na odciski SheFoot, które w pudełkach znajdowały się w różnych wariantach. W sumie warto mieć tego typu przedmiot w zanadrzu, ale po raz kolejny zadaję sobie pytanie czy tego typu produkt może ucieszyć jeśli akurat go nie potrzebuję? Zawartość aktualnej edycji pudełka stanowi swoisty niezbędnik wakacyjny i strasznie żałuję, że nie pojawiło się ono w sprzedaży kilka miesięcy temu. Nie ukrywam jednak, że przykładowo plastry na odciski wywołują u mnie jedynie taką myśl, że nie będę miała przyjemności korzystać z ich zbawiennej mocy.

Moim zdaniem hitem tej edycji jest butelka filtrująca wodę Selldo i jeśli nie znacie tego gadżetu to polecam wam się z nim zapoznać, ponieważ zapewnia on dużą oszczędność dzięki temu, że dzięki niemu możemy mieć zawsze przy sobie przefiltrowaną wodę z kranu, którą jesteśmy w stanie uzupełnić dosłownie wszędzie. Ja jestem wielką zwolenniczką tego typu gadżetów dołączanych do pudełek, bo nie są to niepotrzebne drobiazgi, a naprawdę przydatne i wartościowe przedmioty, które pobudzają wyobraźnię i zmieniają nawyki na lepsze.

Teraz przechodzimy do ostatniego punktu, a jest nim Ava antybakteryjny krem punktowy Acne Control. To coś dla mnie, bo wciąż zmagam się z niedoskonałościami skóry, a jego zadaniem jest normalizacja pracy gruczołów łojowych, redukcja wydzielania sebum oraz oczyszczenie i wygładzenie skóry. Zawiera w składzie olejki eteryczne z drzewa herbacianego, lawendy i trawy cytrynowej. Chętnie sprawdzę jago działanie na mojej kłopotliwej cerze, aczkolwiek nie ukrywam, że nie przepadam za produktami punktowymi. W innych wariantach pudełka znalazła się też maska antybakteryjna z tej samej linii. 



JAK OCENIAM NAJNOWSZE EDYCJE PUDEŁEK SHINYBOX ORAZ INSPIRED BY?


Nie ukrywam, że jestem tylko częściowo usatysfakcjonowana zawartością i gdyby nie kilka naprawdę fajnych elementów to po prostu uznałabym oba pudełka za naprawdę średnio ciekawe. Shiny Box pozytywnie zaskoczył mnie emulsją regenerującą Kueshi, pędzlem Donegal oraz cieniem Constance Carroll. Reszta zawartości jest w moim odczuciu bardzo zwyczajna, a część nawet zbędna z mojej perspektywy. Kolokwialnie mówiąc szału tym razem naprawdę nie ma. Z kolei Inspired By zaproponowało pudełko, które uznałabym za świetne gdyby pojawiło się przed wakacjami, bo krem z wysokim filtrem, żel na oparzenia słoneczne, plastry na odciski i butelka filtrująca spisałby się genialnie w sezonie letnim. Nie mniej jednak ten ostatni gadżet zmniejsza niedosyt i sprawia, że zakup XVI edycji z pewnością był opłacalną decyzją jeśli tylko kogoś kręci idea oszczędności i dbałości o środowisko. Ogólnie rzecz biorąc momentami jest ciekawie, ale sporo rzeczy nadaje się do poprawki, bo przykładowo farba do włosów to spore nieporozumienie i myślę, że negatywny odzew pod tym względem będzie znaczącym sygnałem czego tak naprawdę potrzebują, a na co nie czekają osoby co miesiąc decydujące się na niespodziankę.

Który produkt szczególnie zwrócił waszą uwagę?
Które pudełko uważacie za ciekawsze?